zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Paweł Brykczyński, Gotowi na przemoc, Krytyka Polityczna 2017

 

(Zdzisław Mrożewski w roli prezydenta Gabriela Narutowicza, "Śmierć prezydenta", 1977, reż. Jerzy Kawalerowicz, źródło: nina.gov.pl)

 

5 lutego, samolot do Madrytu:

To nie jest Europa (...) Ci ludzie lepiej się czuli pod tymi, kto karki im deptał i bił po pysku (Piłsudski o polskiej prawicy, s. 92).

Analiza Brykczyńskiego właśnie dzisiaj wydaje się być fundamentalną. Lepiej niż odniesienia do Marca 1968 r. pozwala dokonać wiwisekcji umysłów rozmaitych ziemkiewiczów, księży zielińskich, tudzież setek anonimowych komentatorów ostatnich wydarzeń.

Oficjalnie sposób myślenia polityków umiarkowanej prawicy odnosi się bowiem do narodu politycznego. To owa mityczna Polska jagiellońska, w której każdy, kto do niej się poczuwa, ma równe prawa. Jest to koncepcja Piłsudskiego stojąca w sprzeczności z tradycyjnym sposobem myślenia prawicowego Polaka, który - za Dmowskim - naród postrzega w kategoriach czysto etnicznych. U samego początku analizy tego, co się dzieje, mamy więc paradoks.

Być może retoryka rządzących była do pewnego momentu ograniczana - znienawidzoną przez sieci i do rzeczy - polityczną poprawnością, traktowaną na sposób pragmatyczny. Ba, być może część polityków, ta bardziej konserwatywna niż narodowa, koncept narodu państwowego uznała za swój.

Niemniej dla większości wyborców, dla sporej części "elit pamięci", którym powierzono rolę mitopisarzy, wreszcie dla wspomnianej powyżej prawicowej prasy, idea katolickiego narodu polskiego w jasny sposób jest ideą etniczną. Ustawa o IPN stała się sposobnością, aby ten język narodowej ekskluzywności odczarować. Wrócił, a właściwie ujawnił się, on według tych samych wzorców, które funkcjonowały sto lat temu, gdy prawicowa nagonka doprowadziła do zabójstwa pierwszego prezydenta niepodległej Polski (ach, i ten endecki działacz krzyczący z sejmowej widowni, w dniu zaprzysiężenia Król żydowski! - lekkość stosunku do własnej rzekomej religii nie przestaje mnie u tych ludzi zdumiewać), jak i pięćdziesiąt lat temu.

Jest w tej dusznej atmosferze Lutego 2018 jednak coś oczyszczającego. Stanęliśmy przed lustrem - wydawało się nam, że ujrzymy w nim najpiękniejszą na świecie twarz (tak sobie lubimy wmawiać, zapamiętajcie: brakuje jednego drzewa!) - a dostrzegliśmy znajomą twarz ze starych zdjęć, o których ciągle chcemy zapomnieć. Nie musimy już dłużej udawać.

  

niedziela, 11 lutego 2018, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: