zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Dziennik podróży do Włoch Północnych

 

 

Bergamo

Żółte ciasta - polentiny o smaku nad wyraz słodkim - pływają po szklanych krainach w mieście na górze, gdzie katedra, wieża i dwa tresowane od średniowiecza lwy. Byłem tu kiedyś ciemną zimą i bardzo chciałem wrócić, choćby na chwilę.

Szkolna wycieczka w puchowych kurtkach omija nasze północne dzieci, kiedy się ochlapują na placu przy katedrze. (Trochę jak z gawronami, co przylatują się nagrzać w zimnie naszej jesieni).

Podtrzymują sklepienie bazyliki anioły o fałdkach z marmuru.

 

Brescia

Zielone okiennice, uliczki o zapachu kawy, tutaj renesans wychyla się zza rogu, tutaj pozostawili Rzymianie kamień z napisem dla Cezara Augusta. Na placu przypominającym plażę Dziecko zbiera ogromne kasztany (tutaj jeszcze sezon). Jak można nie kochać północnych Włoch?

Nad nami gwiaździste niebo. Po środku Jowisz. Kto jest na Jowiszu? To Pan Bóg. Pan Bóg stworzył gwiaździste niebo i Jowisza też (Museo di Santa Giulia)

Na placu z dwoma katedrami (gdy okazała się za mała ta wcześniejsza, wierni mieszkańcy wznieśli dużo większą obok, ale bez uroku) dzieci zbierają małe srebrne serduszka z minionego wesela. Zamawiamy na chybił-trafił i oto kelner przynosi łagodną dobroć surowej wołowiny.

 

Garda, Malcesine, Limone

Tam nie jedźcie, tutaj jest naprawdę - Erica zaznacza kółeczkiem nazwy na mapie jeziora.

Flota jeziora Garda nosi dumny herb Republiki z lwem i ewangelią. Po podbojach wybrzeży Adriatyku, po złupieniu Konstantynopola, pozostają wspomnienia: statki wycieczkowe do obserwowania zachodów słońca.

Wycieczek rzeczywiście jest pełno. Kaczki i łabędzie dobrze wiedzą o tym: gromadzą się przy bulwarze, wyczekując aż nostalgiczny Bawarczyk albo Brandenburczyk rzuci im chleba (za który zapłacił coperto).

Sad cytrynowy widziany ze statku wydawał się nam cmentarzem nad miastem, które wciśnięte w skały. Upór życia: czytam w Wikipedii, że chorują tutaj na długowieczność.

Cytrynowe są ciastka, cukierki, mydła, alkohole. Co było pierwsze Limone czy limone?

 

Rovereto

Tych zamków nie zobaczymy, także tych klasztorów zawieszonych na górze, tego muzeum i tamtego widoku. Podróż oznacza bezustanny wybór. Ciągle nie u siebie, ciągle nienasycony, żeby można więcej z krótkiego pobytu na ziemi.

Dolina Adygi. Ślady końskich kopyt. Autostrada zagłusza tętent. Pokolenia mundurów, wrogie armie spływają z Alp, kupcy z miast cesarskich, solone ryby z południa. Nad miastem góruje kopuła mauzoleum ku czci wielkiej wojny, A. w restauracji pod ziemią podaje dzieciom makaron z drobno siekaną koninką. 

Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Współczesnej Trydentu jest największą niespodzianką tej podróży: oprócz de Chirico i Morandiego sztuka włoska dwudziestego wieku - w przeciwieństwie do wieków poprzednich - pozostaje nieznana. Są tutaj z Północy wszyscy: od naśladowców wiedeńskiej secesji, poprzez artystów Novecento usiłujących sztukę powiązać z faszyzmem (pamiętacie marzenia Emila Noldego?) aż po powojenne abstrakcje. Wstydliwie wzrok odwraca dziewczynka z Pavarolo (Felice Casorati).

 


Trydent

Ironiczne bywa oko Opatrzności - myślę wpatrując się w cielsko katedry - miałem trafić do Wittenbergi, piję kawę w Trydencie.

Wystawa, którą reklamują w witrynach sklepów odzieżowych. Temat: mundury, osiem mundurów ze zgubionymi ciałami, które odmarzły z lodowca. Stoją na baczność, w gablotach zapasy ziarnistej kawy, łyżka za nogawką ocieplanych spodni. Opowiedzieć o wojnie tylko milcząc. To smutne? - pyta Dziecko, które przeczuwa.

Granica pieczonych kasztanów sprzedawanych na ulicy pokrywa się mniej więcej z limesem. Barbarzyńcy zbierają kasztany niejadalne, Rzymianie ogrzewają dłonie spękanymi skorupkami. Na autostradzie biegnącej od przełęczy Brenner jesteśmy Rzymianami. (Mała porcja, trzy pięćdziesiąt denara z Augustem).

 

Werona

W samo południe stoimy na środku mostu nad rwącą Adygą. Anioł Pański rozlega się z prawego i lewego brzegu. Gdzieś daleko zapewne brzmi Zenon - znów nie uda się do niego dotrzeć i pozostaniemy z Fermusem, Anastazją i Bożą Rodzicielką. Na moście wszyscy święci są stereofoniczni.

O uczuciach nie rozmawiamy w Weronie. Trudno się wśród ludzi przekrzyczeć: tyle sprzecznych uczuć. Lepiej je sobie mieć schowane głęboko. Na inną okazję, kolejną podróż, jeśli się zdarzy.

O czwartej rano prawie pełny księżyc zachodzi zapewne nad Weroną. Uciekają od niego setki ciężarówek, które nieznana nocna siła pcha w stronę Mediolanu. Wracamy do naszej deszczowej jesieni na północy: na osłodę na lotnisku - rurki z koglem-moglem.

(18-22.10.2018)

  

sobota, 27 października 2018, kozmo1
Tagi: podróże ja

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: