2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
piątek, 27 lutego 2015
Dziennik na Placu Bankowym

 

 

Siedzimy na ławce na Placu Bankowym i jemy wegańskiego falafela. A. ma lepszego, bo z bakłażanem, a ja ekstra, ale ten ekstra nie ma bakłażana. Myślisz, że przejadą tędy? - pytam, a mam na myśli nieszczęsnych kolarzy, co dla - swoiście pojmowanego - zbawienia ludzkości, umyślili blokować miasto po spaleniu mostu. A. nie odpowiada z powodu bakłażana, więc zaglądam do telefonu, żeby się zorientować, czy nie nadjeżdżają. A w telefonie umarł Spock.

Przecież live long and prosper, ech (27.02.2015).

 

(źródło: The New York Times)

Tagi: ja
22:21, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Dwa dni, jedna noc

 

 

Proszę się nie zniechęcać poniższą recenzją. To jest naprawdę dobry film, bez względu na sposób, w jaki autor bloga o nim pisze. A pisze dużo, bo do braci Dardenne ma ogromną słabość i na premierę "Dwóch dni, jednej nocy" czekał już od sierpnia. Zresztą na pytanie, których reżyserów chciałbyś spotkać osobiście, autor bloga szczerze odpowiada: Jeana-Pierre'a i Luca Dardenne'ów. A ten film to piękna, nieoczywista opowieść o ludzkiej solidarności w czasach belgijskich odpowiedników Bochniarz i Mordasewiczów.

Kazanie o filmie "Dwa dni, jedna noc"

W pierwszą niedzielę Wielkiego Postu czyta się Ewangelię o kuszeniu na pustyni. Po czterdziestu dniach i nocach postu pojawia się kusiciel, poddając Jezusa z Nazaretu potrójnej próbie: pokusie chleba, pokusie cudu i pokusie poddaństwa. Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon (Mt 4,9). O tej ostatniej pokusie dzisiaj opowiada historia Sandry z filmu braci Dardenne.

Biblijną opowieść wyobrażamy sobie w sposób bardzo baśniowy: jest wysoka góra (pokazują ją zresztą w Barcelonie, teraz jest tam lunapark), na dole, po hen, hen, wszystkie królestwa świata i krótka zachęta, że to wszystko, za chwilę, może być twoje. Rzeczywistość jest bardziej przyziemna: jest was siedemnaścioro, dostaniecie premię, jeśli zgodzicie się, by zwolnić jedną osobę. Chociaż pan Dumont jest przeciętnym producentem paneli słonecznych i nie ma w sobie nic demonicznego, zwyczajny biznesmen z epoki cięcia kosztów, schemat tej propozycji jest odwzorowaniem tamtej pokusy, o której opowiada Mateusz. Zgódź się na niewielkie ustępstwo wobec systemu, a tak wiele - 1000 euro piechotą nie chodzi - będzie ci dane.

(Spojler) Pokuszenie jest jeszcze bardziej wyraźne w przedostatniej scenie, sam na sam w gabinecie dyrektora. Wiele osiągnęłaś Sandro, mówi pan Dumont, system cię doceni, po prostu komu innemu nie przedłużę umowy na czas określony. Zgódź się na moje warunki, oddaj pokłon systemowi, masz przecież dwoje dzieci i mieszkanie na kredyt. Dam ci to wszystko, to, czego tak bardzo pragnęłaś, o co walczyłaś przez ostatnie dwa dni i jedną noc. Daj się upodlić, a cię wynagrodzę.

I jest w tej scenie niesamowita rzecz: oto Sandra, dla której zachowanie pracy wydawało się wszystkim, nie ulega pokusie. Kusiciel zostaje niepyszny za biurkiem. Nastaje katharsis: jestem szczęśliwa - mówi Sandra. 

A ty, czy głosowałbyś za zwolnieniem kolegi lub koleżanki zza biurka w zamian za pięć tysięcy złotych premii?

***

Nie lubię w kazaniach tych pytań do przemyśleń, ale po obejrzeniu "Dwóch dni, jednej nocy" ciągle za mną ono chodzi. Czy są jakieś warunki, żeby pójść na ugodę z systemem?

(Dopisane: nie można zapominać o piosence Petuli Clark!)

Słowa klucze: xanax, pizza, taras

(3,5/4,5)

 

(źródło: filmweb.pl)

O polityce. Wpis kommemoratywny

 

Pośród nawału wiadomości wczoraj taka, że umarł jeden facet, polityk, członek, dziennikarz. Jakby zapomniano, że człowiek ów ukuł najdoskonalszą definicję polityki, doskonalszą nawet od Makiawela, definicję, która opisuje najtrafniej wszystko to, co dzieje się w Polsce od ponad dwóch dziesięcioleci (a może i dłużej, a może - tego nikt nie sprawdził - to definicja uniwersalna, którą można stosować i w Peru, i w Tonga?) Zwięzły język, wspólny dla wszystkich partii bez względu na sztandary, Boga albo nie, honor, ojczyznę. Dokładne trafienie w samo sedno:

Chwała nam i naszym kolegom. Ch..e precz!

Nie potrzebował do tego też grubych ksiąg, których nie chcą czytać studenci. Jeden esemes-esencja. Wszystko, co miało zostać powiedziane.

 

Dziennik. Trzydzieści sześć

 

Dzwonię z rana do Lu. i od razu ta mgła, co w "Carte Blanche" pochłaniała trolejbusy, przedostaje się przez telefon tu. Zawsze to tak działa. Nagły atak lubelskości, który najlepiej zapić kawą (a dzisiaj, na dodatek, muszę mówić jaką proszę).

Wracam więc do "Carte Blanche", gwoli wyjaśnienia, że kiedyś do odlewni na przedmieściach jechało trzydzieści sześć. To był taki poranny autobus, cały zaspany i ciężko mi go było nawet zobaczyć, chociaż mieszkaliśmy nieopodal pętli, bo odjeżdżał jeszcze przed wschodem słońca. Zresztą z wiekiem miasta maleją a tajemnicze autobusy stają się zwykłymi liniami, którymi jedziesz do pracy. Odlewnia była dużą buraczkową bryłą na horyzoncie. Kiedy M., która pracowała w biurowcu, po którego ruinach stąpają bohaterowie filmu (a ten biurowiec to był biurowiec jak setki innych biurowców z pilśniowymi drzwiami, szafkami na ubrania i długimi korytarzami, w czasach M., dosyć szczęśliwe - przynajmniej z opowiadań - miejsce), opisywała czasem niebotyczne hale, po których, pod sklepieniem, sunęły ogromne, jazgoczące dźwigi, wyobrażałem sobie jakieś monstrum. No a potem tę odlewnię ogarnęła mgła z Lu., i ona w tej mgle zupełnie zniknęła, rozpadła się na tysiące drobnych kawałeczków (gdy jeździłem do A., to za każdym razem spoglądałem na nią i widziałem, że znowu jest jej mniej). Potem trzydzieści sześć nie miało zupełnie sensu, aby jeździć przed świtem.

Tak sobie piszę, trochę wbrew A., która ostrzega: jeśli nie masz o czym pisać, to lepiej nie pisz. Ale w końcu życie to rodzaj narracji, nie? (26.02.2015)

 

środa, 25 lutego 2015
Carte Blanche

 

Pocztówka z Lu.:

Trolejbusy machające przegubami, trolejbusy we mgle, trolejbusy na Felin i jadące Głęboką, trolejbusowy batyskaf. J. pisze, a ona się na tym zna, że to same najnowsze zakupy ze świeżej perspektywy. Taka reklama. Ale mi najbliższy jest jednak kiosk, w którym Kacper (Andrzej Chyra) kupuje banany, ten na rogu Racławickich i Łopacińskiego. Jeszcze go pamiętam, gdy Łopacińskiego była deptakiem a ja mieszkałem w Lu. i nie mogło być inaczej. I widok z Czwartku jeszcze, najlepszy widok w Lu. (nikt kościółka św. Mikołaja, co go według legend fundował Mieszko, nie pozbawił kasztanowców, ale to niestety, pewnie kwestia czasu).

Choć oparty na prawdziwej historii, "Carte Blanche" jest filmem dosyć standardowym, niemniej bardzo poprawnie zrobionym i niepopadającym w patos. Zarówno motyw postępującej choroby, kalectwa bohatera, jak i motyw relacji nauczyciel-młodzież, poprowadzone są zgodnie ze wszystkimi filmowymi prawidłami (to jest np. trudny uczeń, klasowe referendum). Dobre rzemiosło, ale dla mnie ten film jest nie o tym.

"Carte Blanche" to opowieść o lubelskości, która podobnie jak choroba siatkówki, dotykająca Kacpra, jest dziedziczna, memy to czy geny, i nieuleczalna. Nawet jak mieszkasz już w Wa. pojawia się bez ostrzeżenia. Nie ma nadziei - mówi stary doktor (a starym doktorem jest jak zwykle Pszoniak), a te słowa są w Lu. ciągle powtarzane i medytowane. Tak wiele lubelskości jest w tych bohaterach, w ich dojeżdżaniu do Wa., w ich łażeniu po ruinach odlewni na przedmieściach, w ich płaczu, że nigdy nie będzie lepiej i sobie nie poradzisz, i lepiej idź na rentę, poddaj się, bo się nie uda. Nie wiem jak osiągnął to reżyser, ale to jest naprawdę film o Lu. a nie żadna fikcja. Jak się na lubelskość cierpi, to się o tym wie. Wiktor (Arkadiusz Jakubik) dobrze to cierpienie potrafi pokazać: czysta lubelskość i czysta lubelska zarazem.

Tylko główny bohater lubelskości nie ulega. Z wysokości ostatniego piętra kamienicy na rogu Chopina i Lipowej (ależ tam musiał być potworny hałas), coraz gorzej dostrzega miasto, po którym krążą trolejbusy (a on krąży w nich nieco nielogicznie, ale tym razem nie czepię się geografii). Jakby utrata przez niego wzroku nie tylko wiązała się z poprawą słuchu, ale jeszcze z wyleczeniem z lubelskiego Weltschmerzu.

Słowa klucze: teleskop, kwitnące kasztany, osiemnastoletnia whisky, seks na plaży (ciekawe ile wejść wygeneruje ten klucz?)

(3,0/4,0)

 

(źródło: film.interia.pl)

Dziennik z cytatem

 

Od kiedy wczoraj znalazłem ten wiersz, nie mogę się oprzeć, żeby go powtarzać. Jest w nim jakaś niesamowita prawdziwość jak u pantofelka Bursy albo w Miłoszowym dżemie truskawkowym. Od razu sobie przypomniałem ile pięknych książek przeczytałem, leżąc jesienią z temperaturą i podglądając sikorki. Ile jest pięknych rzeczy poza.

Andrzej Kotański "Canto"

Bóg dał nam Paryż, Wenecję
architekturę secesyjną, zegarki
i zegary Art deco
dał nam poziomki
zamglone świty za oknem kawiarni
sklepy
dał nam Tomasza Manna oraz Prousta
a także wrzosowiska Irlandii
oraz wymyślił bilard i nastolatki
i tysiąc innych rzeczy
jak wodospady, Boską Komedię,
fajki, wiersze Rilkego,
ulice wysadzane platanami
na południu,
amerykańskie samochody z lat czterdziestych,
pióra Mont Blanc, przewodnik
po Grenadzie oraz
Koniaki, Giny, Whisky i Bordeaux
na pewno nie w tym celu
żebym siedział
przez osiem godzin dziennie
w pracy
jak jakiś chuj

Całe szczęście, w naszym domu, A. twardo stąpa po ziemi. Jeśli nie chce siedzieć w pracy powinien zostać rentierem - stwierdza Homo oeconomicus. To by było na tyle obłoków.

(25.02.2015)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8