2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
wtorek, 31 marca 2015
Dziennik z podróży na Sardynię (6)

 

 

Lunissanti

Tak o śmierci opowiada się dzisiaj. Potrzebny jest aparat fotograficzny (autor bloga nie jest bez winy), tablet, kamera albo wszystko razem. Całe misterium zostaje odarte z intymności: staje się ludową tradycją, atrakcją dla gawiedzi. Tak sobie myślę pierwsze pół godziny.

A potem jest śpiew. Lamentacja z czterech głosów i ten śpiew nie da się podrobić. Śpiew o śmierci, który przeszywa. Praśpiew. Cała tajemnica tkwi w nim, cała religia. 

(30.03.2015, Castelsardo)

 

Dziennik z podróży na Sardynię (5)

 

(Nuraghe Palmavera)

 

Elegancja

- Mówicie państwo po polsku, czy też może po rosyjsku - zapytuje wykwintną angielszczyzną elegancki i dziewiętnastowieczny właściciel kawiarni "del Corso" (wygląda mi na Bolesława Prusa). Delektujemy się, stolik obok, kawą po procesji.

Czuć, że wytworne to południe (w tym z całą pewnością może nieco przypominać Barcelonę).

(29.03.2015, Alghero)

Zwierzęta domowe

Dokonawszy uprzednio podziału miast śródziemnomorskich na kocie i psie, autor bloga spokojnie może je klasyfikować. Sardynia jest psia mać. Możliwa jest dalsza klasyfikacja według łap albo sierści. Przegląd ras i nieras odbywa się bez ustanku.

Tylko czasem między kamieniami przemknie się jakiś nieśmiały, brzydki kot. To za nim skręcamy.

(29.03.2015, Alghero)

Hipoteza o pochodzeniu nuragów (po raz trzeci)

Znaleziony w chacie spotkań model nuraga może dowodzić kultu wieży wśród mieszkańców wioski (z opisu na tablicy w Palmavera).

Sprawa się komplikuje. Jesteśmy tak wcześnie. Pani w okienku dopiero otwiera. Jeszcze jedna tylko turystka wśród tych kamieni, z plecakiem i wodą mineralną. Czcili własne budowle. Spotykali się pod wieżą, ale nie patrzyli na nią. Była zbyt święta. Oglądali mały model. Cieszyli się jak dzieci. Tak się domyślamy. 

Może jednak ta hipoteza o hobbystach tutaj pasuje? Pomyślałem o zebraniu filatelistów.

(30.03.2015, Nuraghe Palmavera)

O śmierci bez przesady

Wtedy (trzy tysiące lat przed naszą erą) już wymyślili śmierć. Śmierć zamieszkiwała małe norki z małymi okienkami, takie jak dla królików albo lisów. Może nawet śmierć wtedy przypominała królika albo lisa? Wiele wieków później myślano, że to wróżki, a nie śmierć.

To było jednak już w czasach, kiedy śmierć mieszkała gdzie indziej. Mieszkańcy Castelsardo zbierali kości i układali je w kościele czyśćcowym. Mieszkańcy Sassari składali w katedrze szkielet świętej Benedykty na wzór pięknej biżuterii.

(30.03.2015, Anghelu Ruju)

Boczne uliczki 

Jeśli w Lu. skręcisz z Grodzkiej w lewo, nagle zobaczysz popękane kamienice, obsikane zaułki i śmietniki. Dokładnie tak samo jest w Sassari, tylko znacznie więcej (co wyjaśnia moją sympatię do tego miasta). Jeśli skręcisz w dół z placu katedralnego, nagle zobaczysz popękane kamienice, obsikane zaułki i śmietniki. 

Różnica tkwi, jak sądzę, w obecności jakarand.

(30.03.2015, Sassari)

 

poniedziałek, 30 marca 2015
Dziennik z podróży na Sardynię (4)

 

(Widok na Półwysep Sinis z wieży św. Jana)

  

Hipoteza o pochodzeniu nuragów (po raz drugi) 

W późnej epoce brązu i na początku epoki żelaza nuragi utraciły swoją pierwotną funkcję. Pozostały jednak znakiem tożsamości ówczesnej ludności Sardynii, stąd tworzenie ich modeli, odnajdowanych m.in. na stanowisku Monti Prama (z opisu w muzeum archeologicznym w Cabras).

Kilka epok później, w sobotni poranek kustoszki opowiadają sobie o kotach. Myślą, że nie wiemy, ale my wiemy doskonale.

(28.03.2015, Cabras)

Tajemnica

"Żyje w każdej religii coś, co dla niej jest czymś najbardziej skrytym i bez czego nie byłaby ona w ogóle religią." (Rudolf Otto)

Mężczyzna w barze nie odpowiada na pytania, odwraca się nad kieliszkiem. To jedna z dwóch osób, które się pojawią. Druga w kościele milcząco wskaże drogę w dół. Na ścianach tańczą rzymscy bogowie, bije święte źródło. Herkules pokonuje lwa i wcale nie jest jasne kim ów zbawiciel.

Ciasnymi uliczkami do starożytności, może do epoki brązu.

(28.03.2015, San Salvatore)

Topografia

Mapa tej okolicy podoba mi się szczególnie. Cypel, który wyciąga się w morze, kolejne warstwy miast, świątyń i cmentarzysk. Mieszkańcy nuragów, urny fenickich dzieci, połamane kolumny Rzymian nad morzem, wieże, które czuwają tak jak pragnęli tego władcy Aragonii. Półwysep Sinis ponad wszelką wątpliwość łączy się z sinistro.

W pobliżu jeszcze Wyspy Złego Wiatru.

(28.03.2015, Tharros)

Oglądanie

Jeśli coś jest kolorowe na zewnątrz, to wcale nie oznacza, że jest równie kolorowe w środku. Dopiero z odpowiedniej perspektywy można dojrzeć całość, co może potwierdzić każdy okulista. Lepiej więc Bosę oglądać spoza Bosy.

Oprócz katedry. Do katedry należy zajrzeć: jest w groszki.

(28.03.2015, Bosa)

Hotel nr 4

Musicie obejrzeć zachód słońca, to punkt obowiązkowy, mówi pani od pensjonatu. A. nigdy jej nie wybaczy afrykańskich lampek, kadzidełka i obrazków z muszelkami nad łóżkiem. Ten zachód słońca, jak tu wyjaśnić, że nie lubimy zachodów (ja jedynie cenię wschody, których nie oglądam). Tak czy owak znajdujemy się na esplanadzie, po paru spokojnych miastach nagle rozpalony tłum.

Czekamy razem z nim, żeby zaszło. Potem oddychamy z ulgą i wreszcie możemy szperać po swojemu.

(28.03.2015, Alghero)

 

niedziela, 29 marca 2015
Dziennik z podróży na Sardynię (3)

 

(labirynt, w którym nie ma żywej duszy)

 

Hipoteza o pochodzeniu nuragów

A może, nieśmiało sobie myślę, oglądając ilustracje trzy de, które prezentuje pan Roberto, przewodnik, ten tajemniczy lud, o którym niewiele wiemy, był ludem hobbystów i modelarzy? Może te swoje wieże w liczbie siedmiu tysięcy wznosili tak, jak się wznosi na wyścigi budowle z klocków lego? (Moją hipotezę zdają się potwierdzać wykopane modele w małej skali, czyżby rodzaj instrukcji?). Zwodzą nas teraz, kiedy usiłujemy się domyśleć o co im chodziło i podajemy poważniejsze wyjaśnienia.

Pan Roberto w przyszłym miesiącu odwiedza tajemniczy lud nad Wisłą. Jedzie oglądać Auschwitz.

(27.03.2015, Su Nuraxi)

Gwiazdka

Zjawiając się w restauracji, jeszcze nie jesteśmy świadomi, że pan Roberto (oczywiście inny niż ten powyżej) ma gwiazdkę nieprzerwanie od czterech lat. Miasteczko jest jak zwykle wymarłe, więc nikt się nie spodziewa, ale dobrze, że wzięliśmy ładne płaszcze teraz, mówi A., nie te przeciwdeszczowe. Bo siadając już wiemy, że pan Roberto ma gwiazdkę.

Rozpoczyna się teraz ów rytuał ze sztućcami, nalewaniem wody do szklaneczek i drobniutkimi kęsami, żeby nie uronić.

(27.03.2015, Siddi)

Owczarki

Białe psy otaczają samochód, pilnują na asfalcie wyimaginowanych owiec. Barany coraz szybciej płyną po niebie. Po płaskowyżach ciągną stada.

Znowu zgubiliśmy drogę w nieoznakowanym interiorze.

(27.03.2015, droga w kierunku Oristano)

Imiona miejscowości. Imię 

Eleonora: odczytuję napis z cukru, siedząc na przeciętnym placu miasta, które miało być wyjątkowo średniowieczne. Z turniejów rycerskich, tamże, jeden gołąb toczy nieustępliwą walkę o okruchy z właścicielką cukierni (o nazwie - to oczywiste - Eleonora). 

Tam nie pozwala o sobie zapomnieć Eleonora, córka Mariana, która kochała ptaki (wszystko, co o niej wiem, wiem później i wyłącznie z Wikipedii).

(27.03.2015, Oristano)

Imiona miejscowości. Miejscowość

W tym labiryncie nie ma żywej duszy, zauważa A. Owszem są, przesądni rybacy o brązowych, poniszczonych twarzach piją mocny alkohol i takąż kawę w zamkniętych od środka żółtych kawiarniach, chroniąc się przed obcymi (i przed kobietami).

Wreszcie, cieszę się, docieramy do zatrzymanego czasu. Gdziekolwiek skręcisz, trwa bez daty Morze Śródziemne.

(27.03.2015, Cabras)

 

czwartek, 26 marca 2015
Dziennik z podróży na Sardynię (2)

 

(Cztery kolumny atrium rzymskiego domu, Nora)

 

O czterech głowach 

Zadziwiająca jest aktualność sardyńskiej flagi. Przedstawia ona w kolejności: 1. sprzedawcę parasoli; 2. sprzedawcę torebek; 3. pobierającego opłaty parkingowe koło lodziarni na rogu; 4. naciągacza wciskającego pod arkadami Via Roma wisiorki, który mówi do A.,

żeby nigdy nie zmieniała męża (a mimo to nie kupiłem wisiorka).

(24.03.2015, Cagliari)

O trzech niewiastach

Byłem tego naocznym świadkiem w kościele Świętego Grobu (placyk z jakarandami w dzielnicy Marina). Trzy Maryje poszły z włosami upiętymi w czarnych chustach, śpiewały w nieznanym języku. Była to wschodnia liturgia, a ja nie wszedłem do środka.

Poza tym, co pamiętamy, ja i A., nie ma innych świadectw (nawet dziennik jest tylko wariacją na temat rzeczywistości).

(25.03.2015, Cagliari)

Katedra

(Kościoły Cagliari nie wzbudzają szczególnego zachwytu). Stróż ojciec musi pilnować szorowania krypty przez panią w niebieskim fartuchu, a także nieużywania fleszy przez niesubordynowanych turystów, którzy odczytują z przewodników gotyk kataloński. To wszystko sprawia, że nad barokowymi biustami biskupów (wieloraki marmur) czuwa jego czteroletnia córka. 

Zadanie jest dosyć odpowiedzialne, toteż może beztrosko machać nogami, tylko wtedy gdy stróż ojciec zagląda do nawy. 

(25.03.2015, Cagliari)

Wyjaśnienie w sprawie flamingów

Wbrew powszechnej tendencji niektóre z nich są raczej indywidualistami - od zbiorowych histerii wolą wyniosłą osobność. Wiadomości o ich gracji również okazują się być przesadzone. Owszem - w locie, owszem - z profilu, ale gdy nachodzi je chęć na rybę, wystają ze stawu jedynie różowe kupry: stado wodnych baranów.

Poczułem się w obowiązku sprostować parę nieścisłości na temat flamingów.

(26.03.2015, Molentargius)

Wyobraźnia

Wyobraźcie sobie państwo - przewodnik mówi powoli, tak, żeby po angielsku zrozumieli nawet Japończycy, których zwiewa wiatr - ta czarna powierzchnia zasiedlona przez mewy to forum. Tutaj - maluje przewodnik - jest portyk, tutaj kolumnada, tutaj boczne wejście. Forum rośnie w górę, kolumny nabierają marmurów, niewolnicy wygrzewają miejsca, patrycjusze poprawiają togi.

Fala za falą obmywa brzeg metropolii, w której teraz jedynie mewy.

(26.03.2015, Nora)

 

środa, 25 marca 2015
Dziennik z podróży na Sardynię (1)

 

(Figurki kobiece z epoki nuragów, Muzeum Archeologiczne w Cagliari)

 

Dzieci

(Poznajemy ich w pierwszych minutach, nim zaczniemy kołować. Beniamin, Sofia i Gloria w wieku lat co najwyżej sześciu. Ich rozmowy, chcąc nie chcąc, będziemy podsłuchiwać przez sto dziesięć minut.)

Beniamin: Kiedy będziemy w niebie?
Sofia: Na niebie, nie w niebie. Na niebie!
Gloria (in excelsis). 

(23.03.2015, Modlin)

Hotel nr 1

Prawdopodobnie Daniela jest właścicielką hotelu, który stoi na kurzej, stalowej nóżce i to wcale nie jest przenośnia. Prawdopodobnie, bo ten hotel nie dopuszcza do kontaktów międzyludzkich. Mamy ze sobą wypisaną instrukcję - krok po kroku - jak się zachować na wypadek noclegu. 

Nie trzeba, co za ulga, uśmiechać się przy śniadaniu. Nie trzeba odpowiadać, tak, tak, małżeństwo, Polonia, Giovanni Paolo. W końcu wszyscy jesteśmy przejazdem. Przyloty, odloty.

(23.03.2015, Bergamo)

Sardynia. Wstęp

Żyli na uboczu, nie odwiedzał ich Odys, Demeter nie szukała córki. Budowali swoje kamienne ule i rzeźbili z kości boginie-matki o kształtach fantastycznie prostych albo też małe łódeczki z brązu z jelenimi rogami (tysiące lat przed tym jak renifery stały się takie modne).

Nieniepokojona mitami wyspa, z wieku na wiek, coraz gęściej porastała makią.

(24.03.2015, Cagliari)

Drugie śniadanie 

Pierwszy kontakt z kuchnią jest najważniejszy. Zamawiamy w bocznej uliczce od Via Roma. Do wyboru jest buła z frytkami w bule i buła z panierką, i panierka z bułą, i ziemniaki z bułą i panierką, i panierka w panierce z frytkami, a także frytki w panierce z bułą.

Ten dziennik, wybaczcie, nie będzie szczególnie wyrafinowany.

(24.03.2015, Cagliari)

Sztorm

Powiedzieć, że wiało i padało to nic nie powiedzieć. Wyło, jazgotało, piszczało, pokrowiec na aparat turlało, łby urywało. Można by brzydkich, na pe, słów użyć, co robiło. Pokonało nas, turystów bez przeciwdeszczowych płaszczy, miasto.

Kiedy dotarliśmy do hotelu, recepcjonista właśnie usiłował wylać z niego morze.

(24.03.2015, Cagliari)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8