zBLOGowani.pl
Blog > Komentarze do wpisu
Sylvia Plath, Szklany klosz, Marginesy 2019

 


(źródło: https://www.thenational.scot)

 

Jedenastego lutego napisałem na ścianie fejsbuka jej wiersz i umieściłem to zdjęcie. Akurat była pięćdziesiąta szósta rocznica tego jak ułożyła głowę do snu w piekarniku. A następnego ranka przeczytałem w "Szklanym kloszu":

Wreszcie Jotka odpięła piękną papierową sztuczną różę od swojego nowego kapelusza.
Fotograf robił coś przy jaskrawych gorących reflektorach.
- Proszę przybrać uduchowiony wyraz twarzy. Natchnienie - zażądał.
Wpatrywałam się w fikusa stojącego na parapecie okna, w skrawek błękitnego nieba (...).

- A teraz proszę o uśmiech. 
Posłusznie próbowałam się uśmiechnąć.
- Ale, zaraz, co to? - zaprotestował fotograf. - Pani wygląda, jakby się pani zbierało na płacz.
Nie mogłam się dłużej powstrzymywać. Wbiłam nos w różowy welur kozetki i całe morze słonych łez, wszystkie nieszczęsne szlochy, wzbierające od rana, znalazły sobie ujście. Jak gdyby zerwała się we mnie tama (s. 147).

Nie, nie będzie tutaj recenzji. Sylvię Plath umieściłem na prywatnym ołtarzu, gdzieś obok Josifa i Jarosława, opowiadaczy ludzkiego życia, tego jakim jest. W "Szklanym kloszu" życie ulega rozpadowi na drobne kawałeczki. Jest bowiem ta powieść intymnym spojrzeniem w głąb rozpaczy, ale jej zdania, jej sposób narracji - w literaturze Plath mieszka niesamowita witalna siła. Czasem wystarczy trzydzieści lat - myślę sobie - by stać się nieśmiertelną; czasem całe życie nie starcza, by pozostać kimś.

  

piątek, 15 lutego 2019, kozmo1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu: