2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
czwartek, 31 grudnia 2015
Dziennik. Stary

 

Nie pisz o Polsce, mówi A., popadasz w patos, ojczyzny nie uratujesz. Może ma rację? Skreślam cały wpis. 

Kiedy idę Przybyszewskiego do Hindusa po obiad, natykam się na zmizerniały Stary Rok. Sunie w szarej kurtce i czapce nasuniętej na czoło, zakupy niesie z Leclerca, mija cztery Madonny w oknie, co wyglądają jak matrioszki, spogląda na słoneczną ulicę, drzewa, samochody i szemrze: ale burdel polski, łypie na mnie: tajniak na tajniaku. Przyspiesza. 

Ale przecież kalendarz to jest rzecz umowna a czwartek nie będzie się nazbyt różnił od środy. Zmiana to jest, że tak powiem, rzecz całkiem prywatna, więc niewykluczone, że rok można liczyć zupełnie inaczej. Na przykład od sierpnia, jak ja.

(31.12.2015)

 

Dziennik. Orzechy

 

Trzeba wziąć miasto za gardło i wstrząsnąć nim trochę
(Herbert, Tren Fortynbrasa)

Gawronom ktoś rozsypał orzechy włoskie. Zbiera się czarny sejm, gdy idę na przystanek.

Świeci gwiazda-dom, widać z dala, zza zakrętu. Latarnia morska-dom.

Zbiera się sejm. Rozdziobią wszystko do rana (30.12.2015).

 

środa, 30 grudnia 2015
Marcin Kącki, Białystok, Czarne 2015

 

Zwlekałem z tą książką. Starałem się nawet wytłumaczyć dlaczego (tutaj), że przypisuje się miastom etykietki. Jakby o, dajmy na to, Wrocławiu nie dało się napisać podobnej książki. Może rzeczywiście Wschód (co dawniej był Środkiem) jest ambiwalentny, bardziej pierwotny, jak to się mówi - magiczny, a równocześnie bardziej brutalny?

I. Dybuk

Babcia pochodziła z Łap. I bardzo żal, że się nie da zapytać jej o to, o czym pisze Kącki. O drugą wojnę w Łapach, o groby w nasypie kolejowym (pewnej zimy Ju. pojechała do Łap, ale pomyliła strony wagonu i wypadła prosto w śnieg, na nasyp, tak sobie to przypomniałem, że to TEN sam nasyp i ten sam ruch wyskakiwania z wagonu). Kiedyś z Babcią oglądaliśmy album ze zdjęciami i przy pewnym zdjęciu zdenerwowała się bardzo: jego tu nie powinno być, on, gdy weszli Niemcy obcinał Żydom brody. Tyle mi zostało z wojny w Łapach.

Z wojny w Milanowie, zmieniam geografię, ale chodzi o Dybuka, a nie o samą książkę, pozostało mi wspomnienie jak ich prowadzili, pędzili przez wieś i wierszyk recytowany nad zasmażaną ziemniaczanką, którego pochodzenie odkryłem wiele lat po zjedzeniu ostatniej łyżki: Mamełe, tatełe, zupa ma oczy, łyżką ją, łyżką, to ona wyskoczy.

Trudno nie zgodzić się z Kąckim, że przyzwyczailiśmy się na tym Wschodzie do życia z widmem sąsiadów, którzy zniknęli i tłumionymi wyrzutami sumienia, że im w tym pomogliśmy. Może w nich należy szukać źródeł religijnej neurozy trawiącej tamtejszych mieszkańców.

II. Pomniki

Białystok może być tutaj przykładem, a nie wyjątkiem. Żeby nie szukać daleko: rondo w środku nieistniejącej dzielnicy żydowskiej w Lu. nosi imię Romana Dmowskiego. Akurat w Lu. jest tego więcej, bo pewien niewydarzony rzeźbiarz Marcewicz produkuje masowo szkaradne pomniki ku czci i pamięci walecznych Polaków. Na przykład w miejscu ulicy Szerokiej, serca żydowskiego Lu., umieszczono pomnik ku czci żołnierzy wyklętych. Pomnik pojawił się tam na długo przedtem, zanim Polskę opanowała na nich moda. O niej też pisze Kącki.

Żołnierze wyklęci stali się wzorcem osobowym promowanym przez instytucje państwa, a także przez środowiska, które do państwa, przynajmniej do jego poprzedniej wersji, miały stosunek wrogi (jak rzekoma współczesna wersja żołnierzy wyklętych bluzgająca na stadionach). Żołnierz wyklęty jawi się jako prawy wojownik, nieustający w boju, sprawiedliwy i heroiczny (piękny obrazek na ścianę!) i zupełnie nie przypomina zdemoralizowanego przez wojnę młodzieńca, który szafując politycznymi hasłami, ochoczo zabiera się za konfiskaty mienia, gwałty i drobne ludobójstwa. Bohaterowie Wielkiej Trwogi zawsze są dwuznaczni. Tymczasem od kilku lat usiłuje się narzucić narrację (zresztą czyni się to skutecznie), że Polacy są jak zwykle wyjątkiem: kryształowo czystymi rycerzami z Bogiem, honorem i ojczyzną (jak fragment pomnika, o którym mowa w książce).

III. White

"Bo jakiś Hindus dopiero co przyjechał, a już ma mieszkanie", bo "ponoć dostał zasiłek", "pracę dostał". Argumenty zawsze są podobne.

Czytam o Białymstoku, ale fala podobnie brzmiącej nienawiści, którą nazywa się też zdrowym rozsądkiem, dbałością o interes narodowy, czy lękiem, rozlewa się po całej Polsce: po domach, świątecznych obiadach, sieci. Żydzi, Romowie, uchodźcy, alkoholicy, osoby nie w pełni sprawne umysłowo - chodząc po portalach łatwo zwątpić w człowieka.

Dziwnym trafem to łączy się ze sobą: cześć dla żołnierzy wyklętych, nadużywanie Boga do własnych celów i nienawiść wobec wszystkich innych (tutaj). Ale nie piszcie, że wyłącznie Białystok!

Sam miewam napady polskości, jak to zdziwienie, któregoś razu, prowadzę samochód, patrzę na ryckie chodniki, obok kina "Renesans" i nagle do A. wołam: Patrz, Murzyn w Rykach! Do dziś się ze mnie A. za to podśmiewa, a mi wstyd.

IV. Power

Podjeżdżają bmw, audi z małolatami, którym ojcowie dali kluczyki. Na tylnych siedzeniach gimnazjalistki o karminowych ustach i niebieskich powiekach jak własne matki, obok siostry, kuzynki, koleżanki, flaszka wódki między ich kolanami (s. 204).

Kąckiego czyta się świetnie, a najlepiej kiedy reportaż z tonu poważnego (jak w pierwszych trzech częściach) przechodzi w obyczajowy. Disco polo i cuda. Pomieszanie porządku politycznego i religijnego (w Lu. przez pewien czas prezydentem był Pruszon: on też budował świętość na co dzień, wygłaszał homilie zamiast przemówień, a potem był wstyd, bo na zdjęciach z delegacji pobożnych radnych w Izraelu, widać było tańce na stołach w Wielkim Poście). Dramat Polski lokalnej teraz przeniesiony na poziom krajowy.

Tak, w "Białymstoku" (czy tu powinien być cudzysłów?) odbijamy się jak w lustrze.

 

Dziennik. Niepokój

 

Biała Rosjanka wybiera kanapkę z szynką, którą przed chwilą wskazał W. Obsługa kawiarni ulega rosyjskiej uzurpacji, więc zostaje indyk, którego P. (dobrze, że jednak pracuje) wyciąga spod lady.

Zazdroszczę białej Rosjance podróży do miejsc nawet nieodległych. Tęsknię za przyjaciółmi i za śródziemnomorskim światłem. Pozostaje mi tutaj - zapisywanie drobnych zdarzeń, chwytanie powietrza.

Czytam, że czytelnicy literatury pięknej są mniej neurotyczni od czytelników reportaży, a ja ostatnio wybieram reportaże. Stąd potem niepokój (29.12.2015).

 

Tagi: ja
09:49, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 grudnia 2015
Dziennik. Rzeź

 

(Giotto, Rzeź niewiniątek, 1305, Kaplica Scrovegnich, Padwa, źródło: wikiart.org)

 

Ogród Krasińskich jest ciemny, na Nowym Mieście światła nie odbijają się w śniegu. We włoskiej restauracji cannoli są tylko nikłym wspomnieniem Wyspy, która być może jest szczęśliwa. 

Pod koniec roku. Zawsze jest ten czas, kiedy dochodzisz do wniosku, że trzysta sześćdziesiąt starczy, że nie da się więcej, lepiej zacząć na nowo, bo ile można trwać, ile ciągnąć. Znowu się martwisz tysiącem rzeczy, nawet Polską, może bardziej nią niż ci się zdaje. Nic więcej z tego roku nie da się uratować.

Ktoś to musiał dostrzec już wcześniej, bo w kalendarzu umieścił akurat Rzeź niewiniątek (28.12.2015).

 

Tagi: ja
13:04, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Paul Bloom, To tylko dzieci. Narodziny dobra i zła, Smak słowa 2015

 

Niemowlęta są w przeważającej mierze zdane na łaskę i niełaskę otoczenia. Kora przedczołowa, odpowiedzialna za hamowanie i kontrolę, to jedna z najpóźniej rozwijających się części mózgu. Gopnik porównuje świadomość niemowlęcia do świadomości dorosłego porzuconego w obcym mieście - całkowicie przytłoczonego, nieustannie spoglądającego na nieznane obiekty, próbującego to wszystko sensownie poukładać. Położenie niemowlęcia jest jeszcze trudniejsze, gdyż nawet najbardziej zestresowany dorosły może zdecydować, że będzie myśleć o czymś innym (...) Natomiast niemowlę po prostu jest, uwięzione w tu i teraz (s. 28). 

Prawdę powiedziawszy to spodziewałem się po tej książce więcej. Rzeczywiście początek dotyczył moralności u niemowląt (ten fragment powyżej sprawił, że na dziecko zacząłem spoglądać nieco inaczej), ale bardzo szybko autor zajął się dorosłymi, trochę skacząc po tematach, jakby chciał przedstawić całą psychologię moralności i odrobinę filozofii też (co mu się ostatecznie nie udało).

Dobrze wiecie, czemu czytałem Paula Blooma: żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, o to czy ludzie są bestialskimi zwierzętamiAutor twierdzi, że rodzimy się z pewnym, powstałym w drodze ewolucji, potencjałem moralnym: dzieci chcą pomóc, choć z drugiej strony równie silna jest tendencja do egoizmu. Stąd kluczowe znaczenie dla rozwoju naszej moralności ma rozum.

To on pozwala nam na działanie bezstronne, nieuwarunkowane czynnikami zewnętrznymi, takimi jak np. zapach pieczonego chleba (który wpływa na stępienie naszej surowości; być może - to moja teza - podobnie jak poranna wizyta w kawiarni) i na nieuleganie zbiorowym emocjom (BHO!) Właśnie wtedy, gdy przestajemy go używać, budzimy w sobie zwierzę. (Odpowiedź Blooma, chociaż brzmi logicznie, dla mnie pozostaje niesatysfakcjonująca).

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9