2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
czwartek, 29 grudnia 2016
Dziennik. Środa, koniec grudnia

 

Nizina

Smutno mi - mówię do A. - Ale nie martw się - dodaję na wypadek, gdyby A. rzeczywiście się tym zmartwiła. - Odkąd pamiętam wpadałem w depresję między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, podobną do tej z końca sierpnia (ta akurat mi przeszła, odkąd wrzesień nie jest początkiem niczego). Wprawdzie w kierunku lata już dwie minuty, ale jakoś nie przekonuje mnie M., gdy o tym pisze.

Chleb

Właściwie jedyne, co warto zapamiętać z tego dnia to chleb. Chleba naszego kukurydzianego daj nam dzisiaj.

Autor bloga chce odzyskać wiarę w bloga

Wierzę, że zapis to jedynie zapis. Wierzę, że nie składa się on z wody, ale z rzędów zer i jedynek. Wierzę, że nie jest on publicznym striptizem na ekranie kina Rozkosz, lecz rzeczą wyobrażoną, nawet jeśli w środku występuje prawda. Wierzę, że jest rodzajem literatury, a nie pojękiwaniem.

(28.12.2016)

 

Tagi: blog ja
13:00, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Izabela Cichońska, Karolina Popera, Kuba Snopek, Architektura VII dnia, Bęc Zmiana 2016

 

Autor bloga docenia kolekcjonowanie, toteż od miesięcy z sympatią obserwował pomysł kolekcjonowania powojennych kościołów w Polsce (tutaj). Właściwie to oczekiwał teraz albumu przedstawiającego najlepsze okazy z kolekcji, tymczasem trzymał w ręku modny dzisiaj kolaż. W tej liczącej ponad czterysta stron książce są różne rzeczy: teoretyczne rozważania, wywiady z architektami, fotoreportaże, komiksy (dlaczego?) oraz estetyczne wykresy (niestety tylko estetyczne; autor, który wpadł na pomysł użycia do wykresów i ich podpisów jasnego odcienia koloru pomarańczowego przed drugim wydaniem powinien skonsultować się z optykiem bądź okulistą).

Książka stawia odważne tezy (choć nie wspomina np. o tezach innych autorów - gdzieś czytałem - że zezwolenia na budowy kościołów w latach stanu wojennego były ceną jaką państwo płaciło Kościołowi za niezaangażowanie). Przyznam, że wydają mi się one nawet ciut idące za daleko. Bo o ile dzieciństwo w latach osiemdziesiątych naznaczone było budowaniem kościołów w okolicy, o tyle wpływ tej budowy na więzi łączące późniejszą wspólnotę - zwłaszcza w epoce churchingu - chyba jest przez autorów przeceniany. Było to zbiorowe doświadczenie (wspólna praca, dyżury dla poszczególnych bloków, wyczytywanie ofiar z danego tygodnia, ba nawet import górali do prac budowlanych), ale nie pozostawił, uważam, tak wielkich śladów jak sądzą autorzy. Przynajmniej nie widzę ich w tych kościołach, których budowę mogłem obserwować.

Podstawowym problemem, o którym nie mówi "Architektura VII dnia" jest to, że w większości owe kościoły są koszmarnie brzydkie. W Lu. na palcach jednej ręki mogę policzyć budowle, które wyróżniają się pozytywnie. Jeśli już z zewnątrz robią wrażenie pozytywne, straszliwe okazują się ich wnętrza. Być może właśnie te kościoły (nazywane kurami, sromotnikami albo skoczniami narciarskimi) zepsuły gust Polaków, odgrywając rolę przeciwną do tej, jaką architektura sakralna pełniła przez wieki.

(Myślałem, że dorzucę tu parę wspomnień, ale nie mam jakoś ochoty na wspominanie).  

 

środa, 28 grudnia 2016
Dziennik. Dwie kobiety i pewien mężczyzna

 

Barbara

Zimno i wilgotno połączyło się w końcu w coś konkretnego, czemu nadano nazwę orkan Barbara. Objawiało się to dującym wiatrem, sennością za kierownicą oraz ogólną szarością przechodzącą w grafit. Ilekroć jechaliśmy do Lu., doznawałem wyżynnych olśnień, ilekroć wracaliśmy, napotykała nas jakaś katastrofa: monstrualny korek, karmienie Dziecka w McDonaldzie na Zakręcie, wirujący na jezdni kot albo - jak dzisiaj - orkan.

Serena

Dziecko usypiała Serena. Dziecko wpatruje się w Serenę jak w obrazek. Po etapie rozmawiania poprzez "W żłobie leży", śpiewania na osiedlu "Ody do radości", wychwalania radzieckiej kosmonautki, kolędowania wierszyka o katarze, który spotkał Katarzynę, postanowiliśmy pójść na łatwiznę. Piccolo coro dell'Antoniano z komórki: w ten oto sposób w naszym domu, a teraz i w aucie zagościła Serena. Przyznajmy się: chyłkiem przemycamy Dziecku tęsknotę za Południem. (Serenę można napotkać tutaj).

