zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Leonard Cohen, Księga Miłosierdzia, Rebis 2017

 


(Nikola Sarić, Przypowieść o dwóch dłużnikach (Łk 7, 36-50), źródło: http://www.nikolasaric.de)

 

Czy i Leonard między prorokami? - zadawałem sobie to pytanie, słuchając jego ostatnich płyt. W największej ciemności objawiają się święci mężowie w zupełnie inny sposób niż dotąd nam się wydawało. Religia bowiem oznacza głęboką więź z Tym-co-poza-nami, otwarcie się na nieskończoność, ale również odkrycie zupełnej skończoności tego, co tutaj jeszcze trwa. Dlatego - pisząc Missę Paganę - głęboko religijny był Edward S., i podobnie Leonard.

Księga Miłosierdzia jest apokryfem, któremu patronuje Izmael, postać symboliczna, odtrącony syn, figura niesamowicie bliska dzisiejszemu człowiekowi. Cohen wydobywa go z cienia albo inaczej - ustawia się obok niego. To, co składa się na teologię Księgi Miłosierdzia to, po pierwsze, tytułowe miłosierdzie jako główny przymiot Boga, a - po drugie - noc ciemna ogarniająca człowieka odłączonego od milczącego Boga, którego rysy są równie staro-, co i nowotestamentowe. Jest więc Cohen bliski współczesnemu rozumieniu chrześcijańskiej (nie polskiej i katolickiej) teologii, tej od ks. Halika i od papieża Franciszka: teologii, która mówi o człowieku.

Otacza mnie z każdej strony - ciemność. Ty jesteś moją jedyną tarczą. Twoje imię jest moim jedynym światłem. Cała miłość, jaką w sobie mam, pochodzi od ciebie, jej źródłem jest twoje prawo, źródłem owej martwej miłości, która pamięta jedynie własne imię (37).

To, co jest jeszcze niesamowite w Księdze Miłosierdzia to odkrywczość języka religijnego, świeżość metafor. Mówienie o Niewypowiedzianym w sposób tak niezwykły, jakby tajemnica miała ukryć się już w samym języku.

 

środa, 20 grudnia 2017, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: