2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 31 maja 2015
Dziennik z kąta

 

Rano, ta z kąta zabija nas wzrokiem. Uciekam za okno, ale wbija we mnie świder, kiedy nabieram widelczykiem zimny sernik z truskawkami. Jak to dziecko w kościele przed nami, taki filujący chłopiec w pomarańczowe paski. Podglądam ukradkiem, ta z kąta czyta "Pokonać nerwicę".

Wieczorem okazuje się, że ja ludzi też tylko przyjmuję w małych dawkach, odmierzonych na palcach. Im dalej w tłum, tym bardziej mam ochotę z kąta zabijać wzrokiem (31.05.2015).

 

Tagi: ja
21:26, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Taniec albatrosa, Teatr Współczesny

 

Jak mogłeś w 1981 głosować na Giscarda? - pyta Gillesa z wyrzutem Tierry. Rzecz dzieje się jakieś dwadzieścia pięć lat po tamtych wyborach.

Goście. M. zaproponowała, żeby pójść na "Opowiadania brazylijskie" Jarosława. Powinienem przytaknąć, ale powiedziałem, że może lepiej coś lekkiego na koniec tygodnia, żeby nie trawić ról, tylko potraktować teatr jako sobotnią rozrywkę. Tak znaleźliśmy się we Współczesnym na komedii bulwarowej (bulwarowa to brzmi prawie jak paryska).

Z tej opowiastki o trzech osobach, wyobrażam sobie, reżyserzy, których najczęściej oglądamy, potrafiliby wyczarować kawał dramatu: o przemijaniu, nieudanych miłościach i zmarnowanym życiu. Także okaz kina menopauzalnego. Nie byłoby zabawnie. Siedzielibyśmy w kinie przejęci, zastanawiając się nad sobą, bo kino często bywa zaawansowanymi rekolekcjami. To chyba nie byłby dobry pomysł na wieczór filmowy z gośćmi na chwilę.

"Taniec albatrosa" ma mizerną scenografię, A. to wielokrotnie podkreśli, za to doskonały tekst. W pierwszym akcie sala śmieje się praktycznie non-stop, a humor Geralda Sibleyras jest jednocześnie inteligentny i prosty (to połączenie jest możliwe!). Ten moment z wyborami wydaje się taki właśnie na miejscu, dopasowany do sytuacji.

Jak mogłeś w 2015 głosować na Komorowskiego, a nie za przyszłością? - męczy mnie tylko to, kto kiedyś o to zapyta. 

(Koniec sobotniej trylogii z Bronisławem Komorowskim na blogu)

 

Tagi: teatr
12:58, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
Sztuka przegrywania

 

(Łukasz Cranach Starszy, Sąd Parysa, 1530, Saint Louis Art Museum, źródło: commons.wikipedia.org)

 

Zilustrowanie tego wpisu wcale nie było łatwe. Wyobrażam sobie jednak, że wybór Parysa, jeden z pierwszych wyborów w historii ludzkości, pasuje w tym miejscu, choć kandydaci sprzed tygodnia i trzech tygodni o wiele mniej wdzięczni do odmalowania.

1. 

Myślę, że przypadek kampanii wyborczej Bronisława - 65%-poparcia-w-styczniu - Komorowskiego przejdzie do annałów historii nauk politycznych. Uczyć się będą o nim studenci i rozbierać go na części pierwsze tak jak się rozbiera atomowe decyzje JFK w trakcie kryzysu kubańskiego. Bo bardzo to pouczające case study. W tej analizie koniecznie należy uwzględnić dramatyczne dwa tygodnie pomiędzy pierwszą a drugą turą, złożone z nieskładnych propozycji i komicznych wystąpień, tudzież reakcje po wyborach: partia nagle okazuje się nie znać swojego kandydata (Komorowski przegrał? A kto to był Komorowski?), a następnie zaczyna mówić, że tak naprawdę on zwyciężył (w realu Komorowski wcale nie przegrał - cytuję Lewandowskiego, nie piłkarza). 

2.

Okazuje się, że nie da się wygrać wyborów w ten sam sposób w jaki się rządzi, to znaczy nie podejmując żadnej decyzji, bo ryzyko jej podjęcia jest groźne. Osiem lat rządów okazało się ośmioma latami nudy, podczas których na stanowiskach kierowniczych osiadły ukwiały, które zdanie nie podejmę decyzji powtarzały jako mantrę zapewniającą nieśmiertelność (a przynajmniej nieusuwalność). Można było powtarzać taką mantrę i - nic nie robiąc - okazywać się wzorowym dyrektorem, wspaniałym członkiem (nomen omen) gabinetu politycznego, wreszcie ministrem - gwiazdą ekranów i monitorów albo ministrą - piękną a durną. Niemniej zatrudnić ten typ ludzi do prowadzenia kampanii wyborczej, to jednak było błędem.

3.

