2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
czwartek, 29 listopada 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Zamach"

 

(Nasz piąty, i ostatni, festiwalowy wieczór. Na deser film najcięższy i filmowo najlepszy. Pustka w "Lunie" wypełniona. Znajomo na widowni.)

Wyrosłem z czasów, w których uwierzyłbym, że dla jakiejś, może i pięknej idei, warto czynić zło. Nie warto więc wysadzić się w restauracji pełnej dzieci tylko dlatego, że Palestyna jest ojczyzną, że czujesz się uciskany i niewolny. Jeśli twoja religia namawia cię do tego kroku, to albo oznacza, że ją wypaczasz albo że czas zmienić religię.

"Zamach" jest filmem o węźle gordyjskim. On, uznany lekarz należący do medycznej elity Izraela, ona, jego żona, klasa średnia, kultura aperitifu, dobre książki na tarasie domku w ładnej dzielnicy Tel Awiwu, wysadzająca się w powietrze (zabitych 17 osób, w tym 11 dzieci).

Co on ma zrobić? W Nablusie jest obcym, kolaborantem. W Tel Awiwie jest już obcym, mężem terrorystki. Bardzo dużo pytań zawiera ten film. Bardzo dużo przemyśleń.

Perfekcyjne są dialogi. Ten między nim a przesłuchującym go prokuratorem, ten między nim a terrorystycznym guru w postaci prawosławnego księdza. Narastający dramat, którego nie da się uniknąć. Zdradzić rodzinę czy przybraną ojczyznę. Sarkastycznie brzmi jego przemowa z początku filmu o tym, że można żyć razem.

Film jest izraelski, reżyseria (napisy też) arabska. Odczytuję go bardziej jednak jako argument na rzecz Izraela. Te obrazy z Nablusu bardziej niż niepokojące, ta agresja w słowach, dziedziczona nienawiść. Szejkowie wołający o zniszczenie okupanta.

Słowa klucze: kremowy mercedes, kaseta video.

(5,0/4,5)

środa, 28 listopada 2012
Dziennik w innych fragmentach (znowu, po kilku dniach)

 

Dwudziesty ósmy: wystarczy wyjść z domu, żeby znowu pisać. Zapisywać. Po pierwsze, pod metrem Centrum masz do wyboru fitness albo ewangelię. Po drugie, mężczyzna obok w Kofihewen widział Afrykę. Wszystko nagrał na komórkę, tę całą Afrykę. To jest gepard, to jest skorpion, to jest Afryka, narrator w komórce ma głos mężczyzny obok. Znajoma mówi pa. A on zostaje jakby zszokowany. Widział Afrykę, nawet nie zaczekała na niego kiedy skończy kawę. Po trzecie, Tadeusz Konwicki patrzy w niebo. Na Placu Trzech Krzyży ma brązowy berecik. Po czwarte, ktoś kocha-nie kocha zrobił chryzantemie. Płatków łan przy śmietniku.

Dwudziesty dziewiąty: coś nam pożarło sto dwadzieścia dwa, że my marzniemy a on nie przyjeżdża na Wilson Square. Może zgubił się w gąszczu staruszek z zakupami z lidla? Może porwał go niezrównoważony święty Mikołaj od telefonii komórkowej? Okiennice kamienicom zmokły a jego, jak nie było, nie ma.

Kozmo.blox.pl Pictures presents "Wypełnić pustkę"

 

"Wypełnić pustkę" wypełniło puste, na poprzednich pokazach, rzędy w Muranowie. Ciekawe. Przecież kino latynoamerykańskie też cieszy się w Polsce sporą popularnością?

Na chasydów w kinie patrzymy wciąż przez pryzmat "Austerii" i świata, który odszedł na zawsze wraz z Szoah. Fascynacja chasydyzmem to dla mnie nie tylko fascynacja myślą religijną, która wypatruje iskry bożej w człowieku, ale też fascynacja przeszłością Lu. Bo bez wielkiego cadyka, Widzącego z Lu., pisanie historii tego miasta zawsze będzie fragmentaryczne.

"Wypełnić pustkę" pokazuje chasydów dzisiaj, czyli w czasach, w których wydają się być raczej egzotyczni i w których (pisał o tym już Buber) chasydyzm przestał być żywym nurtem teologicznym, pozostając ortodoksyjnym folklorem. Jest więc cadyk (który pięknie mówi, że wszystko zależy od uczuć, ale też przekomicznie doradza w wyborze kuchenki), są pięknie sfilmowane obrzędy i modlitwy.

(Dygresja: Wzrusza niesamowicie modlitwa przy obrzezaniu. Śpiew i dziecko filmowane z perspektywy nieba. Bez zrozumienia tej tęsknoty Izraela, nigdy nie zrozumiemy Jezusa z Nazaretu. Tak, jestem kulturowym filosemitą, należę do tych, którzy opłakują miasteczka, których już nigdy nie będzie na Wyżynie Lu.)

Jest w "Wypełnić pustkę" chasydzka codzienność. Niesamowicie silny matriarchat ukryty pod osłoną patriarchatu. Rabbi udzieli zapomogi, ale to jego żona zapisze w notesiku kolejny wydatek. Właściwie tylko cadyk trzyma się nieco na uboczu od intryg Ryfki Mandelman i jej podobnych pań domu. Dziwne, pejsaci mężczyźni w lisich czapkach bardziej myślą w kategoriach uczuć niż kobiety.

Wątek miłosny jest zresztą przepięknie, zamglonymi obrazami, filmowany. I ten kontrast bieli, w którą ubiera się Shira i czarnych ubrań mężczyzn. I do tego muzyka, świetna muzyka.

Co bardzo ważne dla autora bloga: nie popadli w patos. Film równoważyły komiczne epizody jak choćby randka z flegmatykiem, który mówi, że żonę chciałby mieć - jak on - energiczną. Sala zaśmiewała się do łez. (Łzy też były.)

Słowa klucze: akordeon, wyjazd do Belgii, sok pomarańczowy.

(4,5/4,0)

 

 

 

(źródła: jewishtribune.ca, blogs.forward.com)

poniedziałek, 26 listopada 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Sąsiedzkie dźwięki"

 

 

Intrygujący.

Najpierw film miejski: doskonałe dźwięki. Otwierająca sekwencja z placem zabaw (powyżej: kamera wjeżdża za dziewczynką na rolkach. Muzyka narasta.)

Banalne sąsiedzkie opowiastki: pies sąsiada szczeka w nocy, ktoś ukradł odtwarzacz z samochodu, para całuje się w kącie podwórka. Jedna z ulic Recife. Te opowiastki są tłem, bo za nimi tli się konflikt. Narasta - jakby to napisał Karol M. - walka klas. Ulica jest czyjąś własnością, w apartamencie na sprzedaż pokój służącej jest z oknem, powinniśmy wyrzucić stróża nocnego, bo przysypia a o tym, co jest podłe - decydujemy sami, wspólnota mieszkańców z klasy średniej. Perfekcyjny miejski obraz.

Zza architektury wyłania się struktura własności. Mimo ogrodzeń (ogrodzenie jest tu też metaforą!), o wszystkich domach i tych wieżowcach z widokiem na morze, o nazwach jak Camille Claudel itp., decyduje Francisco. Ważne wątki przestają być ważne (miłość wydawała się wątkiem kluczowym, a okazała się pobocznym tak jak Argentyńczyk na kacu zgubiony pomiędzy domami).

Czy na sali jest Szela?

(Wydaje się, że bez znużenia mógłbym ten film oglądać dłużej niż sto dwadzieścia minut, zafascynowany miastem, mechanizmem, maszyną. To tak jak czytanie dobrej powieści: nie chcesz, żeby się skończyła. Jeszcze więcej potrzebujesz tej narracji. Tych dźwięków, tej muzyki.)

Słowa klucze: szczekający pies, masturbacja przy wykorzystaniu pralki automatycznej, petardy, lekcja chińskiego (Ciekawe jest to, że wszystkie wiążą się z jednym wątkiem).

(4,0/4,0)

 

(źródło: diariodepernambuco.com.br)

niedziela, 25 listopada 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Słoń"

 

 

Po opisach spodziewałem, że "Słoń" okaże się filmem podobnym do "Klauna". Rzecz miała dziać się w cyrku i faktycznie pierwsze sekwencje pokazują kulisy moskiewskiej areny. Jest kolorowo i widowiskowo. Pod tym względem cyrk "Nadzieja" mógłby się wstydzić, niemniej - gdy przyglądasz się bliżej trupie - zachwyt zupełnie przygasa. Nikt nikogo nie potrzebuje. Weteran przedstawień, stary słoń, zamiast do Paryża, razem z cyrkiem i jego treserem, maminsynkiem Saszą, wyjeżdża w ostatnią drogę do kliniki weterynarii.

Od tego momentu porównanie z "Klaunem" traci rację bytu. Zaczyna się fabuła przypominająca Stuhrowe "Duże zwierzę": słoń okazuje się być - w swoim odrzuceniu i losie - bliski człowiekowi. Nikt nikogo nie potrzebuje. Do Paryża nie pojechała też Boni, najbardziej kolorowa z całej cyrkowej trupy. No i jest jeszcze kierowca, taki jak z "Akacji". Coś skrywa w sobie pod osłoną antypatycznego charakteru i mizantropii.

"Słoń" jest filmem religijnym. Buddyjskim (posążek Buddy w jednym z autobusów od razu przywołał we mnie tamten nocny autobus do Wutaishan) w zamierzeniu, ale równie dobrze franciszkańskim. O potrzebie przebaczenia, o miłości do stworzenia, o tym, że żadne cierpienie nie jest dobre. Stąd znaki, które wciąż pojawiają się w filmie. Padający w lecie śnieg. Lotosy rozkwitające na wiejskiej drodze (Słoń nazywa się Bodhi, imieniem Buddy).

Zdjęcia są naprawdę przyjemne a już wędrówki słonia po wsiach - naprawdę pięknie sfilmowane. Bezcenna jest mina kota, do którego zbliża się słoniowa trąba i obojętność stada krów, z którym spaceruje Bodhi.

(Można powiedzieć, że ckliwy i banalny, ale w tę paskudną niedzielę tego właśnie chciał autor bloga.)

Słowa klucze: cygańskie wesele, paszporty, portret Mao.

(4,5/5,0)

 

(źródło: http://theelephantfilm.com)

sobota, 24 listopada 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Pragnienie miłości"

 

Nie wiem, kto wymyślił ten tytuł. "Pragnienie miłości" na myśl przywodzi chałę o Chopinie sprzed paru lat. Poza tym jest on pewną interpretacją fabuły, a lepiej jest pozostawić ją otwartą. Tytuł hiszpański brzmi "Después de Lucía", więc A. zadała pytanie: kim jest Lucía? Przypominanie sobie bohaterek filmu nic nie dało. Szukanie w słowniku nieznanych hiszpańskich słówek - też nie (odnalazłem rybę lucjana - lucio). Dopiero znaleziona recenzja dała odpowiedź: to imię zmarłej matki głównej bohaterki. Może lepiej więc pozostawić tytuł "Czas po Lucii"?

Jest w filmie kilka scen, których znieść nie mogłem: jazda samochodem filmowana z tylnego siedzenia. Rozumiem nawet intencje reżysera i dlaczego to ważne, ale jednak widok z kamery na drogę dłużej niż 2-3 sekundy i zamykam oczy.

Bardzo działa na emocje. Właściwie cały czas trzyma w mieszaninie napięcia, współczucia i chęci przejścia na drugą stronę ekranu po to, by tym sukinsynom wreszcie dać nauczkę. I tu (zdradzam szczegóły zakończenia) - wbrew tradycji smutnych zakończeń - taka okrutna nauczka jest dana. Mówiąc językiem, którym obecnie się posługuję - wykonana została w prostej formie sprawiedliwość wyrównawcza. Autor bloga miał ochotę bić brawo przy ostatniej scenie. (Wydaje mi się jednak, że to nie zwierzę wychodzi ze mnie, ale opada rosnące przez co najmniej godzinę napięcie, poczucie, że ja, w tym czwartym rzędzie, nic zrobić nie mogę, zapobiec, uratować.)

Chyba błędem byłoby też sprowadzanie filmu tylko do szkolnej przemocy, bo to, że staje się ona wyrafinowana i okrutna, to już nie pytanie o dzisiejszych nastolatków, ale o samą naturę człowieka. Stąd zło?

I Tessa Ia.

 

Słowa klucze: szef kuchni, test na marihuanę, tort.

(4,0/4,0)

 

(cinepremiere.com.mx, international.ucla.edu, hollywoodreporter.com)

 
1 , 2 , 3 , 4