2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2012
Trzysta sześćdziesiąty szósty

 

Przez całe dzieciństwo zastanawiałem się
czemu moi rodzice odkurzają akurat w Sylwestra.

Dzisiaj wróciłem z pracy, zjadłem obiad
i zacząłem od przedpokoju.

(Mogłem wprawdzie stworzyć jakiś manifest, wyjątkowo mądre podsumowanie roku albo parę innych intelektualnie wymagających rzeczy, ale okazało się, że na dywanie jakieś kłaki. Nie dało się więc inaczej. Inaczej nie będzie. Życie - wygląda na to - składa się z całkiem przyziemnych czynności.)

 

Tagi: ja
15:35, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 grudnia 2012
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Kurczak ze śliwkami"

 

Rzadko tak skrajnie się różnimy w recenzjach. Po "Misiaczku" pozostaliśmy w kinie. Kawa była obrzydliwa, ale to chyba nie wyjaśnia naszych reakcji po "Kurczaku ze śliwkami".

A. mówi, że się nudziła niezmiernie, że nie mogła się doczekać napisów końcowych, co nieco może unieważniać moje, poniższe, ochy i achy.

Bo mi się podobał bardzo. Lubię Satrapi za jej Teheran: piękne jak z baśni, zupełnie nierealne miasto w dzisiejszej krainie smutnych ajatollahów (a wiecie, że miasta nierealne to moje ulubione miasta). Opowieść o Nasserze Alim, który postanawia umrzeć, jest baśnią. Rządzi nią zresztą narracja komiksu, która pozwala odczytywać sny, sięgać do przeszłości i przyszłości czy prowadzić targi z aniołem Azraelem. Stąd też w filmie różnorodność zdjęć: są i fragmenty animowane, i pastisz amerykańskich sitcomów, i zimowe ujęcia jak z "Opowieści wigilijnej".

Nasser Ali, który postanawia umrzeć, jest melancholikiem. Już to musiało mi się spodobać w fabule. (Melancholię odziedziczy po nim córka, o życiu mająca jak najgorsze zdanie). Satrapi staje po stronie melancholików przeciw lekkoduchom (przykładem akurat synek głównego bohatera).

Nasser Ali, który postanawia umrzeć, żyje w świecie wielkich idei, zupełnie inaczej niż jego twardo stąpająca po ziemi żona, nauczycielka matematyki. To jej małostkowość niszczy sztukę, choć zemsta dokonana na skrzypcach jest uzasadniona: w nich skrywa się uczucie Nassera Alego, który postanawia umrzeć. (To rozpamiętywanie przeszłości to jedno z głównych zajęć melancholików.)

Kto się spodziewa - np. spoglądając na plakat - romantycznej opowiastki zapewne się zawiedzie, melancholicy wyjdą urzeczeni. A. ocenia wątek miłosny: kiczowate bardzo.

Ciekawy aktorsko pojedynek Faringuisse (Maria de Medeiros) z Iran* (znana z "Co wiesz o Elly?" Golshifteh Farahani). A. dodaje, że na głównego bohatera (Mathieu Amalric) i jego wąsy nie mogła patrzeć.

Słowa klucze: opium papierosy "Lazar", zegar z figurką, skrzypce Wolfganga Amadeusza Mozarta (za 7000 riali).

(2,0/4,0)

 

*W tym melancholijnym nastroju, nie uchodzi uwagi, że miłość życia Nassera Alego, który postanawia umrzeć, przynajmniej w polskich napisach nazywa się Iran.

Kozmo.blox.pl Pictures presents "Misiaczek"

 

"Misiaczek" zszedł już z ekranów dość dawno, więc dogonienie go w kinie "Praha" było nie lada wyczynem. Tym większy autora bloga nim zawód. Motyw podobny jak w świetnym, urugwajskim "Gigante": masywnej postury, samotny ochroniarz szuka miłości. Tym razem bohater, Dennis Petersen, jest kulturystą.

Duński dramat oznacza zwykle niezdrowe relacje rodzinne i faktycznie związek trzydziestoośmioletniego Dennisa z matką jest toksyczny (wspólne przebywanie w łazience!) Mimo swej potężnej sylwetki, pozostaje on osobą całkowicie ubezwłasnowolnioną. Fabuła taka, że wstydzisz się za bohatera, zwijasz się w fotelu, żeby nie patrzeć na to jak sobie nie radzi.

Mimo że A. upiera się przy szczęśliwym zakończeniu, mnie raczej przygnębił. Może to brak słońca? Szara była zarówno Dania, jak i Tajlandia, wnętrza: smutne i samotne. Pattaya zupełnie nieatrakcyjna.

Ciekawy moment: Dennis ucieka z obleśnego klubu dla bogatych Europejczyków do "prawdziwej" Tajlandii, gdy zaczyna się oklaskiwany występ transwestyty. Jakby zauważał, że to już koniec europejskiej kultury, że głębiej dna się sięgnąć nie da.

(Przepis na śniadanie kulturysty: weź miskę muesli, dodaj odżywek, następnie dziesięć białek i dwa żółta, wymieszaj. Podgrzewaj w mikrofali.)

Słowa klucze: tatuaż, skuter, niebieska marynarka (za 4000 bahtów), sklep z bielizną, Świntuch!

(3,0/2,5)

Notatki osobiste
(Całą jesień próbowałem opisać uczucia. Może nie powinno się pisać za dużo? H. powiedziałaby, że to ekshibicjonizm. Kiedyś napiszę powieść, kiedy już wszystko będzie przeszłość.)
Podchoinkowe

 

(Opis tego, co czytam, powinienem zacząć od "Chuci" Wanat i Depko. Książkę czyta się wyjątkowo dobrze, tak jak dobrze słuchało się wieczornych audycji autorów. "Chuć" zaliczam do kategorii "ciekawostki", bo jest przede wszystkim panoramą życia seksualnego Polaków na początku XXI wieku. Autorzy nie popadają przy tym w pozę posiadaczy jedynej prawdy, nakazujących kochać - w imię poprawności - wszystkich kochających inaczej. Dodatkowo fragment o myrmecofilii stał się moją ulubioną, towarzyską anegdotką).

 

Tak, na serio, to zacząłem listy Iwaszkiewiczów, dwa pociągające tomy z lat 1922-1931. Miłość od pierwszego wejrzenia, do listów tych. Dobrze odczytała to Gwiazdka, w postaci A., z moich maślanych oczu utkwionych w witrynie księgarni.

O tym, że Hania i Jarosław wzbudzają we mnie czułość też już - po wielokroć - pisałem. Czułość tym większą, po tej jesieni.

Notuję spostrzeżenia:

Sposób pisania: oswajanie poprzez listy, powolne odnajdywanie własnych słów. Widać jak z początku jeszcze są nieśmiali, jeszcze nie wiedzą, co mogą o sobie odsłonić, jeszcze grają. Korespondencja jest rytuałem. Potem czułość coraz większa. Wynotowuję słówka: Kili-Kili..., Mój Syńciu..., Kiciuniu..., Ciupaseczku....

Ciekawa jest obserwacja, znanych z ich własnych listów, Witkiewiczów. Pamiętasz tamtą narrację i nagle Hania opisuje ich z boku: Witkacowie są po prostu zakochani. Miło patrzeć na ludzi tak ze siebie zadowolonych i tak zharmonizowanych (27 VIII 1923).

Dlaczego lubię Jarosława? Gdybyż to można było już porzucić to wszystko i wynieść się na trzy lata do Paryża, a na cztery do Brazylii! Pomyśl, jakie pisałbym wówczas powieści! (19 IX 1924).

 

poniedziałek, 24 grudnia 2012
Dziennik świąteczny

 

Dwudziesty pierwszy: jednak nastąpił. Umowa na internet wygasła zupełnie niespodziewanie. Nerwowe stukanie w klawiaturę: nasz mały PRL zaczynamy od niemożności sprawdzenia prognozy pogody.

Dwudziesty drugi: gdybym nie próbował ustawić Jezuska na choince, prawdopodobnie nie wypadłby ze żłóbka. Teraz szukam kropelki, żeby Jezuskowi przykleić główkę.

Dwudziesty trzeci: ten aktor przypomina Cz. Cz. ma raka płuc. Oglądanie z Babcią telewizji, odcinek kolejny.

Dwudziesty czwarty: co robi kot w czasie Ewangelii dzieciństwa? Grzebie w kuwecie. (Eksperymentuję. Ponoć wpisy o kotach zwiększają oglądalność.)

Dwudziesty piąty: kiedy samochód zjeżdża w dolinę koło miejscowości P., znajdujesz się w samym środku Wyżyny. Jeszcze leży śnieg, stawy zamarznięte, jest światło w domu na wzgórzu i ludzie przy stole. Noc cicha, choć dopiero czwarta.

Dwudziesty szósty: lampka zaczęła migotać akurat koło stacji, gdzie najdroższa benzyna. Powiat Garwoliński. Z auta na wołomińskich numerach wysiada gościu, mały, taki krępy. Wysiada i na stację maszeruje. Ja w kolejce za nim, za benzynę płacę. Gościu bierze pięć piw i paczkę prezerwatyw. Mały, krępy, z nadzieją na udany wieczór.

Dwudziesty siódmy: co powiedzieli biskupi? Deliberują nad tym wybitne blogerskie autorytety na pierwszej stronie internetu. Toczy się prawdziwy pojedynek tytanów intelektu z obu stron barykady. Bez względu na to czy mądre, czy niemądre słowa, odpowiedzi wysmakowane. Ba, blogerzy sięgają do źródła, żeby udowodnić, że nie było żadnego Narodzenia albo przynajmniej ustalić, że zamiast wołu i osła, w żłóbku czuwała kochająca się para gejów.

Tagi: ja
10:34, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3