2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
piątek, 31 stycznia 2014
Judith Schalansky, Atlas wysp odległych, Dwie Siostry 2013

 

W dzieciństwie bardzo lubiłam atlasy. I jak przystało na ich wielbicielkę, oczywiście nigdy nie byłam za granicą. Nie mogłam się nadziwić, że dziewczynka z mojej klasy urodziła się - tak miała napisane w legitymacji - w Helsinkach. H-e-l-s-i-n-k-i - te osiem liter było kluczem do innego świata (...) wciąż nie mogę pojąć, że ktoś rzeczywiście mógł tam być albo wręcz przyjść na świat (s. 7)

Miałem z autorką książki ten sam ulubiony, enerdowski atlas. Parę innych rzeczy też miałem wspólnych (ten cytat powyżej?). Zachwyt nad jej własnym atlasem mnie nie opuszcza, nawet nie o mapy chodzi (o mapy chodziło, gdy go pierwszy raz zobaczyłem po niemiecku jeszcze i już chciałem kupić), ale tekst. W paru zdaniach ująć sedno: sztuka, której wciąż się muszę uczyć.

 

Kozmo.blox.pl Pictures presents "Hannah Arendt"

 

Są tylko dwie możliwości.

Albo najwybitniejsza filozofka polityki XX wieku była postacią nudną, mdłą i bezbarwną, taką damulką z nowojorskiej middle-class. Wtedy należałoby docenić film za perfekcyjne oddanie jej charakterystyki.

Albo ten film był nudny, mdły i bezbarwny, co by świadczyło na korzyść tezy, że filozofowie nie są dobrym tematem do filmowania. Wywołanie ziewania w pierwszym kwadransie jest jednak sporym osiągnięciem reżyserki.

Po raz kolejny powtarzam: lepiej czytać niż oglądać.

Słowa klucze: papierosy, róże

(2,0/2,5)

 

czwartek, 30 stycznia 2014
Publicystyka na Dzikich Polach

 

Dlaczego nie ogarnął mnie niebiesko-żółty entuzjazm?

Po pierwsze, przemiana demokratyczna w państwie autorytarnym jest możliwa, gdy strona walcząca o demokrację wyrzeka się przemocy i nie kieruje się chęcią zemsty. W każdym innym wypadku zamiast ewolucji mamy, wcześniej czy później, jatkę. (Nie mówiąc już o tym, że szanse na sukces takiego projektu gwałtownie maleją). Siła leży w bezsilnych, a nie w koktajlach Mołotowa, inaczej budzi demony.

Po drugie, nie ma nic gorszego od nieodwzajemnianej miłości. Kochamy ślepo, ciesząc się, że nie jest Rosją, bo nie jest Rosją, na przekór Rosji. Tak chcemy wierzyć w naszą miłość, że wybaczamy wszystko. (A w środku marzymy, żeby wyciągnęła rączki i zawołała: Mamo!)

Po trzecie, czy któryś z naszych entuzjastów, zastanowił się, co oznacza Ukraina w Unii Europejskiej? W tej Unii, która ledwie zipie już od czasu przyjęcia nas i naszych sąsiadów, która nie ma pomysłu, co dalej, która nie potrafi rozwiązać swoich własnych problemów? Czy znów nam się marzą Dzikie Pola? Proszę, niech opowie jak to będzie wyglądać.

Po czwarte, śni nam się entuzjazm pomarańczowej rewolucji. Zapomnieliśmy, co było potem.

 

Dziennik (30/01/14)

 

W jakich garbarniach je robią, te moje rękawiczki? Przemysł cienkiej pogardy dla różowych palców. Wszystkie dziesięć modlą się o autobus.

-

- Jakoś wytrzymasz, nie czytając książki - powiedziała A. w księgarni, która na nasze nieszczęście stała się kawiarnio-księgarnią, gdy zauważyłem, że w takich warunkach nie wyciągnę Prousta z plecaka. Przyszliśmy tam, bo głód słodyczy a koło kina nic innego. Ale nie idźcie tam na ciastka, bo niedobre, a biały słodki płyn na pewno nie jest czekoladą i nawet go nie próbujcie. I te zagubione sprzedawczynie, co już nie wiedzą czy mają sprzedawać książki czy podawać kawę.

 

Tagi: ja
08:56, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 stycznia 2014
Dziennik (29/01/14)

 

Nie da rady, podchodzą pod drzwi cukierni i wołają pączków (chociaż akurat lepsze są te naprzeciw katedry). Bezwstydnie podglądają urzędników jedzących pizzę w czasie krótkiej przerwy. W najgorszą zamieć kryją się za kioskiem, gdzie akurat łatwo się pośliznąć. 

Krajobraz z białymi niedźwiedziami.

(Kiedyś już tak pisałem, wtedy o pingwinach.)

 

Tagi: ja
20:00, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Marcel Proust, W stronę Swanna, MG 2013 (odc. 1)

 

Prousta (po raz kolejny) zacząłem czytać w listopadzie z mocnym postanowieniem, że tym razem się uda. Jeszcze mi majaczyły fragmenty listów Hani i Jarosława i ich zachwytów nad kolejnymi częściami "W poszukiwaniu straconego czasu". Tymczasem odłożywszy raz w grudniu tom pierwszy, przeczytałem kolejno sześć książek, Swanna zagrzebując pod zeszłorocznymi papierzyskami.

(O Prouście, w połowie książki, napiszę tylko to, co napisałem w liście M.)

Jeśli chodzi o samo czytanie, to muszę przyznać, że w Prouście odkrywam pokłady komizmu. Nie wiem tylko, czy śmieszą mnie dlatego, że tak bardzo zmieniły się dziś maniery i konwenanse, czy też Proust z premedytacją odmalowuje karykaturalne zachowania w małym miasteczku (np. to jak ciotka wymienia uwagi na temat przechodzących za oknem mieszkańców). Po drugie, zastanawiam się nad tym, że pewne mechanizmy w życiu nastolatków się nie zmieniają. Narrator zachwyca się literaturą (och, jak on opisuje to podniecenie pisarzami, tę potrzebę spotkania pisarza na żywo i jednocześnie poczucie, że się jest na to zbyt małym), co niesamowicie przypomina to jak dzisiejsze nastolatki zachwycają się Justinem Bieberem i innymi wykonawcami (por. s. 128 i pisarz o nazwisku Bergotte).

Mam wrażenie, że jego książka to jest pewien mechanizm, pewien aparat, który możemy zastosować do siebie. On pisze o Combray, a ja widzę R. moich wakacji i moich świąt. Też pamiętam mnóstwo takich fragmentów, historii, przeżyć, zupełnie to nielinearne jest. Jakieś stanie w oknie z prababcią i wyglądanie na ulicę. Poranne słońce (właśnie słońce!) prześwietlające zasłony w australijskie wzory. Wreszcie oświetlenie pokoju na wieczerzę wigilijną. Ciągle pamiętam dawne i dawno przemeblowane układy mebli, no i - to już pisałem - zapachy poszczególnych mieszkań, tudzież głosy ich nieżyjących mieszkańców.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6