2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
wtorek, 31 stycznia 2006
Hipertekstualność mojego bloga
Sam już nie wiem, o co mi właściwie chodzi. Zaczynałem pisać, żeby rozrywkę nocno-wieczorną mieć, żeby uzewnętrznić swojego wnętrza zawirowania. I pojawiały się słowa sentymentalne, komentarze do wydarzeń bieżacych. Ale teraz nagle sobie pomyślałem, że takiej czczej gadaniny to z zainteresowaniem nikt nie czyta. A mi się czytelników wiernych zachciało. Bo jak już pisać, to od razu dla kogoś, a nie dla siebie.

I sobie pomyślałem, że nudno tu jest. Linków nieznanych szerokiej publiczności nie publikuję, zdjęć nie robię, nawet swe złote myśli do cytowania w towarzystwie na palcach jednej ręki mogę policzyć. Ech.

No bo siedzę tu sam na Saskiej Kępie. Odezwać się nie ma do kogo. To sobie pomyślałem: "Hipertekstualny dialog nawiążę. Odbiorca każdy inaczej zinterpretuje i zadowolony będzie." A teraz sobie myślę: "No, ale, tegotamtego, z czym ty do ludzi wychodzisz?". Marnie się jako twórca poczułem. Jako nadawca komunikatu tym bardziej. Co jeszcze bardziej negatywnie na mnie wpłynęło.

Może zamiast udawać pisarza, powinienem pokój posprzątać? Albo poczytać coś konkretnego i niekoniecznie na temat. Może.

Siedzę sam i mój blog też w wirtualnej przestrzeni zawisł osamotniony. Mnie nikt nie słucha, jego nikt nie czyta. Poczucie wspólnoty się rodzi. Hihihihi.

A osobiście to już mam lekko dość tego tygodnia.
poniedziałek, 30 stycznia 2006
Deklinacja zaimka osobowego (druga osoba liczby pojedyńczej)
No, tak. Saska Kępa, wieczór.

Czekam, kiedy Ty się wreszcie tu pojawisz. Ale na razie tylko czekam, nie ma Ciebie obok. Tylko ileśtam kilometrów stąd. Chciałbym Ci powiedzieć, jak bardzo dobrzy byłoby, zobaczyć Ciebie tutaj. Z Tobą tak dobrze jest po prostu być. Tak siedziałem w autobusie i myślałem o Tobie. I o tych wszytkich miejscach, w których razem byliśmy. Jaka niesamowita to była harmonia w moim życiu. Jak chciałbym, żeby już był sierpień.

A tu nic. Wieczór. Saska Kępa. No, tak.......
Tamtu w poniedziałek rano
Moja kochana Korektorka do wpół do czwartej poprawiała moje Karaiby.
(mam szczerą nadzieję, że moje przygody z tym archipelagiem niebawem się skończą)
Ja położyłem się wcześniej. Sen mnie zmęczył.

Głos konduktora z głośnika uświadomił mi, że poranny pociąg z Tutam dojeżdzał już do Tamtu. Zadziwiajace są śpiące przedziały w takich pociągach. Wchodząc, od razu zapadasz w drzemkę. I leżą uśpione postaci, poukładane w róznych kątach z torbami, szalikami. Byle jeszcze się chwycić odrobiny nocy.
Na dworcu centralnym popijałem kawę w ciastkarni Szlenkiera, zagryzając senność zziębniętymi wczorajszymi ciastkami jabłkowo-cynamonowymi.

A na zewnątrz było szaro. Wisiała mgła. Ona w tym mieście chyba nigdy nie opada. Wszytko było szare. Domy były szare. Ludzie byli szarzy. I ja z przerażeniem zauważyłem, że stałem się szary. Szary punkt w poszarzałym tłumie.

Znów dziś śnił mi się klasztor. Znów koszmar i nie mogłem się dobudzić. Tym razem Ksieni mówiła o katastrofie. A to, co mówiła było do końca przesiąknięte regułą klasztoru. Ogrom ludzkiej tragedii okazał się być problemem decyzyjnym (czy jakoś tak, sen się powoli rozmywa) nowomianowanego wojewody. A potem Ksieni zmieniła temat. Poczułem, że nie mam własnej refleksji. Przynajmniej na temat, o którym mówiła. Na temat, kórym żyć mają mnisi i nowicjusze...
Idee Platona. Redukcja kartezjańska...Tak daleko sięgał ludzki umysł. Lecz nowicjusze nie powinni tam sięgać...O, Boże, chcę się obudzić. I nie mogę. Ksieni mówi...
Wszyscy nowicjusze wstają, nakładają na swoje twarze maski. Maski, które nie wyrażają już nic. Wstają i krzyczą "Colbert jest fantastyczny, Colbert jest fantastyczny...".
Budzę się zlany potem.

(Depesze polityków mnie nie wzruszają (choć wiele rzeczy mnie wzrusza).
Wzrusza mnie na przykład dobroć nieznajomych ludzi.
I znalazłem dziś kilka słów, które mnie wzruszyły.
Na stronie BBC znalazłem.
I przepisuję je tutaj)


***
I am from Iran. What occurred in Poland hurt my heart. God bless all victims. God help survivors. God help their families. God help Poland. Unfortunately life is full of dangers and bad news. Only good memories are alive without any dead.

Ruhollah Mirzanejad, Teheran

***

My heart goes out to the people of Poland and the victims of the dead at this terrible time.

Every day is precious.

Matt Foster, Nottingham

***

Dear Polish Brothers

I wish you speedy recovery from the tragedy. I pray that you guys are back to your normal life very soon.

Take Care

Prasad, India


Wykład z historii całkiem współczesnej
Czasami zdarza mi się myśleć, że historia nie istniała. Oczywiście istnieje moja prywatna historia, która zaczyna się w moim umyśle od okolic drugiego roku życia, ale... ale, co było przedtem? Oczywiście, póki istnieje czas opowieści osób, które znam lub znałem, to te wydarzenia miały miejsce. Zaczyna się to w 1912 r., gdy urodziła się moja Prababcia. Ale co było przedtem?
Zdarza mi się myśleć, że mnie okłamano, że niemożliwe, iż oni wszyscy poumierali: cesarze, królowie, święci, cała ta plejada znanych i nieznanych. Ten święty, co pod schodami siedział i obierki jadł (Aleksy?). Król Jagiełło na polach Grunwaldu. I tak dalej.
Skąd mam wiedzieć, że istnieli, skoro zaludniają tylko moją wyobraźnię. Historia jest równie nierzeczywista jak smoki, czy gwiezdne wojny. Przecież nawet przetrząśnięte grobowce nie mówią nic, o tym, co oni czuli.

Historia dla mnie jest naprawdę historią prywatną. Tylko ta się liczy. Tylko ta jest soczysta i prawdziwa, i zalega gdzieś w umyśle. W tej historii liczą się ludzie i emocje, i to nic, że fakty gubią chronologię.

Historia prywatna to historia wdzięczności. Że zechcieliście, drodzy Pamiętani i Zapomniani, wejść przez chwilę w moją historię. To były takie mikroświaty, które potem się rozpadały. Bo tworzył się nowy mikroświat. Nowe historie wplatały się w moją.

Tylko ja mogę połaczyć te wątki w spójną opowieść. Opowieść o sobie samym.

Autobus 13 w Tutam. Autobus 192 w Tamtu.
(Nie biorąc pod uwagę mojego ulubionego, po skasowaniu 44, tramwaju nr 9 w Tamtu)

Albo też: Kasztanowiec pod herbaciarnią IKA. Śnieg na polach koło Dąbrowicy. Zapach boazerii w mieszkaniu na Bobrowskiego. Kapliczki w pełnym słońca Ćmielowie. Komańcza Railway Station Time. Koza pasąca się przy ścieżce między Brodnicą Dolną a Górną. Śnieg w Sopocie.

Cały labirynt. Moja historia prywatna. Moja wdzięczność.

(a to jest dobry czas, by okazać wdzięczność. By powiedzić, że dobrze, że byliście i dobrze, że jesteście.)

(a potem się dowiem, że jestem sentymentalny. Ech)
niedziela, 29 stycznia 2006







Jeśli byłaby kiedykolwiek gołębia żałoba, to chyba właśnie teraz...

(a ten wczorajszy wieczór, gdy ludzie w telewizji publicznej oglądali idiotyczne piosenki, kojarzy mi się tylko z jednym: z tą karuzelą przy murach getta, która grała w najlepsze, gdy ginęli ludzie)

(i nie wiem, czy w ogóle pisać coś jeszcze. Ja wciąż myślę o tych komórkach, które już nie odbierały. Które dzwoniły, gdzieś w tym rumowisku, aż do wyczerpania baterii. I o tych, co nerwowo wybierali znajomy numer - tak jak robili to codziennie do tej pory - i słyszeli głos "abonent chwilowo niedostępny", i powoli tracili nadzieję. A potem już nie było nic)


________________________________________________________________________



"Godz. 19. 30. Policja przegania spod hali gapiów i dziennikarzy. Do naszej grupki chwiejnym krokiem podchodzi okrągły, białowłosy pan w czarnym garniturze i białej koszuli. Prosi o papierosa. Gdy częstuję, bierze całą paczkę i wciska mi 20 zł. - Bierz, ja już nie mam na kogo wydawać pieniędzy.

Wyciąga komórkę. - Pomóż mi wybrać numer.

Wybieram do Adama. - Odbierz, synu!

Wybieram do Lidzi. - Córeczko moja!

Wybieram do Zygi: - Zięciu, odezwij się!

Za każdym razem słychać sygnał, ale nikt nie odbiera.

Mężczyzna płacze: - Po co ja żyję?"





(źródła zdjęć i tekstu: www.gazeta.pl)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5