2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
poniedziałek, 31 marca 2008
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Mataharis"

(Przyznam: nie chciało mi się. Myślałem o pościeli, ale zaintrygował mnie tłum na sali. Siedzieliśmy w pierwszym rzędzie i zadzieraliśmy głowy. Warto było.)

Historia właściwie byłaby banalna, ale miała to coś, co sprawiało, że trudno wyjść z kina bezrefleksyjnie. Jakże to różne od pustej Stefci Ćwiek. Trzy kobiety i trzy odmienne wariacje na temat relacji kobieta-mężczyzna, trzy dramatyczne wybory "albo albo".

(Może dlatego, że jakiś senny jestem dzisiaj, recenzja się nie klei. Odchodzę. Nie na zawsze. Od komputera.) 

niedziela, 30 marca 2008
Sobota. Stefcia.

Reżyseria bez zarzutu. Scenografia przykuwająca wzrok. Niezła gra aktorów.

Ogólnie: nie podobało mi się.
(Sam nie wiem dlaczego, ale marzyłem, żeby już wyjść.)

Sobota. Światło obrazu.

Chłopiec niesie chleby (wczesne lata pięćdziesiąte). Weselnicy szykują się pod kościołem (początek dwudziestego wieku). Para z nadzieją patrzy w przyszłość (Paryż, koniec lat czterdziestych).

Nie ma tych ludzi. Nie ma fotografek, aparatów zapewne też nie. Pozostały tylko zdjęcia.
Jedyny, prócz całunu z Turynu, dowód nieśmiertelności.

Sobota. Obcy dwa.

na miodowej do sto dwadzieścia dwa wsiadła kobieta
z malutkim radioodbiorniczkiem w kolorze blue
wyciągnęła maluśką antenkę i skierowała ją ku niebu.
z przystawionego do ucha radioodbiorniczka popłynął wyważony głos:
"numer kierunkowy: zero pięćdziesiąt sześć".

zaiste: zostaną po nas tylko fale radiowe.

Sobota. Obcy.

Spotkaliśmy się prawie przypadkiem.
Oni od dwóch lat tu gdzie my:

Ponarzekali na duże miasto (hałas, zwłaszcza hałas).
Nie wiedzieli gdzie jest pijalnia czekolady Wedla.
Nie wiedzieli, że mieszkają na Muranowie
(mówili: "na granicy Centrum, Żoliborza i Woli, niedaleko arkadii").

Jak można nie lubić, czegoś czego się nie zna?

piątek, 28 marca 2008
Hu Jintao, Piotr Nurowski i Leni Riefenstahl "Idea olimpijska dzisiaj", Olimbia 2008

tu był tybet

ale jest made in china

(decyzja o olimpiadzie w pekinie wywołała cichutką krytykę. bądź co bądź krew na placu w centrum miasta zdążyła już wyschnąć, a kto inny - jak nie producent butów, laptopów, mówiących lalek, podkoszulek z che guevarą i świętym franciszkiem, telefonów, długopisów, jednym słowem: wszystkiego - jest godzien organizować największy festyn naszych czasów. podobnie z dalajlamą i jego górskim krajem, którego los nie obchodzi nawet papieża. realpolitik is real. wszyscy kupujemy przecież te pieprzone buty, laptopy, mówiące lalki itd. papież pewno też, tudzież prezydenci, premierzy, gwiazdy estrady, wreszcie: sportowcy. co więcej, precedens: olimpiada w berlinie - o czym świadczy leni riefenstahl - całkiem była udana. dziarsko sportowcy salutowali na sposób rzymski, choć nie musieli nawet kupować butów, laptopów, mówiacych lalek, itd. z napisem made in germany albo made in third reich. będzie więc to kolejna ironiczna olimpiada, gdzie szumne zapowiedzi o pokoju i jedności, władza ludowa wcieli w życie w laogai (takie KL oczywiście made in china) i w lhasie. dlatego też nie dziwię się niejakiemu p. nurowskiemu, który wszelkie niesportowe gesty sportowców uznaje za obelżywe dla idei olimpijskiej, a jakże miłą sercu ludowej władzy postawę pełnej akceptacji, akceptuje wiedziony poczuciem, że dzięki temu idea spotka nowych sponsorów. bo w końcu nie chodzi o jakichś śmiesznych mnichów w czerwonych szmatach, ba nie chodzi nawet o szybciej, wyżej, dalej, chodzi wyłącznie o wdzięczność dla czołowego producenta butów, laptopów, mówiących lalek itd.)

(źródła zdjęć: www.film.gildia.pl/filmy/olympia_1www.tibet.net, www.ratujtybet.org)

 
1 , 2 , 3 , 4