zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Dziennik pisany w grudniu (odc. 3)

 

20. Mizantropia

Poza wybranymi przed świętami nie znoszę ludzi, ich niecierpliwych ruchów Browna. Tego, jak wpadają pod samochody. Tego, jak wpadają samochodami. Jak chcieliby zabić, nie za ojczyznę, za klocki lego, bombkę i karpia. 

Przed świętami nie należy wychodzić z domu.

21. Anegdota

Siedziałem z tym mężczyzną - obok - na jakimś spotkaniu ostatnio w listopadzie. Opowiadał nieśmieszną anegdotę, ale uśmiechnąłem się lekko i przytaknąłem (tak zwykle czynię, jeśli nie wiem jak postąpić). Należał wówczas do wąskiej grupy ozdrowieńców, tych, co do których diagnozy były mylne i z jakichś zagranicznych klinik wracali z dodatkowym życiem (nowe czerwone serduszko na ekranie). 

Zawezwali go z powrotem z początkiem grudnia, tłumacząc, że zaszła pomyłka, że to nie on, nie jego. Nie będziemy od dzisiaj siedzieć obok na żadnych spotkaniach.

 


(Sześć słońc, poklatkowa fotografia dnia arktycznego, Donald MacMillan w trakcie ekspedycji w poszukiwaniu Crocker Land, ok. 1913-1917, źródło: https://www.facebook.com/stephen.ellcock)

 

22. Przesilenie

Nie pisz tylko, jak to się kończy - ostrzega mnie A., która dobrze zna - tyle razy już jej opowiadałem - eskimoskie obrzędy według Maussa. Kończy się noc ciemna, a zaczyna lato, stoimy z lampami w ogromnym kościele. A potem z nimi pojedziemy dalej, ciepłe ręce, świętować do jasnego domu, na jasne śniadanie.

23. Z zapisków księdza kanonika

Wprowadzenie fordowskiego modelu udzielania sakramentów świętych znacznie usprawniło pracę naszej parafii. Wikariusze na krzesłach pod kolumnami odpukują z częstotliwością jedne na minutę. Parzyści otrzymują loretańską, nieparzyści do Serca. Problemem jest tylko zarządzanie kolejką, ale od przyszłego sezonu pojawią się automaty z numerkami. Efektywność rośnie w tempie wykładniczym, tylko niestety coraz mniej wierzę w maszynowe przebaczenie.

24. Godzina okien kuchennych

Czternasta trzydzieści jest godziną okien kuchennych. W równych rzędach stoją oświetlone. Tylko ich energooszczędna szczelność zapobiega unoszeniu się nad blokiem chmur z karpi, grzybów i postnej kapusty.

Spoglądałem przez balkonowe okno w kuchenne w R. Była śnieżna zima i sztuczna choinka. Naprzeciw krzątały się kobiety, zaraz miała pojawić się pierwsza gwiazdka. Tyle tylko, że tamte jakoś się nazywały: Pela albo Lalka. Tutaj nikt, wszystkie okna są anonimowe.

25. Opowieść wigilijna

Nie był to chrobot, w końcu mrozik był lekki i śnieg świeży, więc to nie był ten dźwięk. Ale nie było to też chlupot, taki, co się wydobywa, gdy śnieg topi się i oblepia podeszwy. To było coś innego, miękkie jak wełna leżało pod gwiazdami na starym mieście. Noc była ciemnożółta, na wieży furgotał blaszany kogucik, szliśmy Złotą na Pasterkę (kosztowało to autora bloga tydzień indoktrynacji, podobnie jak sobotnie roraty, opowieści o orkiestrze grającej kolędy, muzyce dobiegającej ze starego kościoła w Lublinie). Pierwsza Pasterka odkąd pojawiło się Dziecko. Po północy zagrały skrzypce, była obiecana orkiestra: zadowolone Dziecko zasnęło przy pierwszej kolędzie.

26. Ekscelencja

Kiedy jedliśmy obiad z telewizora wyszedł tłusty biskup. Uważnie wyciągałem ości z jeszcze wigilijnej ryby i wykałaczki ze zrazów schabowych. Biskup mówił obficie (miał być to koncert kolęd, ale w rządowej telewizji, cóż to za koncert bez biskupa?)

W tym roku na Pasterkę nie musieli szukać zbyt długo parkingu i w kościele też nie było tłoku. Komunia zamiast czterech, tylko dwie kolędy - drobne znaki, których może nie dostrzec biskup przy obiedzie.  

27. Meteorologia

Dlaczego dzień jest ponury? - spytało Dziecko. Listopad zaczął się od nowa wczorajszego ranka, choć jak donosiła J. trwał już wcześniej na rubieżach zachodnich. Po powrocie do Warszawy jedynie się nasilił. Teraz wyraźnie chlupotało, zupełnie bez śniegu i ciamkało, gdy buty przylepiały się do brudnego błota. Opowiedziałby Dziecku o nadciągającej klimatycznej katastrofie, ale wolał milczeć, zresztą w mieście Ś. dowiedział się, że to kłamstwo i wina tamtych od Tuska, to znaczy złych Niemców.

(Ironizowałem w grudniu, że w razie katastrofy sam Pan Bóg wyniesie Polaków na rękach, okazało się, że w Ś. to pewność, a nie ironia.)

28. Kieliszki

Zastanawiał się potem czemu właściwie kupił tych sześć wielgachnych kieliszków do czerwonego wina, na tyle dużych, że w szafce musiał poprzestawiać półki? Co więcej niósł te kieliszki w jednym ręku jak trofeum, na drugim dźwigając uśpione w ciepłym samochodzie Dziecko. Pojechali bez A., bo A. napotkała anginę i została w domu. A. zwykle hamowała jego zakupy, a teraz w ikei poszedł za Dzieckiem: klopsiki, zabawa w kuchence na dziale dziecięcym, cynamonowe bułeczki. Po drodze były kieliszki do czerwonego wina. Zwłaszcza, że piją zwykle białe, to on woli czerwone.

Ustalił w końcu: zrobił sobie prezent, taki na koniec roku, kiedy pozostają z niego tylko wspomnienia i zdjęcia. Widok z baru w galerii Tate na drugą stronę Tamizy, plaża nad Atlantykiem, czerwone wino gdzieś w okolicy jeziora Garda (tu nie mógł się zdecydować, może jednak - po ciemku - było białe).

29. Pożytki z klocków lego

Godzinami układaliśmy klocki lego. Może dlatego, że w ostatnie dni roku przestałem opisywać całkiem zwyczajne życie jako nadzwyczajne i uznałem, że nie przeczytam już pięćdziesiątej ósmej książki. Po prostu układałem, zresztą razem z A. i jej anginą, ćwicząc w sobie - klocki lego to prawie medytacja - cnotę. Na koniec Dziecko przebudowywało to, co zrobiłeś: taka to mandala.

30. Przedostatni

Choinka powoli nie daje rady. Wczołguję się pod nią z kubeczkiem, ale nie chce pić. Te dni między świętami a nowym początkiem dłużą się jej niemiłosiernie. 

(Za kim, za czym będzie tęsknić w tym nowym roku?)

31. Ostatni

Rachunki powinno się zakończyć przed godziną dwunastą roku starego. Podobnie pisanie, sprawdzam jak w poprzednich latach. W dwa piętnastym szedłem po obiad do Hindusa, w tym Hindus przyszedł do mnie.

Zacząłem czytać nową książkę, odebrałem ją na poczcie, i jest ponura, to znaczy prawdziwa.
Kupiłem czerwone wino, żeby wlać do kieliszków oraz więcej słonecznika dla sikorek i wróbli.

    

poniedziałek, 31 grudnia 2018, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: