2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Ignacy Karpowicz, Miłość, Wyd. Literackie 2017

 


(proj. Przemysław Dębowski)

  

"Miłość" chciałem potraktować jak inne iwaszkiewiczana, które coś nowego dopowiadają o Jarosławie i Annie. Tym razem nawet bardziej o Annie, niesprawiedliwie pozostającej ciągle w cieniu. I rzeczywiście pierwszy rozdział jest pięknym apokryfem - o ile rozpoznaję z dzienników i listów - dość dokładnie oddającym atmosferę Stawiska, tutaj ukrytego pod nazwą Stokroć. Wbrew oczekiwaniom tonacja i rejestr "Miłości" zmieniają się jednak gwałtownie na kolejnych stronach. Rozdział ze Stawiskiem pozostaje moim ulubionym i bardzo żałuję, że nie ma z tego całej powieści.

Ale Stawisko jest tylko fragmentem "Miłości". Zaraz potem otrzymujemy osobistą i dramatyczną relację w pierwszej osobie o prawie umieraniu, dalej naciąganą opowieść z przyszłości, miłosne wyznanie, a wreszcie baśń, taką prozę naiwną. I niby wszystko jest znane i oklepane, bo o miłości jest większość literatury a dzieci od małego uczą się, że żyli długo i szczęśliwie, ale coś się nie zgadza w przeczytanej baśni. Brak księżniczki.

Wyobrażam sobie W., który powie, że znowu czytam gejowską prozę. Tym jest bowiem "Miłość": coming outem narratora. Inna sprawa, że - jak mi się wydaje - najpiękniejszy fragment o miłości znajduje się na marginesie całej narracji. To ten na s. 98, gdy sąsiad rencista zupełnie bezinteresownie ratuje głównemu bohaterowi życie i trzyma go za rękę dopóki nie przyjedzie karetka. Dlatego porusza mnie bardzo lekceważenie, które okazuje mu autor/narrator, pisząc o nim per ten stary pijak.

(Dopisane: fragment ten przywołuje u mnie obraz dwóch typów ludzi obecnych w mojej pamięci, a ich obecność zapewne nie jest tylko moim doświadczeniem. Z jednej strony jest więc figura dobrego sąsiada pijaka, po trosze sowizdrzała, po trosze złotej rączki; człowieka, któremu coś w życiu nie wyszło, więc wieczorem spotykasz go pod dobrym adresem, ale rano uśmiechnie się i umyje klatkę. Opowieść o nim budzi sympatię, nie litość - ciągle przecież próbuje być takim jak my, toteż mówimy o nim zdrobnieniami, eufemizmami, nie chcąc wyrzucać go spomiędzy nas. Jego przeciwieństwem jest zły sąsiad pijak, wyrzucony już poza nawias społeczeństwa, upijający się bez przerwy - zapach smażonej cebuli, ten naprzeciwko windy, co pił denaturat - budzący lęk, może jeszcze odrobinę współczucia, ale niewiele. Jest obcy dla nas - ten naprzeciwko windy umarł, gdy miałem siedem lat.

Tym, co mi się nie zgadza w "Miłości" jest więc fakt, że autor/narrator dobrego sąsiada pijaka określa w sposób, w jaki opowiada się o złym).

(Tydzień szukałem odpowiedniego zapisu dla "Miłości")

   

niedziela, 23 września 2018, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: