2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 31 stycznia 2016
Dziennik. O tym, że nie można żyć bez powietrza

 

Regał

Być może stosunek do książek jest tym, co najbardziej, w moim mniemaniu, dzieli ludzi. Skoro kiedyś zanim przyjrzałem się na dobre czyimś częściom ciała, uważnie filowałem w biblioteczkę?
Być może to snobizm, ale przecież każdy ma prawo do drobnych, oby tylko takich, słabości. Zdarza mi się, przyznam, rzadko, ale zdarza, rozpoczynanie w myślach zdania: ja i moje książki.

W gruncie rzeczy nigdy nie rozumiałem ludzi (tu mogłaby być kropka), którzy książki traktują w sposób użytkowy. Tak jakby twój związek z nią mógł się skończyć na ostatnim zdaniu. 

Imię

Od razu polubiłem panią z córką w kawiarni obok hali. Siedziała kanapę za nami i czytała gazetę. Zaczęła przeglądanie od nekrologów, aby potem przejść do niemowląt. Przyglądała się i przyglądała, aż w końcu rzuciła do córki: ciesz się, że nie nazywasz się Stefa.

Faworki

Silna potrzeba faworków w tym roku. Wiesz czym się różnią dobre faworki od złych? - pytam A., gdy otwieramy kolejne pudełko z kolejnej cukierni (po tych z samu, "Grzybków" i sklepiku na metrze Ratusz). Powietrzem, w tych pysznych jest więcej powietrza.

Przyznacie, drodzy przed dietą, na diecie i po diecie, powietrze brzmi lepiej niż mąka, tłuszcz i cukier puder.

(30.01.2016, ładnie, wieczorem wiatr)

 

Franciszek, Miłosierdzie to imię Boga, Znak 2016

 

Zanikanie zdziwienia wobec darowanego zbawienia: Franciszek ma dar ubierania w proste słowa i obrazy rzeczy trudnych. Na przykład tego, co dzieje się w polskim Kościele, w którym jest nieczytany, nierozumiany i niepoważany. Mówi to w kontekście fragmentu Ewangelii o pobielanych grobach, tego samego, który nasuwa się wielu katolikom, o poglądach innych niż portal na F i radio na M, gdy przypatrują się działaniom biskupów, księży lub osób publicznie ogłaszających swoje przywiązanie do Kościoła. Niektórym bardzo surowym osobom - mówi troszeczkę złośliwie papież - dobrze zrobiłoby poślizgnięcie się, ponieważ w ten sposób, uznawszy siebie za grzeszników, spotkaliby Jezusa.

A jeśli zanika w Kościele zdziwienie, dużo trudniej podejmuje się ryzyko, które niesie pomaganie bliźniemu. Pisał o tym autor bloga w kontekście uchodźców: stanowczo bardziej opłaca się nie ratować niż ratować. Mówi o tym Franciszek: trzeba skoczyć w ciemność, w noc, którą przemierza tak wielu naszych braci. Żeby dokonać tego skoku, trzeba zaufać, żeby zaufać - trzeba uwierzyć, że darmo dostaliśmy. Zadziwić się darem. Łatwo się sprawdza, właśnie w takiej sytuacji, poziom naszej wiary. Papież nie jest słuchany w Polsce, bo przypomina, że chrześcjaństwo nie jest religią wygodną, taką jaką znamy. Chrześcijaństwo jest skokiem w ciemność.

(A. skończyła czytać właśnie "1945" Grzebałkowskiej. Znowu to samo zdziwienie, jak niewiele dzieli nas od uciekających łódkami przez Morze. Przypadek, a może opatrzność, że tym razem nie jesteśmy na ich miejscu).

Franciszek ma rację: chrześcijaństwo bez uczynków miłosierdzia nie ma nic wspólnego z Jezusem z Nazaretu. Od przedwczoraj pytam wciąż samego siebie o moje prawo do krytyki Kościoła. Skoro widzę tyle nieszczęścia wokół mnie, dlaczego nie skaczę? Czym się w swojej obojętności, usprawiedliwianej czasem wpłatą na konto, różnię od Polaków-katolików, tańczących plemienny taniec wokół krzyża-totemu?

Wstyd mi.

 

sobota, 30 stycznia 2016
Fik Meijer, Morze Śródziemne. Historia osobista, Książka i Wiedza 2014

 

(Morze Śródziemne widziane z Cefalù, 2013, źródło: a.b.)

 

I

W głębi, poniżej mnie, morze mieniło się wspaniałymi kolorami, od jasnozielonego po głębię niebieskiego. W pobliżu kołysała się na falach łódka rybacka, poza tym wody morskie były rozległe i gładkie, nieogarnione. Był to maleńki skrawek Morza Śródziemnego, ale zdałem sobie sprawę, że będzie mi ono towarzyszyło już zawsze (s. 20).

Nie przeżyłem takiego objawienia jak autor. Właściwie z trudem usiłuję sobie przypomnieć kiedy się spotkaliśmy: ja i Morze Śródziemne. Pewnej wiosny na wybrzeżu państwa, którego nie ma. To musiał być ten pierwszy raz: jedno z wielu miasteczek, które zbudowali Wenecjanie, zdobiąc je campanillą ku chwale Rzeczypospolitej. Ale skoro nie pamiętam, widać to nie był jeszcze odpowiedni czas, żeby się Morzem zachwycić.

Pociąg zjeżdżał na liguryjskie wybrzeże. W przewodniku napisali, że należy wyglądać delfinów. Za brudnymi oknami pojawiło się Ono. Nie było delfinów, był za to blask słońca na falach. Zaczynaliśmy nad Nim wspólne życie. Zawsze się temu dziwię: próżno szukać we wrześniu dwa tysiące szóstego jakichkolwiek śladów Morza na blogu.

Za to teraz czuję się śródziemnomorski. Zastanawiam się, czy w życiorysach nie podawać Morza jako hobby. 

II

Fik Meijer zapowiada, że jest to jego bardzo osobista książka, niemniej po człowieku znad Północnego Morza trudno oczekiwać wylewności. Nawet jeśli miała taką być, to zachowuje spory dystans.

Zresztą to nie jest książka w pełnym tego słowa znaczeniu. Wygląda raczej na zbiór artykułów popularnonaukowych, z których jedne dotyczą osobistych doświadczeń, a inne opowiadają o jakimś aspekcie historii Morza. 

Meijer opisuje ją w sposób wciągający. Metody żeglugi, tajniki handlu, wreszcie lęk Rzymian przed Morzem. Dziwię się jak bardzo współcześnie brzmią dyskusje w rzymskim senacie i populistyczne hasła, tudzież polityka kupowania poparcia. Starożytność to nie jest wcale, jak wydaje się nam, skrzywdzonym przez podręczniki do klasy czwartej szkoły podstawowej, martwa epoka.

III

Ciężko, czytając, nie przypatrywać się mewom na Placu Teatralnym. Trafiam akurat na opis bitwy pod Akcjum, kiedy one potwornie krzyczą.

Morze Śródziemne to jest źródło pociechy, najbardziej użyteczne wyobrażenie w naszej codzienności. Kiedyś tam powrócimy - powtarzam A. i od razu następuje przejaśnienie.

 

piątek, 29 stycznia 2016
Dziennik. Opisanie bitwy

 

Plac Teatralny, ósma rano:

Harmider, trwa bitwa powietrzna, wrony walczą z mewami. Oczywiście jestem po stronie siwej jak łebek wróbla i cegła Gutta wrony, koloru ostatnich dzionków. Mewy to jest zimne morze, a po co nam dodatkowa tęsknota?

(29.01.2016, przejaśnienie)

 

Tagi: ja
09:50, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 stycznia 2016
Lekcje z Dantego

 

(Gotujący się kler, Księga Winnicy Pańskiej, Francja, ok. 1450-1470 (Bodleian, MS. Douce 134, fol. 85r), źródło: http://discardingimages.tumblr.com)


Kiedy przeczytałem, że jeden poseł zgłosił poprawkę do ustawy budżetowej proponującą odebranie dwudziestu milionów złotych z rezerwy na opiekę hospicyjną i przekazanie jej na Fundusz Kościelny, to moja myśl zaczęła być brzydka i zabobonna. Hakeldama, Hakeldama! Pomyślałem bowiem, że te pieniądze są w jakiś sposób naznaczone, komuś byłyby odebrane i że może wobec tego - gdzież twój racjonalizm autorze bloga? - będą chciały służyć temu celowi, któremu służyć miały. I pomyślałem wówczas, że ci, którzy z tą poprawką się nie zgadzali, w ten sposób, nieświadomie uratowali wiele kapłańskich żywotów (jakby to określiła literatura religijna, którą nabyć można na poczcie obok rajstop, herbaty i książeczek do kolorowania).

A kiedy znowuż przeczytałem, że w sali sejmowej, któryś z posłów wyczuł swąd Szatana, to zrozumiałem, że się nie mylił. Że warto - tym wszystkim, którym myli się mównica z amboną, a państwo z kaplicą, tym politykom i tym purpuratom - cytować Dantego:

(...) Bo chciwość wasza mir świata uboży,
Lichych wynosząc, dobrym głosząc wojnę.
Was w objawieniu wytknął Pisarz boży,
Gdy o niewieście przepowiadał owej,
Która z królami ziemi cudzołoży;
Co się zrodziła, dziw siedmiorogłowy,
I moc swą z rogów ciągnęła dziesięci,
Dopóki grzech jej nie zgubił mężowy.
Czymże bo od was różnią się wyklęci
Poganie, w kruszcu swe mający bogi,
Jak, że im jeden, a wam się stu święci?

(Piekło, Pieśń XIX, 104-114, tł. E. Porębowicz)

 

Dziennik z miasta na Nizinie

 

(Ukaranie zawistników, Compost et calendrier des bergers, [Paris: Guy Marchant, 1493], Biblioteka miejska, Angers, SA 3390, fol. 34r, źródło: http://discardingimages.tumblr.com).

 

Próbuję powrócić z wielkich szarych nizin do maleńkich przyjemności, z których ma składać się życie. Pogoda nie sprzyja, macki ma zmierzch, który pełznie. Nie ma dni dłuższych ani krótszych, wszystkie jednakowo nijakie. Rzeczy niewielkie, widoczki, opowiastki nikną. Potem żałuję, ale zapominam, bo późno.

Kogo pomijam?

Kobietę, która fotografuje autobus, stojąc na jezdni z wielkim parasolem. Światła sto osiemdziesiąt zbliżają się niebezpiecznie, już mijają Mickiewicza, a ona jak kamień. Trąbi, kiedy ona, w ostatniej chwili, zbiega z Krakowskiego na chodnik.

Baletnice z koczkami zamawiające malinową herbatę. Jezioro łabędzie obsługuje P., której mylą się rachunki kanapek, ciasteczek i malinowych herbat. Robi się tłok, a one wracają i wyjmują gotówkę, i P. myli się znowu, coraz bardziej i coraz dalej moje latte.

Żołnierzy kompanii reprezentacyjnej w białych trzewiczkach z białymi torebkami czekających nad kawą na wymarsz na powitanie prezydent Chorwacji. Limuzyny dyplomatów blokują chodnik. Wojsko formuje się gęsiego i chwyta puzony między Czechami a Białorusią.

(28.01.2016, 20. rocznica śmierci Josifa Brodskiego, szaro i deszcz)

  

Tagi: ja
15:12, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8