zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Wakacje z Jarosławem (odc. 5)

 

Chyba mam prawo czuć się zawiedziony, jeśli tyle szukałem tej książki? "Książka o Sycylii" Jarosława rozpalała moją wyobraźnię i wyobrażałem sobie, że jest w niej nie wiadomo co: jakiś tajemny klucz do Wyspy. Tymczasem lepiej czytać było o Wyspie jego wiersze i dzienniki niż książkę.

Od pierwszej chwili polubiłem na Sycylii nie jej - imponujący zaiste - wielki aparat, ale jej codzienność: jej prostych mieszkańców, handlarzy, rybaków, hotelarzy, jej pejzaż, szare wzgórza, dymiące piece siarczane, osiołki na ulicach miast, muły i konie dźwigające kolorowe wozy. Bardzo zmieniła się Wyspa, odkąd odjechał Jarosław. Ta, o której pisze, bywa mi równie obca jak ta z podróży Muratowa. Mimo deklarowanej przez autora sympatii do prostych mieszkańców, mało czuć w książce codzienności, tej z zapyziałych (ale pięknych) zaułków Agrygentu (na zdjęciu poniżej, właśnie taki zaułek, jakby wyjęty z Lu. na fotografiach Hartwiga).

 

 

Chociaż... chociaż mam tę magiczną władzę, że mogę zatrzymać ich trwanie jeszcze chwilę - opisać tę chorą matkę, tego stroskanego syna, tych dwóch wyblakłych urzędników, którzy stołują się tutaj codziennie i mówią do kelnera po imieniu, i tych trzech bogatych, czerwonych na twarzy chłopów, właścicieli winnic czy sadów, którzy przyjechali na odpust, aby się zabawić.

Jeśli pisze o Wyspie Jarosław - jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy dwudziestego stulecia, to może nie unosi w zachwycie, ale bywa, że pisze pięknie (jak o Katanii, powyżej). Gorzej, gdy przesłania go Jarosław - przewodniczący Komitetu Obrońców Pokoju, snując rozważania o analogiach między Hohenstauffami a US Army. Ten jest zgoła sandomierski, a nie sycylijski.

Dziwi mnie, bo jeśli gdzieś da się na Wyspie odczuć tę mieszankę kultur, sięgającą Greków, to najłatwiej w jej smakach. Jarosław natomiast kuchni sycylijskiej nie lubi, wyjątek czyniąc jedynie dla klasztornych słodyczy.

Gdy pisze w Syrakuzach "Panny z Wilka" to tak naprawdę przecież nie jest w Syrakuzach, bo Jarosław przywozi na Wyspę swoją daleką Ukrainę, Szymanowskiego, ciągłą tęsknotę. Za to ja w bagażu mam Iwaszkiewicza, tego z dzienników i listów z Palermo.

Postanowiłem, czytając "Książkę o Sycylii", że swe przyszłe-niedoszłe wyspiarskie dzieło zadedykuję-zadedykowałbym A. (A. nawet nie wie, że kiedy powtarza o wyspiarskim wyrafinowaniu, w pełni się zgadza z Jarosławem.) 

-

Koniec wakacji z Jarosławem. Odcinek piąty i ostatni.

 

czwartek, 07 sierpnia 2014, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: