2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 29 stycznia 2017
Paterson

 

 

(Spojler) Trudno, żebym nie lubił bohatera, który jest najzwyczajniejszy ze zwyczajnych: Paterson z miasta Paterson, a który chciałby osiągnąć coś wyjątkowego: stać się poetą (a może nawet trafić do encyklopedii?). Otóż, tytułowy bohater prowadzi tajny notatnik z wierszami (brzmi znajomo?), któremu (jeszcze większy spojler) przydarza się defragmentacja. Nie będę znowu pisał o własnych dziennikach, ale przyznacie sami, że pragnienie sławy, tajne notatki, ich rwanie i sklejanie to coś, co zajmowało mnie ostatnio. Niespodzianką jest jednak to, że z głównym bohaterem, wbrew pozorom, się nie utożsamiłem.

Równie znajoma (i to zdanie nas obojga a film oglądaliśmy w odstępie tygodnia) jest żona głównego bohatera. Malowanie mebli i drzwi, czarno-białe babeczki, warzywniak za domkiem, komosa zamiast kuskusu i na obiad tarta z cheddarem i brukselkami. Przecież to portret kolejnej z bohaterek pojawiających się na blogu, to znaczy Jo.!

Jarmush nie zaskakuje: dba o najmniejsze szczegóły, pozwala historiom układać się równolegle, przypadkowo spotkane osoby wnoszą do fabuły zupełnie nowe opowieści (obojgu nam przypadł do gustu japoński poeta). Powstaje pogodny film, w sam raz na wychodzenie z zimowego snu.

Film ogląda się tak przyjemnie, że wyznałem A., iż odwiedzimy Paterson jak tylko znajdziemy się w Stanach. Ni mniej, ni więcej oznacza to, że filmowa promocja miasta ze starymi przędzalniami, ławeczką naprzeciw wodospadu i poetami na każdym rogu powiodła się.

Słowa klucze: bliźniaczki, William Carlos Williams, buldog angielski

3,5/4,0

 

(źródło: weekendnotes.com)

Dziennik. Opowiastki z końca stycznia

 

Kubek

Po czwartej postanowiłem, że wstanę. W jaki sposób mam ćwiczyć łapczywość, skoro dzień traktuję jako ucieczkę od nocy?

Ćwiczenie: postanowiłem zatem, że będę rozkoszował się kawą w kamionkowym kubku, tym samym, co w owe lato, kiedy się narodził (25.01.2017).

Zachód słońca

Na Wilsonie zawsze było ciemno, a dzisiaj nie, a dzisiaj obejrzałem fragmenty zachodu słońca. Aż zrobiłem im zdjęcie i wysłałem na instagrama.

Umówmy się, nie wierzę w fotografię, więc instragrama traktuję mało poważnie (nie to, co Jo., która kolekcjonuje i umieszcza tam lisy). Za to wierzę w pisanie, stąd tutaj jestem śmiertelnie poważny. Głaski z instagrama nie dotykają mnie czule, choć jak się okazało zdjęcie podpisane jako "zachód słońca" mogłoby być moją przepustką do upragnionej sławy (26.01.2017).

Autobus

Wróciłem do sto osiemdziesiąt. Dziecko z antybiotykiem, którego nienawidzi (a jest to czysta nienawiść, nieskażona racjonalnymi przesłankami), zostało z A. w domu. Nie wstępuję więc do klubiku i zamiast tego wstaję późno i dobiegam do autobusu, który służy do myślenia i czytania. Jeździłem nim tyle lat, a po kilku miesiącach wydaje się nieznajomy. Szukam tych, co zawsze, ale może oni też spieszą się do jakichś klubików i nie jeżdżą już tą linią (27.01.2017).

Ciała niebieskie

Na podstawie rozmyślań w autobusie: łapczywość to jest jasność, karmi się dłuższym dniem, słońcem. Dlatego przynależy wiośnie i latu. Dlatego teraz: gdy na Placu Wilsona widać zachód słońca. Jesień i zima to jest ciemność, nierozróżnialność dni, zasklepione niebo, Księżyc. 

Dziecko ciągle łaknie Księżyca (27.01.2017).

