2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
czwartek, 28 kwietnia 2016
Dziennik. Zapiski mimochodem (odc. 2)

 

(Grzegorz Wróblewski, "Nasze latające obiekty, Allanowi F. Na motywie z Charlesa Bukowskiego", źródło: https://www.facebook.com/literaturapolska)

 

Ojcowie (odc. 4), Ptaki (odc. 5)

Dziecko leży na mnie. Modraszka. Podsłuchuję balkon za głową. Pytam A., która się krząta: jest coś za oknem, ptaszki jakieś? G..no nie ptaszki odpowiada A. (23.04.2016)

Ojcowie (odc. 5)

Dziecko leży na mnie. W telefonie kołysanka Umer i Turnaua, kiedyś tam będziesz miał dorosłą duszę. No i się wzruszam. Dziecko jak nie spało, tak nie śpi (23.04.2016).

Jeże (odc. 1)

Przejeżdżanie jeży pod znakiem uwaga jeże. Jechałem akurat po pudełko. Jeż leżał. Nikt się nie przejmuje jeżem, powiem wam, nikogo w galerii handlowej nie obchodził jeż. Minuta ciszy jeżom nie przynależy (24.04.2016).

Poezja

W zeszłym roku, kiedy wszystko rosło i rozkwitało, i było nowe i niezwykłe, obserwowaliśmy z lubością sikory. W wierszu powyżej brakuje tego etapu, brakuje cnoty sikory, kiedy ćwiczysz uważność wobec świata (24.04.2016).

Firanki

Odzyskanie urzędowych firanek daje złudne poczucie prywatności. Bo przecież jesteśmy tutaj zupełnie przezroczyści. Ludzie z celofanu (25.04.2016).

Ptaki (odc. 6)

Karmiące się modraszki pokazuję rano dziecku. Świat jeszcze niewyspany a one, czysta miłość, trel, gdyby nie było lepszych metafor ze świata zwierząt, można by o nich więcej (26.04.2016).

Ptaki (odc. 7)

Kos. Dwa dni ogrodnik strzygł dziedziniec, pedant jakiś, żebym mógł spotkać kosa jak rano z kawą. Nastrój bardziej na kosy niż na biurko (26.04.2016).

Proza

Dniom brakuje melodii. Zielony atrament partytury wyblakł w deszczu. Rok temu o tej samej porze (27.04.2016).

Ptaki (odc. 8)

Wróbel. Przesiedliśmy się z ławeczki do ogródka. Wróble (wróble, nie mazurki!) kradną okruchy. Odważniejsze są samiczki. Wydziobują ser koryciński z kanapki W. Moglibyśmy tak spędzić cały dzień, mówi W. patrząc w słońce, ale J. spieszy się do pracy (28.04.2016).

Jeże (odc. 2)

Po kilku dniach staje się płaskorzeźbą w asfalcie z materiału ciałopodobnego, pomiędzy kwitnącymi sadami, tam, gdzie artyści zwykle umieszczają jeże. Brakuje jedynie czerwonego jabłka (28.04.2016).

 

środa, 27 kwietnia 2016
Tove Jansson, Listy, Marginesy 2016

 

(Tove Jansson, Widok na park, 1941, źródło: pinterest.com)

 

Czy to nie wścibskie czytać cudze listy, dopytuje A. I pierwszy raz czuję, że może ma trochę racji, że się za bardzo do Tove zbliżam, ba, do łóżka jej wchodzę z butami. Najpierw były "Muminki", opowieść mojego dzieciństwa, które czytane nawet teraz sprawiają ogromną przyjemność i dają poczucie bezwarunkowego szczęścia. Za każdym razem odkrywam w tych małych książeczkach o szczęśliwym domu, Mamie układającej muszelki wokół rabatek i Tacie piszącym pamiętniki, coś nowego. Potem proza. Wchodzi się w nią jak do chińskiego ogrodu, taka jest oszczędna i z chłodnym dystansem. W niewielu słowach opowiada wszystko. No a teraz te "Listy" i nagle pojawia się w nich pełna sprzecznych emocji kobieta, zakochująca się i porzucana, zrywająca kontakty z ojcem po politycznej kłótni i pogrążona w depresji po utracie kochanek (i kochanków), pisząca manifesty o nieposiadaniu dzieci i zastanawiająca się, czy usunęłaby ciążę, jeśli to jest ciąża. Zupełnie inna niż wyimaginowana przez czytelnika autorka "Muminków" i "Wiadomości". 

Dorosłość zaczyna się wtedy, gdy odkrywasz, że Dolina nie istnieje, a jej mieszkańcy są tak naprawdę zupełnie kimś innym:

Włóczykij zaspał po jakiejś popijawie i w ogóle nie przyszedł (s. 222).
Wyrazem "mimbla" autorka określała głównie osoby, z którymi się sypia, a samo sypianie z kimś nazywała niekiedy mimblowaniem (przypis ze s. 232).

