2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 19 lutego 2017
Dziennik. Dowód na istnienie Marcela Prousta

 

(Marcel Proust (po środku na dole), 1904, Centre National du Cinéma, źródło: https://www.youtube.com/watch?v=ttgv7VjBs2I; więcej: http://www.newyorker.com/books/page-turner/marcel-proust-caught-on-film)

 

Zanim autor bloga stał się autorem bloga stworzył teorię, w myśl której przeszłość nie istnieje. Cała historia czy archeologia niczego nie dowodzi, nie było ani Juliusza Cezara ani Władysława Jagiełły: to jedynie złudzenie, któremu ulegamy. Pisanie nie jest dowodem istnienia. Skoro nie żyli, to i nie umierali (proszę nie sprawiać kłopotu, dopytując, po cóż piramidy?), jesteśmy pierwsi, my i ci co zaraz przed nami. Nie czytałem wówczas biografii.

Wyłom w tej uporządkowanej teorii czyni fotografia. Fotografia udowadnia a film jeszcze bardziej. Oto Marcel Proust schodzi po schodach. Bardziej tym swoim krokiem przekonuje, że był, niż jego siedem tomów (19.02.2017).

 

Manchester by the Sea

 

 

Rzadko zdarza mi się powiedzieć o jakimś filmie (zwłaszcza teraz, gdy rzadziej je oglądam), że jest wybitny. W "Manchester by the Sea" (myślałem początkowo, wybaczcie ignorancję, że toczy się on w tym zwyczajnym Manchesterze, a nie w Massachusetts, ale sprawdziłem - kierownice mieli po właściwej stronie) wszystko pasuje: poetyckie zdjęcia, dobrana muzyka (wyjątkowo dużo Haendla), przekonująca gra, scenariusz. A. wróciła przygnębiona, oczekiwałem więc, że u mnie będzie podobnie, ale nie - według mnie film pozostawia przestrzeń między widzem a fabułą, choć wywołuje ogromne emocje.

O wybitności świadczy również to, że można odczytywać go na wiele sposobów: jako opowieść o relacjach rodzinnych, o winie i karze albo o syndromie stresu pourazowego. Dla mnie - z racji ostatnich przemyśleń nad Opatrznością - wydaje się być filmem religijnym, stawiającym przed widzem fundamentalne pytania i niedającym żadnych odpowiedzi. Nie bez znaczenia jest to, że społeczność, w której dzieje się akcja "Manchesteru", to katolicy: zaznaczają to jedna czy dwie sceny, ale dzięki temu do opisu zdarzeń możemy zastosować ten sam język religijny.

Pokrótce - przypowieść o Lee Chandlerze jest historią o Opatrzności, która, z niewiadomych dla bohaterów przyczyn, nie czuwała nad nimi. A ten Haendel to jak na ironię.

Słowa klucze: mrożony kurczak, silnik do łodzi, mewy, Jowisz

4,5/5,0

 

(źródło: cineavatar.it)

sobota, 18 lutego 2017
Dziennik. Żółty

 

(Gustave Caillebotte, Żółta łódź, 1891, Norton Simon Museum, Pasadena, CA, źródło: wikiart.org)

 

Chciałem zobaczyć wiosnę na Hali, ale nic z tego. Myjący okna na wieżowcu opodal gubili się we mgle na własnych linach. Kupiłem żonkile z tęsknoty za kolorami innymi niż odcienie szarości. (Za to w lidlu w najlepsze Wielkanoc).

Przez te kolory za pierwszym razem pomyślałem, że ten obraz jest wesoły - tyle ma w sobie ciepłego Południa. Ale im dłużej przyglądam się żółtej łodzi, tym bardziej dochodzę do przekonania, że ta słoneczna rzeka to albo Styks albo Lete, a ów mężczyzna zrozumiał już dokąd płynie (18.02.2017).

 

Dziennik, który okazał się przypisem do "Starożytnych kultów misteryjnych"

 

To, że Opatrzność zdecydowała się dofinansować koledze fotowoltaikę (por. wpis na temat "Starożytnych kultów misteryjnych"), o czym powiadomił mnie z radością, gdy tylko otworzyłem drzwi do biura, jakoś mnie nie przekonuje. Prawdę powiedziawszy dostrzegam w tym sporą niesprawiedliwość, że owe Oko miesza się w czyjeś urządzanie domu, ale już nie interesuje się - powiedzmy - tonącymi w Morzu Śródziemnym.

Bardziej przemawia do mnie tamta porada: zapomnijcie o misteriach, nie mieszajcie do wszystkiego religii, cieszcie się po prostu tym jednorazowym produktem, jakim jest życie.

(Byłoby jednak nieuczciwe, gdybym nie przyznał, że nałogowo mieszałem Opatrzność do klasówek, sprawdzianów, kolokwiów i egzaminów, o czym chociażby świadczą moje własne dzienniki).  

(17.02.2017)

 

czwartek, 16 lutego 2017
Walter Burkert, Starożytne kulty misteryjne, Homini 2014

 

- Zadziwiają mnie twoje książkowe wybory - powiedziała A., gdy zza fotela (gdzie znajduje się obecnie, ukryty przed Dzieckiem, prowizoryczny regał) wyciągnąłem tom o starożytnych kultach misteryjnych. Nic w tym dziwnego - tak mi się wydaje: od czasów pierwszej Wyspy autor bloga krąży nad Śródziemnomorzem, zahaczając dodatkowo o bliski mu temat cudów i mitów.

Praktykę ślubów można postrzegać jako najważniejszą ludzką strategię w radzeniu sobie z przyszłością. Spełnia się ona przez swego rodzaju umowę. Z dna wyniszczającej depresji człowiek może podnieść się do wyrażenia formuły "jeżeli - to", ponad niepewnością, jaką niesie ze sobą przyszłość. Jeśli zdarza się wybawienie od obecnych niepokojów i cierpienia, jeśli osiąga się sukces albo oczekiwany z nadzieją zysk, wtedy podjęte zostaje specjalne i określone wyrzeczenie - określona strata w imię większej korzyści. Istnieje naturalna skłonność ku trwaniu; wierzący - składając w ofierze dar wotywny - modli się o dalszą pomoc (s. 58).

Na jakiej zasadzie się zdarza? To ciągłe wahanie autora bloga pomiędzy wiarą w cuda a wyliczaniem prawdopodobieństwa. U Burkerta zaraz potem rozpaczliwa wypowiedź starożytnych - skąd mogli wiedzieć, że są starożytni - rodziców na nagrobku ich syna: zapomnijcie o wszelkich misteriach, to nie pomaga.

- Wszystko zależy od Opatrzności - westchnął kolega z pokoju, zastanawiając się, czy stać go będzie na instalację fotowoltaiczną.

 

Dziennik. O kompromisach z kurierami

 

Byliśmy na nogach od piątej trzydzieści, bo Dziecko zobaczyło Księżyc (swoją drogą muszę sprawdzić którędy ten Księżyc się porusza, że raz w kuchni, raz w pokoju, tu wieczorem, tu rano - nigdy tyle nie zajmowałem się jego fazami). O ósmej miał przyjść kurier. Uprzedziłem w pracy, że się spóźnię, bo kurier. Nie reagowałem, że Dziecko chce do klubiku, bo kurier. Czekałem. O ósmej dwadzieścia pięć zadzwoniłem. Samochód mi się zepsuł - skłamał, ale na więcej kłamstw mu nie pozwoliłem, bo wygłosiłem monolog i trzasnąłem słuchawkę (metafora: myślałem, że przerwałem połączenie, ale nie przerwałem, więc kurier usłyszał ciąg dalszy mojej wypowiedzi, mniej cenzuralny niż cała reszta).

Niezwykle spokojnego autora bloga są z równowagi zdolni wyprowadzić jedynie narodowcy i kurierzy.

Zadzwonił koło dwunastej, spokorniał nieco, przedstawił propozycję kompromisu, na który jeszcze rano bym nie poszedł, ale poszedłem. Walka z kurierami, którzy mają twoją paczkę, podobnie jak walka z wiatrakami, jest z góry skazana na przegraną (16.02.2017).

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 701