zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
O zabijaniu kotów. Wstęp

 

Nie przeżywałem nigdy orgazmu nad Masłowską, nawet wtedy, gdy jęki rozkoszy rozbrzmiewały ze wszystkich stron. O tym, jakim jestem ignorantem (który nie powinien się wypowiadać na temat) świadczy to, że nie czytałem "Wojny polsko-ruskiej".

"Kochanie, zabiłam nasze koty" kupiłem również z powodów pozaliterackich. Parę tygodni temu w dzienniku od trotylu ukazał się wywiad z Masłowską w bardzo niemodnej konwencji (przykład modnej konwencji: Jestem ateistką. Kościół mnie zniewala. Usunęłam ciążę. Wow, jesteś wspaniała!), więc kliknąłem "zamów". Perfekcyjny marketing uprawia Masłowska, taki, że nawet mnie wzięło, nie?

Po wywiadzie, natychmiast wartość jej literatury znacząco spadła. Np. w bardzo potrzebnej fejsbukowej grupie o odchyleniu lewicowo-feministycznym "Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka" (skąd pomysł moich pierwszych zdań) znalazł się komentarz, z którym do teraz mam problem.

Zbulwersowana czytelniczka pisze: Mnie też odrzuca tytuł. Jestem miłośniczką kotów. Tymczasem na s. 46 odrzuconej książki znajdujemy myśl zupełnie podobną:

- "(...) to stare psisko tylko się męczy!" - czytała i:
- Biedny pies. Nienawidzę, gdy zwierzęta cierpią. - dodawała zaraz od siebie, odkładając Steinbecka z powrotem na półkę.

Albo wypowiedź o kotach jest bezczelną prowokacją (autorki?), nawiązującą do pretensjonalności książkowej Jo., albo pani zbulwersowana nieświadomie udowodniła, że Masłowska wie o czym pisze i jej diagnoza dzisiejszej bezmyślnej afektacji jest jak najbardziej słuszna.

 

środa, 31 października 2012, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/11/08 20:00:07
Masłowska i jej prowokacje rodem z Pisu.
-
2012/11/08 21:33:10
Coś szerzej???