Pewien mężczyzna

Słowem dnia był "pucz". Zanim dotarliśmy do domu, twierdzenie o puczu w miejscowości Ś. zdobyło już zapewne status dogmatu (nie łudźmy się: miejscowości Ś. jest w tym kraju na pęczki). Cała historia wydawała się tak absurdalna, że przypomniała mi o książce męża Jo-Jo, byłej żony Adriana Mole'a (jednego z bohaterów mojego dzieciństwa), której tytuł brzmiał "Zamach stanu - postkolonialne alternatywne rozwiązanie zamiast demokracji". Gdyby owe rojenia były jedynie żałosne, tak że moglibyśmy się wspólnie pośmiać, ale przecież z dogmatów naśmiewać się nie wolno.

(27.12.2016)

 

Vaclav Havel, Obywatel kultury, Agora 2016

 

Czytanie Havla to jest czyściec dla autora bloga, który w czyściec nie wierzy. Oportunizm odbija się w lustrze Havlovego idealizmu i powoduje nieprzyjemne wyrzuty sumienia, spełzające od gardła do żołądka i umiejscawiające się w zwojach mózgowych. Pisze Havel:

Wciąż żyją wśród nas ludzie zdolni do podjęcia egzystencjalnej odpowiedzialności za własną prawdę, ludzie gotowi płacić tak wysoką cenę za własny ideał życia (s. 305).

Gorzkie słowa dla oportunisty (choć lekcja życia Havla uczy, że to nie idealiści wygrywają, ale właśnie ci oportuniści, niezdolni do podjęcia odpowiedzialności za własną prawdę, ludzie-ryby płynące z prądem).

Havel uświadamia jeszcze coś. Zachorowałem na astmę (co wrażliwszych Czytelników i Czytelniczki uprzedzę, że to metafora, nie należy mylić autora bloga z jego narratorem). Astma to jest ten stan, w którym kłamstwo miesza się z prawdą. Tu nie ma wielkich uniesień, represji i czołgów na ulicach, jest codzienność, do której można przywyknąć tak bardzo, że się nie zauważa utraty oddechu. Astma: koniec polskiego roku dwa tysiące szesnastego.

Wypisuję za to coś, co bardzo lubię. Wyimek z interpelacji posła Pruzinca o reżyserach filmowych: Pytamy się - tych pracowników resortu kultury - jak długo jeszcze wszystkim uczciwie pracującym będą zatruwać życie, ja długo jeszcze będą deptać zdobycze socjalizmu, jak długo będą grać na nerwach robotników i chłopów (...) płacimy bajońskie sumy wrogom wewnętrznym, pozwalamy im deptać i niszczyć owoce naszej pracy.

Astma: i ja odpisuję na podobne interpelacje. Poseł M. nie różni się bowiem niczym od posła Pruzinca. I to spostrzeżenie jest w całym zbiorze dla mnie chyba najsmutniejsze.

 

wtorek, 27 grudnia 2016
Dziennik. 13 świątecznych opowiastek

 

Wstęp albo o uzależnieniu

Pozbawić autora bloga sieci przecież to nieludzkie, ale się zdarzyło. Przyszedł esemes, że pakiet się skończył, chociaż wydawał się nieskończony (więc jednak ma granice nieskończony c.b.d.u.), i to akurat w momencie, kiedy pisze się życzenia albo przeczytało się książkę i chce się o tym napisać. I co teraz? - pyta A. Nie wie jeszcze, że w sobotę będę pędził do McDonalda na siedemnastce i pobiegnę do toalety, w której śpiewają kolędy, i sprawdzę facebooka.

Wyznanie

Coś jeszcze? - zapytał zza kratek ksiądz, który nie lubi dzieci i prowadzi tutejszą mszę dziecięcą (tutaj). Miałem właściwie powiedzieć, że najszczęśliwszym momentem Adwentu (a jak się okazało później, również Bożego Narodzenia) była ta poranna msza w środę z dala od kościoła parafialnego (Sofoniasz!), ale pomyślałem, że chodzi o to, żeby zapukał. Zapukał: za mną stało jeszcze z dziesięć osób.

Kolęda (po raz pierwszy)

Echo niesie się po osiedlu. Że jest zimno i mokro, nie będę dodawał, bo jest od paru dni, ale to echo, echo jest najbardziej bożonarodzeniowym dźwiękiem, jeszcze z dzieciństwa. Trzepanie dywanów w grudniowe wieczory brzmi prawie jak kolęda.

Prezenty

Wepchnął się przede mną na poczcie. Nie miałem więc zbyt wiele współczucia. Paczka. - Od kogo? - spytała żona. - Chyba od Ani - odparł. - Ania tak cię lubi, że wysyła ci prezenty? - dociskała żona. Podchodziłem do okienka, ale nie mogłem się oprzeć podglądaniu. Mąż w kącie rozdzierał papier, metr za nim zabijała go własna żona.

Przemyślenia z zachodniej obwodnicy

Odkąd mnie tu nie ma, na krajobraz Wyżyny reaguję emocjonalnie. Ona sama na przekór płaskonurom (tutaj), płaszczakom i płazińcom. A ta zachodnia obwodnica to wprost po moich śladach na śniegu (tutaj).

Kolęda (po raz drugi)

Pod blokiem w Ś. zatrzymała się taksówka. Wysiadły z niej dwie starsze panie: matka i córka, i chyżo podreptały do klatki. Drzwi na parterze otworzył jakiś mężczyzna. Czy można śpiewać? - zapytała córka. - Tak - odparł. Przybieżeli do Betlejem pasterze.

Moment, noc

Tej nocy spadł śnieg. Kusił, żeby wsiąść do samochodu i pojechać z powrotem do Lu., i przejść się po Starym Mieście do dominikanów na pasterkę. Może się jeszcze przejdziemy? - pomyślał, ale następnego ranka było znów zimno i wilgotno, czyli jak zawsze.

Kolęda (po raz trzeci)

Otworzyłem drzwi. Za oknem stał Śmierć z bratem. Śmierć wyglądał jakby właśnie wracał z helołyn, tyle że w rękach trzymał kosę z folii aluminiowej. Dziecko spojrzało z ciekawością. Śmierć zaczął kolędę, brat pociągnął. Dziecko ziewnęło.

Życzenia

Z tymi zdrowymi świętami to coś nie tak - westchnęła A., spojrzawszy na mrugający na czerwono termometr. - A na pierwszym miejscu życzyłam - dodała.

Zimowy wieczór w miasteczku niedużym

Telewizja i Kościół mówią tu to samo. W Ś. nie masz szansy dowiedzieć się prawdy, jeśli a. nadejdzie (tutaj), w tej miejscowości pierwsze wystrzelą korki od szampana. Komfort zapewnia Maryja, Gość i Wiadomości: wierzymy tu w to, co do wierzenia podają, bijemy brawo władzy i całujemy w pierścień. Czy masz jeszcze jakieś wątpliwości, że drogę wybraliśmy słuszną, prowadzi nas ku potędze sam Nowonarodzony od razu w koronie z orłem (doprawdy nie uchodźca)? Przecież jest dobrze, po co się emocjonować?

(Tym, którzy myślą, że władza upadnie, doradzam wizytę w Ś., mieście z Pasa Biblijnego, w którym sam Bóg głosował na J.K.)

Sennik albo o zagubieniu Dziecka

Pojechaliśmy do Neapolu, hotel na nabrzeżu, wiecie, tym najpiękniejszym, niby na prywatnej plaży żółwie, ale wnętrze co najwyżej standard novotelu. A. o razu zaangażowała się w jakieś prace nad regulaminem hotelu, a ja koniecznie chciałem się napić kawy i to z automatu. Dopiero potem zorientowaliśmy się, że w którejś z jadalni zostawiliśmy Dziecko. Chodzimy teraz i zaglądamy do wózków. Nie ma, nie ma. Dobrze, że bolą ząbki, Dziecko płacze i z Neapolu raz dwa do łóżka w Ś. (Noce z temperaturą są krótkie i niewygodne).

Przesilenie

Każdego roku czegoś nowego uczę się o świętach. W tym roku o świetle: przypominam sobie świąteczne lampy i wymianę eskimoskich żon u Maussa. Jak długo można zimno i wilgotno? Ile czasu na witaminie D? Za oknem ciemnieje. Na zegarze 13.30.

Drugi dzień świąt u Jana Sebastiana

Widzimy Bacha wyrastającego ze społeczeństwa wciąż niepozbieranego po Wojnie Trzydziestoletniej i wybuchach zarazy. Przewidywana długość życia wynosiła około trzydziestu lat. W turyńskim mieście Eisenach, gdzie urodził się Bach, nadal praktykowano na wpół pogańską czarną magię (...).

(Z zakupionej prenumeraty "New Yorkera" przeczytałem do świąt dwa artykuły, oba o śmierci. Ten trzeci, o religijności Bacha (tutaj), okazał się najlepszym wytchnieniem od Bożego Narodzenia).

(22.12-26.12.2016)

 

środa, 21 grudnia 2016
Dziennik. Odyseja

 

(Samuel Butler, The Authorres of the Odyssey, 1897, źródło: libreriainternazionaleilmare.blogspot.com)

 

Często wracam do tego rozróżnienia, które proponuje Tischner. Abraham, którego uwodzi nadzieja i Odys, który kieruje się tęsknotą. Bardzo długo, lata, sądziłem, że jestem Abrahamem, ale teraz coraz częściej czuję się Odysem.

Odys jest tylko figurą, którą bawią się bogowie a fatum obraca w palcach.

Dzięki M. i J. pilnie studiuję mapy Śródziemnomorza, na których ktoś wykreślał żeglugę do Itaki. Różnią się rodzajem tęsknoty. Samuel Butler uważał, że osią tej historii jest Wyspa i fale dookoła niej unoszą naszego bohatera, ale to tylko jedna z możliwości. Przyznam: piękna.

A może koniec końców trafia do McDonalda? (21.12.2016)



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6