Ranking faworków 2017

Gnębi mnie niska praktyczność mojego bloga dla czytelników. Żadnych cudownych porad wychowawczych, żadnych zaleceń natury ogólnej. Nawet fragmenty o polityce o szumnych tytułach "Okrzyki pogromowe" (gdzie sprawnie łączę Ełk i Donalda Trumpa) oraz "Upadek człowieka rozumnego" (w którym rozprawiam się z post-prawdą) pozostają naszkicowane i nic więcej. Jakby blog zaczął żyć życiem wyłącznie osobistym.

Dokonaliśmy więc z A., nie bez przyjemności, testu konsumenckiego, którego wyniki zamieszczam w tym miejscu. Rzadki użyteczny fragment bloga.

Galeria Wypieków, 12 zł za 150 g; wady: zupełnie niekruche, raczej grube, za dużo ciasta, za dużo cukru pudru; zalety: brak.
Putka, 13 zł za 200 g; zalety: chrupiące, ciasto odpowiednie, nie zachwycają, ale smakują; wady: za dużo cukru pudru.
Camargo, 25 zł za 150(?) g; zalety: kruche, chrupiące, z pęcherzykami powietrza; wady: cena, nigdzie nieokreślona waga opakowania.
Landrynka, 9,8 zł za 150 g; zalety: kruche, chrupiące, z pęcherzykami powietrza, świetny stosunek jakości do ceny; wady: brak

(25-27.01.2017)

Majonez

To było tego dnia, kiedy wydarzyło się tak wiele nieszczęść, które całe szczęście, były nieszczęściami jedynie wyobrażonymi a my nic o nich nie wiedzieliśmy w ten słoneczno-smogaśny ranek. Uruchomiłem ruchome schody a potem poszedłem do marksa i spencera, bo przypomniałem sobie, że niedługo go zamkną i ogarnął mnie taki żal, że już nie kupię tych wszystkich sosów, tandoori i herbat w tekturowych pudełkach, i że pozostaną nam już tylko dania gotowe z lidla, bo wraz z Dzieckiem nastąpiła epoka dań gotowych, sałatek już pokrojonych, buraków ugotowanych i sosem pieczeniowym oblanych policzków wołowych. I z tego żalu, że zamkną, do koszyka wrzuciłem na chybił-trafił majonez z pesto, choć nie jadamy majonezu.

Ale od tej pory majonez był już na obiad, na kolację i na śniadanie (28.01.2017).

Ksiądz

Kto jest szczęśliwy? - ksiądz, ten co dzieci nie lubi, spytał dzieci. Las rąk. - No a co to znaczy być szczęśliwym? - teraz postanowił podchwytliwie. - Być szczęśliwym to być blisko Boga - odpowiedziała dziewczynka. - Odpowiedziałaś jak wzorowa uczennica na katechezie - niezbyt szczęśliwym głosem podsumował ksiądz, któremu właśnie rozwalono całą fabułę kazania (29.01.2017).

 

Jerzy Pilch, Indyk beltsville. Opowiadania zebrane, Wyd. Literackie 2016

 

Pech i szczęście zarazem, że czytam Pilcha zaraz po dziennikach, co to mi dużo czasu zajęły i powieścią na miarę Pilcha być powinny, choć się nie stały. Obaj rozbieraliśmy wzrokiem, ale to on perfekcyjnie to opisał (kilkakrotnie zresztą go ostatnimi czasami cytowałem).

Cel mieliśmy ten sam: zyskać sławę i zostać pisarzem, zamieniając w literaturę swoje życie, tudzież życie bliźnich. Manewr stosowany również przez Jarosława: nie bujamy w abstrakcjach, swoje przeżycia zamieniamy w przeżycia bohaterów, familię lekko poodrysowujemy, żeby pasowała do fabuły i już sława nam i chwała. Pilch momentami robi to ekshibicjonistycznie: łatwość stania się bohaterem jego opowiadania powinna odstraszać kogokolwiek od bliższych z nim kontaktów. Wiem, wiem, oczywiście narracja to nie życie, ale czyjeś te historie są, ktoś się w nich rozpoznaje, charakterystykę postaci literackiej ktoś przed lustrem ogląda. 

On perfekcyjnie to opisał, bo miał co opisywać. Dzienniki okazały się dziełem zupełnie fantastycznym, dziejącym się w świecie wyobrażeń, a katolickiemu purytanizmowi jego autora gdzież tam do tego luterskiego. O niebo cięższe grzechy i przed grzechami obawa! Nawet już z czasów późniejszych prawo Sz. o szczęściu i nieszczęściu (tutaj) srogość predestynacji przebija, do wyrzutów sumienia prowadzi.

 

wtorek, 24 stycznia 2017
Dziennik-sennik (14)

 

(Poprzednie dzienniki-senniki: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13)

Przyznacie, że popełnianie samobójstwa poprzez siadanie gołymi czterema literami na zatrutych waflach holenderskich jest metodą nazbyt wyrafinowaną. Było ich czworo a ja miałem im w tym towarzyszyć, właściwie nie wiem dlaczego, choć pewnie przez Ka., która bywało, że pojawiała się w dziennikach całkiem często, chociaż nie była - jak sugeruje ten sen - moją najbliższą przyjaciółką. Było ich czworo, zamknięci raz w domu, raz w autobusie, przez tydzień całkiem sporo czytali a potem, zupełnie niespodziewanie, wyciągnęli narzędzia własnej śmierci. Pożegnałem się i wyszedłem na chwilę na tyle długą, że już było po wszystkim. Naciągałem na nich koce i chyba wtedy przeraziła mnie świadomość absurdu tej sytuacji. Przecież nikt nie uwierzy w takie zbiorowe samobójstwo, za to każdy w to, że jestem mordercą.

Wybiegłem z domu. Całe szczęście niedaleko było już kojące gonitwę myśli Morze Śródziemne (24.01.2017).

 

Tagi: ja
20:41, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Dziennik. Esse

 

(Otto Mueller, Dziewczęta na wybrzeżu, 1908, kol. prywatna, źródło: wikimedia.org)

 

W poniedziałek pojawiło się słońce. Z życia owadów na nowo w nastrój łapczywości prowadzi mnie Pilch, w którego frazach, dajmy na to: pochopne spojrzenia przedwcześnie rozbudzonych konfirmantek, tyle tej łapczywości, co w obrazach Muellera (ekspresjonizm wyraża relację artysty do przedmiotu lub do osoby, coś, co potrafię odczytać i odczytuję właśnie jako życie). 

Pilch prowadzi mnie dalej, do Miłosza od dżemu truskawkowego, do wiersza, którego nie znałem, ale poznawszy go, mogę przestać pisywać krótkie kawałki o przywidokach i epifaniach, bo Miłosz napisał to najpełniej. Łapczywość w kilkunastu wersach zamknął jak w szkatułce. Przepisuję z nich dwa ostatnie zdania, bo mówią o łapczywości coś najważniejszego: że zawsze wpisane w nią jest niespełnienie.

Wysiadła na Raspail. Zostałem z ogromem rzeczy istniejących. Gąbka, która cierpi, bo nie może napełnić się wodą, rzeka, która cierpi, bo odbicia obłoków i drzew nie są obłokami i drzewami.

(23.01.2017)

 

Tagi: ja
14:44, kozmo1 , DZIENNIK
Link Komentarze (3) »
Dziennik. Życie owadów

 

Znowu niebo obsuwa się na miasto. Notuję pourywane neony: BILIOTEKA albo RSZAWA GDAŃSKA. Może zamieniamy się w nocne owady, co nigdy nie zobaczą słońca? (Kafka)

Natykam się w łazience na rybika cukrowego. Wiesz, że one są prastare - mówię A. a potem po raz kolejny zaczynam jej opowiadać kiedyś znaleziony artykuł o owadach, który zafascynował mnie swoim potencjałem opowiadalności (w zanadrzu mam jeszcze opowieść o kukułkach i srokach).

- Są tak stare, że nie mają jeszcze skrzydeł - mówię, rozgniatając palcami nieostrożnego rybika. - Nieloty - chciałem, żeby wybrzmiał podziw, ale znowu wyszła pogarda (22.01.2017).

 

Tagi: ja
12:09, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4