2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 31 grudnia 2017
Dziennik. Grudzień: epilog

 


(Léon Spilliaert, Drzewo za murem, 1936, kolekcja pryw., źródło: pinterest.com)

  

27. Poszukiwanie sensu 

po co jechać do ikei? - pytała raz po raz A.
jedziemy do ikei się rozerwać - odpowiadałem, a poza tym ochota na marcepan przemieniła się u mnie w ochotę na golonkę.

działo się to tego dnia, kiedy wszyscy wrócili. nagle, tego jednego dnia. 

Naśladowanie Wiktora Woroszylskiego (tutaj)

Życie w Berlinie Wschodnim, początkowo czarno-białe, potem już kolorowe: dzieci taplają się w fontannach, zakochani wyznają sobie miłość, dżinsy szyje pan krawiec. Państwa autorytarne mają swój niemożebny urok: wszystko się w nich układa, a tych, którym się nie podoba, nie ma po prostu na zdjęciach. Dlatego większość chciałaby żyć w państwie autorytarnym, być może nowy rok spełni ich marzenia (Jens Kegel, "Leben in Ost-Berlin: Alltag in Bildern 1945-1990", Elsengold Verlag 2013).

28. Dalsze poszukiwania sensu

Odkąd pamiętam, te dni pomiędzy końcem Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem uważałem za kompletnie bezcelowe. Żeby jakoś je uzasadnić przypisywano im funkcje wróżebne, ale za naszych czasów zawsze prowadziły do melancholii i pogłębienia depresji, tudzież rozważań, co w danym, mijającym roku nie wyszło. Otóż, wiele nie wyszło - po co rozdrapywać to dłużej? Nie można by skończyć dwudziestego szóstego? I fajerwerki? A nie, przepraszam, bez fajerwerków.

Okolice Dworca Śródmieście

biedni francuzi - że my tu utkwiliśmy to był nasz wybór, H. chciała, żeby dworzec śródmieście był w zasięgu ręki (H. uległa właśnie suburbanizacji), więc pijemy piwo w tej suterenie (ależ gra słów: za rogiem ulica pełna sutenerów), która doskonale rekonstruuje - nawet pod względem odoru - przydrożne zajazdy dla kierowców tirów - ale ci francuzi? czy żaden routard nie ostrzegał ich przed rosołkiem tutaj?

spotykamy się coraz rzadziej, potrzeba jakby mniejsza, lokal wydaje się więc nawet nieco symboliczny. kres kładzie ręka kelnerki zabierająca niedokończony placek po zbójnicku. ludzie istnieją i znikają w czasie. 

30. Prawdopodobne sensu zniknięcie

dziwne zjawisko po tym Nabokovie - nie mam o tym komu opowiedzieć tutaj - bo sny, sny stały się jakby wyraźniejsze, za to jawa coraz bardziej znika.

Sztuka opisywania końców 

Drogi naszym sercom był kiedyś chomiczek. Chomiczek mało jadł ostatnio i za karę postanowiliśmy zostawić go na święta. Nie pamiętam, żebyśmy żegnali się z nim nazbyt wylewnie, niemniej to, co zrobił - przykra niespodzianka. Musieliśmy widok z chomiczkiem zasłonić przed dziećmi. Jeszcze w sobotni ranek mąż zniósł klatkę pod śmietnik, tak jak stała. W miseczkach nawet troszkę wody, chrupki, takie jak lubił, niewymienione sianko. Dzieci zrozumiały. Drogi naszym sercom był kiedyś chomiczek, ale teraz jak najszybciej zapomnieć. Idą wyprzedaże.

Lepiej

Wracaliśmy z męskiej wyprawy po chrupki i sól (nie pytajcie czemu sól), skacząc po kałużach i przypomniałem sobie - równo rok temu - leżenie i biadolenie z temperaturą, i A. idącą do carrefoura, jedyną w celach abstynenckich. I jak sobie to przypomniałem, to zrozumiałem, że jest lepiej.

(27-31.12.2017) 

 

Tagi: ja
17:41, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 grudnia 2017
Vladimir Nabokov, Insomniac Dreams. Experiments with Time, Princeton Univ. Press 2018

 


(Wang Shuang-chuan 王雙全, Klinika okulistyczna w Tajnan, na Tajwanie, 1962, źródło: flashbak.com)

 

Porzucam wszystko, nawet Jarosława, aby się zanurzyć w czystą przyjemność czytania. Ona kusi od obwoluty: starannym wydaniem, czarnym passe-partout fotografii, językiem obcym, acz przyjemnym. Pod koniec roku o snach, czasie i o śmierci.

Założenie autorstwa Johna Dunne'a wygląda tak: czas podczas snu upływa w inny sposób niż na jawie, stąd zaciera się w nim granica między teraźniejszością i przyszłością. Ta ostatnia pojawia się więc we snach (pojawia, ale nie objawia - zjawisko jest fizyczne, nie nadprzyrodzone). Należy zatem śnić uważnie, zaraz po obudzeniu chwycić ukryty pod poduszką notes i długopis, i zapisać, co się zobaczyło. 

14 października 1964 roku zaczyna notować Vladimir Nabokov. Zapisuje mniej lub bardziej szczegółowo pięćdziesiąt pięć snów. Nigdzie nie mówi o tym otwarcie, ale wobec tego, że eksperyment nie powiódł się, porzuca go z początkiem stycznia. Kolejne rozdziały - świetnie opracowane przez redaktora Gennady'ego Barabtarlę - przytaczają więcej snów: zapisywanych w dziennikach i listach do Very oraz przypisywanych bohaterom Nabokova. Całość zamyka podsumowanie, które śledzi związki snów i przeczuć, i które teoretyzuje na temat roli czasu w powieściach autora "Lolity":

Czas w prozie to nie prosta chronologia, której powinno się trzymać, ale raczej wyjątkowo trudne i wymagające wyrażanie poprzez czasowniki efektów czasu przepływającego, przeskakującego, galopującego, pełzającego, upływającego, zakrzywiającego się, rozwidlającego się i zawracającego, których doświadczamy, ale do których nigdy w ciągu biegu życia nie potrafimy się przyzwyczaić. Lepszym określeniem dla powieście byłaby więc "chronopeia", czaso-dzieło w pisaniu, zarządzanie czasem w kompozycji, oswajanie czasu (s. 160).

W gruncie rzeczy każde pisanie to próba oswajania czasu (o czym się tu, raz po raz, pisze).
Od kilku dni dużo uważniej przyglądam się swoim snom. 

 

Dziennik. Boże Narodzenie

 


(Lu., 26.12.2017, źródło: a.b.)

 

Głosy świąteczne

- Wszyscy jesteśmy przerażeni muzułmanami - ksiądz spowiednik w Lu. nadwyręża moją słabą wiarę w czwarty z sakramentów.

- Żebyś przestał popierać tych komunistów - życzy mi B.: nie jest tak - widać - ze mną źle.

- Nie może wchodzić do kuchni, nie może podbiegać do ręki, nie może bawić się papierkami, nie może słyszeć muzyki - Jo. prezentuje regulamin wychowania kota. Boże, jakżeśmy rozpuścili Dziecko.

- Do domku na-sze-go - Dziecko za to ma dość świąt.

Pokoik w Filadelfii 

W Ubimie święta są posępne, w Iniku - krzykliwe. Odnajduję się tym razem - nie wierzyłem, że do tego dorosnę - w wierszu Charlesa Bukowskiego: Najlepsze Boże Narodzenie, jakie pamiętam / spędziłem w maleńkim pokoju/ w Filadelfii/ zaciągnąłem wszystkie żaluzje/ położyłem się do łóżka/ i naciągnąłem na siebie wszystkie/ koce (...)

O! Wyżyno!

Z regularnością godną maszyn cyfrowych, w każde święta rozpływam się nad Wyżyną. I teraz kiedy w długich światłach widzę samotne drzewo przy drodze do Gorzkowa, a jest wieczór, pustka, pierwszy dzień Świąt, myślę właśnie: tu jest jej Środek. (o, mały włos w tym Środku byśmy nie pozostali, kiedy przednie koła zakopały się w błocie).

Zapiski z Pasa Biblijnego

W Ś. dominicantes i communicantes jest grubo ponad sto procent, paski telewizji rządowej czyta się z nabożną uwagą, zachęcając też dzieci, a gdy prezydent, ten prezydent, przylatuje śpiewać kolędy, to prawie jest to równe Bożemu narodzeniu.

W Ś. na tablicy ogłoszeń wisi generał Jaruzelski i ogłasza stan wojenny. Pod nim informuje się, że miejscowymi donosicielami byli - tu lista pięciu nazwisk. Ujawnić zdrajców na klatce schodowej, chociaż taki substytut upragnionego wieszania w pobożnym mieście.

Marcepan

Porobiło się tak, że kiedy wróciliśmy do domku na-sze-go, w drugi dzień, wieczorem, mogłem jeść tylko czekoladę i marcepan. Na nic innego nie mogłem spojrzeć, ale na ferrero owszem (och, ten lubieżny szelest złotego pazłotka). Do łóżka Dziecko przynosiło mi kawałki marcepanu, na myśl o których oblizywałem się i wołałem o jeszcze, jakby chciał mój organizm święta oblepić masą z migdałów, żeby były wreszcie wesołe.

(24-26.12.2017)

 

Podsumowanie 2017. Księgarnia

 


(Jon Kudelka (c), grudzień 2017, źródło: www.theaustralian.com.au)

  

To nie był rok czytania, podobnie jak to nie był rok wielu innych ważnych rzeczy. Ustalmy, że po prostu był.

Czytałem w dziwny sposób: fascynująca okazała się dla mnie lektura własnych dzienników, sięgających szkoły podstawowej. Ich bohater, którego - mimo wszystko - polubiłem, okazał się zupełnie inny niż go sobie zapamiętałem. Zawsze sądziłem, że był szczęśliwszy.

Potem czytałem w sposób uporządkowany, seriami, co i raz wtrącając a to coś związanego ze starożytną religią (jak choćby wspaniały "Dionizos Agathos Daimon" J. Rybowskiej), a to jakąś grubą lekturę studiowaną obok (jak "Lunatycy" Clarka opisywani w trzech częściach na blogu). Była więc literatura wschodnio- i południowo-europejska (z "Książkowych Klimatów"), reportaże o amerykańskiej religijności (seria amerykańska "Czarnego"), pyszne nowości z "Dowodów na Istnienie", a potem - w listopadzie - z "Czarnego". Do tego dwa pozostałe tomy tetralogii Knausgarda, choć już bez aż takiego zachwytu jak w zeszłym roku. Całkiem spory stosik - bo nie mieszczą się już w regałach - czeka za fotelem.

(A gdy tak czytałem, w międzyczasie miękko lądowaliśmy w zupełnie innym kraju, w którym lekturą tabu już nie będzie "Lolita" Nabokova - tło naszej portugalskiej podróży - ale Konstytucja). 

Co było najważniejsze? Wybór jest czysto subiektywny: to już dawno przestał być blog z recenzjami, a zaczął być z życiem, namiastką życia (żyjesz swoim życiem - oburza się A., kiedy zaczynam pisanie albo czytanie). Może coś w tym jest, bo ciągnęło mnie do prozy. Wiele przyjemności, zarówno pod względem fabuły, jak i języka, dostarczył mi George Saunders w "10 grudnia" (tutaj). Na długo utkwiła mi też w pamięci "Piąta łódź" Moniki Kompanikovej (tutaj). Gdy zapisuję to zdanie, odkrywam nagle, że to, co łączy większość moich lektur to głęboki smutek i złe przeczucia (albo grecki fatalizm).

Największym poetą pośród reporterów pozostaje Jarosław Mikołajewski. Jego "Terremoto" (tutaj) nie dotyczy tylko Włoch, ale znów stawia pytania o sens ludzkiego życia. O różnicę pomiędzy owym greckim fatalizmem, o którym tyle czytam, a Opatrznością, która kpi sobie z pobożnych ludzi, zsyłając na nich plagi, o to, czy jest. Za to zupełnie poezji pozbawiony jest zapis rozmowy Modzelewskiego i Werblana "Polska Ludowa" (tutaj): wykład Realpolitik w kraju wiecznych romantyków. Można uznać, że za wiele w niej cynizmu a za mało duchowości, ale znakomicie otrzeźwia, jeśli ktoś jeszcze wierzy w idealistyczną politykę.

Sensacyjne, choć przeszło bez wielkiego echa, było, w mojej opinii, wydanie listów Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego "Wszystko jak chcesz" (tutaj): krok wyjątkowo odważny, z jednej strony - odbrązawiający uczucie zamieniane przez Jarosława w poezję i prozę, z drugiej - w sposób mało pochlebny ukazujący samego Jarosława (tutaj: naiwnego i nazbyt łapczywego, vide: Kevin Spacey). Czy coś innego zdoła opowiedzieć Radosław Romaniuk w drugim tomie "Innego życia"? O tym przekonam się już lada dzień.

 

niedziela, 24 grudnia 2017
Dziennik. Trzeci tydzień Adwentu

 


(Hieronim Bosch, Kuszenie św. Antoniego (fragm.), 1510, Muzeum Sztuki Dawnej, Lizbona, źródło: wikimedia.org)

 

Szczęśliwe dni  

Rzadkie w tym Adwencie są szczęśliwe dni. Dzieci spoglądają na gwiazdę, która się rodzi w ciemności. 

Ludzie bez masek gazowych

Ledwo co się wydostałem z okopów tramwajem linii Ypres. Nad tunelem wisiał gaz, król z mieczem urywał się w połowie w żrącej chmurze. Zakaszlałem i przedarłem się przez linię wroga. Po kawę.

Płonące banki i niezręczni doręczyciele

Z okna wysokiej wieży tramwaje są malutkie i świecą pod ciemną spokojną plamą, to jest Saskim. Czekam, aż zapłonie chiński bank. Tyle wina na pożegnaniu T., że nie wiem, czy pójdę na pocztę: kolejna przygoda z doręczycielem, wykłócić się, że paczka nie zginęła, choć nie dotarło awizo.

Próby zamieniania życia w powieść

Ostatnią rzecz, o jaką bym cię posądzał, jest miłość - pierwsze zdania powieści zawsze przychodzą z trudem. Zatrzymuję się na nim. Nigdy nie wiesz, co się z niego rozwinie. Stygmaty na rękach, czy to nie jest czułość?

Prorocze wizje księdza profesora

Arabowie wchodzą do centrów miast - rozejrzałem się nerwowo z kąta za szafą, gdzie stałem. Nigdzie, w zasięgu wzroku, żadnego Araba, uff. Ksiądz profesor doprecyzował: w zachodniej Europie. Uff, po raz drugi, dobrze, że nie u nas. Słuchałem uważnie księdza profesora na spędzie zorganizowanym dla uczczenia urodzin małego Żyda, uchodźcy do Egiptu, dwa tysiące lat temu. Arabowie byli daleko. U nas było bezpiecznie. Pan Prezydent nas strzegł. Pan premier nas strzegł. Pan minister od bezpiecznych granic także. Żadnych Arabów w centrach miast. Ksiądz kończył - księża uwielbiają tak kończyć - Janem Pawłem.

Podróż świecącego balonika

Z tym balonikiem wracaliśmy przez Stare B. Ludzie zatrzymywali nas i pytali, skąd on? Biegły za nami dzieci i psy. Odpowiadałem, że na Krakowskim Przedmieściu dziewczynka z zapałkami sprzedaje baloniki, czekając na śnieg, który nie nadchodzi. (Drgający błysk w ciemnościach, tegoroczne święta).

Droga na Wschód 

Te skrzyżowania dróg prowadzących donikąd.
Ten deszcz, opętało wycieraczki, co za nic nie przypomina śniegu na obrazkach.
Ta dama na stacji benzynowej w Rykach, która każe parkować gdzie indziej.

Oglądajmy choinki w oknach - proponuję M., która siedzi obok - ale nie ma w oknach choinek, nie ma nawet okien, i świąt nie ma. Były, gdy byliśmy mali.

(17-23.12.2017)

 

środa, 20 grudnia 2017
Leonard Cohen, Księga Miłosierdzia, Rebis 2017

 


(Nikola Sarić, Przypowieść o dwóch dłużnikach (Łk 7, 36-50), źródło: http://www.nikolasaric.de)

 

Czy i Leonard między prorokami? - zadawałem sobie to pytanie, słuchając jego ostatnich płyt. W największej ciemności objawiają się święci mężowie w zupełnie inny sposób niż dotąd nam się wydawało. Religia bowiem oznacza głęboką więź z Tym-co-poza-nami, otwarcie się na nieskończoność, ale również odkrycie zupełnej skończoności tego, co tutaj jeszcze trwa. Dlatego - pisząc Missę Paganę - głęboko religijny był Edward S., i podobnie Leonard.

Księga Miłosierdzia jest apokryfem, któremu patronuje Izmael, postać symboliczna, odtrącony syn, figura niesamowicie bliska dzisiejszemu człowiekowi. Cohen wydobywa go z cienia albo inaczej - ustawia się obok niego. To, co składa się na teologię Księgi Miłosierdzia to, po pierwsze, tytułowe miłosierdzie jako główny przymiot Boga, a - po drugie - noc ciemna ogarniająca człowieka odłączonego od milczącego Boga, którego rysy są równie staro-, co i nowotestamentowe. Jest więc Cohen bliski współczesnemu rozumieniu chrześcijańskiej (nie polskiej i katolickiej) teologii, tej od ks. Halika i od papieża Franciszka: teologii, która mówi o człowieku.

Otacza mnie z każdej strony - ciemność. Ty jesteś moją jedyną tarczą. Twoje imię jest moim jedynym światłem. Cała miłość, jaką w sobie mam, pochodzi od ciebie, jej źródłem jest twoje prawo, źródłem owej martwej miłości, która pamięta jedynie własne imię (37).

To, co jest jeszcze niesamowite w Księdze Miłosierdzia to odkrywczość języka religijnego, świeżość metafor. Mówienie o Niewypowiedzianym w sposób tak niezwykły, jakby tajemnica miała ukryć się już w samym języku.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 726