2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
czwartek, 31 stycznia 2013
Styczniowe (odc. 3)

 

Witkacy rano wstawał, robił gimnastykę, po czym kładł się do łóżka i czytał lektury cięższe: filozoficzne. Czwarty tom listów wymaga większej uwagi niż poświęcone im uprzednio cztery wersy. Zawiera bowiem coś, czego przez poprzednie trzy tomy brakowało: odpowiedź. Wypowiedź adresatki listów nie jest im współczesna, ma raczej charakter pamiętnikarskiego wspomnienia, sporo w niej goryczy. Mimo to jest doskonałym domknięciem ponad tysiąca dwustu listów, przedziwnego narcystycznego monologu.

Kwestia miłości w czwartym tomie komplikuje się. Oprócz żony i kochanki pojawia się ta czwarta (trzecia? jak się liczy kochanki?). Całą intrygę chyba najlepiej puentuje Najdroższa Nina w swoim wspomnieniu, choć przemawia przez nią wyrzut wobec tej trzeciej. Co ciekawe, Witkacy formuły Najdroższa używa w stosunku do wszystkich trzech. Przychodzić do fryzjera z dreszczykiem, czy nie zemści się w końcu brzytwą.

Witkacy z lat 1936-1939 raczej nie koi. Z listów wyłania się człowiek coraz bardziej osamotniony w swoim przeczuciu końca. Chwilami obrazki jak z "Pożegnania jesieni". Coco i błyszczący śnieg.

*

(Do s. 75) Teraz Oriana Fallaci. Już po pierwszych stronach wiem, że "Wywiad z władzą" lepszy jest od bardzo dobrego "Wywiadu z historią". Narracja wstępu znana z "Kapelusza". Do tego niesamowity wprost esej o władzy, który mógłby być lekturą dla każdego, kto o władzę się ubiega, do władzy dąży.

Podobnie poruszająca jest krytyka rewolucji jako zachodniego dogmatu (s. 37). Fallaci po raz kolejny wskazuje - a nie pamięta się o tym na prawicy i zapomina na lewicy - że nie istnieje ludzkość, istnieją pojedyncze osoby ze swoimi dramatami i dylematami.

Tylko taka perspektywa pozwala uchronić się przed dyktaturą wielkich pojęć i wielkich sloganów. (Dlatego powinniśmy opłakiwać ofiary MS "Wilhelm Gustloff" a nie porównywać ich z naszymi.)

Autorstwa Fallaci reportaż z Iranu po rewolucji islamskiej - niesamowicie drapieżny.

(Do s. 255) Zarówno relacja z podróży do ogarniętego szaleństwem Iranu, jak i z wizyty u szalonego Kaddafiego są reporterskimi majstersztykami (zwracam na nie uwagę autorowi stosownego bloga!).

Z rozmów, które wypełniają drugą część "Wywiadu" chyba najbardziej porusza ta z palestyńską terrorystką. Sytuacja dokładnie jak z filmu "Zamach", tylko że dziejąca się naprawdę. Wywiad z osobą, która z zimną krwią zabija niewinnych ludzi w supermarkecie, bo ukąsiła ją ojczyzna. Warto zwrócić uwagę na didaskalia Fallaci i jej tezę o kobiecym terroryzmie jako sposobie wyzwolenia się ze zdominowanej przez mężczyzn kultury.

(Do s. 417) Teraz powinienem sięgnąć po wywiady Torańskiej z tomu "Oni", chociaż w tomie Fallaci pozostał mi na deser Lech Wałęsa i Mieczysław Rakowski. Ciekawość. Już poprzednio obawiałem się wywiadów z włoskimi politykami i oczywiście zupełnie bez potrzeby. Świetnie wyciąga z nich ich wyznania, ich słabostki (jak choćby snobizm Malagoldiego). Aż czuje się ochotę na taką wiwisekcję polskiej władzy.

(Wałęsa) Właściwie tego się bałem. Oriana mimo wszystko jest urzeczona, ale sama rozmowa z marca 1981 r. odsłania słabe punkty przywódcy "Solidarności". Opowieść Wałęsy jest po części opowieścią barona Munchausena, przez którego przemawia buta i egocentryzm, tudzież cicha pogarda dla intelektualistów (pogarda, która w pełnym świetle pojawi się w czasie wojenki na górze). Wywiad jest przeprowadzany w mieszkaniu, Wałęsa mówi o obecnej w nim żonie w sposób nieco lekceważący. To on jest tu panem. Dopiero książka Danuty Wałęsowej, wiele lat później, przywróci odpowiednie proporcje.

Przygoda Wałęsy z władzą (ta dziesięć lat po wywiadzie) świetnie uzmysławia, że już we wstępie Oriana miała rację: nawet kierownik pociągu staje się arogancki, kiedy uświadomi sobie, że ma władzę nad pasażerami.

(Rakowski) Najbardziej zdziwiło mnie to, że ten wywiad jest dla mnie wstrząsający. Dzisiaj czytany stanowi jedną, wielką krytykę PRL, o tyle wiarygodną, że wypowiedzianą ustami peerelowskiego prominenta w celu zupełnie niekrytycznym. Rakowski nie był głupim człowiekiem, ba, był inteligentem, jednak to, co mówi jest najczystszą formą totalitarnego myślenia (to samo zapewne mógłby powiedzieć w 1974 r. chilijski pułkownik Contreras i im podobni).

Każdy przypadek był ważny dla człowieka, który cierpiał, ale dla całości nie miał znaczenia Ponieważ w polityce jednostka się nie liczy (...) Wolność, wolność, wolność! Co to za wolność, która nie daje nic do jedzenia? Wolność należy rozumieć w zależności od sytuacji, od warunków.

Łże Rakowski zachodniej dziennikarce a że łże wiem to, bo nie można było czytać dowolnych książek, nie można było podróżować, wyjechać i wrócić.

I jedna scena. Od razu przypomina się bal z "Rozmów kontrolowanych". Jest 12 grudnia 1981 roku. Rakowski wie, co się zdarzy o północy. Wieczorem wybiera się na przyjęcie tak zwanego establishmentu. Nie ma wyrzutów sumienia, musi tylko wymknąć się jak Kopciuszek, żeby zdążyć.

Noc, w której nadleci Wroniec. Obrzydliwa postać.

 

wtorek, 29 stycznia 2013
Styczniowe (odc. 2)

 

[Zakopane, 23 I 1926]

Śnieg wali od wczoraj. Ledwo przyjechałem.

 

Nic nieważne. Tajny kod. Radość czytania.

 

(Dopisane: przyznam, że sam się zdziwiłem. Czwarty tom "Listów do żony" prędzej niż w dobę.)

Piosenka o szczęściu

 

Gdzieś ponoć są. Gdzie? Nie wiem.
Pod Psią Gwiazdą? Pod Krzyżem Południa?
W Zatoce Fińskiej? U wybrzeży Kornwalii?

(Sprawdzam w google maps: nie ma.)

Ktoś ponoć dotarł. Ktoś już nie wrócił.
Zjedli go tubylcy. Nawrócił Bartłomiej de Las Casas.
Większość nie dopływa, część zostaje na chwilę, dwie.

(Wystarczy, żeby zdjęcie na facebooka, że już byli. Na pewno.)

Pada tam ciągle śnieg. Nigdy tam nie pada.
Bezustanne słońce i leciuteńka bryza.
Ci co sprawdzili mówią, że nie da się all inclusive.

(Wysyłam mejla z pytaniem: czy są wycieczki fakultatywne?)

Chwilowość i brak pewności. Czy na pewno warto? Może nigdy się nie zdarza. Może lepiej nie szukać.

 

Podchoinkowe (odc. 6)

 

O sztuce pisania biografii.

Mam przyjemność czytać, w krótkim odstępie czasu dwie biografie. Boel Westin przejrzała wszystko, całe prywatne archiwum Tove Jansson, listy, szkice, notatki. Wojciech Kałużyński, autor "Pół życia w ciemności", szczerze wyznaje, że do archiwów za bardzo nie zaglądał i że korespondencja oraz zapiski jego bohatera wciąż czekają na opracowanie.

Gdy się bliżej przyjrzeć to mamy do czynienia z dwoma typami biografii. Pierwsza stara się opisywać osobę (to przykład Kałużyńskiego o Kałużyńskim): wyjaśniać zawiłości życiorysu, przyglądać się szkolnym kolegom, ustalać, czy wsiadł w ten pociąg i na którym przystanku wysiadł z tramwaju. Druga - mniej czuję do niej sympatii - interpretuje życie przez pryzmat dzisiejszej wiedzy oraz własnych teorii.

Zresztą opisywać też można na co najmniej dwa sposoby. Określiłbym to problemem - za wierszem Wisławy - bezradnych bogów czytających listy umarłych, tudzież ich akta w ipeenach. Można być inkwizytorem, który już wie, co było dobre i że system upadł, toteż z perspektywy o wiek późniejszej osądza dobro i zło (Kałużyński popada w ten ton, ale rzadko i niestety zwykle w tych momentach brakuje mi tła historycznego). Można być współczującym Buddą, który nie rzuca oskarżeń, ale stara się zrozumieć czyjeś życie w wymiarze dramatycznym.

Sam Kałużyński (bohater, nie autor) ma w sobie coś pasjonującego. On znowuż - jak go pamiętam - zawsze był stary a w tej biografii stary jeszcze nie jest. (Lu. też gdzieś występuje na drugim planie). Trudno się rozeznać, czy tylko siebie grał, czy był na serio i kim na serio był. Może był cynicznym antybohaterem wobec moich prywatnych bohaterów, ale z drugiej strony wiele z jego ocen, czy dotyczących kina, czy religii, sprawdziło się. Kałużyński (autor, nie bohater) pozwala się zastanawiać, nie narzuca swego widzimisię.

Byli kiedyś małżeństwem. Nie chcieli o tym mówić. Całkowicie odcięli się od tej pomyłki z czasów jeszcze Lu. W osiemdziesiątym roku życia mieszkali dwie przecznice od siebie. Czy kiedykolwiek spotkali się na ulicy? (Julia H. i Zygmunt K.)

niedziela, 27 stycznia 2013
Dziennik (27/01/13)

 

Ostatnia noc ze śniegiem
ogłaszają synoptycy w synoptycznych ewangeliach.

Nad Kobyłką księżyc (nad biedronką).
Mroźna okrągła bułka.

Jeśliby noga powiedziała: Ponieważ nie jestem ręką, nie należę do ciała - czy wskutek tego rzeczywiście nie należy do ciała?

 

Tagi: ja
23:45, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 stycznia 2013
Publicystyka (25/01/13)

 

Był całe moje dzieciństwo i zawsze był młody, z tych pierwszych zdjęć (papieska pielgrzymka, rok osiemdziesiąty trzeci). Nie to co jego poprzednik, pomnik. Poniekąd ze zdziwieniem pewnego dnia usłyszałem, że przeszedł na emeryturę (Jak to? też się zestarzał?)

Nie lubiłem Go.

A jednak jakoś smutno. Próżno szukać żałoby na katolickich portalach. Jeszcze rano klepsydry nie wisiały na drzwiach kościołów. (Nikt się nie czepia prezydenta, że nie ogłosił żałoby, choć - podsuwam argument - komuniści ogłosili po jego wielkim, wcześniejszym). Śnieg spadł i on w tym śniegu całkiem zapomniany, dużo bardziej niż matka eksprezydenta. Nie nadawał się na sztandary jednych ani drugich. Niepomnik.

Wieczny odpoczynek.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5