2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Manchester by the Sea

 

 

Rzadko zdarza mi się powiedzieć o jakimś filmie (zwłaszcza teraz, gdy rzadziej je oglądam), że jest wybitny. W "Manchester by the Sea" (myślałem początkowo, wybaczcie ignorancję, że toczy się on w tym zwyczajnym Manchesterze, a nie w Massachusetts, ale sprawdziłem - kierownice mieli po właściwej stronie) wszystko pasuje: poetyckie zdjęcia, dobrana muzyka (wyjątkowo dużo Haendla), przekonująca gra, scenariusz. A. wróciła przygnębiona, oczekiwałem więc, że u mnie będzie podobnie, ale nie - według mnie film pozostawia przestrzeń między widzem a fabułą, choć wywołuje ogromne emocje.

O wybitności świadczy również to, że można odczytywać go na wiele sposobów: jako opowieść o relacjach rodzinnych, o winie i karze albo o syndromie stresu pourazowego. Dla mnie - z racji ostatnich przemyśleń nad Opatrznością - wydaje się być filmem religijnym, stawiającym przed widzem fundamentalne pytania i niedającym żadnych odpowiedzi. Nie bez znaczenia jest to, że społeczność, w której dzieje się akcja "Manchesteru", to katolicy: zaznaczają to jedna czy dwie sceny, ale dzięki temu do opisu zdarzeń możemy zastosować ten sam język religijny.

Pokrótce - przypowieść o Lee Chandlerze jest historią o Opatrzności, która, z niewiadomych dla bohaterów przyczyn, nie czuwała nad nimi. A ten Haendel to jak na ironię.

Słowa klucze: mrożony kurczak, silnik do łodzi, mewy, Jowisz

4,5/5,0

 

(źródło: cineavatar.it)

niedziela, 19 lutego 2017, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: