2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
środa, 22 marca 2017
Jarosław Iwaszkiewicz, Nowele włoskie, Wiedza 1947

 

W środku mroku Jarosław robi to samo co ja, gdy mam dość: ucieka na Południe, tłumacząc się w przedmowie z 1943 r.: nie ma w niej żadnej ucieczki (...) jest tylko zwrot do tych pierwiastków naszego życia, które zawsze pozostaną aktualne. Jakoś szczególnie doświadczam kruchości, bo książka, którą czytam rozpada się powoli w rękach. Ma siedemdziesiąt lat i pachnie starą biblioteką, murszejącym papierem. Nie ma w niej żadnej ucieczki, literatura nie jest w stanie ocalić.

Czytam ostatnio sporo opowiadań, więc muszę przyznać, że Jarosławowe nie wzbudziły we mnie zbytniego zachwytu: wątki miłosne pozbawione są życia, bohaterowie zbyt egzaltowani a Włochy zamieniają się w utraconą Ukrainę, nie mówiąc już o tym, że ostatnie z opowiadań wcale we Włoszech się nie dzieje. Ale Wyspa, jej nastrój, jej opisy akurat jest taka jak powinna być.

- A czy największym naszym obowiązkiem nie jest szczęście? (...)
- Nie.

Marzy mi się wydanie całości włoskich tekstów Iwaszkiewicza, łącznie z wybranymi listami, ilustrowane jego (takimi jak to z Palermo na okładce „Pogody burzy” Kabatca) zdjęciami.

 

Dziennik. Ninoczka

 

Nasze pierwsze miłości wydają się zupełnie śmieszne. W ogóle dzisiaj to używalibyśmy do nich cudzysłowu, ale wówczas to było naprawdę. Te pierwsze miłości, których nie pamiętamy dokładnie, nie te z czasów, dajmy na to, dzienników (choć i one wzbudzają raczej uśmiech politowania albo wyrzut sumienia), ale te najdawniejsze. Jak teraz, gdy Dziecko wchodzi do klubiku, rozgląda się po sali i mówi ze smutkiem: Nie ma, nie ma Ninka.

(21.03.2017)

 

Księżyc nad Fuzhou. Wiersze z epoki Tang, Dialog 2016

 

Na drzewach pałacu lśnią smugi księżyca
Piękne oczy zerkają na uśpione kaczki
Wyjęła z włosów szpilkę i na krawędzi lampy
Rozgarnia czerwony płomyk, by uratować ćmę
(Zhang Hu, tłum. Małgorzata Religa)

Zazdroszczę poetom epoki Tang umiaru i harmonii, niewielu znaków, których potrzebowali by zapisać wszystko. Działo się to - według naszego kalendarza - w ósmym wieku, to znaczy zanim pojawiliśmy się my z naszym harmiderem, rozterkami i rozpasaniem słów. Nie potrafiliśmy, inaczej niż oni, kontemplować krajobrazów i opisywać księżyca. Tematem wiersza nie mógł stać się kamień. Wszystko zmieniło się u nas dopiero dwanaście wieków później po dwóch wielkich wojnach (Kamyki nie dają się oswoić / do końca będą na nas patrzeć / okiem spokojnym bardzo jasnym).

A więc oni, w tym ósmym wieku, pisali rzeczy, które dziś są równie przejrzyste. Zachwycali się, tęsknili i bali zupełnie jak my. I to mnie najbardziej zadziwia: jasność ich słów. Choć może ta jasność to wyłącznie złudzenie, gdy zapis znaków przekłada się na biały wiersz. Tłumaczce zresztą tomik zawdzięcza przypisy, dla mnie równie ważne, co sama poezja jak ów, który wydaje mi się chińską wersją sądu Parysa:

W państwie Qi było trzech wybitnych generałów. Jeden z doradców księcia, w obawie, że generałowie mogą w przyszłości zagrozić księciu, obmyślił plan, jak ich łatwo usunąć. Poradził księciu, aby ofiarował im dwie brzoskwinie, które miały przypaść dwóm najbardziej zasłużonym z nich. W wyniku sporu generałowie popełnili samobójstwo: jeden ze wstydu, że jego zasługi nie dorównały innym, dwaj pozostali z poczucia winy, że spór o brzoskwinie doprowadził szlachetnego człowieka do śmierci (s. 144).

 

poniedziałek, 20 marca 2017
Dziennik. Na wzór z epoki Tang

 

(Song Huizong, Damy dworu przygotowujące świeżo utkany jedwab, na podstawie Zhang Xuana, XII w., Muzeum Sztuk Pięknych w Bostonie, źródło: wikimedia.org)

 

W nowym roku nie było jeszcze wonnych kwiatów
Drugi miesiąc - zdumiony widzę pierwsze kiełki
W białym śniegu, niechętny, że wiosna się spóźnia
Wśród drzew chodzę umyślnie - niech pofruną płatki

(Han Yu, 768-824)

Dziewczęta wbiegają po schodach, jasne ich światło
Urzędnicy nakładają płaszcze, samochód długo nie nadjeżdża
W radiu podają: wiosna, ale dzień nie da się odróżnić
Od innych - dopiero popołudniem mniej chmur

(autor bloga, 20.03.2017)

 

Tagi: ja
21:23, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 marca 2017
Dziennik. Opowiastki z szosy nr 17

 

Doskonałość według Jo.

Rozmowy z Jo., która pojawia się u nas w środku nocy, zawsze są zasadnicze. Z tym sprzętem - mówi Jo. - osiągnęłam już wszystko, nie mogę osiągnąć większej doskonałości. Doskonałość będzie wówczas, gdy obraz i odwzorowanie staną się tym samym - fotografia osiągnie swój cel, kopiując życie jakim jest. Czyli nigdy.

Pożegnanie z widokiem

Zapamiętuj drzewa. Gościniec: klon. Krajobraz, który nie doczeka złotego października. Zawilcowy zagajnik: olcha. Patrz, tylko pnie. Cmentarz: kasztanowiec.

Poemat o mieście Garwolinie 

Z fragmentów dotyczących McDonalda w Garwolinie złożyłby się już spory poemat dygresyjny. Zajeżdżamy tak wcześnie, że nie podają hamburgerów i w rannym słońcu Dziecko krąży między stolikami z darmową kawą.

(Przykładowe fragmenty: tutaj i tutaj).

Stan umysłu 

U jubilera Leonardo da Vinci w wersji srebrnej. Szaty apostołów pokolorowane, każda inna. Jesteśmy w Ś., miejscu najbardziej prawym, choć galeria handlowa ku czci pogańskiego bóstwa (bóstwo okazuje piersi pośród sztucznych kwiatów). Nie ma chyba większego w tym kraju skupiska mormonów (tutaj). Poza nimi mieszkają tu jedynie poskramiacze węży (tutaj).

Opowiadania nienapisane 

Lubiłem spędzać letnie wieczory na balkonie i zaglądać ludziom w okna. Wtedy myślałem, że będę poetą a ominął mnie całkiem dobry kawałek prozy, taki, co się nie nadaje ani na listy ani na dziennik (tylko, żeby obmyślać jak się bezmyślnie jedzie).

Co się śni Dziecku? 

W środku nocy Dziecko powtarza imię swojej koleżanki Nina, Nina, ale parę snów później decyduje się na inną Ala, Ala. Oby tylko nie odziedziczyło mojego chronicznego niezdecydowania, tego, co w dziennikach (Na pierwszych trzech stronach bohater dwukrotnie wyznaje miłość różnym osobom).

Obrazek z zimą

Pisała mi M., odnosząc się do mojego narzekania na warszawską nijakość zim: zima w Lublinie w tym roku była jak z obrazka. Jakby na potwierdzenie słów z listu, gdy rano wyszliśmy z kościoła, rzuciło w nas śniegiem.

(18-19.03.2017)

 

Dziennik. Mormonizm jako metafora

 

Mój sąsiad jest mormonem. Podejrzewałem to od pewnego czasu, ale "Pod sztandarem nieba" (tutaj) pozbawiło mnie wątpliwości. A może to nie książka, ale nieczęste pójście na kawę z W.? Otóż, mój sąsiad nigdy nie pije kawy - to jest przesłanka pierwsza. Czyta jedynie lektury, które nie czyhają na jego cnotę (o cnocie jeszcze potem). Docenia transfery od państwa, stara się nie przesadzać z podatkami. Marzy mu się gromadka bogobojnych dziatek. Posiadł prawdę: w jej imię może rozsądzać, kto ile jest warty. Zatem wysokiej cnotliwości wymaga od innych. Brak wątpliwości oznacza przecież brak jakichkolwiek skrupułów.

Wreszcie, co najmniej raz w tygodniu rozmawia z Bogiem, który pomaga mu na budowie (tutaj).

(17.03.2017)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 706