Zakładki:
Indeksy i spisy
Miasto na Lu.
Miasto na Wa.
Odkrycia w kulturze
Polecam:
Umieją rysować
Zaczytanie z wzajemnością
Zaglądanie od pierwszego wejrzenia
|
niedziela, 29 stycznia 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Ewa"
Zastanawiam się jak to możliwe, że pominięto "Ewę". Ja zresztą też ją przeoczyłem na liście kinowych must-see. Przez ekrany przemknęła bez echa, podczas gdy film o niezrównoważonej dziewczynie z Wa. promował się wszędzie, zdobywał status i nagrody. Może to kwestia języka: film jest po śląsku i gdyby nie angielskie napisy, byłoby cienko.
A może młodzi, zdolni, atrakcyjni wolą filmy o dylematach matek-imprezowiczek z sąsiedniego stolika w kawiarni przy Pl. Zbawiciela albo Trzech Krzyży niż filmy o bezrobociu na egzotycznym Śląsku, tak jak bardziej boleją nad szybkością łącza niż nad dziećmi bez śniadań w drugim końcu Polski. Film musi zadowalać gusta chodzących do kina, a bohaterowie "Ewy" rzadko zapewne do niego zaglądają.
"Ewa" należy do kategorii "moje ulubione" razem z takimi produkcjami jak bułgarskie "Ave" czy kolumbijska "Karen płacze w autobusie". Zachęcają już napisy, gdzie po reżyserze, zaraz potem zdjęcia i montaż. Zdjęcia i montaż faktycznie nienaganne. Reszta również. Obie główne role zasługują na nagrodę (ale odbierze ją ta od "Ki".)
"Ewa" to film o godności.
Ostatnia scena: dziewczynka z lalką Barbie, bardzo niejednoznaczna. Autor bloga uważa, ale nie przyjmujcie pochopnie jego interpretacji, że to ostrzeżenie. Odchodzą w przeszłość role społeczne, które spajały rodzinę i wspólnotę, nadchodzi epoka Barbie, tych co dylematy rozstrzygają w kawiarni przy Pl. Zbawiciela albo Trzech Krzyży.
(4,5/5,0)
sobota, 28 stycznia 2012
Poznajemy urzędy. Muzeum
W tej instytucji urzędnicy dożywają pięknych lat.
Stulecia pracy urzędniczej nie są wcale rzadkie.
Jedna pani z sekretariatu pamięta jak nosiła kawę w porcelanie marszałkowi Fochowi,
a ponoć w księgowości są jeszcze pracownicy, co rozliczali wyprawę na Moskwę Napoleona.
Mówi się, że nocami trudno tych z drugiej zmiany odróżnić od zjaw pałacowych,
a kiedy wreszcie odchodzą na emeryturę, bardzo jest bolesne ich odrzynanie od krzeseł.
Rzeczpospolita manekinów, muzeum manekinów.
W oparach popcornu
(Pierwsza w historii retransmisja maratonu filmowego na blogu)
21.57 Nie można wnosić? Wnieśliśmy kilogram pomarańczowych michałków.
22.01 A.: Boże! Ludzie z popcornem zasuwają. O nie, to się nazywa szczęście (siedli obok).
22.02 Nie ma reklam? Czy to na pewno multikino?
23.32 Doskonale zrealizowany fresk, ale jednak w fresk.
23.56 W ramach rekolekcji mógłby być obowiązkowy.
00.23 "W ciemności" (4,0/4,0) to dla mnie film o Poldku. Opowieść o tym, jak w człowieku powoli rodzi się dobro. Tak jakbym oglądał komentarz do książek Tischnera. Dobro jako odpowiedzialność za drugiego, "jeden drugiego ciężary noście" - to z Ewangelii za "Etyką solidarności". Scena z powieszeniem jak rozważania o rzezi niewiniątek z "Miłość nas zrozumie". Wreszcie "Filozofia dramatu", ten okrzyk "Moje Żydki", to pojęcie "mój / moja".
00.28 Nie nazwałbym filmu Holland genialnym, ale rola Więckiewicza jest genialna. Co by nie sądzić o jego rolach (a sądziłem, np. w "Różyczce", niezbyt, niezbyt), jego Poldek jest tą rolą, która pozostaje potem w encyklopediach.
00.29 Na "Rzeź" ruszyli wszyscy, także ci, co jeszcze dwa lata temu chcieli Romana P. wykastrować.
00.55 Słuchowisko. Można zamknąć oczy i delektować się dykcją, różnymi brzmieniami i odcieniami angielszczyzny.
1.23 Piękny kwartet. Oglądają go pół-Foster, pół-Waltz oraz pół-Waltz, pół-Winslet. (Kto jest kto?)
1.55 Zupełnie inna antropologia niż "W ciemności". Tam rodziło się dobro, tu rodzi się w ludziach, czyhające pod gestami kultury, zło. I to zło jest dominujące. Czy Walter, do którego dzwoni telefon, nie jest doczekanym Godotem. Naszym antropomorficznym bóstwem? (Późno już.)
1.57 (3,5/3,5) Sezon w tym roku na małe gryzonie w filmach. Chomik tutaj miał więcej szczęścia niż świnka morska u Kevina.
2.00 A. zasypia. A może morał brzmi tak naprawdę: odczepcie się od dzieci i ich spraw, dajcie im żyć swoim życiem. Podszept szatański: odczepcie się też od trzynastolatek w basenie i tego, co i z kim robią.
2.20 Trudno się przyzwyczaić, że Więckiewicz teraz mniej jednoznaczny.
2.35 Skojarzenie: "Obcy" Camusa.
2.50 Może i scenariusz dobry, ale film toporny. Toporna ta prowincja, taka koglo-moglowata, nie lubię jej oglądać.
3.10 A jak nie zapali? Pewno już niżej niż -14C?
3.25 "Wymyk" (3,0/2,5). Na "Sali samobójców" nie zostajemy, na sali samobójców nie zostajemy.
3.41 Zapalił. Koniec transmisji.
czwartek, 26 stycznia 2012
Białe zęby
Panna Monika dzisiaj con panna a za drzwiami śnieg w zęby.
Przychodzę tutaj już tylko dla kontaktów międzyludzkich: dwóch zdań oznajmujących i dwóch pytań oraz słowa "dziękuję".
środa, 25 stycznia 2012
Pałac Zimowy
(List przekazany autorowi bloga przez anonimowego urzędnika.)
Piszę do was z oblężonego pałacu. Zupełnie jestem oblężony. Moje bezpieczeństwo informatyczne, o czym informują mnie specjalne komunikaty, jest straszliwie zagrożone. Arcyważne pisma o przesłaniu notatki z sekretariatu A do sekretariatu B można skraść z moich dokumentów, tak, że się lękam.
Piszę do was, rozdwojony jaźnią, z oblężonego pałacu, bo całkowicie zgadzam się z oblegającymi. Kibicuję, gdy katapulty zbliżają się do okien a machiny popłoch wywołują wśród służbowych kierowców.
Taki ładny dźwięk tang, tang i tango down, i z pyszczków pyszałków znika chytry uśmieszek. Taka satysfakcja, że przez chwilę drży chociaż rzeczpospolita manekinów.
Piszę do was z oblężonego pałacu. Nie wiem na jak długo jeszcze starczy nam zapasów. Wodę trzeba wymienić w dystrybutorze, bo się kończy. Tonera brakuje.
Poznajemy urzędy. Bal praszczura
Pani J. odchodzi. Odchodzi z czerwonym winem. Pani J. jest praurzedniczką, zna prasekretarki i pradyrektorów, uczęszczała na prapremiery. Odchodząc dostała wiersz i kawałek szkła. Kawałek szkła jest ozdobny.
Kawałek szkła pasuje do meblościanki.
(Jako byłego etnografa strasznie mnie ciekawi pomysł zbadania praurzędników, ich przysłowiowej uprzejmości, reguł wpuszczania do pokojów, zasad przygotowywania kawy, ich pierwszych spotkań z komputerem. Polska widziania z pamiętników nie literatów, nie polityków, ale urzędników z antyszambry to byłoby coś.)
wtorek, 24 stycznia 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Kret"
Od zeszłego poniedziałku, czyli od obejrzenia chwalonej przez krytykę "Ki", żywiłem obawy, że zbiór desygnatów nazwy "dobry, polski film z 2011 roku" jest zbiorem pustym, co poniekąd potwierdzałoby nasze przeczucia, które kazały nam omijać szerokim łukiem polskie kino.
"Kret" obalił powyższą tezę. Posiada zdjęcia, muzykę, montaż, wszystko na wysokim poziomie. Dziędziel bardzo dobry, Szyca po raz pierwszy doceniłem jako aktora, fenomenalny, demoniczny Pszoniak i Magdalena Czerwińska o niebo lepsza od sławnej Romy G. Jeśli już czegoś bym się czepiał to scenariusza, który momentami zaskakiwał naiwnością. Ale, widać, nie można mieć wszystkiego.
Bardzo ciekawa z tego filmu nam wychodziła dyskusja o prawdzie. Po filmie, jak zwykle, zajrzałem na filmweb, ciekawy, co ludzie powiedzą. Np. to: Co poważną i uczciwą osobę interesuje stary dziad i konfident, który donosił na Polaków, czy naprawdę nie ma bardziej poważnych tematów? Jak widać - aby uniknąć niepotrzebnej frustracji - film stanowczo odradzany powinien być czytelnikom "Gazety Polskiej Codziennie". Za dużo wymaga myślenia, za dużo rodzi wątpliwości.
(4,0/4,5)
niedziela, 22 stycznia 2012
Romantyczne rozmowy o trzeciej nad ranem
(Jest późno w nocy i rozmawiamy o kalamburach - nie pytajcie dlaczego - na temat sławnych dramatów.)
Autor bloga: "Romeo i Julię" łatwo zainscenizować.
A. (sennie): Samobójstwo to każdy odgadnie.
Autor bloga: Myślałem raczej o scenie balkonowej...
(Dotychczas myślałem, że to ja jestem pesymistą.)
piątek, 20 stycznia 2012
Autor bloga się tłumaczy z bloga roku (2)
Nad klawiaturą autora bloga już rozlegało się polskie "Patataj!", już był sławnym blogerem, cytowanym w porannym przeglądzie prasy, już debatował o sprawach najważniejszych z Kataryną, już był w ogródku.
Pisanie bloga jest - szkoda, że niedotowaną z funduszy europejskich - formą pomocy społecznej. Piszą więc: szczęśliwe i nieszczęśliwe matki o swoich dzieciach, piszą chorzy i hipochondrycy, piszą wreszcie osamotnieni - we własnym mniemaniu - grafomani. O ile dwie pierwsze kategorie budzą powszechne zrozumienie, współczucie albo chociaż parę łezek skapnie, obok kategorii ostatniej przechodzimy ze wzruszeniem ramion (no chyba, że rym częstochowski chwyci nas za serce).
Pisać będzie dalej. Tak już ma, musi.
(Tym bardziej chciałby autor bloga podziękować tym co najmniej pięciu osobom - sobie nie dziękuje - które poświęciły się tej przegranej sprawie.)
Poznajemy urzędy. Cukiernica
Pani od zmywania oraz wydawania szklanek ma maleńki pokoik i tipsy. Od niej zależy, czy goście będą pili kawę z cukrem, czy bez i czy cytrynka będzie do herbaty. Z rozdzielnika pani od zmywania oraz wydawania szklanek rozdziela ciasteczka. (Rozwikłanie klucza, którym posługuje się oddzielając kardynałki od tych z marmoladką nie pozwala mi skupić się na żadnym posiedzeniu.)
Może pani od zmywania oraz wydawania szklanek zastosować wobec krnąbrnych sankcje: nie wydać cukiernicy, nie dolać śmietanki. Lubi, gdy ją, drżącym głosem, błagać. Ale tylko do szesnastej.
Poznajemy urzędy. Portiernia
Najstarszy to ma nawyki. Przemierza halle pomiędzy instytucją jedną a instytucją drugą, schodzi, wchodzi, schodzi, wchodzi. Zawsze bacznie i na baczność. Tylko taki potulny, gdy złapany znienacka w pokoju socjalnym, odgrzewa zupkę, co mu żona spakowała na drugą zmianę, za wcześnie.
Najmłodszy inaczej. Buja się w chmurze tytoniu. Niby do ubikacji - chmura, niby druga klatka - chmura. Najmłodszy nie zagląda, najmłodszy nie wygląda, najmłodszy ma to w d..ie.
A ten średni, napiszę w tajemnicy, romansuje z panią sekretarką z instytucji.
Fragmenty. Inne okolice, inne widoki
  
  
(Tym razem wymaga narracji. Ta sama sobota i okolice Plater też, ale i dalej. Widok. Widok zza "Emilii" ma w sobie coś matematycznego, dlatego go lubię. Dalej, widok z Widoku, i smutne dzieci na witrynie, jak z pocztówek UNICEFu, i komercyjna buddyjska stupa w domach towarowych. Powrót do widoku zza "Emilii" w wersji frapującej. Na koniec ten bar na Widoku, od którego bije czerwone światło, kojarzący się ze spelunkami dworcowymi.)
czwartek, 19 stycznia 2012
Podróże autora bloga. Sto osiemdziesiąt, czyli tam i z powrotem
Chciałem się wytłumaczyć, że podwójne i że dzisiaj sennym, ale Iwona nabija mi lojalnościowe punkty, więc nawet nie biorę z bitą śmietaną.
W moim igloo dobrze mi się pisze i ogród Krasińskich też leży pod kołdrą. Tylko myślę, czy lepiej pegazem czy czerwonym traktorem z pługiem.
Nie na czeszki pogoda, więc trzy Japonki jadą autobusem.
Od dawna chcesz rozpadu - mówi dziewczyna z torbami. Rozpad połowiczny już ci nie wystarcza. Żaden uran, żaden pluton.
środa, 18 stycznia 2012
Fragmenty. Okolice Plater. Fotografie
  
  
(Pewien minister w pewnym śmiesznym kraju postanowił wyburzać. Autor bloga też chciał kiedyś wyburzać, na początku swego tutaj przebywania. Autor bloga wyrósł. Pewien minister ani trochę.
Zdjęcie nr 5 jest Niejakiej Jo., ale tak ładne, że podebrałem, aby się nie marnowało w głębinach twardych dysków.)
wtorek, 17 stycznia 2012
Fragmenty. Okolice Plater
Owinęła go wokół małego palca, więc tylko zazdrości pozostałym czterem, że się schowały w cudzej dłoni.
Z zasady zdarza się tylko raz (podsłuchane na targach ślubnych).
Przeszłam wesele, wiem jak to wygląda (j.w.).
Jedzenie w burger kingu w centrum handlowym, da się jedynie porównać do korzystania z publicznej toalety. Nawet nie wiesz jak się zachować, gdy oczy z naprzeciwka wlepiają się w twoje zęby. Niemniej musiałem to zrobić. Upewnić się jak smakuje hamburger i że nie smakuje dobrze. Przez dach obserwując mruganie marriotta.
Owinęła go wokół małego palca. Marzną jej teraz pozostałe cztery.
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Ki"
Na poprzednim seansie doszło do bijatyki o miejsca. Ech, na tym tylko do bezkrwawych scysji.
"Ki" jat-ki niewarta.
Papierowe, pretensjonalne granie. Tak więc nieciekawa gra, nieciekawe zdjęcia, nieciekawa muzyka. Jedyna scena, która robi wrażenie, to gdy Woronowicz (eks-ksiądz Popiełuszko) mówi "Wy....dalaj stąd!" Za wszelką cenę szukałem wartości dodanej w tym filmie i odkryłem całkiem sporą dawkę krytyki feminizmu (ale - co H. niech potwierdzi - mam teraz hopla na tym punkcie). Główna bohaterka wyręcza się kim się da, ale jednocześnie zgrywa męczennicę macierzyństwa, jej wspólnota z pozostałymi siostrzycami ogranicza się do wspólnej balangi a ona niedojrzała do żadnej roli społecznej.
Na szczęście bilet kosztował jedynie 1,5 paczki herbatników "San".
(3,0/2,0)
niedziela, 15 stycznia 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Musimy porozmawiać o Kevinie"
Pomyślałem, że o treści fabuły nie będę się wypowiadał, bo temat drażliwy i nasze z A. spojrzenia różnią się dość diametralnie. Poza tym nie chciałbym się narażać też osobom, które w bohaterce granej przez fenomenalną Tildę Swinton widzą kolejną bojowniczkę ruchu wyzwolenia kobiety od kobiecości (chyba i tak za dużo zdołałem napisać.)
Pod względem formy jest to majstersztyk narracji, narracji drażniącej zmysły. Film skrobie, wierci, zdziera, coraz bardziej ogłupiając uszy i oczy. Z tych kawałków składa się rekonstrukcja zdarzeń (jak w magazynie "997").
(Wysnuć można dalekie porównanie z "Matką Teresą od kotów", z oczywistym rezultatem takiego porównania.)
(4,0/4,0)
piątek, 13 stycznia 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Człowiek z Hawru"
Rzadko zdarza się autorowi bloga, żeby popadł na fotelu w zachwyt. Tym razem się zdarzyło, jakby wejść do galerii starych zdjęć albo nagle przenieść się do wnętrza belgijskiego komiksu. Zachwyt nie wynikał z fabuły (wzruszająca baśń!), ale z formy, z koloru niebieskiego wszechobecnego jak na fotografiach pin-up girl.
Trudno się zorientować, kiedy film się dzieje, bohaterowie i sprzęty żywcem wyjęte z lat czterdziestych, ale wydarzenia zupełnie współczesne. Kino do podziwiania.
Nikomu jeszcze nie udało się tak dobitnie pokazać, że Europa się starzeje.
Para z filmu od razu skojarzyła mi się z Jarosławem i Hanią, a może nawet H. i I.
Opowiadanie tego filmu bez zdjęć (ze strony gutekfilm.pl) mija się z celem toteż:
 

(3,0/5,0)
czwartek, 12 stycznia 2012
Podróże autora bloga. Winda
O poranku, kiedy wsiadam do windy zawsze ten sam dylemat. Kogo ujrzę najpierw: zabójcę, czy ofiarę? Strasznie, gdy on tak we mnie prosto zza lustra wyceluje, ale równie okropnie, gdy to ciało tak nagle za odsuwającymi się drzwiami.
Co ranek to samo. Uff, jeszcze ich nie spotkałem.
Ten miły chłopak zawsze się w windzie kłaniał, nie wpychał się pierwszy i mówił "dziękuję".
Zima Muminków, rozdział szósty
Jeszcze pożegnać się z krajobrazem raz i drugi, całkiem logicznie twierdząc, że nie po raz ostatni. Lecz przecież chodzi o stworzenia z kokardkami na ogonach, a nie krajobrazy. Przekonuje się za każdym razem, gdy znowu przybywam do opuszczonych dolin, domów i miast.
Jeszcze śnieg spadnie, jeszcze ich zobaczę. (Tak jak twierdziłem, znudzeni urzędnicy stają się liryczni.)
środa, 11 stycznia 2012
Sto miliardów planet
Jakież szanse dla Alfów, Spocków i E.T.! I lepiej, żeby ktoś tam był. Bo jeśli nikogo nie ma, Boże!, to dopiero jesteśmy zupełnie samotni. Od samej tej myśli biorę antydepresanty.
Sto miliardów planet, dziewięć milionów rowerów w Pekinie, dziewięćdziesiąt dziewięć balonów na ogrzane powietrze.
Meteorologie autora bloga
Padanie nieśniegu na Broniewskiego. Padanie na ryja, bo biurko, bo budzik, bo kupić chleb, ciastka. Padanie, bo bieży jedenasty dzień.
Barani skok tylko we śnie liczę.
A4
Na maszynach ach huk postępuje druk, trzydzieści egzemplarzy, ryz las, sześć tysięcy sześćset sześćdziesiąt sześć stron
a gdy papieru brak urzędnicy się nudzą. Wtedy tak nagle lirycznie robi się im.
Jarosław I. Na manowcach
(Strasznie dużo miałem pomysłów w trakcie lektury, nawet gotowych zapisków na gorąco. Czy Jarosław I. nie jest wielki, czy nie wyrasta ponad to, co piszą o nim np. Kisiel i Słonimski? Że on tak Rzym jak ja. Że obawiam się, że ja też: pogłaszcz mnie a oni nie głaszczą. Dlaczego ulicy Iwaszkiewicza nie ma w Wa., bo w Wesołej się nie liczy? I to, że coraz bardziej starość widać w zapiskach, zgorzkniałość, zgryźliwość, i to, że chciałby zostać papieżem.)
A potem następuje 23 grudnia 1979 r.: Dziś o g. 14.40 umarła Hania. Po takich mękach ostatnia chwila była spokojna i niespodziewana. Amen (s. 606).
Kolejne wpisy zupełnie tracą rezon. Czuć w tym, że to była, mimo wszystko, miłość i że kończy się świat. Ostatni z 10 lutego 1980 r., potem tylko przypis (s. 622). Kiedy urodzi się autor bloga, Iwaszkiewicz nie będzie żył już od kilku tygodni.
|