zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Agnieszka Rybak, Anna Smółka, Wieża Eiffla nad Piną, Czarne 2018

 


(fot. Antoni Wieczorek, [1927-1939], źródło: polona.pl. Na plaży ludzie flirtują. Stare panny melancholijnie wzdychają do studentów. Studenci grają w piłkę z młodemi mężatkami. Mężowie z boku obserwują ten cały "głupi sport" i są zazdrośni. A podtatusiali kawalerowie podglądają podlotki w ich czynnościach dyskretnego przebierania się w kostiumy kąpielowe (s. 219, za: J. i M. Łozińscy, W kurortach przedwojennej Polski, s. 168)) 

 

Sposobów pisania o Kresach (choć tak naprawdę problem zaczyna się już przy definiowaniu tego, czym są) jest kilka. Największe znaczenie wydaje się mieć narracja postkolonialna. W swej twardej wersji jest opowieścią o dzielnych polskich szlachcicach tworzących potężne siedziby gdzieś na dzikich ziemiach zamieszkałych przez upartych chłopów i najeżdżanych przez dzikie hordy a to Kozaków, a to Tatarów, a to Turczynów. Opowieść miła dla ucha i zupełnie nie biorąca pod uwagę podmiotowości rdzennych mieszkańców, za to doskonale wpisująca się w polskie wschodnie marzenie "od morza do morza". Wersja miękka narracji postkolonialnej oznacza paternalizm, powszechne dość do niedawna przekonanie, że "Belgowie lepiej wiedzą jak Kongijczycy powinni radzić sobie ze swoimi problemami". (Pominę przy tym wariant egzotyczny: o Kresach i jego mieszkańcach pisze się wówczas jak o Kalahari a odkrywca, etnograf czy turysta patrzy na to wszystko z odpowiedniej perspektywy).

Inna jest narracja sentymentalna. Opowieść o krainie dzieciństwa, młodości, do której już nie ma powrotu. Literacko jest to historia uniwersalna, powtarzająca się w wielu porzuconych krainach. Kijów Iwaszkiewicza, Dolina Issy Miłosza, Danzig Grassa czy Siedmiogród Herty Müller: miejsca idealizowane i przenoszone z powierzchni ziemi na poziom wyobraźni. Nie da się obyć także bez sentymentalnego kiczu (nie każdy jest Grassem albo Miłoszem): wyobrażona kraina zaczyna lepić się od lukru i patriotycznych uniesień. 

Odpowiedzią na narracje: postkolonialną i sentymentalną jest narracja dekonstruująca rodzime mity i uwypuklająca głosy mniejszościowe: Kresy widziane są wówczas z perspektywy żydowskiej, ukraińskiej czy białoruskiej, a polski szlachcic przeistacza się w polskiego pana z całym arsenałem wad osobistych i grupowych. 

Autorki "Wieży Eiffla nad Piną" piszą w jeszcze inny sposób. Ich narrację można określić jako "rozwojową". Na Kresy patrzą poprzez popularną dziś opowieść o rozkwicie II Rzeczypospolitej, przyglądając się kilku miejscom na mapie ziem utraconych. Zakłady drzewne w Mostach, uzdrowisko w Zaleszczykach, kamieniołomy w Janowej Dolinie, epoka radia w Wilnie, flota rzeczna w Pińsku i odbudowa Brześcia - w sześciu reportażach gęsto jest od osób, wydarzeń i miejsc.

Całkiem przekonująco autorki wprowadzają czytelników w lokalne światki wypełnione wojewodami i dyrektorami, tudzież ich żonami i dziećmi. Przyglądamy się im zanim nadejdzie walec historii, a oni - razem ze swoimi miastami - znikną pod nim (miasta powrócą później pod obcymi nazwami, pisanymi częstokroć innym alfabetem). Z bezpiecznej perspektywy społeczno-gospodarczej, Agnieszka Rybak i Anna Smółka chronią nas przed sentymentalizmem. Nie jest to jednak też zbiór reportaży, który porywa. Może zresztą dlatego, że w tym roku tamtej Polski zrobiło się już za dużo.

 

środa, 12 grudnia 2018, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: