2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Dziennik pisany na przełomie września i października

 


(Thomas Hoepker, Berlin Wschodni, 1974, źródło: www.vintag.es)

 

Nosorożec

- Nie każdy ma tatę-nosorożca - powiedział tata-nosorożec do Dziecka, przykleiwszy sobie róg z klonu do nosa. Już, już tata-nosorożec miał umieścić tatę-nosorożca na profilowym na fejsbuku, kiedy spojrzał na A., a ta popatrzyła na niego z powątpiewaniem. A więc zamiast tata-nosorożec rzucił się w te pędy szurać w liściach.

Ery. Paleozoik

Przeprowadzka M. z Lublina do Warszawy zamyka pewną erę. Kiedy pisaliśmy do siebie dużo elektronicznych listów, ona jedna była jeszcze Lublinem. Ta, która nie wyjechała, tak jak po kolei wyjeżdżali wszyscy ze szkoły podstawowej, z liceum, z innych miejsc i czasów. Rozstawali się z trolejbusami i Ogrodem Saskim w ten sam sposób, w jaki ja porzuciłem Lublin osiemnaście lat temu. Złotą jesienią, wśród złotych liści drogi numer siedemnaście, wprost na Śniardwy (ulicę, nie jezioro). Działo się to jeszcze przed naszą erą.

Alleluja

- Alleluja, alleluja - śpiewało Dziecko po powrocie z wieczornej mszy. Jako, że najłatwiejszą melodią, na którą mogliśmy je nakierować był Cohen, Dziecko śpiewało jego wersję. Oglądałem na ekranie zakrwawione twarze z Barcelony. - Alleluja, alleluja - kontynuowało Dziecko.

Fifik

Po zniknięciu Ninki i Ali, w życiu Dziecka na stałe zagościł Fifik. O Fifiku wiemy przede wszystkim to, że piszczy, a wiemy to z powodu dźwiękonaśladownictwa uprawianego przez Dziecko. Fifik piszczy i Dziecko piszczy. Poza tym to Fifik robi gababan, czyli rozrzuca zabawki w naszym domu, Fifik nie chce zupki, Fifik nie słucha się i wskakuje na kanapę.

Wczoraj na męskiej wyprawie po susi dowiedziałem się, że imię Fifik pochodzi od świeczek, dokładnie od czynności ich zdmuchiwania: fiii... fiii.... Fifik.

Sennik

Wigilia w takim domu jak pod Kielcami. Pełno borowików, bo ma przyjść prezes banku. Uciekam do kuchni, gdzie siedzą ci, co im się nie podoba. Po schodach, musimy się przebrać. Stryszek przypomina szatnię, światło jest bardzo gęste. Rozbieramy się. Zaczyna padać deszcz, naprawdę.

Z Joachima Sartoriusa

Małe wargi, nabrzmiałe pod miętą,
i najbardziej czuła krągłość świata.

Czwartek

W czwartek zdumiałem się, że to już czwartek. Wcale nie chodziło mi o upływ czasu - przyzwyczaiłem się do tego, że dni są tak niezmienne, deszcz uderzający o mankiety płaszcza, ciepła kawa. Nie potrafiłem jedynie przegonić myśli, były gdzieś indziej: w zeszły wtorek, w zaprzeszłą sobotę.

- Pojedźmy do lidla, jest festiwal ziemniaka - powiedziałem, A. przytaknęła, a Dziecko pobiegło krzyczeć pod drzwiami.

Ery. Mezozoik 

Wieczorem H. napisała esemesa o Julii H. Dawno, dawno temu - myli mi się chronologia: era H. za biurkiem jest przed erą korespondencji z M., ale za to dużo później niż mój wyjazd z Lu. - pisaliśmy do siebie sporo i często. Za wspomnianym biurkiem siedziała H., w pokoju obok R. a piętro niżej Dż. Esemesy od H. były wówczas bardzo ważne, chociaż nie czytałem jeszcze Dunbara, łatwo się domyślałem, że między innymi o nie chodzi w przyjaźni.

A potem przestaliśmy pisać esemesy. Następnym razem spotkamy się w październiku. Coraz rzadziej się spotykamy i coraz mniej wina.

Spodek

Nieopodal starej, poczciwej Hali Mirowskiej, tej z wronami wysiadującymi na markizach, z wojowniczymi staruszkami z dwukółkami zamiast czołgów i zagranicznymi turystami fotografującymi rydze i kurki, wylądował statek obcych. W ramach rozrywek weszliśmy do niego z Dzieckiem. Nagle z targowego harmideru i liści sałaty pod stopami przenieśliśmy się do sterylnego wnętrza, w którym panowała oszałamiająca cisza (na nic trud didżeja). 

Dziecko chciało jak najszybciej wychodzić. Dobrze, bo nie stać nas było na kosmiczne jabłka bez glutenu.

Niedziela

- Trzeba cieszyć się życiem - strofuje mnie, apostoła małych radości, A. Niebo usiłuje wedrzeć się przez okna, więc zamykam je szczelnie. Mnie tu nie ma, jestem gdzieindziej. Nawet kawa jest dzisiaj na wynos.

Nad wodą wielką i czystą

Kiedyś nam ta Polska odpłynie, myślę sobie przy zmywaniu.

Dedykacja

Żegnałem Afrodytę Uranię w pół strony, w pół słowa. Samolot miał odlecieć rano. Dni na Północy robiły się coraz krótsze. 

Żegnałem Afrodytę Uranię - tylko ja o niej wiedziałem - w pół snu.

(29.09-10.10.2017)

 

wtorek, 10 października 2017, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: