zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Dziennik pisany w listopadzie (odc. 1)

 

 

1.

Tubylcy z Powązek. Na obcych cmentarzach nie jest się tubylcem. Trochę jak w muzeum, może nawet w muzeum tubylcem bardziej. Można jedynie - jak pani, którą poznajemy na przystanku tramwajowym i która zaprzyjaźnia się z Dzieckiem - odwiedzać znanych z ubiegłego roku. Wszystko obeszłam, nogi bolą. Można - jak my - gubić się w porzuconych alejkach pełnych żółtych liści, a potem szukać skrawka lubelskiej ojczyzny: grobu Julii Hartwig (kwatera 3, rząd 2, miejsce 18).

2.

Jesień w B. W dzień zaduszny (wtedy jeszcze był) byliśmy w Knokke. A potem na Sablonie spotkałem królową wdowę. Cmentarze były puste. Groby na pięć lat. O śmierci się nie rozmawiało. Po wizycie w Laeken wstąpiliśmy na kawę i piwo do baru ze słońcem na końcu tramwaju. Morze Północne - nie pamiętam - musiało być chłodne.

3.

Jesień w B. Byliśmy piękni i młodzi, i wydawało nam się, że ten stan: młodość, piękno, dany jest na zawsze. Siadaliśmy na wysokich zielonych krzesłach i jedliśmy truskawki otoczone czekoladą mleczną. Pierwszy zachwyt, gdy się jeszcze pozwalasz sobie samemu unosić.

4.

Baśń. Ponoć jest - powiedziała A. - miejsce, gdzie podają gorącą, płynną czekoladę a do tego galaretki w kolorowych papierkach. Wiem, gdzie to - odpowiedziałem i spakowaliśmy Dziecko i w ciemny wieczór ruszyliśmy autobusem w stronę płynnej czekolady. 

5.

Gutt Architecture, Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki. Niewielu architektów pojawiało się na blogu. Pewnego stycznia autor bloga zapisał: trzeba wyrosnąć z secesji, żeby docenić cegłę szarą polską Romualda Gutta. (To tak jak z dorastaniem do jazzu). Bo Gutta traktuję wcale nie jako architekta, traktuję go jako narodowego filozofa. Ta szara cegła polska jest bowiem tym, czym Polska jest. Tutaj nie ma żadnego piękna, tutaj jest mgła i wieczór, i wieczne swary, i wróbli z szarymi czapeczkami więcej niż mazurków (choć to mazurki, nie wróble w karmniku).

Hymn państwowy. Po twarożkowo-pomidorkowej fladze, przyszła pora na hymn. Dziecko ćwiczy nad nierozlanym mlekiem: Jeszcze chrupki nie zginęły, kiedy my żyjemy.

6.

Ćwiczenia z telepatii. Są dosyć skomplikowane, wymagają odpowiedniego skupienia przed snem, koncentracji na osobie i na - czystej - myśli. Co więcej, nigdy się nie dowiadujesz jak się udało, więc może rezultat zupełnie chybiony. Przyśnię ci się - szepczesz, a potem już tylko mamroczesz: przyśnięcisię. I w ostatniej chwili zdołasz się uśmiechnąć.

7.

Nić. Sploty wolności, Europejskie Centrum Solidarności. Wystawy o Polsce grzeszą przegadaniem. Weźmy zeszłoroczne "#Dziedzictwo", nagromadzenie przedmiotów - jak na babcinym strychu - mających świadczyć o wielkości. "Nić" jest inna: chłodna, ale budząca emocje. Milcząca, ale przez to opowiadająca dużo więcej. Ubrania, kawałki ubrań, najprostsze znaki, żeby opowiedzieć o ojczyźnie. 

Starość. Ciągle chcą walczyć - opowiada ten, który ich zna - próżni i z depresją, wciąż na nowo przeżywają ten moment, kiedy było warto. (W bramie stoczni, gdzie się wszystko zaczęło, wbity w ścianę bankomat).

8.

Kartuska. Z samego rana nie jadę nad morze, choć planowałem tramwajem prosto w fale. Musiała mi wystarczyć wieczorna wanna. Jestem za leniwy, nie ten wiek. Wolę gotyckie wieże, których się kiedyś bałem. Na Kartuskiej słońce wpada do kawiarni z K. i tureckim chlebkiem. Dobrze wiem, że dalej jest ulica Szara i na tej Szarej też toczy się życie. 

9.

Pusto. Ta mgła nie ma nic wspólnego z Casparem Davidem Friedrichem. Nie ma nic pomiędzy. Nie ma nas. Nie ma Polski. Na latarni wrzeszczy wrona.

10.

Hymn państwowy (drugi raz). A jeśli - sam siebie pytam - uczenie hymnów i patriotycznych pieśni, nie służy niczemu innemu tylko, żeby przerabiać słodkie dzieciaczki w mięso armatnie?

 

środa, 14 listopada 2018, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: