2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Ziemowit Szczerek, Międzymorze, Czarne 2017

 

Do stylu, w którym pisze Szczerek, z trudem to z trudem, ale można się przyzwyczaić. Łatwiej mi to idzie, bo obserwuję go od pewnego czasu na fejsbuku. Niemniej sam zapis bywa rodzajem strumienia świadomości, który niechętni autorowi mogliby określić jako paplaninę bez ładu i składu (por. krytykę poprzedniego reportażu autora na blogu o reportażach). Czasem to się nawet szczerze dziwię, że Szczerek wciąż używa interpunkcji.

Jednakże ów język jest znakomitą odtrutką wobec nowomowy, którą nam teraz serwują: czy to nowomowy katonarodowej, czy też narokatolickiej, tej pełnej megalomanii i pretensji do świata. Oto zostaliśmy jego szóstym mocarstwem, albowiem wybrano nas na dwa lata do Rady Bezpieczeństwa. Z takim entuzjazmem czytam Szczerka, bo siedzę we wnętrzu tej nowomowy, usiłując coś namącić, upchnąć w niej również własne wątki.

"Międzymorze" - wygląda na to - nie posiada założonego z góry planu. Ot, autor jeździ to tu, to tam i zapisuje. Wbrew tytułowi i pięknej mapie na wyklejce, nie wszystkie kraje Międzymorza potraktowane zostały z równą atencją. O niektórych napomyka, po innych włóczy się i zastanawia, porównajmy na przykład objętość uwag o Litwie i o Słowenii. Inna sprawa, że płynąć taką narracją można w nieskończoność – opisywać kolejne miejsca, scenki i mity, wsiadać w kolejne pociągi (wyczuwam tu pewną kolejową słabość) i wysiadać na stacjach o mało mówiących nazwach.

Z tego natłoku uwag ważnych i mniej ważnych, wyciągam fragmenty, które pasują do moich własnych przemyśleń o Wschodzie i Zachodzie, i o tym, w którym miejscu na mapie się znajdujemy (tak w tym pierwszym). Szczerek udowadnia, że w gruncie rzeczy nie jesteśmy jacyś wyjątkowi ze swoją manią wielkości i dziejową misją.

Przypisy autora bloga:

Odrzucali Zachód. Odrzucali jego sposób życia i myślenia. (...) Jedyne, co przychodziło im do głowy, co mogło zastąpić zachodni ład, to ponowne zanurzenie się z głową w systemie konkwista-rekonkwista, w rzezi i bebechach. I pogardzie (s. 17) - tezy o konieczności odrzucenia politycznej poprawności, zepsutego Zachodu, wołania o powrót do wartości oraz twarz tej zmiany: pogarda wobec innych, znanych i nieznanych. Pogarda zamiast poprawności, to czym nas mierzi Unia.

Tak właśnie wyglądają te międzymorskie sny o wielkości. Te narodowe absurdy i obsesje podkręcone do najwyższych rejestrów. Politycy z kraju, którem bankrutujący sąsiad zabrał nawet nazwę, jeżdżą do Azji Środkowej, do dawnej Baktrii, szukać potomków wojowników Aleksandra (s. 73) - przypominałem sobie te wszystkie maniakalne opowieści o własnej wielkości, tak charakterystyczne dla obecnie rządzących: państwo herosów, niezłomnych i ideałów. Przypominałem sobie listy, które do mnie przychodzą. Największe statuy świata, tysiąc pięćdziesiąt lat harmonijnego pożycia.

Ach te etniczne sny. Te rządy etniczności. Ta jej nadrzędność. Europa Środkowa, to nieszczęsne Międzymorze, jest miejscem, gdzie etniczna idea najbardziej zwyrodniała i stała się swoją własną karykaturą. Każdy jest centrum świata. Każdy naród, choćby liczył kilka milionów mieszkańców, a historię musiał sobie domalowywać, dokręcać, dosztukowywać (s. 139) - tego dnia oglądam przerażający sejm dzieci i młodzieży, jakiś koszmar. Jakby spełnieniem marzeń znowu miałoby być przelewanie krwi, owoc pogardy (por. tutaj).

Największym według niego [Bibó] lękiem środkowoeuropejskich narodów jest bowiem strach przed rozłamem narodowej wspólnoty. I przed tym, że takie lęki prowadzą do pojawienia się "fałszywych realistów" - którzy za sprawą "hałaśliwej publicystyki" i "narodowej nauki", oderwanej od prawdy obiektywnej i przez to zdegradowanej do roli pseudonauki, "samoupajania się" wielkością własnego narodu - wygrywali, zdobywali władzę i sprawując "antydemokratyczne rządy [...] z zachowaniem demokratycznych form", zamieniali swoje kraje w zamordystyczne zakute klatki (s. 202) - a może taka jest dziejowa konieczność? Może pokojowa transformacja w osiemdziesiątym dziewiątym i to, że weszliśmy do Unii, to jest dołączyliśmy do Zachodu, to był jakiś wybryk grupki intelektualistów, którym się wydawało, że można sprzeciwić się fatum? A dziś po prostu wracamy do naszej wschodniej normy, kończąc te fanaberie?

Jakoś tak się ostatnio składa, że gdy historia mówi Polsce "sprawdzam", to lądujemy właśnie tu, w Dobrudży, na tym zapomnianym skrawku Bałkanów. I zastanawiamy się, co tu robić dalej? (s. 223) - utopia Międzymorza jako alternatywy dla Polaków, raju wolnego od europejskiego zepsucia (por. tutaj) jest taką samą utopią jak megalomania przedwojennej junty pułkowników. Wbrew fantastom i oszustom, bez Zachodu nie ma dla nas zbawienia.



wtorek, 06 czerwca 2017, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: