2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
środa, 18 lipca 2018
Dziennik pisany w lipcu (odc. 1)

 


(Dedykacja z filmu "Pelišky", reż. Jan Hrebejk; oglądaliśmy go któregoś wieczora z M. i J. Chyba najlepiej ze wszystkich znanych mi filmów definiuje czułość we wszystkich jej wymiarach, w tym także do ojczyzny.)

 

1. Na naszym ślubie świadkiem był kot, kot podglądacz. Teraz jest stary, ów kot, przychodzi w ponurym nastroju i kładzie się przy stole. Nikt nie chce go słuchać - takim stał się nihilistą. 

2. Dość powoli, z oporami dociera do mnie Polska. Najpierw przychodzi biskup, autor książeczek dla dzieci od pierwszej komunii (pseudonim: ksiądz Tymoteusz), i opowiada rzeczy wymiotne. Wszyscy klaszczą. Potem pod nieobecność najwyższego wodza, zastępowanego przez aparatczyków w makijażu, zespół "Mazowsze" wykonuje rytualny taniec wokół samolotu (stara kronika z lat pięćdziesiątych, ten sam zespół tańczy).

3. Jechałem z Wierzbna, tramwaj przejechał pieszą. Dziesiąty tydzień, mówiła przez telefon w metrze, wyznając po raz pierwszy i biorąc nas wszystkich za świadków. 

4. Opowiadam A., że założymy komunę na greckiej wyspie, będziemy pili wino i przechadzali się po sadach pomarańczowych. Spotykamy się wprawdzie coraz rzadziej, ale marzenia mamy ciągle śmielsze.

5. Fioletowa różyczko! - zapisuję w metrze inwokację, która dołącza do szeregu innych zapisków, które trudno rozszyfrować. Wieczorem, kiedy siedzimy z M., odczytuję wybrane daty z dziennika. Moje życie - jak się okazuje - składa się z kawy, westchnień i prognoz pogody. Najciekawsze jest to, czego nie zapisałem i zaraz potem zapomniałem.

6. Najważniejsze jest ciepłe światło domu (zapisałem jesienią, kiedy mieszkała z nami M.) Wszystko inne jest niedopowiedziane - dodaję teraz z czułością do życia. (Ideałem domu był ów dom w Dolinie Muminków, gdzie gdy tylko pojawiali się goście Mama Muminka szykowała dodatkowe nakrycie a Tata zbijał kolejne łóżko).

7-10. zob. Dziennik z Londynu. Lipiec

11. Tak nagle jak się pojawili. Klucze przekazane w biegu. Tęsknię przy zmywaniu.

12. Zapis na blogu, anegdota z podróży, pusty czerwony zeszyt. Najważniejsze - jak zawsze - pozostaje niewypowiedziane: czułość (nowe słowo klucz w dzienniku autora bloga) do czasu, czułość do osób.

13. Pędzą do ogrodzonego zamku autobusy na sygnale. Wiozą posłów - wszyscy cierpią na paraliż nóg, to druga faza choroby po paraliżu woli. Tylko ręce posłusznie cały czas głosują. Wyglądam przez okno i widzę stolicę małej satrapii na zbyt bliskim Wschodzie.

14. Koszulki, które zamówiłem przyszły o miesiąc za późno. Nie nadają się na plaże Portugalii ani do londyńskich muzeów. Ale warto było - przekonuję się dzisiaj w kawiarni, gdy zza lady nachyla się baristka, szepcząc: ale ładna.

15. Chmury zawieszone nisko. Wczesna jesień przyszła - pisze M. Nie chcesz wychodzić z domu. Na Woli łudzą cię przejaśnienia.

16. Helsinki. Ci, którzy od trzech lat usiłują wyciągnąć nas z Unii Europejskiej, zostawiają nas z ręką w nocniku. Oto jesteśmy już poza limesem, do którego wpychało nas pokolenie wielkich umarłych (takich jak Geremek czy Mazowiecki). A poza limesem nie ma lodów waniliowych. Jest próżnia i brzydko pachnie. Dobry wujek Trump, ten co doprowadził nas do orgazmu na Placu Krasińskich latem ubiegłego roku, dogaduje się ze złym wujkiem Wołodią, usiłując dobić NATO i naszymi rękami zadusić Unię.

17. Cztery lata byłem ciężko chory, przez cztery lata badałem cnotę u mieczyków - czy wszyscy sprzedawcy kwiatów muszą być szaleni? Pan z Trasy W-Z po latach opracował recepturę na pełne kłosy.

  

sobota, 14 lipca 2018
Dziennik z Londynu. Lipiec

 

 
(Pablo Picasso, Akt przed lustrem, 1932, kol. pryw.)

 

Picasso 1932 - Love, Fame, Tragedy

Zamysł kuratorów jest fenomenalny. Z całego życiorysu wybrać i opisać dokładnie jeden rok. Wbrew miłośnikom sztuki pozbawionej tła, nadać obrazom kontekst biograficzny. Tak jak w przypadku życiopisania, tutaj mamy do czynienia z życiomalowaniem.

- To jest jak pisanie bloga - stwierdza A. mijając w kolejnych salach obrazy podpisane datami dziennymi. W sobotę czuł się tak, w poniedziałek - zupełnie inaczej, oddawał to poprzez kolejne pociągnięcia pędzlem. Galerię uzupełnia opis: listy, zdjęcia, foldery reklamowe. (W piątek albo w czwartek przed wyjazdem czytałem swojego bloga, dziwiąc się banalności życia). Po raz kolejny uczę się tego w Londynie: należy porzucić przekonanie o wyjątkowości własnych uczuć. 

Jedno jest pewne - tak jak teraz - lipiec różni się od lutego.

W 1932 roku Picasso zapisuje na obrazach rozpad miłości.

Picasso 1932 - Love, Fame, Tragedy. Cytaty z kolejnych sal

Wszystko, co kochamy umrze, i dlatego wszystko, co kochamy, musi być zebrane - ze wszystkimi wielkimi emocjami pożegnania - w coś tak wielkiego, że nigdy tego nie zapomnimy (Michel Leiris).

Właściwie jest tylko miłość. Czymkolwiek może być (Pablo Picasso).

Parada 

Na początku pisania tego bloga byłem konserwatystą. Paradę równości opisywałbym więc jako wręcz przerażający obraz upadku kultury europejskiej, karnawał hedonistów zapominających o wartościach. Jak ów nowy Jezus w otoczeniu czarnoskórych uczniów wyznających apokalipsę na Oxford Street.

Przychodzę z kraju, nad który nadciąga szarość. Podoba mi się wszystko w siedmiu barwach. Dobrze się czuję w kolorowym tłumie, odnajduję nawet antykwariat, w którym mógłbym zamieszkać. Za jego oknem spacerują satyrowie. Apokalipsą są za to zmienione trasy czerwonych autobusów.

(07.07.2018)

 


(Fresk z Nebamun (fragm.), Teby, 18. Dynastia, ok. 1350 p.n.e., The British Museum) 

 

Wystawa egipska w Muzeum Brytyjskim

Tyle zachodu. Najpierw umyć i osuszyć. Naciąć pod żebrem i wyciągnąć. Przez nos wygrzebać mózg (świder służący do tego celu jest najbardziej wstrząsającym eksponatem w sali). Napełnić solą. Owijać. Układać amulety (to samo oko Ozyrysa, co zdobi łodzie maltańskich rybaków). Na koniec pełni ufności leżą w szklanych gablotach. Tomografia i rentgen świadczą o zmartwychwstaniu, które się nie udało. Żal mi bardzo nadziei Egipcjan.

Oni także nie sądzili, że są starożytni i że są śmiertelni.

Gwiazda 

Przed państwem, proszę państwa, gwiazda. Siedzimy na huśtawkach pod galerią Tate. Wieczorem zapala się oko Saurona na Shard. Gwiazda - nie wiem skąd się wzięła, z komunalnych domów, gdzie sąsiedzi wspólnie oglądają mecz, czy z hoteli (więcej gwiazdek) - obraca się po nieboskłonie i uśmiecha do widzów.

Wieczór jako kurtyna. 

(08.07.2018)

Frida Kahlo: Making Her Self Up

O ile wystawa Picassa jest rodzajem dziennika, o tyle Frida w Muzeum Wiktorii i Alberta przypomina pamiętnik otwierany lata po śmierci właścicielki. Jest dokładnie tak jak w wierszu Szymborskiej: suknie wygrały wyścig.

Powrót

Mycie zębów na nocnych lotniskach. Amerykanin podrywa Hiszpankę przy ładowaniu komórki. Pomarańczowy samolot czeka o poranku. Żółte autobusy jeżdżą zamiast czerwonych. Tak bardzo chciałem zatrzymywać ten czas, że aż się spóźniłem.

(09-10.07.2018)

 

piątek, 06 lipca 2018
Dziennik pisany w czerwcu (odc. 3)

 

 

Kielce. Poziomki

Pociąg śmierdzi. Wczesnym popołudniem przez sen dostrzegam stację Kielce. Sienkiewicza wygląda na wymarłą. Spodziewałem się baletnic, spodziewałem się akrobatów, a tylko smutna kobieta sprzedaje poziomki.

Kielce. Niewidoczne

Teraz wszyscy zadzierają głowy i wpatrują się lornetkami w niewidoczny sufit. Pani specjalistka od stropu opowiada czego nie widać, a co widać być powinno. Cztery kontynenty, dwanaście miesięcy, mała Apokalipsa.

Kielce. Planty

Kamienica nad strugą jest jasna. Wygląda jak na tym strasznym zdjęciu, tyle że nie wynoszą trumien. Wczoraj zmienili ustawę, więc spokojnie mogę napisać teraz: Polacy zabijali Żydów na Plantach w Kielcach (nie tylko w Kielcach, nie tylko na Plantach.)

Anatomia

Pięćset kilogramów czereśni (opowiada E.). Każdego lata odkrywam, że łapczywość nie dotyczy wyłącznie ud albo gęsiej skórki na plecach. Ciało posiadają również owoce.

Szarlotka

Byłem dzieckiem. Tyle razy jeździliśmy do R. Bardzo długa droga: sklep w Niemcach, fabryka domów, lody w Lubartowie, most na rzece w Woli Skromowskiej, Kock. Za każdym razem nowe ciasto: francuskie z grubym cukrem, metrowiec. Odległości są teraz znacznie krótsze, dorosłe i trasa wiedzie od północy. Szarlotka, nadchodzi wieczór.

 (27-30.06.2018)



Gabriel Tallent, Moja Najdroższa, Agora 2018

 

 
(Sally Mann, bez tytułu z albumu "At Twelve", 1983/1985, źródło: pinterest.com)

 

O Boże (literatury), jakie to dobre, jakie gęste, jakie mięsiste, ale zaraz dochodzę do opisu amputacji palca: czytam zdanie, odwracam wzrok, czytam drugie, staram się pomyśleć o czymś innym. Ta gęstość jednak zachwycająca: opisy przyrody - czysta botanika - autor dostrzega i nazywa pojedyncze źdźbła. Daje to zaskakujący efekt: krajobraz rozłożony zostaje na części pierwsze, zupełnie inaczej pada wzrok czytelnika. Tak samo ciało. Przyzwyczajeni jesteśmy do naturalistycznych obrzydliwości, gdy tymczasem tutaj ona gardło ma przyciśnięte do poduszki, pełne papierowych wilgotnych liści, jakby sama nasączała je niczym zimna jesienna plucha, lodowata woda smakująca pieprzem i sosną, dębowymi liśćmi i zielonym aromatem polnej trawy. Doskonałość prozy.

Nietrudno w głównej bohaterce, Turtle nie dostrzec odbicia innej dziewczynki z północnoamerykańskiej prozy: Ani Shirley. Nie jest to jednak kolejna powieść o dorastaniu, raczej o tym jak drugą osobę można zniewolić, jak zawładnąć jej ciałem i umysłem. Tutrle przypomina więc dzikie dzieci tyle, że nie jest wychowywana przez wilki, ale przez psychopatycznego ojca. Ich opisywany jak scenografia horroru dom nad morzem jest przeciwieństwem ciepłego domu na Zielonym Wzgórzu. Jawi się więc "Moja Najdroższa" jako "anty-Ania z Zielonego Wzgórza".

Pojawiające się tu i ówdzie porównania z "Lolitą" należy z góry odrzucić, w ten sposób oceniać mogą ją tylko miłośnicy gazetowych uogólnień. Martin Alveston nie ma w sobie nic z Humberta Humberta: jest sk..ielem, którego od pierwszych stron ma się ochotę zabić. W jego relacji z córką nie ma żadnej gry, jest zwierzęcy instynkt, który odczłowiecza go w oczach czytelnika (zwróćcie uwagę jak fenomenalnie manipuluje nami autor!)

Przez chwilę tylko pomyślałem o charakterystyce Martina: biały mężczyzna, miłośnik broni palnej, oczekujący apokalipsy, ze zmarnowanym życiem, gdzieś w mieście na prowincji. Nieufny wobec państwa, co widać w stosunku do szkoły i służby zdrowia. Czy nie kryje się w nim portret zwolennika alt-rightu? Czy Martin Alverston nie głosowałby na Donalda Trumpa? (a w wersji wschodnioeuropejskiej na obecnie rządzących?)

 

Dziennik. Druga podróż do Portugalii, druga podróż do granic Starego Świata

 

Czasami myślę, że życie nie może podarować mi czystszego i bardziej niezmąconego poranka, niż kiedy idę na spacer przez wrześniowy park całkowicie obcego miasta, w którym nie znam nikogo, nie mam żadnych zobowiązań, gidze nic mnie szczególnie nie cieszy, ale tez nic szczególnie nie boli (S. Márai, W podróży, s. 138 za: Herbert I, s. 631).

Zmęczony całodzienną wędrówką w słońcu (...) nie mogę zasnąć (...). Kawałek życia, którego nigdy nie dotknę. Turysta jest zawsze wygnańcem. Co mu pozostało? Akropole, grobowce
(Z. Herbert, Mistrz z Delft, s. 21 za: Herbert II, s. 57)

 

 

Pokład

Strajk kontrolerów lotu w Marsylii pozwala pasażerom - wciąż na płycie - wyrazić swoją polskość. Polskość wyraża najlepiej wolnocłowa wódka. Wtóruje chór niemowląt zapinanych pasami.

 

 

Hotel na peryferiach Sewilli

Gości witają palmy ustawione w dwuszereg. Pod hotelem na rowerze zziębnięty człowiek wskazuje drogę do restauracji nieopodal. Pod pomnikiem wolności ktoś poprawia czerwony dywan. Jutro złożą wieńce, dziś tylko nieustanny ruch ciężarówek, autostrada obok.

Imiona: Luna

Powroty do miejsc znajomych kłócą się z istotą podróży. Jak nie uczynić wyjątku, skoro Dziecko od roku chce wrócić do Luny (tu powinien być portret psa, labradora)? Więc teraz porównujemy: kolor gleb, krętość dróg, cennik pralni, zapach wieczornych krzewów, smak sosu z ryb i fasoli.

Nie wiem, czy lepiej, żeby było tak samo, czy być powinno inaczej. (Podróż do Andaluzji w 2016 roku: tutaj; podróż do Portugalii w 2017 roku: tutaj, tutaj i tutaj).

Imiona: Hieronim

- Hieronim, Hieronim - woła pan Antoni przez okno. Odpowiada ryk osła.

Notatki o przeszłości

Dawnej stolicy emirów strzegą bociany. Nie poznasz wielkości w gęstych zaułkach, w których rozkwitają jakarandy, takie jak pod teatrem w Palermo (dawna stolica także). Dziecko napycha kwiatami kieszenie. Na upalnych ulicach piszemy o rozstaniach. Kwiaty w kieszeniach brązowieją i plamią (Silves).

Zasady

Jedna fala, jeden surfer - z kodeksu surfera, tamże całoroczna rozpiska przypływów i odpływów.

Ujęcia 

Może przygotowuje projekt o brzydkich ludziach na plaży? Przechadzam się więc dumnie przed panią fotograf. Autor bloga zbierający muszle - taki byłby tytuł - ale nie, fotografuje tych, co na fali (Arrifana).

Imiona: Miłość

Myśleliśmy, że to Maryja. A to Miłość o arbuzowych piersiach krami otyłe dzieciątko. Przy niej Wiara i Nadzieja kruszynki. Trzy cnoty na złoconym suficie. Nawet Miłością można się przesycić (Lagos, kościół św. Antoniego).

Mitologie owadzie 

Kilometry drobnych śladów na piasku. Spośród mitów czarny żuk najbardziej ceni mit o Syzyfie (Arboreira).

Piosenka o supermarkecie

Jogini w kolorowych szatach w pozycji psa znad oceanu.
Hippisi, którzy wolną miłość, już uprawiają od pół wieku.
Surferzy w busach obwieszonych piankami prosto z fali.

Wszyscy się spotkamy w supermarkecie Intermarché (Aljezur).

Notatki hagiograficzne

Święty Krzysztof przenosi Dziecko przez rzekę. Na przekór pannom wodnym, których ciemne plecy lśnią kroplami. Takie są widmowe. Tacyśmy wydmowi (Bordeira).

Notatki sekretne

Prowadzi podwójne życie, tak się domyślamy, to miasto, które w ubiegłym roku pokazała nam M. Te sekretne kawiarnie, których się nie spodziewasz w zaułkach, czyjś w nich szept, ten zapach ryb na rusztach zza okna, śmiech, szelest figowca. Nic naprawdę nie wiemy o tym mieście, tylko słyszymy je i czujemy (Olhao).

Piosenka o naszym kraju

Nic się nie stało - uczymy Dziecko.

 

 

Notatki z wyspy

Patrzyłem na nich jak wysiadają z łodzi. Dzień był pochmurny, pomost pod latarnią morską. Nazwałem tę wyspę szczęśliwą, choć może mi się wydawało. Ojciec z córką? Mężczyzna z kochanką? Na ich twarzach smutna jasność. Nie da się dziś opalać.

Siatki na motyle - drogi Vladimirze - służą tutaj do połowu muszli (Farol).

Piosenka Dziecka

Jak się masz?
Wszyscy się kochają.

Łodzie

Atrakcją turystyczną jest cmentarzysko kotwic w wiosce, z której nikt już nie wypływa. Pijemy sok pomarańczowy: - Jak w Łodzi - mówi Dziecko, któremu Łódź kojarzy się z największym upadkiem (Barril).

Kadyks. Mapa

Czym jest - trudno określić. Nazywamy go wyspą albo półwyspem albo cyplem. Wcina się w ocean, choć jeszcze dwa lata temu nie nazywaliśmy go nawet oceanem. Tak nieprzewidywalny, że trzeba zakręcić na rondzie, by odnaleźć dopiero drogę.

Kadyks. Refektarz

Matka Boska na różańcu odmierza łyżki musli. Święty Jan pilnuje marmolady. Przy chorale gregoriańskim sadzone jajka. Wymienił się w hotel - stwierdza Dziecko w czarno-białym klasztorze. W nim spokój.

Kadyks. Piasek

- Ten statek - wpatrujemy się w jego odbicie w camera obscura - przywozi piasek: miasto ciągle rozsypuje się i trzeba je zagarniać na powrót z morza. Kruche są nasze domy i plany. Opowiada kobieta z wieży, ocierając pot z czoła.

Kadyks. Wieże

Od wody nadciąga mgła i zakrywa widok. Zaniepokojeni kupcy wspinają się na swoich czterdzieści wież, by wypatrywać karawel, które wiozą pieprz i gałkę muszkatołową. Horyzont jest jak z mleka. Nie wiadomo, kiedy nadpłyną. Nie wiadomo, czy w ogóle.

Kadyks. Zew

Punktualnie o drugiej po południu rodowici mieszkańcy Kadyksu zdają się słyszeć zew oceanu. Nie zmusza ich on jak kiedyś do poszukiwania najkrótszej drogi do Indii. W zamian za to wyciągają swoje leżaki i składane krzesła, tłumnie ruszając na wybrzeże. Nie da się ich zatrzymać - wiemy o tym, głusi, bo idziemy pod prąd.

Imiona: kardynał Ximenez

Na parkingu wita nas martwy ptak. Żółty. Oprócz niego wszystko będzie białe, tak że bolą oczy. Jakby ktoś na wzgórzach przyrządził ogromny flan figowy imienia kardynała Ximeneza (Vejer de la Frontera).

Notatki z ruin

O ile decumanus prowadzi od wybrzeżnych zarośli do starego drzewa, o tyle cardo urywa się na płocie, za którym stoją auta plażowiczów w kolorowych ręcznikach. Wyobrażona schodzi przez piasek na brzeg oceanu, a potem wynurza się już u podnóża gór Atlas.

Baelo Claudia w zachodniej prowincji jest pozbawione przepychu Agrygentu. Chociaż przez okno cieśniny widać z niego obce lądy, cesarz rządzi na obu brzegach.

 

 

Chłopiec, który się zagubił

Parada była. Rzucali cukierkami. Państwo Marokańczycy obok żuli pestki słonecznika. Mały chłopiec płakał.
- Gdzie jest twoja mama? - spytała starsza Hiszpanka.
- Nie wiem - przestraszony zalewał się łzami.
Starsza Hiszpanka podeszła do najbliższej kobiety w chuście:
- Czy pani jest mamą tego chłopca? - spytała.
- Nie jestem - i od razu nachyliła się nad dzieckiem.

Chłopiec stał teraz pomiędzy trzema Hiszpankami w sukienkach i trzema Hiszpankami w chustach. Jedna podniosła go wyżej, żeby mógł dostrzec mamę. Jakiś pan pobiegł na poszukiwania. Wreszcie mama odnalazła się i mocno przytuliła chłopca. Muzułmanki i chrześcijanki pobiegły oglądać paradę i łapać cukierki.

Wierzcie w to, że można żyć razem. Miłość o arbuzowych piersiach wszystkich wykarmi (Algeciras).

Notatki obronne

Dwanaście oblężeń (dzisiaj Polacy grają z Kolumbią), trudno się dziwić armatom na ulicach. Wróg nadpływa od wschodu, zachodu, południa. Chce zdobyć Skałę. Miasto należy do mężczyzn. Kobiety i dzieci oczekują w jego najpiękniejszym skrawku, na ocienionym, cichutkim cmentarzu Trafalgar (Gibraltar).

Rozmowy na Skale

Wracając od małp Jej Królewskiej Mości (w tej całej wycieczce w gruncie rzeczy chodziło o małpy), spotykamy Stanisława (matka Polka, ja Russkij), rudego marynarz z tankowca na redzie. Słońce jest niemiłosierne, nawet małpy JKM śpią. Stanisław opowiada o nieznanych miastach i Polce z pizzerii u podnóża Skały.

O brzydocie 

Siedzimy na tarasie z widokiem na pęczniejący Księżyc. Sąsiad Japończyk ćmi pety obok butli z gazem.

