2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
środa, 31 grudnia 2008
wczesne popołudnie trzydziestego pierwszego grudnia. okno z widokiem na wieżowiec.

Piękny poranek. Szkoda, że ostatni (w tym roku, oczywiście). Drzewa zamrożone, trawa zamrożona, słońce w perspektywie, czysty impresjonizm.

Autor bloga przypomniał sobie, że był w tym roku na wystawie Marka Kijewskiego w Ujazdowskim. Od tamtej pory (pamiętał, była jesień) nosił w komórce cytat. Cytat idealnie nadawał się na dziś. Pozostało go jedynie zacytować:

"The past was tragic,
the present is horrible
and luckily we have no future"

(Z najlepszymi życzeniami - dodał. - Podpisano: autor bloga.)

poniedziałek, 29 grudnia 2008
popołudnie dwudziestego dziewiątego grudnia. ściana wschodnia

bezustannie w górę i w dół
bez toreb z torbami
minus pięćdziesiąt minus siedemdziesiąt
płyną.

u wejścia święty józef
ze słuchawką w uchu
bacznie obserwuje
wchodzą i wychodzą.
porusza się wyłącznie gdy usłyszy sygnał.

(ta wyprostowana symetryczna figura
ten czujny posąg to musi być gotyk.)

List w Wa. Święta Rodzina

Od razu coś nie pasowało. Styl zmieniał się z akapitu na akapit. I nie były to zmiany delikatne. Raz był przymilny ("Najpierw serdecznie, z szacunkiem i wdzięcznością"), raz - moralizująco-dydaktyczny ("może to doprowadzić do cywilizacji post-ludzkiej" - ta figura retoryczna brzmiała wyjątkowo ciekawie), wreszcie pojawiał się ton karcący ("nie jest moralnie dozwolony"). Wyjątkowa była też liczba banałów na wers. Autorowi bloga nie brzmiało to najlepiej.

Powiedzmy szczerze, nie brzmiało to wiarygodnie. Gromada bezdzietnych mężczyzn rozczulająca się nad urokami rodzicielstwa, a zwłaszcza wielodzietności. Skąd czerpią wiedzę o "chwilach pełnych rozmów i wzruszeń nad misterium życia"? I czy naprawdę o rodzicielstwie trzeba pisać w taki grafomański sposób? O ile z tezą o konsumpcyjnym traktowaniu dziecka nie będę się kłócił (w końcu w tym sezonie ciąża jest trendy, pieluszki są trendy, bobaski są trendy, natomiast bliźniacy trendy od paru sezonów nie są), o tyle posługiwanie się uogólnieniami było naprawdę obraźliwe dla umysłu. Autor bloga poczuł się urażony.

Czekałem na ten jeden fragment. Niepotrzebnie. Ani słowa o przemocy domowej. Rozwody są fe, przemocy domowej nie ma, jest tylko ciężka ręka ojca rodziny. Rózeczką dziateczki Duch Święty bić każe albo nie rózeczką, tylko kablem, pasem, sznurem. Zamiast tego cukierkowy obraz rodzicielstwa, kilka zakazów i ogólne zalecenie, że lekarstwem na wszystko jest odmawianie różańca. Tak jakby "Jasna Góra zwycięstwa" była szklana, a zza okien biskupich pałaców nie było widać rzeczywistości, która wcale czarno-biała nie jest. Autor bloga zirytował się.

niedziela, 28 grudnia 2008
The Beatles



(Jutrzenki str., Lu)


Śnieg w Lu. Boże Narodzenie

Tej zimy śnieg padał rzadko, a jeśli padał to niespodziewanie, nagle, chwilowo. Padał i znikał. Bardzo poetycko można by to opisać, te wszystkie metafory z niewinną bielą, puchem tulącym się do twarzy. Wyszli z kościoła. Kamienie, kamienice, ściany ciemne, pochyłe (...) Jak pięknie! Stare miasto w Lu tonęło w białej powodzi. Ulica Złota, Rynek, ulica Gruella, śnieg wtykał się we framugi okien, szpary w bruku, opadał na świecące girlandy rozciągnięte między kamienicami. Dochodziła druga. W tym śniegu, w tej jasnej nocy, nocy Narodzenia, tonęli wszyscy.
Rano nie było śladu po śniegu. Może gdzieniegdzie jakieś białe smugi w żywopłocie.

(Jo. nazwała to cudem.) Autor bloga myślał raczej o magii. A może to był meteorologiczny cud? Taki mały cud w Lu, specjalnie i wyjątkowo dla niego, dla A., dla nich.

wtorek, 23 grudnia 2008
Śmierć w supermarkecie

Denat spoczywał w folii. Jeszcze przed chwilą mężczyzna z rękami zakrwawionymi do łokci wrzucał do niej kawałki jego poćwiartowanego ciała. Autor bloga i zarazem właściciel foliowej torby patrzył na to wszystko z obrzydzeniem. Ach, te wzory kultury!

Gdyby, dajmy na to, obchodom Świąt Bożego Narodzenia (lub jakichkolwiek innych świąt) towarzyszyła rzeź nie karpi, tylko na przykład yorków. Te wybiegi w działach świątecznych w supermarketach, a na nich wściekły szczek małych głupich piesków. Co jakiś czas, pan w białym fartuchu z brązowiejącymi plamami zabierałby jednego piszczącego i kudłatego yorka (świeżutki! wczoraj odławiany!) za ladę. Pisk, wprawne cięcie i już jest york dla szanownych państwa na wigilijny stół. A pan? Dzwonek z yorka? Może york patroszony? Yorkowe łby na galaretę?

(Wbrew pozorom taki mentalny eksperyment wcale nie wydaje się idiotyczny. Zwłaszcza z rybiej perspektywy.)


 
1 , 2 , 3