2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
środa, 30 listopada 2016
Dziennik. Pierwsza Adwentu

 

Ciągnęliśmy wózek w przenikliwej nieprzyjemności. Pora taka, że trzeba zrezygnować z churchingu. Kołysankę układał ksiądz (tutejsi księża są w tym niezastąpieni). Mogłaby nadejść zima - szepnąłem do A.

Kiedy wyszliśmy z nieba leciały grube płaty bieli. Szkoda, że śpi, bo zobaczyłoby pierwszy naprawdę śnieg (27.11.2016).

 

Tagi: ja
18:32, kozmo1 , DZIENNIK
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 listopada 2016
Dziennik. Najbardziej romantyczny wpis na blogu

 

Do ikei ciągnął się korowód. Na czele jechał zdezelowany wartburg i kiedy go wyprzedzałem, i spojrzałem w lusterko, zobaczyłem za kierownicą jakąś przygarbioną postać. A potem był parking, walka o miejsca, wartburg zresztą sunął na tyle powoli, że mogłem o nim spokojnie zapomnieć.

Poszliśmy coś zjeść. Od razu go zobaczyłem. Tę przygarbioną postać starającą się zachować resztki minionej elegancji, męża. Obok na wózku siedziała równie przygarbiona żona. Jedli frytki, popijając herbatą, nie bacząc na harmider. Jakby udali się na sobotnią randkę, jakby wszystko miało być takie jak kiedyś, wówczas gdy wartburg był nowoczesną maszyną made in GDR.

Szturcha mnie A., patrz teraz razem zasnęli po obiedzie (26.11.2016).

 

Tagi: ja
19:47, kozmo1 , DZIENNIK
Link Komentarze (2) »
Paweł Huelle, Ulica Świętego Ducha i inne historie, Znak 2016

 

Początek lat dziewięćdziesiątych. Świat jest o niebo prostszy. Czyta się wówczas Poppera i wierzy, choć powątpiewając, że Jelcyn doprowadzi Rosję do demokracji. Jednak pewien niepokój już pojawia się u Huellego, jakby coś wiedział, czego my dowiadujemy się z goryczą dopiero dzisiaj.

Finał nieuchronny wspaniałej cywilizacji - cytuje Becketta, przypominając, że przeczucie końca towarzyszy nam już od początku ubiegłego wieku i że to co nas ogarnia teraz, to nic nowego, ba, to refren europejskiej opowieści - która niegdyś wznosiła akwedukty i katedry, a teraz jest śmietnikiem. Być może dla niektórych kolorowym i atrakcyjnym, ale śmietnikiem. A śmietnik to takie miejsce, gdzie są możliwe tylko fragmenty. Odpadki. Odłamki. Nigdy całość (s. 39).

To, że nie jesteście tyranami, nie znaczy jeszcze wcale, że wasz świat jest najlepszy z możliwych (s. 274). Pisze to Huelle w czasach, kiedy modny jest koniec historii i wielu nie mogłoby uwierzyć, że za dwadzieścia kilka lat demokracja zostanie uznana za najnudniejszy z ustrojów i do głosu dojdą jej rozmaici przeciwnicy, choćby ci, którzy w rodzinnym mieście autora opowiadają, że wojna to jest piękna sprawa, bo hartuje charakter.

Niemniej, myślę sobie, gdzieś nad Dolną Saksonią, że rozczarowuje mnie ten tom. Uwielbiam prozę Pawła Huellego (w czym wielka zasługa M.), ale "Ulicy Świętego Ducha" daleko do niej. Tekst jest tym lepszy, moja prywatna definicja, im bardziej otwarty na interpretacje wraz z upływem lat, w innych kontekstach, z innymi doświadczeniami. Tymczasem eseje Huellego są dla mnie jedynie świadectwem tamtej - jak się okazuje - odległej epoki, nie zaś czymś, co przejmuje naprawdę.

O prozie tegoż autora: "Śpiewaj ogrody" (tutaj); "Opowieści chłodnego morza" (tutaj).

 

sobota, 26 listopada 2016
Dziennik w podróży służbowej (3)

 

Pas

Dopiero kiedy siedzisz w kabinie pozbawiony jakiegokolwiek wpływu na to, co się z tobą stanie, i obserwujesz malutkie tramwaje sunące po Krakowskiej i obi na horyzoncie, w którym pewno za kilkanaście dni, taki masz plan, będziesz kupował choinkę, dopiero z tego miejsca i z takiej perspektywy, dochodzisz do wniosku, że w sumie to życie, jakie masz, zupełnie ci odpowiada. I gdybyś musiał spaść, rozpadając się na dziesięć tysięcy kawałeczków, to do ostatniej chwili pewnie byś za nim tęsknił.

Wanna

Z wanną to było tak. Do czekinu byłem w kolejce drugi, więc kiedy usłyszałem z przodu pytanie bath czy shower to nawet zacząłem się cieszyć, że jest taki wybór i że będę mógł się wieczorem poświęcić swojej ulubionej hotelowej czynności: leżeniu w wannie (por. tutaj). Zupełnie się też nie przejąłem, że odpowiedź brzmiała shower, bo pomyślałem, że zaraz ja odpowiem bath i pobiegnę do pokoju, aby napuścić do wanny płynu o uroczej nazwie Bubbles inside. Czekin, imię, nazwisko, podpis, numer, ej, a gdzie jest mój wybór?

Wanny nie było. Wróciłem z kolacji w surinamsko-jawajskim barze, gdzie podawali porzeczkową fantę i bawię się kanałami hotelowej telewizji. Nie mogę z tego kąpielowego przejęcia zasnąć, więc oglądam niderlandzkie "Koło fortuny".

Morze

Siódma trzydzieści, kiedy wsiadam do nocnego tramwaju. Chociaż powinien być już poranek, tutaj wszystko jest jeszcze nocne, to znaczy puste i ciche. Miasto całe dla ciebie, ale po omacku. Głośne jest tylko Morze, które jest daleko - idę od tramwaju - musiało uciec tej nocy, bo od promenady do pierwszych fal rozpościera się pustynia zaorana ciężkim sprzętem (ciężkim, niemniej na tyle delikatnym, że muszelki uszły bez szwanku). Kiedy się tak zastanawiam nad Morzem, krok za krokiem, kończy się noc.

Wracając, wsiadam więc do porannego tramwaju. Godzina jest szkolna, co można poznać po ruchu rowerowym. Rozstawiają się antykwariusze i sprzedawcy wafli. Morze oglądam nieco później z piętnastego piętra i muszę przyznać, że wtedy wydaje się ładniejsze.

Mewy

Dziwię się papugom, że mieszkają w takim zimnym kraju, w końcu to nie Neapol ani Sewilla (w ten poranek noszę rękawiczki). Co innego mewy. Mewy pasują do landszafciku z Morzem, z wieżyczkami i kamieniczkami. Przypatruję się im przez okno hotelowej restauracji. Lustrują gości, rozdziawiają dzioby, podchodząc do stolików za szkłem.

Jeden kelner po cichu je tresuje. Opisuję w sekrecie, to co zobaczyłem. Wynosi im chleb, a one idą za nim, ciesząc się, na samą krawędź dachu. Nie spodziewasz się nigdy po zwyczajnym kelnerze w hotelowej restauracji, że jest zaklinaczem.

Malarstwo rodzajowe

Z A. dopracowaliśmy się pewnych reguł oglądania obrazów i pewno z nią chodziłbym po muzeum dłużej, przyjemniej, zwracał uwagę na szczegóły: Patrz, jedzą gofry (przyznacie, jedzenie gofrów w szesnastym wieku zmusza do refleksji) albo Zobacz, jakie ona ma pończochy. Mógłbym też odnotowywać gatunki zwierząt (tutaj przewaga psów!) lub komentować urodę portretowanych osób. Wracałbym do obrazów, które już były, żeby porównać lub przyjrzeć się powtórnie, weryfikując swój poprzedni osąd. Nigdy tych reguł nie skodyfikowaliśmy, nawet na blogu, ale podobne wiszą tu na ścianie, więc przepisuję:

Jak czytać malarstwo rodzajowe?

Miejsce: co to za miejsce? Dom, karczma czy gospodarstwo?

Ubrania: jak ubrane są postaci? Czy są to drogie ubrania czy łachmany? Odpowiednie czy nie w danej sytuacji?

Przedmioty: czy przedmioty mówią nam coś o charakterze lub zawodzie postaci?

Miny: przyjrzyj się ich minom. Czy wyglądają na szczęśliwe, smutne czy tajemnicze?

Zachowania: kto na kogo patrzy? Jak się zachowują?

Ukryte przekazy: czy znajdują się na obrazie? Niektóre przedmioty są wieloznaczne. Obraz w obrazie też może wiele wyjaśniać.

Konferencja

Najpierw jest przedstawianie, wiecie, ten small talk. Dawnośmy się nie widzieli, choć nie widzieliśmy się wcale. Obowiązuje dystans, ale zaraz zaczynają się całować (w ile policzków, ach, te różnice kulturowe).

Dzięki pani w pudełku gadatliwość jest symultaniczna. Agenda, dyskusja, pytania, ciasteczka. Obserwuję salę i konfiguracje stolików. Dosyć zabawna konstatacja: milczę jedynie ja i Węgierka, która, żeby się lepiej ukryć, wygląda przez okno.

Kolacja

"Zebedeusz" to jest dobra nazwa. Ma w sobie biblijną siłę, ale mówiąc o nim, nie narażasz się na żaden zarzut przyzwania na daremno. Zresztą nie ma to chyba znaczenia, skoro Dzieciątko Jezus zdobi wystawę z tanią biżuterią a Matka Boska w "Zebedeuszu" czuwa nad półkami z winem. W przeciwieństwie do swoich synów, Zebedeusz nie mógłby zostać patronem kościoła, ale już restauracji w dawnym kościele owszem. W tym kontekście kłótnia Jakuba i Jana, o to kto zyska pierwszeństwo, nabiera nowego smaku.

Soczysta jest pierś przepiórki spożywana pod witrażem.

Powrót

Mam okazję ćwiczyć się w trudnej sztuce zamykania sobie ust. Nasz samolot jest opóźniony, może wcale nie przyleci. Nie daje po sobie poznać, że jestem kimś innym. będę bił brawo odmierzoną porcją/ uśmiechał się na uncje marszczył brwi dyskretnie.

(23-25.11.2016)

 

Karl Ove Knausgard, Zima, Wydawnictwo Literackie 2016

 

(Robert Frank, Bez tytułu (Dzieci z zimnymi ogniami w Provincetown, Massachusetts), ok. 1958, źródło: facebook.com)


Sam nie jestem pewien, o co chodzi z Knausgardem. To chyba nie jest wielka literatura, są zapewne książki dużo lepsze, ale w tym wypadku działa to tak jakby autor naciskał we mnie jakiś wewnętrzny guzik, który sprawia, że sam tekst powoduje u mnie rozczulenie i ukołysanie. Właśnie te dwa odczucia, nie zachwyt albo olśnienie, ale wszechogarniające ciepło tekstu. Irracjonalne, prawda? (Owszem byli inni, którzy naciskali, ale chyba tylko Patti Smith udawało się w ten sam, tutaj, ale było to parę lat przed Dzieckiem).

Przytuliłem Cię do piersi, jedną ręką podtrzymując Twoją główkę i kark, drugą resztę ciała, które skuliło się i było tak małe, że moja dłoń przykrywała je niemal w całości. Czułem się tak, jakbym obejmował zwierzątko. Gdy poczułem ciepło bijące od Ciebie i gdy poczułem Twój zapach, tak miły i tak podobny do zapachu Twojego rodzeństwa, gdy byli noworodkami, ogarnęła mnie nieopisana radość, nieporównywalna z niczym innym (s. 184).

Dobrze, że w samolocie jest dosyć ciemno i nikt nie może zobaczyć, że oczy mi się szklą nad Nadrenią Północną - Westfalią. Irracjonalne, prawda?

 

wtorek, 22 listopada 2016
Dziennik. Drobne kłamstwa codzienności

 

Na pozór całkiem szczęśliwy jest ten człowiek. Idzie placem w słońcu i popija gorącą czekoladę. Nic o nim nie wiemy, nie jest bohaterem literackim, nie czuwa nad nim wszechwiedzący narrator. Obserwujemy go z boku, jego równy krok, to jak przygląda się ostatnim liściom.

Na pozór całkiem szczęśliwy jest ten człowiek (22.11.2016).

 

Tagi: ja
21:11, kozmo1 , DZIENNIK
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6