2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
piątek, 28 listopada 2014
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Próba"

 

 

Mam wrażenie, że się powtarzam, pisząc o tym, że ze wszystkich krajobrazów, tylko jeden jest dla mnie niezrozumiały - krajobraz stepu. Jego jednostajność jest całkowicie nieznośna. Po "Próbie" wprawdzie powiedziałem A., że spodziewałem się więcej fabuły, ale być może właśnie jednostajność obrazu dobrze wyrażała jednostajność stepowego krajobrazu.

Bo tu nie było słów, ani jednego, jedynie obrazy (ten kadr z góry tak bardzo przypomina kolorowe fotografie Prokudina-Gorskiego, starsze od fabuły o ponad pół wieku), bardzo piękne obrazy, geometrie horyzontów i dróg, dużo symetrii liniowej. Przez ten brak słów, o tym jak nazywa się główna bohaterka (ta ze zdjęcia), dowiadujemy się dopiero z napisów końcowych. Dinara, grana przez Elenę An, przez cały czas skupia uwagę widzów. Podglądamy jej drobne czynności, usiłujemy zrozumieć jej odczucia, a na przykład A. zauważa, że Dinara jest estetką.

Właściwie z tym krajobrazem i tymi bohaterami (młoda dziewczyna, jej ojciec, dwaj zalotnicy) można by "Próbę" uznać za baśń, i sprawdzić ją Proppem, choć z całą pewnością nie jest to filmowa proza, lecz czysta filmowa poezja.

(Spojler) rzecz dzieje się w Semipałatyńsku, dlatego na końcu zdarza się - trochę zbyt komputerowo opracowana - apokalipsa. Sto słońc.

Słowa klucze: czerwona gwiazda, słońce, owca (już zamykaliśmy oczy, oczekując poderżnięcia jej gardła, a tu reżyser nas zaskoczył), licznik Geigera, zielnik

(3,5/3,5)

 

(źródło: 5kilokultury.pl)

czwartek, 27 listopada 2014
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Film o Aleksiejewie"

 

 

Wbrew panującej ogólnie atmosferze bojkotu wszystkiego, co rosyjskie, sala nr 4 w "Kinotece" była wypełniona. Może jednak nie jest tak źle z polskimi widzami?

(Możliwe spojlery). Różnimy się w ocenach. Prawdę powiedziawszy, dopiero ostatnich kilka minut podwyższyło moją. Przeciętny, A. twierdzi, że nudny film zyskał - w moich oczach - to coś, co zupełnie inaczej każe go rozumieć.

Bo z początku wydaje się, że to opowiastka o bardzie, który dożył starości, zamiast umrzeć tragicznie wtedy, kiedy trzeba. Podstarzały Baczyński z sanatorium - jak o tym pisała Szymborska, tyle że w wersji prowincjonalnej, rosyjskiej. Dawna gwiazda (czy gwiazda?) estrady handluje kurkami przy drodze.

A. nie lubi takich bohaterów, których określa: znowu w życiu mi nie wyszło. Oczywiście nie jest to krystaliczny życiorys: flirty i miłostki, podejmowane zawsze według takiego samego schematu, przy użyciu zdań, które kiedyś nasz bohater usłyszał od Andrieja Tarkowskiego (odpowiedź na pytanie o miłość powinna zaczynać się od tego, czym jest a nie tego, kiedy jest), niekończące się szczęśliwie. Zamiast romantyzmu, od razu na trawę. Do tego tajna współpraca z KGB. Życiorys ocierający się o banał, ratować go może jedna piosenka ("Dezerter", świetna, szukałem i znalazłem, nie wiedząc kto ją śpiewa, bo przecież Aleksiejew jest postacią fikcyjną).

W tych ostatnich minutach okazuje się jednak, że "Film o Aleksiejewie" to niebanalny film o wielkiej miłości. To jest właśnie, wspomniane na początku, coś. Nawet, wydaje mi się, kto inny staje się głównym jego bohaterem (Zupełny spojler: zwróćcie uwagę na zdjęcia).

No i "Je t'aime... moi non plus" śpiewane przez chór dziecięcy. Wzrusza, bo patos.

(Dopisane: "Film o Aleksiejewie" jest pretekstem do zastanowienia się nad postacią barda. Jest w nim taka scena, gdy bardowie jadą kamazem przez kartoflisko. Każdy brodaty z gitarą, ale nie każdy z nich jest prorokiem. Bo "barda", który zna chwyty i umie coś zagrać, da się odróżnić od barda, którego rolą jest przewodzenie zbiorowym emocjom, wywoływanie uczuć najgłębszych, patos, patos! To dlatego przy Kaczmarskim wciąż ciarki - poczucie patetyczności - podobnie jak przy powyższej piosence Aleksiejewa. Pytanie do dalszych zastanowień: czy bard jest kategorią wyłącznie wschodnioeuropejską? Czy Brel bard też a Baez?)

Słowa klucze: Nirvana, karabin maszynowy

(2,5/4,0)

 

(źródło: kino-teatr.ru) 

środa, 26 listopada 2014
O kuszeniu. Juliusz, Jep i Jarosław

 

W listach Iwaszkiewicza oraz Reny i Kota Jeleńskich1 pojawia się dość przykra opowiastka o podstarzałym Jarosławie usiłującym w rzymskim mieszkaniu Reny dobrać się do jakiegoś młodzieńca, który koniec końców okazał się młodzieńcem z koneksjami, więc uniknięcie skandalu wymagało sporo wysiłku ze strony Jeleńskiej.

Dlaczego o tym piszę? Jestem świeżo po lekturze reportażu Marcina Kąckiego "Kuszenie w cieniu katedry" z ostatniego "Dużego formatu" (zrobiłem nawet dla niego wyjątek, bo nie czytam bieżącej prasy, ograniczając się do książek). Jego bohater, Juliusz, kojarzy mi się z tamtym Jarosławem.

Oczywiście jedną rzeczą jest sianie zgorszenia. Arcybiskup wykorzystujący seminarzystów - samo w sobie budzi to obrzydzenie, zwłaszcza, że pojawia się w tym kontekście relacja władzy, a zaraz za nią: kumoterstwo i nepotyzm. Do dziś pamiętam, że gdy pojawiła się sprawa Paetza, równie nagle pojawił się neologizm paetzować, żartobliwie opisujący molestowanie o charakterze homoseksualnym. Polski Kościół nie potrafił sobie w żaden sposób poradzić z problemem Paetza (podobnie jak z wieloma większymi i mniejszymi od tegoż problemami).

Ale jednocześnie to, co pisze Kącki o arcybiskupie, budzi we mnie wobec niego współczucie. Podobnie jak Jarosław, nie do końca jest świadomy zła, które uczynił. Pozostaje oddany estetycznym żądzom, pedantycznie dba o siebie, wciąż poszukując wokół kochanków i dbając o dobre o sobie mniemanie. Liberie, eleganckie perfumy, całe dworskie teatrum tworzone przez arbiter elegantiarum z Ostrowa Tumskiego.

W moich skojarzeniach w sposób zupełnie oczywisty pojawia się teraz trzecia postać. Jep Gambardella, koneser wielkiego piękna. Esteta a nie etyk, znawca dobrych win i wybornych przyjęć2.

Naprawdę uderza w portrecie arcybiskupa Paetza jego zupełnie oddanie się doczesności. Nie ma w jego sylwetce nic religijnego, nic, co miałoby jakikolwiek związek z chrześcijaństwem. Wprost przeciwnie, Paetz jawi się jako symbol oddania się ziemskim pożądaniom i pokusom, korzystania z ogrodu ziemskich rozkoszy. Wieczny bachant, półludzki Pan. Uwodzi w nim ten pogański rys. Tysiąckroć bliższy Grekom niźli Chrystusowi.

 

______

1 O tej książce pisałem tutaj.
2 Jep Gambardella jest bohaterem "Wielkiego piękna", o którym pisałem tutaj.

Dziennik. Ten wtorek

 

To nie jest zwykły dzień.

Każda z chwil składających przeszłość używała dla swojej oryginalnej kreacji, w swojej jedynej harmonii, ówczesnych farb, których już nie znamy (M. Proust, Strona Guermantes, s. 12).

Dziewczyna w autobusie wpisuje do kalendarza: czwartek, "Syzyfowe prace". (Zabawna puenta możliwa byłaby tylko w Lu.: następny przystanek - Tartary)1.

Z metra Świętokrzyska, młodzi Niemcy. Krok równy, ostro woła ich przewodnik: Links! Links! Links! Moment bardzo Majakowski (dręczą mnie ciągle skojarzenia na mieście).

Dojrzałość polega na tym, że człowiek przyjmuje z ufnością to, że nawet najwspanialsza świątynia jego planów, zamierzeń i poukładanego życia musi upaść (parafraza kazania; dominikańska interpretacja filmu "Hotel"2).

 

_____

1 W Lu. istnieje dzielnica Tatary, dlatego gra słów z Tartarem wydaje się zabawna.
2 O tym filmie pisałem tutaj.

wtorek, 25 listopada 2014
Dziennik. Poniedziałek, drugi śnieg

 

Budzę się rano i znów mam ochotę na patos. Zanim A. wróci z kuchni nastawiam pieśni rewolucyjne, lubię tak czasami. Avanti popolo! A. potem powie, że cały dzień nuciła o czerwonej fladze. Wyłącz to więc!

Wieczorem pokrywa się pokrywa ulic, traw i aut. Pada a taki śnieg wieczorem to też zjawisko patetyczne.

 

Tagi: ja
10:47, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Dziennik. A1

 

To.

Cztery panny mądre w kawiarni na rogu popijają czerwone wino. Mogłem z tego miasta1 zapamiętać dużo więcej, ale - figiel pamięci - pozostają w nas tylko fragmenty, kawałki fragmentów. To.

Za 

Bardzo lubię ten zakręt za Wisłą. Niskie pola mgły, wyobrażenie saren. Uspokajająca morena.

Tak 

Wieczór jest. Chciałem o niewidocznym morzu patetycznie. Jesiennomorze unosi się w ciemnościach, tak właśnie chciałem, gdy podchodzę i słucham. Ale A. obok, stojąc w chłodnym piasku, dopowiada, że patos jest niepotrzebny i jeszcze: pisz prawdę. Czy jednak mógłbym pisać tak przyziemnie o tym, że bardzo jest przyjemnie sikać prosto w fale?

Trzy

Nasz geometryczny pokój, okno na wysoką brzozę. Widzę trzy ptaki siedzą na gałęziach. Nigdy takich nie widziałem, ale kiedy sięgam po aparat i odwracam głowę, jest już tylko brzoza i niebieskie tło. (Patos tkwi w skojarzeniach, Mamre).

D

Wtedy wyszło słońce i oświetliło Świętojańską wzdłuż. Poszli na kawę, tacy byli szczęśliwi. Tyle witaminy D.

 

______

1 O innych fragmentach tego miasta pisałem tutaj.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6