- Jak to się dzieje - dziwi się A. - że jedne miasta wyrastają na piękne, a inne coraz bardziej popadają w brzydotę?

Jesteśmy w tym najbrzydszym, gdzie pani Mysz chowa się za ladą, a pierwszy napotkany sklep jest sklepem erotycznym. Nawet pani Róża z naszego hotelu wygląda jakby prowadziła zupełnie inny przybytek (Algeciras).

Chwila w mieście

Zbierały się chmury. Zajechaliśmy do miasteczka, które okazało się miastem. Była i katedra, i zara. Na parkingu podziemnym Albinioni, nad nim drzewka pomarańczowe. Wrócimy następnym razem, gubi nas ta pewność (Jerez de la Frontera).

Notatki o zmianie

Nie ma już smażalni kalmarów na Trianie. Przyglądamy się pustym niebieskim ścianom w upalny wieczór. Do wynajęcia - głosi napis i porcelanowe rybki.

Piliśmy sok pomarańczowy, ale za każdym razem inny. Jedliśmy smażone kalmary, nigdy nie są takie same.

Pod koniec podróży nieobecny sprzedawca kalmarów z Triany uczy nas, że wszystko - koniec końców - minie.

Koniec na peryferiach Sewilli

Dobrze wiemy - jechaliśmy północną obwodnicą - dokąd prowadzi ta fantastyczna plątanina biało-żółtych domów, letnich sukienek, bolesnych Matek Boskich i cierpiących Chrystusów. Piękny w paski jest gmach z napisem tanatorium (nie mylić z sanatorium. Odpoczynek wieczny).

(12-26.06.2018)

 

wtorek, 12 czerwca 2018
Dziennik pisany w czerwcu (odc. 2)

 


(Balthus, Tydzień czterech czwartków, 1949, kol. pryw., źródło: pinterest.com)

  

6. Bajka o smokach

(naśladowanie stylu Z.H.) Dawniej oddawano ludzkim rodzicom do wychowania małe smoki. Okiełznać smoka to było coś, skądś się musiały wziąć te wszystkie bajki i legendy o nafaszerowanych jakimś świństwem owieczkach i połykanych w całości dziewicach. W każdym razie smoki zaprawiały ludzkich rodziców do wszelkich wyzwań. Czym było wychowanie piątki szkrabów do wychowania zielonego gada? No, ale potem smoki zniknęły.

Więc teraz bezradnie siedzimy, jedząc gofry, gdy Dziecko wszczyna awanturę.

7. Oktawa 

Tego dnia, kiedy to modlą się za pierwociny, kolejką podziemną jedziemy prawie na sam koniec, do K. Pierwociny w upale (tam, gdzie mamy pojechać jest o niebo chłodniej), pierwociny w suszy, na schodach, na przystankach, w metrze. Kolejne słówko do prywatnego słownika.

8. Pokusa

Rankiem wychodziłem z Ogrodu. Rozejrzałem się: nigdzie policji. Ach, hop hop, wskoczyć na te czarne schody donikąd - kusiło. Dzielnie wybrałem kawę zamiast adrenaliny.

9. Czego nie będzie

Nici z zielonego wina - powiedziałem A. - pani doktor mówiła zdrobnieniami, obejrzała migdałki i przepisała mi wyciąg z niehalucynogennych grzybków z rodziny Trichocomaceae.

10. Podróżnicy

Dopiero wieczorem odważyliśmy się wyjść na zewnątrz, do tej krainy upalnej, w której nawet powietrze nabrało żółtego odcienia. 

- Ach, nie mamy mapy - martwiłem się, ale jakoś trafiliśmy do kościoła.

11. O kopciuszku

Czarny brzuszek, rudy ogonek - wpisałem w wyszukiwarce a ona mi od razu pokazała kopciuszka, wypisz-wymaluj takiego jak siedział przede mną. Działo się to pod pałacem, dopiero co zegar wybił południe, nie północ. Potem spadł deszcz.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 734