(Dopisane: dla koneserów twórczości T.J. miłym dodatkiem jest umieszczona za listami, skrzętnie przygotowania jej polska bibliografia).

 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016
O sytuacji bieżącej (3)

 

1.

Pan Europa pojechał do pewnego kraju, gdzie dziennikarzy wsadza się do więzień za złe mówienie o władzy, bombarduje się dzieci i rannych dobija w piwnicach, utrzymuje się terrorystów, a poza tym wszystko w porządku. Pan Europa uśmiechnął się, w uśmiechu zawsze był niezły, i powiedział: Nikt nie ma prawa pouczać Turcji w sprawie tego, co powinna zrobić. Bardzo przykry to był widok. (Jedyny pożytek to ten, że szlochająca Pani Mogherini na tle Pana Europy zaczyna wyglądać całkiem sympatycznie).

2.

(Polska, wrzesień 1939, źródło: Jerzy Piórkowski, "Miasto Nieujarzmione", 1957 (za:) tokfm.pl) 

Na początku lat dziewięćdziesiątych, na południu Europy, Europa straciła swój sens. Ciężko było przewidzieć czy się jeszcze podniesie. Więksi i mniejsi politycy (pamiętam z tych czasów np. Gianniego de Michelisa) wpatrywali się w ludobójstwo, w czystki etniczne i w oblężone miasta, i nie robili nic. Nikt nie ma prawa pouczać Serbii w sprawie tego, co powinna zrobić - powiedziałby zapewne Pan Europa, gdyby wówczas istniało takie stanowisko.

Dzisiaj mieszkańcy Europy zapomnieli, po co im ona. To w końcu mały epizod w niekończącej się historii okopów, masakr, spalonych wsi i ludzi wędrujących w poszukiwaniu schronienia. A ona, Europa miała być projektem etycznym, zapobiegającym nieszczęściu, chroniącym przed wojną i przed agresywnym wywyższaniem interesów narodowych ponad interes wspólnotowy. Przestaje nim być i do głosu dochodzą rozmaici miłośnicy narodu, święcie wierzący w jego wybranie. Patrz: Austria, wczoraj.

3.

Fascynujące jest u obecnej władzy to wypieranie i zaprzeczanie. W sposób wykładniczy rośnie liczba instytucji i osób, które mylą się i kłamią. Pewność władzy tymczasem pozostaje niezachwiana. Sędziowie, profesorowie, dziennikarze, byli prezydenci, członkowie międzynarodowych gremiów - wszyscy, zdaniem władzy, nie dostrzegają albo mają złą wolę albo w żywe oczy.

Jeszcze bardziej fascynuje to jak łatwo przekonać ludzi do takiego obrazu rzeczywistości; jak bardzo odpowiada to ich sposobowi myślenia, uruchamia te wszystkie mechanizmy, które opisują podręczniki psychologii społecznej; jak uznają za swoje te wszystkie brednie, które bezmyślnie łykają z propagandowych tub.

(Perwersyjna to myśl, ale jest dreszczyk emocji, gdy znajdujesz się w świecie jak z Orwella).

4.

Ludziom, którym marzy się autarkia lub imperium złożone z małych nacjonalistycznych państewek od Rozewia po Warnę, ktoś powinien wytłumaczyć, że bez tej Europy, z której się śmieją, jesteśmy niczym innym tylko bożym igrzyskiem, najdogodniejszą niziną do toczenia wojen.

Nasz śmiech na ewentualnym pogrzebie Unii Europejskiej będzie jedynie zapowiedzią morza łez.

5.

Cześć oddawana bohaterom wojny domowej. Władza maszeruje razem z ludźmi spod znaku falangi (Jest ONR-u spadkobiercą Partia) i kibicami, awangardą każdej dzisiejszej wojny (Arkan). Wojna domowa, w której dokonuje się czystek etnicznych, zbrodni wojennych i atakuje ludność cywilną, staje się wzorcem bohaterstwa. Tym samym nimb sławy odbiera się sprawcom pokojowej transformacji, tym, którzy potrafili dogadać się z tymi, którzy jeszcze niedawno wyciągali ich nocą z domu. 

Im bardziej wychwalamy przemoc, tym bardziej uruchamiamy w sobie instynktowne zachowania wpisane w naturę człekokształtnej małpy. Żaden powód do dumy.

6.

Ustaliliśmy w rozmowie z M., że to się dzieje we wszechświecie równoległym, do którego trafia się poprzez czarną dziurę. To tam biskup porównuje Zmartwychwstanie do wyboru prezydenta a czołowy polityk naucza o manipulacji w seminarium duchownym. Nie ma możliwości wydostać się stamtąd tu. Istnieją więc równolegle dwa Kościoły: tamten z Partią i ten tutaj ze Zmartwychwstałym.

