2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
poniedziałek, 29 lutego 2016
Mikołaj Łoziński, Książka, Wydawnictwo Literackie 2011

 

O rzeczach pięknie pisał Brodski. Autor bloga też pisał o rzeczach, bo do rzeczy stosunek ma uczuciowy, ale z drugiej strony czasem rzeczy się boi. Kiedy dom zamienia się w składowisko rzeczy, to jest wspomnień, to przestaje być domem. Lepsza rzecz: rzeczy zamienić w literaturę jak Łoziński. Czy ja tu piszę od rzeczy?

Ale przyznam, że w "Książce" się pogubiłem, tak jak się często gubię w kryminałach. Pomyliły mi się babcie i dziadkowie, kto jest z którego małżeństwa i czyje to jest małżeństwo. Rzeczy przerosły ludzi, okazały się mądrzejsze, trwalsze, wcale nie od śmierci, ale od miłości, związków, rodziny.

Pewnie dlatego, że nigdy nie żyłem w tak skomplikowanej familii, nie potrafiłem się zachwycić. Potrzebowałbym do lektury jakiegoś genealoga, względnie etnografa biegłego w patry- i matrylineażach. 

Przyglądam się teraz rzeczom, papierom, akurat się wyprowadzam. Czy coś z tego warte napomknięcia na blogu?

 

Dziennik. Zapiski prowadzone od niechcenia

 

Ze spaceru (1)

Kebab polewają keczupem. Nabożnie przyglądają się trampkom. Ktoś właśnie wygrał tysiąc pięćset i ktoś inny na Kruczej nazywa go ch..em. Dziwne to miasto do życia (25.02.2016).

Z pracy

Kiedy już postanowione, ogarniają cię wątpliwości. Że twoje biurko nie będzie twoje. Powoli się już z nim zrastałeś. Już czułeś jak drewno wpycha się pod nogawki (26.02.2016).

Z targu

Dobrego mięsa nigdy za dużo - mówi rzeźnik i teraz już wiem czemu tydzień temu zamiast pół kilo, kupiłem kilogram (27.02.2016).

Ze spaceru (2)

Odnalazłem wiosnę za zardzewiałą siatką. Cała łąka przebiśniegów (27.02.2016).

Z domu

To książka o zawodach - tłumaczy A. dziecku, pokazując astronautkę, strażaka i panią położną. O tym, co cię zawiedzie - dopowiada autor bloga, urodzony optymista (28.02.2016).

Ze spaceru (3)

Rutynę krzyżówek przełamują łyski (na marginesie sobotnich rozmów o zarobkach ornitologów.) (28.02.2016)

 

piątek, 26 lutego 2016
Wolfgang Bauer, Przez morze. Z Syryjczykami do Europy, Czarne 2016

 

(Selahattin Sevi, Lesbos, źródło: http://www.zaman.com.tr/)

 

1.

Był sobie Raj, Arkadia, Eldorado. Nawet nie wiedzieliśmy, że w nim zamieszkujemy, no może niedokładnie w nim, za sześcioma górami i sześcioma lasami, w Przedsionku Raju. Raj był za rzeką, wystarczyło przejechać mostem z jednej autostrady w drugą, a potem wyglądać wieży telewizyjnej. 

Do tego Raju można się było dostać przez Morze. To samo piękne i świetliste Morze, o którym czytam od kilku tygodni. Tyle, że Morze w opowieści o dostawaniu się do Raju nie było piękne i świetliste. Ludzie na łodziach wymiotowali od choroby morskiej i często zamiast Raju napotykali śmierć.

Morze Śródziemne - kolebka Europy, owego Raju - jest dziś miejscem, gdzie Europa najbardziej zawiodła (s. 13).

2.

Jo. bardzo się zdenerwowała, że Berlinale wygrał dokument "Ogień na morzu" opowiadający o dramacie Lampedusy. To jest polityka, a nie sztuka - pisała oburzona ta zwolenniczka Czystej Formy.

Rzeczywiście przez ostatni rok temat uchodźców i imigrantów stał się tematem politycznym. Nie wierzę, że Wolfgang Bauer dziś też zawarłby w swojej książce apel o otwieranie granic. Jednak w 2014, kiedy w Niemczech opublikowano "Przez morze", dla większości osób pomoc uchodźcom stanowiła jeszcze problem etyczny. Dzisiaj zwolennicy etyczności, tacy jak autor bloga, znajdują się w mniejszości. Wystarczy posłuchać głosów na korytarzu urzędu, żeby dowiedzieć się, że nie lubimy, nie chcemy, że obronimy nasz Raj przed obcymi.

I jeszcze mniej nas obchodzi śmierć na Morzu (więc odpowiadam Jo.: tylko śmierć jest tematem naprawdę godnym sztuki, a tutaj występuje śmierć w obfitości).

3.

Przy czytaniu "Przez morze" cały czas pojawiają się dwa pytania: czy Raj istnieje naprawdę? i czy Raj da się obronić?

Kiedy wreszcie osiągają Ziemię Obiecaną, okazuje się, że jest zupełnie inna niż w opowieściach. Jak każdy Raj, ten także jest przereklamowany. Nie sposób nie odczuć, że ostatnie strony reportażu Bauera to wielkie rozczarowanie: ludźmi, miejscem, pogodą. Miał wyglądać inaczej, obiecywali naganiacze za duże pieniądze. Jest całkiem zwyczajny, raczej wrogi niż przyjazny. Raj okazuje się jeszcze jedną pułapką.

Boimy się o nas, o nasz Raj. Nie znamy twarzy tych, co uciekają, ale widzimy w nich obcość. Przeczuwamy, że Raj jest tylko Rajem dla nas. Anioły w kamizelkach straży granicznej stoją u wejścia z ostrą bronią. Ten Raj jest naszym luksusem, tutaj chronimy się od głodu, ognia i wojny, stworzyliśmy swój własny, idealny świat, izolowany od nieszczęść za Morzem. A może myśmy sobie ten Raj też jedynie wyobrazili i sprzedali tę opowiastkę cudzoziemskim bajarzom i innym Szeherezadom? Tu przecież od zawsze wędrówki ludów, masowe zbrodnie, wojny pozycyjne, płonące miasta i tylko ten krótki, może kończący się właśnie, wycinek historii to on, to ten Raj.

4.

"Przez morze" pokazuje pojedynczych ludzi, nie telewizyjną masę, ich motywacje i marzenia, ich wizje Raju i ich brak wyobraźni. Nie, nie sądzę, że przekona to kogokolwiek, kto ma własne zdanie wycięte z "Bilda" lub "Super Expressu". Niemniej kiedy problem etyczny usiłuje się przedstawiać jako sprawę li tylko polityczną, wtedy potrzebna jest literatura, film i fotografia, żeby przypominać:

nie ma Raju na ziemi, nawet jeśli nam się tak wydaje w wygodnych fotelach kinowych lub biurowych.

 

środa, 24 lutego 2016
Dziennik. Teoria i praktyka picia kawy o dziesiątej rano

 

Oczywiście rozmawiamy z A. o dziecku: o podobieństwie dni do siebie, o przewidywalności, o zmęczeniu ruchem jednostajnym. Nawet nasze skargi brzmią ciągle jednakowo. Uświadamiam sobie przy tej okazji, że bardzo cienka linia oddziela rytuał od rutyny. A może przeczuwamy, że istnieją jeszcze stany pośrednie: rutynuały albo rytyny?

Dajmy na to kawa z W. codziennie o dziesiątej. Już z daleka sprawdzamy, kto jest za barem, P. a może I.? Bierzemy to, co zwykle, zawsze na wynos a potem stajemy przy ławeczce, popijając latte. On pali, ja rozwijam kawiarniany papier. Czasem podchodzi Z., jak wczoraj z pytaniem, czemu się tak szczerzą ci ludzie na ulicy (a to byli akurat hiszpańscy turyści). 

Może różnica leży pomiędzy radosnym oczekiwaniem a przyjęciem, że coś jest jak zawsze. (Fundamentalne pytanie, jeśli chodzi np. o religijność).

(24.02.2016)

 

Dziennik. Harmonia Caelestis

 

(Lepiej niż wino czy miłość, bardziej podstępnie niż idee, sztuka potrafi skusić nas i sprawić, byśmy zapomnieli. Sztuka przyjmuje rolę powinności; usiłuje przemienić to, co ulotne, w wieczność: Kazantzakis, s. 372; August Macke, Targ w Algierze, 1914, źródło: wikiart.org)

 

Tego dnia usiłowałem połączyć Orient i ekspresjonizm, smak chałwy z niezwykłym, odkrytym w ubiegłym roku, sposobem wyrażania czasu, którego wynalazcami stali się dla mnie niemieccy malarze z okolic Wielkiej Wojny, stąd Macke w Magrebie. A może to było kolejnego dnia? Poniedziałek, wtorek i środa zdają się być takie same, zupełnie podobne.

Kiedy wsiadłem do sto osiemdziesiąt, jakaś dziewczynka ze skrzypcami bawiła się z psem. Coś smyrało mnie w plecy. Odwróciłem się znad Kazantzakisa, którego kartki są cienkie jak strony Biblii, i ujrzałem kontrabas - instrument, za którym przepada A. - na plecach ojca bawiącej się. Sztuka dotknęła mnie więc zupełnie dosłownie: jeszcze jeden głos w zapisie partytury, to jest zapisie bloga, to jest zapisie życia.

Nawet tytuł jest rodzajem gry (23.02.2016).

 

Dziennik. Tuiterazyzm

 

Że mi się śnią przyjaciele, że ich potrzebuję jak kania dżdżu, bo to wszystko na świecie tymczasowe, także oni, one (tutaj).

To jest ważniejsze niż człowiek, który zdradził, a może nie zdradził. Bo tu i teraz, jeden raz, a przed i po noc.

A więc rozprawianie o przeszłości innych jest co najwyżej jeszcze jedną ucieczką od teraźniejszego siebie (22.02.2016, nadal wpływ Kazantzakisa).

 

Tagi: ja
19:15, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6