zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Dziennik pisany w lutym (odc. 2)

 

(Chaim Soutine, Ryby i pomidory, 1926-27, kol. pryw., źródło: wikiart.org)


Rzeczy idealne

Przestałem opisywać swoje wyobrażone państwo, widać starcza mi to własne, które przekracza wyobraźnię.

I tak ostało się najdłużej spośród poleis mojego dzieciństwa, pewnie będzie z tego więcej niż trzydzieści pięć lat. Wciąż panowanie tej samej królowej Joanny II: pamiętam nawet na czyją cześć imię. W tym państwie zresztą wszystko składa się z fragmentów widzianych widoków i osób, które mignęły.

Wieczorem nie szkicuję więc teraz map albo schematów instytucji państwowych: jak na małe królestwo, imponująca musiała być w nim biurokracja, czyżby jakieś przeczucie własnego losu? Bałem się pojechać do Meklemburgii, słusznie przypuszczając, że go tam nie ma, choć je zaplanowałem. Spis stacji telewizyjnych, wczesne dziewięćdziesiąte. Porozumienie graniczne z Niemcami, wczesny wiek dwudziesty pierwszy.

Przestałem: nie ma państw idealnych, idealnych ludzi, co gorsza, nie ma nawet idealnego mnie.

Pierwsze

O siódmej trzydzieści głos sikorki na balkonie. M. pisze, że ptasi koncert (na Mokotowie). Jestem jak świstak, potrafię wyczuć wiosnę, więc to jeszcze nie teraz, chociaż w miastach zapach jest w ogóle jakiś dziwny. Jeszcze nie pora porannych przywidoków, nie pora sztucznej trawy koło Hali Mirowskiej.

Wycieczka do zoo

Najbardziej podobają nam się flamingi. Różowieją na swych chudych nogach za szybą małego domku niedaleko wejścia. Dziecko zwierzęta dzieli na kolorowe i szare. Kolorowe (flamingi, ary, rybki akwariowe) są ładne, szare - brzydkie.

Druga linia podziału to groźne i niegroźne. Groźne się nam podobają (krokodyl, wilk, tygrys, choć się nie pojawił), niegroźne są nam obojętne, najbardziej niegroźne szare.

Kłopot z małpami. Małp Dziecko nie lubi. Ja też: ludzie to wyłysiałe małpy.

Inna droga

Stacja metra, na której dawno nie był. Tyle powietrza, że się zdziwił. Teraz po drodze niebo zasłaniają drzewa (chociaż miejscy drwale czynią starania). Pewnie dlatego upierał się tak, żeby Dziecko chodziło do przedszkola koło metra. Nie wyszło. Przyglądał się ludziom w autobusie, oczekując olśnienia. Nie zdarzyło się.

Towarzysz Wiesław czyta prasę zagraniczną

Towarzyszowi Gomułce nie spodobał się wywiad, którego jeden literat udzielił w zachodniej gazecie (w Lubece czy Bremie ośmielił się krytykować władzę ludową). Wściekł się towarzysz Wiesław, kazał napisać, że druk literata wstrzymany. Słysząc to Jarosław uniósł brew. Kłopot w tym, że to historyjka wcale nie z przeszłości. 

O tym, że się pozwala

Najpierw z goścmi, których bałbyś się spotkać w autobusie, ministrowie rządu negocjują wspólne maszerowanie po mieście (listopad). Potem ci goście rozwieszają po mieście bekanntmachungi, podszywając się pod swoich ideowych przodków, którzy to miasto obrócili w perzynę (luty). Wtedy ministrowie rządu oburzają się, że ktoś Polaków oskarżać się waży o antysemityzm.

Sprawa Anny G.

Anna Geislerova to były początki naszego chodzenia do kina i początki naszego w Warszawie mieszkania. Wyobrażałem sobie, że jest inna od tych naszych udawanych gwiazdek ze ścianek, idealna Anna Geislerova. W drodze do pracy napotykam plakat z jakiegoś nowego filmu. Anna Geislerova ma ponad czterdzieści lat.

*

Więc leżę wieczorem i rozmyślam o wieku Anny Geislerovej. Rachuję sobie, że ja też się postarzałem. Nie, wcale czas nie leci szybko, to raczej pamięć płata figle i nienaturalnie przybliża rzeczy dalekie: dwudziestolecie matury, jesień w Ljubljanie. Jestem o dziewięć lat starszy od Sylvii Plath w chwili, gdy ułożyła głowę do snu w piekarniku.

*

Zacznij żyć własnym życiem - napomina mnie ciągle A., choć chyba wie, że to nie starcza. Liczę sobie, nie śpiąc, ile czasu zostało jeszcze. Co rano Anna Geislerova dopytuje czy już wiem, co dalej.

Pachnidło

Czasami urząd zamienia się w biuro poezji. Opisuję do specjalnego formularza smaki i zapachy. Wymyślam całe popołudnie ile nut ma krem dyniowy z mlekiem kokosowym i co można poczuć w filiżance espresso (przydałyby się korepetycje u berlińskich baristów, por. tutaj).

Wrona

Siwa wrona przechadza się po poręczy balkonu w piękny zimowy poranek, bo nigdy nie wiesz jaka pora roku cię obudzi (wraz ze zmianą klimatu luty zamienił się w kwiecień, ten, co przeplata, a przy okazji ten najokrutniejszy). Siwa wrona zagląda do naszej sypialni. Pewnie się we trójkę teraz odbijamy w jej błyszczącym czarnym ślepiu.

Piekło

Jak zwykle przy Powązkowskiej A. postanawia objaśniać Dziecku rzeczy ostateczne. Nie opowiadaj mu o piekle - strofuję - myślisz, że czym irlandzcy księża straszyli w konfesjonałach swoje ofiary. "Nic nie mów, bo trafisz do piekła".

Im mniej strachu w religii, tym bardziej staje się religią.

(16-23.02.2019)

 

niedziela, 24 lutego 2019, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: