2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
środa, 31 maja 2006
Bajeczka wielce nieprawdziwa o malutkim krasnalków królu
Świętopełk krasnali królem był
w czerwonym domku sobie żył.
Horyzont - daleki, domek - nie,
Świętopełkowi było źle.

I ciężko też krasnalkom jest,
czekają dzień, noc na króla gest.
Lecz w ich krainie wciąż jest tak,
że coś królowi jest nie w smak.

A morał z tej bajeczki jest:
Nie czekaj, nie, na żaden gest.
Humory miewa Świętopełek
a leczy nimi kompleksów szereg.





(Marią Konopnicką jednak nie zostanę...
Modlę się tylko, abym nie został księgowym
ze skeczu Monty Pythona.
Czapeczki z napisem "treser lwów" jeszcze nie kupiłem.)
"Chandra" odcinek drugi

2


Otóż przy jednym z tych okien,

Przy aparacie Morsego,

Siedział Piotr Płaksin i - tęsknił,

A nikt nie wiedział, dlaczego.

 

Ani Iwan Paragrafow,

Kasjer na stacji, chłop z duszą

(Ten, co się zeszłej jesieni

Żenić miał z panną Katiuszą).

 

Ani Włas Fomycz Zapojkin,

Technik, co ma już miesięcznie

Przeszło sto rubli (bo umie

Naczalstwu kłaniać się wdzięcznie).

 

Ani Ilja Słonomośkin,

Młodszy kontroler na stacji,

Co gwałtem chce do miejscowej

Wcisnąć się arystokracji.

 

Ani nareszcie nie wiedział

Sam pan naczelnik Rubleńko,

Prokofij Aleksandrowicz,

Co wypić lubił "maleńko".

 

A jeśli sam zawiadowca

- Figura znana w powiecie -

Nie wie, to chyba nikt więcej

Nie może wiedzieć na świecie!

"Chandra" odcinek drugi już dziś!!!!
W poprzednim odcinku:

W pierwszym odcinku poznaliśmy głównego bohatera serialu:
Piotr - młody, dobrze zapowiadający się kolejarz
pracuje na tytułowej stacji o wiele mówiącej nazwie,
położonej przy szlaku kolejowym ze Złotopolic do Leśnej Góry.
Niestety braki w edukacji wynikające
z ciężkiej sytuacji materialnej w domu rodzinnym Piotra,
wpływają na jego osobisty dramat.
Nieszczęśliwa miłość, o której opowiedają kolejne odcinki
doprowadza go do stanów depresyjnych.

(Około 25% Czytelników i Czytelniczek zwracało uwagę na konieczność streszczania odcinków sprzed tygodnia, co też autor bloga czyni)



wtorek, 30 maja 2006
O poezji, ornitologii i ekstrementach
"Zły to ptak, co własne gniazdo kala" - oj, mylili się romantyczni poeci.

(Mam nadzieję, że romantyczni.
Z poezją preskamandrycką jest u mnie jak z fizyką.
Wiem, że istnieje. I wstyd mi, że tylko tyle).

W każdym razie, o ptakach wiele nie wiedzieli.

Jak patrzę na wiadro (czytaj: gniazdo) mojego gołębia,
rozumiem co to znaczy:
przesrane życie.
III. O oknie bardziej telewizyjnym niż papieskim
W mediach mówi się zwykle, że niezwykła atmosfera, klimat skupienia. Okno papieskie. Ulubiony news wszystkcih wieczornych dzienników. I to słynne, nie wiedzieć czemu, wywoływanie Papieża. Ech.
Zabrali nam parasolki. Znaczy nam nie, ale ogólnie zabierali, a miało padać. Tłum narastał. I od razu dało się zauważyć, że to są dwa tłumy. Z jednej strony była to mieszanka pielgrzymio-turystyczna, obwieszona dziećmi i aparatami, z drugiej - młodzież czuwająco-wywołująca, ta od transmisji na żywo.
O ile mieszanka spokojnie czekała, że wreszcie okno się pojawi, czasem dołączając do braw albo pieśni, o tyle "młodzież" zachowywała się moim zdaniem koszmarnie. No, dobra rozumiem jeszcze to słynne (tak już słynne): "Kardynale, puść Papieża!". Ale okrzyki w stylu "Bądź pasterzem, wyjdź do owiec!" dla mnie były nieco nie na miejscu. Większość jazgotu była nie na miejscu. Jakby wywoływali na scenę Tokio Hotel (taki produkt marketingowy prasy młodzieżowej), a nie chcieli spotkać Namiestnika Chrystusa. (Wiem, wiem, wpadam w ton kaznodziejski). Mam przeczucie, że to kogo wywołują najmniej ich obchodziło. Swoją drogą, znowu chyba była transmisja na żywo.

Papież wyszedł. Piękne to było.
Wir lieben Dich.
II. Dzienniczek zachwyconego
4.27 Pociąg zajeżdża na Kraków Płaszów. Ptaszki śpiewają. Jest mokro. Toaleta czynna od 7.

4.40 W tramwaju jeszcze pali się światło. Z zaułków wychodzą ludzie z flagami.

5.00 Strażacy w bramach kamienic. Żółtobiałe chorągiewki po złotówce.

5.30 Lekka mgiełka wstaje nad Błoniami. Strumyczki ludzi płyną w stronę ołtarza. Wschodzi Kopiec Kościuszki. Pachnie trawa mokra.

5.40 Bułeczka z serem pleśniowym. Franciszkanie wchodzą parami.

6.30 Obserwacja strażaków. Jacyś tacy dyskryminowani przez polcjantów i żandramów. Dowódca żandarmów najniższy z nich wszystkich.

7.30 "Kraków wita Cię, Kraków kocha Cię". Ćwiczenia wokalne.

8.30 Już niedługo.

9.30 Na wyciągnięcie ręki. Błogosławiony, który idzie w Imię Pańskie. Biały samochód i wiwatujący tłum.

10.00 Słowa o prawdziwej wierze. Niesamowita w swej ewangeliczności katecheza.

12.00 Stoimy na barierce. Policjanci wyjmują aparaty fotograficzne. Znowu jest obok. Cieszę się.

12.30 Spod stóp tłumów pokazuje się zieleń łąki. Kanapka z kotletem schabowym.

13.00 Wychodzi słońce. Idziemy w jakimś takim uniesionym natłoku. Secesja na nas patrzy.

13.30 A na Plantach chłodzą sobie ludzie zmęczone nogi. Świeża gazeta pachnie drukiem.

14.00 "Dookoła świata". Obiad wśród plecaków.

14.30 Tłum wiruje na Rynku.

14.45 Zamiast ciasteczek: kardynałowie, arcybiskupi i biskupi chodzą między nami. Jakiś niski prezydent wsiada do limuzyny.

15.00 Pod oknem. Sucho.

15.10 Pod oknem. Leje.

15.20 Pod oknem. Sucho.

15.30 Pod oknem. Leje.

15.40 Pod oknem. Kropi.

15.50 Okno się otwiera. Biel. Arrivedeci!

16.00 Na Plantach pada, pod Wawelem pada, po prostu zachwycająco pada.

16.20 Tramwaj uśmiechnięty.

16.40 Milkshake waniliowy i pełno pielgrzymów z Tutam.

17.20 Pociąg rusza. Sen.

(Tego się jednak nie dało opisać.)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11