zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Dino Buzzati, Sześćdziesiąt opowiadań, Świat literacki 2006

 

Z tą książką stała się dziwna rzecz. Zacząłem streszczać A. jedno z wyśmienitych opowiadań, być może najwyśmienitsze, w którym razem mieszczą się Kafka i Tomasz Mann, czyli "Siedem pięter", a wtedy A. powiedziała mi, że wie co będzie dalej, że już jej to opowiadałem i że dokładnie pamięta jaki los spotka bohatera z siódmego piętra. Jak to możliwe, skoro nie mogę nigdzie odnaleźć wcześniejszych śladów Dino Buzzatiego w moim życiu.

Jego opowiadania bardzo często przyjmują postać baśni. Dzieją się w urojonych królestwach, tam, gdzie żyją smoki. Na próżno szukać w nich jednak pocieszenia i szczęśliwego zakończenia. Tutaj czas jest bezwzględny a marność rządzi naszymi wysiłkami. Przychodzi na myśl "Dziewczyna" Leśmiana, której wersy (Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu!/ Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!) jako żywo pasują do opowieści Buzzatiego.

 


(Santa Severina, 2018, źródło: a.b.)

 

Nie mogę się od nich oderwać. Przez tekst bowiem prześwitują Włochy. Czasem obrazy są słoneczne i nagrzane, widać w nich miasta uczepione wzgórz, podobne do wyniosłej Enny, czasem natomiast jest deszczowa noc w Mediolanie, słychać tramwaje, a my idziemy do hotelu w kamienicy w dalekiej dzielnicy, gdzie czekają konsjerże i windy o metalowych klatkach.

Pojawia się też w tych opowiadaniach przedziwny Bóg. Raz wypełnia sobą całą świątynię, nawy ledwie go mogą pomieścić ("Opowieść wigilijna", s. 190), innym razem przemawia przez psa ("Pies, który widział Boga"), wreszcie w opowiadaniu "24 marca 1958 roku" okazuje się mieszkać nieco powyżej ziemskiej atmosfery, co zamiast radością, napełnia ludzi - przygnębieniem. Prawdziwym teologicznym majstersztykiem jest opowiadanie o kosmitach, którzy nie ulegli pokusie zakazanego owocu i teraz naśmiewają się z ludzkiej słabości. Broni nas, ludzi, ksiądz Piotr, który wygraża gościom: Bóg woli na pewno nas. Lepsze już, mimo wszystko, takie świnie jak my - skąpi, ohydni kłamcy, niż te prymusy (…) Co jest warte życie, jeżeli nie ma w nim zła, wyrzutów sumienia i płaczu?! ("Lądowanie latającego talerza", s. 342).

Bardzo dużo jest u Buzzatiego (i może dlatego tak dobrze się go czyta) sympatii do ludzi, do ich ciężkiego losu, do ich - skazanych na porażkę - starań. Mimo wszystko.

  

poniedziałek, 13 sierpnia 2018, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: