2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 29 grudnia 2013
Jerzy Pilch, Drugi dziennik, Wyd. Literackie 2013

 

Pilcha przeczytałem w jeden dzień. Nie tylko z powodu wizyt w sklepach, które dają możliwość czytania do woli w ciepłym miejscu, ale z powodu samego Pilcha. 

Jego narracja od dawna jest przedmiotem mojej fascynacji, nieważne czy pisze powieść, felieton, czy udziela wywiadu o piłce nożnej. "Drugi dziennik" jest pozbawionym ckliwości zapisem choroby. Jest sztuką pisać z taką ironią o narastającej własnej niedołężności (przypominają się Iwaszkiewicz i Witkacy z najczulszą troską roztkliwiający się nad własnymi schorzeniami). Już tylko za ten dziennik powinien Pilch przejść do historii polskiej literatury.

W wolnych chwilach Pilch rozprawia się z literaturą. Najchętniej przepisywałbym od niego całe zdania, wycinał najlepsze fragmenty, żeby nie zapomnieć. Jak choćby jego kąśliwe uwagi o Lechoniu, tudzież poradniki o tym jak nie pisać dziennika. Jak nie pisać dziennika, autorze bloga?

Kusi mnie, bo dziennik Pilcha, i ten mój, toczą się równocześnie, żeby zaglądać, co pod tymi samymi datami, odnotowuje on i co zapisuję ja. (Dowód to najgłębszej megalomanii). Zresztą dla takich jak ja Pilch ma podsumowanie: nadmiar hermetyczności plus ścisłe wskazanie grupy odbiorczej równa się nieistnienie (s. 196). Zresztą, co tam Pilch, A. mi to powtarza już od miesięcy, ilekroć siadam do pisania.

Miało być o "Drugim dzienniku" a powraca do mnie... Dziennik jest - po dokładniejszym przyjrzeniu się jego treści - książką religijną. Nie ma się co dziwić: zamiast licznych narzeczonych jeden Pan Jezus człowiekowi został (s. 75). Dodajmy: w ujmującej luterskiej wersji. Fragmenty religijne też warte wypisania, też pozbawione patosu.

Może właśnie o to, w moim zachwycie na Pilchem, chodzi? O brak patosu?

  

sobota, 28 grudnia 2013
Dziennik (28/12/13)

 

Prośba, żeby mnie A. zaprowadziła do bardziej heteryckiego sklepu niż c. nie miała nic wspólnego z nietolerancją. Po prostu dziwnie się czuję czytając książkę o wściekle błękitnej okładce w sklepie, w którym wszyscy, bez względu na płeć, z zachwytem obmacują wieszaki.

W ten sposób razem z Pilchem (to jego dziennik taki niebieski) trafiliśmy na dział obuwniczy do z. Tu przynajmniej inni mężczyźni wyglądali na znudzonych, chociaż nie było miękkich kanap, które kiedyś tak pozytywnie wyróżniały ten sklep w rankingach bibliofilów.

 

Angelika Kuźniak, Marlene, Czarne 2013

 

Marlene to raczej nie. Wpatrując się w fotografie Audrey, powtarzam to z coraz większym przekonaniem. Jednocześnie książka o Marlene od razu mnie zauroczyła. (W dzieciństwie moją ulubioną lekturą był "Słownik mitów i tradycji kultury" Kopalińskiego, Marlena Dietrich do tych mitów od dawna przynależy).

Te oszczędne zdania, relacje, fragmenty nie stanowią biografii, raczej taki krótki słownik mitów o Marlenie. Podoba mi się bardzo to, że jest to zapis. Czysty tekst pozbawiony emocjonalnych wynurzeń autorki.

(A przecież "Sag mir, wo die Blumen sind" to jedna z nielicznych piosenek, która wzrusza od razu i mnie, i A. Podobnie jak - przynajmniej w moim przypadku - poznana dzięki książce "Mutter, hast du mir vergeben?", zresztą autorstwa Czesława Niemena.)

Przypominają mi się znowu targi staroci. Cudze historie, opowieści, przedmioty, wystawione na sprzedaż portrety wnucząt i slajdy z wakacji. Marlena Dietrich ma dużo szczęścia, że jej życie zostało skatalogowane i zdeponowane w archiwach oraz magazynach kraju związkowego Berlin. Ta pedanteria w przechowywaniu rzeczywistości zapewne bardzo by jej się spodobała.

 

Dziennik (26/12/13)

 

W mym żywocie mam Boga.

Królik, którego potrącił samochód jadący przed nimi, przez chwilę wirował wokół własnej osi na jezdni. Przyhamował lekko, czując jak w bagażniku przesuwają się ciasta i wędliny. Jechali syci, wieczór był wczesny, popołudnie jeszcze.

Szosa była czarna, ciemna. Szosa była sposobem rozstawania się. Bardziej dzieliła niż łączyła oba miasta. Często myślał, że gdyby była lepsza, nowsza, szersza, jego życie mogłoby toczyć się zupełnie inaczej. Dojechać w półtorej godziny, to można w Lu. zjeść kolację, a w Wa. położyć się we własnym łóżku.

Królik był ofiarą tej szosy. Kierowca przed nimi (po rejestracji sądząc z Pragi Południe) nawet go nie zauważył. Zresztą miał inny problem, usiłując utrzymać się w obszarze pomiędzy dwoma liniami równoległymi. Widać pobyt w Lu. wyprowadził go z równowagi.

 

czwartek, 26 grudnia 2013
Dziennik (25/12/13)

(alla Lu.)

Życie jest piękne.
Nie zbombardowano mnie kiedy siedziałem u fryzjera i wagon moich włosów nie trafił na poduszki niemieckich gospodyń.
Od dzieciństwa czyniłem wyznania miłosne zawsze właściwym osobom. Prawie zawsze niemo.
Dotykałem policzków, paliczków i ciepłych wełnianych swetrów produkcji chińskiej, z pierwszego tłoczenia.
W wysokich trawach Beskidu Niskiego odmawiałem godzinki w towarzystwie chrząszczy i pasikoników.

Aż zagalopowałem się w szczęściu.

 

poniedziałek, 23 grudnia 2013
Dziennik (22/12/13)

 

Stali przy kasie, ściskając książki, których wybranie zajęło im poprzednie pół godziny albo i więcej. Nigdy nie sądził, że wizyta w księgarni może być tak męcząca. I jeszcze trzeba kupić nowe lampki choinkowe, bo poprzednie zgasły nagle na jodle. Wokół nich jakaś płyta jęczała (i to jęczała przez poprzednie pół godziny albo i więcej), że przybieżeli do Betlejem, ale dobrze wiedzieli, że dawno od Betlejem nie byli tak daleko.

 

Tagi: ja
08:25, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5