(W poprzednich odcinkach: tutaj i tutaj)

  

Sztuka podróżowania według Tove Jansson

 

(Florencja, kwiecień 2011, źródło: a.b.)

 

Wiosną trzydziestego dziewiątego Tove z premedytacją Reiseführery nazywa po prostu führerami. Autor bloga borykał się z nimi już od dawna,  aż wreszcie zrozumiał to, podobnie jak Tove, we Florencji (napisał o tym tutaj).

To wielka sztuka podróżować we właściwy sposób, nauczę się jej. Nie pędzić ku wszystkiemu, co "trzeba zobaczyć", aż człowiek się robi jak namoknięta gąbka, którą zaraz potem trzeba wycisnąć ze zmęczenia, przepełnienia, aż w końcu pozostaje tylko niechęć i pustka. Chodzi mi o to, żeby np. w kościele nie chodzić systematycznie wzdłuż ścian, rzucając spojrzenie na każdą płaskorzeźbę, Madonnę czy krzyż, a potem na świeżym powietrzu nie pamiętać już nic, tylko postawić X przy kolejnej "zobaczonej chiesie", ale by przystanąć tam, gdzie jest najpiękniej, i wdychać atmosferę, charakter kościoła i otoczenie - albo w muzeum, nie zatrzymywać się na tyle a tyle sekund przed każdym obrazem, ale niezależnie od liczby gwiazdek w przewodniku i podpisu pod płótnem, stać dłużej przed tym, co natychmiast, instynktownie przemawia do człowieka, a pozostałe szybko ominąć (Tove Jansson, Listy, s. 76).

To znaczy nauczyć się zachwytu niezależnie od tego, co podpowiada ktoś inny. Nauczyć się widoku, zapachu innego miejsca, zbierania muszli, picia kawy, uważności.

 

piątek, 22 kwietnia 2016
Dziennik. Ambasadorowie

 

Podjeżdżają ambasadorowie, wysypują się z czarnych meroli, wiatr rozwiewa ich dyplomatyczny fryz. Nuncjusz prawie rozjeżdża dzieci, które gapią się w białe kozaczki orkiestry wojskowej. Złotą strzałą wjeżdża maltański kawaler.

Teraz wyjdą kierowcy, będą porównywać i się naradzać. Całkiem inna ich uroczystość niż ta tam. Wiatr drażni kolorowe chorągiewki, opowiadają anegdotki. Może nie poznali egzotycznych stolic, ale wiedzą przynajmniej gdzie jest pompa paliwowa.

Ostry ten poranek: W. wydmuchuje dym (22.04.2016).

 

czwartek, 21 kwietnia 2016
Jerzy Ambroziewicz, Zaraza, Dowody na Istnienie 2016

 

(Stroje ochronne w czasie epidemii w 1963 roku, archiwum Andrzeja Ochlewskiego, źródło: wroclaw.wyborcza.pl) 

 

Na marginesie poszukiwań wesołej książki, przeczytałem książkę, która być może wesoła nie jest, za to wyjątkowo wciągająca i niepozwalająca się od siebie oderwać. Czytając trzeci tom antologii reportaży, zanotowałem: Potem znowu żal, że w antologii tylko wycinki a nie na przykład całość "Zarazy". No i proszę, życzenia się spełniają.

Opowieść jest dynamiczna i właściwie przez pierwszą połowę czyta się ją jak kryminał. Miałem w zanadrzu piękne i trafne porównania z "Dżumą", że to taka reporterska wersja Camusa, ale posłowie książki (o literackich dobrodziejstwach zarazy), odebrało mi tę przyjemność pisania, szczegółowo analizując podobieństwa i różnice między Oranem i Wrocławiem. Ja skojarzenia miałem natychmiastowe, ale - inna sprawa - w przeciwieństwie do książek o autorytaryzmie, książek o zarazach czytałem niewiele.

Skoro główny temat został mi odebrany, skupiłem się na wątkach pobocznych, nagle znajdując prorocze i olśniewające zdanie. Zapisał je towarzysz Makuch, jeden z bohaterów, partyjny czynownik, taki, co rozmowę podsłucha, bunt uspokoi i jeszcze dzieciom da cukierki. Z perspektywy dzisiejszej - śliska postać (może dlatego fragmenty o nim czytam z najmniejszą przyjemnością). Tow. Makuch sporządza sprawozdanie, żeby je przedstawić jakiejś wyższej instancji i zapisuje w nim pewnego wieczoru wniosek: o wielkich rzeczach decydują nieistotne na pozór drobiazgi, takie jak talerz zupy. Przeoczyli refleksję tow. Makucha jego przełożeni z KM, KW, SB lub MO, nie doczytali fragmentu, nie powzięli środków. Tow. Makuch przewidział bowiem czerwce, lipce i sierpnie. To przecież z powodu talerza zupy w stołówce w Ś., koniec końców, upadło mocarstwo. 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5