2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
środa, 30 kwietnia 2014
Dariusz Rosiak, Wielka odmowa, Czarne 2014

 

Rozmawialiśmy o tym ostatnio w klubie książkowym. O ciekawości wobec cudzego nieszczęścia, cierpienia, zdrady. Niezdrowej ciekawości? Zapewne. Ale jednocześnie bardzo ludzkiej, w końcu nie ma nic bardziej zwierzęcego niż czyste sumienie. Pewnie dlatego spośród kilkunastu tytułów, na które mam ochotę, wybrałem "Wielką odmowę" Dariusza Rosiaka.

Jest zresztą prostsze wyjaśnienie. Dariusz Rosiak pisze o tamtym Lu., Lu., w którym stoją kolejki do księgarni a katolicki uniwersytet jest uczelnią elitarną i wyjątkową w skali kraju, zupełnie inną od obecnego KUL-u. Kolejna książka do działu lubliniana, więc szybko trzeba ją przeczytać.

Książka wpisuje się w nowy nurt lustracyjny, nie ten związany z prawicą, ale ze środowiskami dotychczas nastawionymi na zapominanie, a nie rozliczanie1. "Wielka odmowa", mimo swego lustracyjnego zacięcia, stara się zrozumieć swoich bohaterów. Niemniej, pośród różnych pytań o prawdę, pamięć, pojawia się jedno, nad którym ciężko przejść obojętnie: czy z radykalnym złem można bezkarnie paktować?

W tle jest ich dwóch: "dobry" ubek (właściwie esbek, ale ubek brzmi lepiej)2, którego zakłamanie wyczuwa się w każdej wypowiedzi oraz nieprzejednany i uczciwy (święty mówią bohaterowie) opozycjonista, ofiara pozorowanej egzekucji przeprowadzonej przez służbę bezpieczeństwa. Wiemy więc, że zło jest realne, nie jest tylko wyobrażeniem.

Ojciec Mieczysław Albert Krąpiec paktuje ze złem. Chociaż wydaje się to dziwne, to polubiłem go po lekturze tej książki. Dlatego, że w swych wyborach przypomina mi Jarosława. Obaj byli przekonani o swojej wyższości i wielkości, obaj w ten sam sposób odczytali historię XX wieku, a kluczem do tego odczytania może być "Bitwa na równinie Sedgemoor" Jarosława3. Obaj uważali, że poza historią istnieją rzeczy większe, czy to literatura, czy filozofia. Z tych powodów, a nie wyłącznie dla własnego interesu, decydują się na współpracę. Jarosław uwiarygadnia swoją osobą władze PRL, ojciec Mieczysław współpracuje w sposób niejawny (to jest ten moment, w którym postawę Jarosława należy przedstawić jako bardziej etyczną).

Jak ocenić spór teologiczny ojca Mieczysława z prymasem Wyszyńskim (choć ojciec Mieczysław, rektor KUL, twierdził, że teologia to nie nauka)? Gdyby nie to, że rozgrywał się w sposób reżyserowany przez służbę bezpieczeństwa, to trzeba przyznać w nim rację dominikaninowi. Rozwijany przez prymasa kult maryjny wypaczył polską pobożność i trudno się nie zgodzić ze zdaniem, że w Polsce zabrakło refleksji teologicznej. (Akurat w kwestii kultu maryjnego z ojcem Mieczysławem zgadzał się, traktowany przez niego jako jeden z głównych wrogów, ks. Tischner).

Nie wiem do końca, czy "Wielka odmowa" jest potrzebna. Zupełnie nie wiem, co zrobić z lustracją. Stojąc wobec radykalnego zła, takiego jak opisane w książce, wiem, że nie da się przejść nad nim zwyczajnie do porządku, że tego wymaga ludzka sprawiedliwość. Z drugiej strony - o tym też mówi "Wielka odmowa" - ocena nigdy nie będzie jednoznaczna, bo ludzie z natury są niejednoznaczni.

 

_____

1 O nowej modzie na lustrację pisałem tutaj.
2 O innym przykładzie dobrego ubeka pisałem tutaj.
3 O tym opowiadaniu pisałem tutaj.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Dziennik (28/04/14)

 

- Wyobraź sobie, czekam rano na przystanku, lekka mgła, a tu starszawy facet w getrach i czerwonej koszulce, skacze na skakance, idąc. Hop, hop, omija przystanek, hop, hop, wskakuje na przejście, hop, hop, cały czas na skakance, i znika za ekranem. Autobus nadjeżdża.

- To nic, ja wsiadam do autobusu, siadam koło jakiejś dziewczyny a ona kuka. Kuku, kuku, ludzie patrzą na mnie, że to niby ja. Kuku, kuku.


Tagi: ja
19:15, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 kwietnia 2014
Dziennik (27/04/14)

 

 

Przeciw pomnikom. Z radością.

-

(Dopisane wieczorem, więc nieobjęte przez lubię to:

Zastanawiałem się czemu nie na Placu? Przecież sobie obiecywałem, wtedy, w kwietniu, że wrócę na ten jeden moment.

Całkiem świadomie: przeciw pomnikom, tej całej otoczce, która z papieża-człowieka czyni papieża-figurę. Nawet ten, kto wymyślił, że w kościołach w Polsce będzie się przekazywało Kanonizacyjną Iskrę Miłosierdzia, pragnął więcej patosu, jeszcze więcej patosu. Kanonizacyjne babeczki miłosierdzia nazwałem ciastka z galettą (pytajcie dr. Oetkera!) i wisienką, które robiłem po południu, choć wcale nie chciałem być obrazoburcą. Chciałem innego języka, wyzwolić świętego z jednej strony od kremówek, z drugiej od tej patetycznej polskości. To zdjęcie powyżej przecież też.

Bo wyjątkowo zgadzam się z red. Żakowskim: nikt z nas oprócz św. Karola nie został w niedzielę kanonizowany, zbiorowo ani indywidualnie.

Jeśli ktoś był tylko w kościele a nie oglądał transmisji z Placu, to dodam, że dziś kanonizowano również Jana XXIII).

 

(źródło: https://www.facebook.com/spoldzielniasymulakrow)

Wojciech Tochman, Eli, Eli, Czarne 2013

 

Uwaga nr 1: Przeczytałem, przerywając czytanie "Nowego Jorku", który znowuż czytam w wydłużającej się przerwie w II tomie Prousta.

Uwaga nr 2: Przeczytałem, bo dziś jest spotkanie klubu książki, które organizuje R., inaczej bym nie przeczytał, bo Filipiny to nie jest mój kierunek.

Uwaga nr 3: Przeczytałem, bo M. mi pożyczyła, wybiegając z tramwaju na Metrze Wilanowska. Padało wtedy.

 

Widok cudzego cierpienia - tak zapisała Susan Sontag i Tochman odwołuje się do niej nader często. Nie chce napisać reportażu, chce stworzyć podobny esej, opierając się na zdjęciach ze slumsów Manili. Ma w zamierzeniu pokazywać zło i hipokryzję, hipokryzję turystów szukających sensacji wśród cierpienia, fotoreporterów czyhających na tragedię, reporterów niemających skrupułów. Tochman wchodzi głęboko: aby napisać o hipokryzji staje się hipokrytą.

Pisze manifest. Zaznacza to nawet nadmiarem wielokropków. Jest też główny oskarżony: rzymski katolicyzm, który zmusił Filipińczyków do bierności, poddawania się krzyżowaniu oraz zakazał antykoncepcji. Gdy pisze o religii, znać u Tochmana pazur. Mimo głębokiej niezgody z jego twierdzeniami, doceniam ten sarkazm.

Tochman i jego fotograf, Grzegorz Wełnicki, są wyjątkowi na tle innych reporterów i fotoreporterów. Oczywiście też idą na wycieczkę firmy "True Manila" (tour dla ciekawskich po slumsach, organizowany przez negatywnego bohatera książki Edwina Nombre), ale czynią to z wyższych pobudek, fotografują kaleki, ale po to by ukazać piękno, na koniec wyjeżdżają i wydają o tym książkę, ale na pewno jest to wydanie charytatywne, z którego zyski zostaną przeznaczone na zaniedbane przez proboszczów dzielnice Manili.

-

Na spotkanie jechałem czytając "Nowy Jork", wracałem podobnie. Rozmawialiśmy udanie, co nie zmienia tego, że ja cały czas mam niesmak po "Eli, Eli".

 

sobota, 26 kwietnia 2014
Dziennik (25/04/14)

 

Zwykle na wiosnę przechodzimy mostem na tamtą stronę do innego miasta. 

(W którym momencie ta strona stała się tą, a tamta - tamtą? Przecież od zawsze byłem z tamtej, tej strony i dopiero wieczorny pociąg przejeżdżał Wisłę, miasto odbijało się w rzece, wjeżdżał w tunel i wysiadało się z tłumem mrówek na stacji jasno-centralnej, po tej, tamtej stronie?)

Tłum mrówek siedzi nad Wisłą i pije piwo, patrzymy na nich prosto z mostu. Mrówki są biało-czarne, siedzą na zimnej trawie, jeszcze wilka dostaną.

Inne miasto używa innego czasu. Pachnie szalonym, zielonym bzem i frytkami. Ludzie spacerują. Po drugiej, tej stronie, nie spaceruje się wcale.

Trafiamy do sklepu z arbuzami w ostrej zalewie, a potem jeszcze na rogu ktoś sprzedaje krzaki mięty.

To inne miasto, powtarzamy. Z innego miasta, stacja krwiodawstwa1.

 

_____

1Stacja krwiodawstwa jest przystankiem autobusowym oraz rymem niedokładnym, pełni więc zarówno funkcję topograficzną, jak i stylistyczną.

piątek, 25 kwietnia 2014
Magdalena Rittenhouse, Nowy Jork, Czarne 2013

 

"Nowy Jork" Magdaleny Rittenhouse nie jest (ojej, ale zawód!) poetyckim esejem w rodzaju tego, co o Wenecji pisał Brodski, jest za to porządnym, napisanym z dużą erudycją, osobistym przewodnikiem po mieście. Roi się w nim od faktów, imion, dat, choć z grubsza autorka trzyma się miejskiej geografii. Idziesz przez most i czytasz o moście, stajesz przed Chrysler Building i cała jego fantastyczna historia jest w tej książce z pociągającą nowojorską okładką. Wyglądasz przez okno autobusu i zamiast panoramy znad rzeki Hudson, widzisz pąki kasztanowców na Bielanach.

Windy Otisa, maszyny Singera, opowiadam przed snem sobie i A. bajkę o Nowym Jorku, wyczytaną w drodze do pracy. Ciągle się zastanawiam, kiedy się złamię i - nie czekając na zniesienie wiz - będę chciał zobaczyć NY.

-

Na marginesie refleksji o czytaniu: Ci, dla których w ogromnej czytelni nie starczało krzeseł, czytali na stojąco. Dla nowojorczyków biblioteka stanowiła odskocznię od ponurej rzeczywistości [Wielkiej Depresji] (s. 212)

 

 
1 , 2 , 3 , 4