Obrazić się na młodzież, że niby to ona wybrała tak, a nie inaczej, również jest głupie. Przecież lata hodowania troglodytów, zaniżania poziomu matur, sprawdzianów i wymagań programowych zrobiły swoje. Już kiedyś naśmiewałem się tutaj, że ta cyfrowa młodzież nie ma zmysłu krytycznego, spędza czas na tworzeniu wulgarnych obrazków i ocenianiu innych. Nie, nie, powtarzali "specjaliści", to cyfrowi tubylcy, inteligentniejsi od swoich analogowych poprzedników, tych, co bez potrzeby znali całki i pochodne funkcji. Prezydenta można dzisiaj wybierać przy użyciu obrazków, to język, który cieszy się największym powodzeniem (czeka nas, jak nic, matura z memów).

4.

Nigdy nie posądzałem prawicowych mediów o obiektywizm, ale przez ostatni rok, dwa lata, także media, które czytałem i których słuchałem, stopiły się w jedno z władzą, tracąc jakiekolwiek pozory obiektywizmu.
Po pierwsze, nadmiernie i na wyrost usprawiedliwiały, tak jak w przypadku rozmów z pewnej restauracji: tutaj, gdzie zajęły się niemoralnością kelnerów, a nie niemoralnością tak zwanych "elit".
Po drugie, kreowały z miernot gwiazdy, co owe miernoty utwierdzało w samozachwycie (O, żelazna damo! O, jasna gwiazdo rządu!). Koniec końców dziennikarze uwierzyli w wyobrażenia, które sami wyprodukowali (por. przypadek Igora O.: tutaj).
Po trzecie, jak już usprawiedliwili każdego i uwierzyli we własną pisaninę, to stracili poczucie rzeczywistości. Radiowa publicystyka w czasie kampanii wyborczej zamieniła się w słuchowisko literackie, w którym opowiadano o tym jak dobry myśliwy rozpruł brzuch wilka i wydobył ze środka babcię-Polkę i czerwonego kapturka współfinansowanego z funduszy europejskich.
I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
I nagle: bach! Pobudka!

 

sobota, 30 maja 2015
Dziennik. Dzień targowy

 

 

1.

Jak głosowali państwo na Komorowskiego to po piątce, jak za przyszłością - po dwa pięćdziesiąt. Wiem, że zawsze przy piwoniach i mieczykach jest tak samo, ale co zrobić, że ma najładniejsze, najbardziej obfite i najdłużej stojące. No, będziemy do niego chodzić. I tak muszę przyznać, że tym razem młodzi nie podpadli mu tak jak rok temu, gdy oskarżał nas zbiorowo o lemingozę i nie chciał sprzedawać kwiatów. Teraz pan od piwonii pod samem entuzjastycznie wieszczył triumfalny marsz w październiku i szeptał mi poufale na ucho, że Lis jest k..asem. Nie, A., są najładniejsze, będziemy u niego kupować!

2.

Kiedyś to się w maju czekało na truskawki, a teraz każą czekać na szparagi. Co gorsza nie ma już takich truskawek z dzieciństwa, a jak zauważyliśmy tydzień temu nawet te polskie wyrastają na zapleczu z pudełeczek made in Spain. Taka refleksja.

3.

Ptakami kawiarnianymi w Wa. są wróble, targowymi - wrony. To klasa średnia. Gołębie są bezrozumnym, obleśnym tłumem, który łatwo podburzyć. Nie stosują reguł ortografii i gramatyki. Sam już nie wiem teraz, czy głosują po pięć, czy po dwa pięćdziesiąt za piwonię.

 

 

4.

Łubin jest jak wąwozy w Lu. Tyle tylko, że łubin jest a wąwozy w Lu. zniknęły pod osiedlami.
Łubin jest jak długie rozmowy z W. w wąwozach w Lu. Tyle tylko, że łubin jest.

(30.05.2015)

  

Dziennik. Odcinek, w którym występują chińscy turyści oraz rude bliźniaczki

 

Od kiedy autor bloga zobaczył gromadę Chinek i Chińczyków w kapeluszach, popijających swoją zalewaną herbatę w przezroczystych bidonach i namiętnie obfotografowujących Adama Mickiewicza, fascynuje się turystami na Krakowskim. Wyglądało to na Suzhou, tyle tylko, że nie zgadzała się scenografia.

Chciał więc napisać o białych turystycznych ciuchciach i ich oderwaniu od nieturystycznej rzeczywistości (białe lokomotywy zwykle pędzą gdzie chcą i jak chcą), ale przysiadł z A. w kawiarni i patrzy teraz na pałac. Wtem:

Patrz - mówi - bliźniaczki! A. szuka wzrokiem dziewczynek z warkoczykami, tymczasem defilują przed nimi dwie jednakowe, ognistowłose staruszki w kolorowych chustach z fest makijażem.

W takie popadli zdziwienie, że nic więcej nie napiszą (29.05.2015).

 

czwartek, 28 maja 2015
Marzena Sowa, Sandrine Revel, Dzieci i ludzie, Centrala 2012

 


Marzi


Wiktor i Agata

 

Wczoraj wieczorem stanąłem przed dylematem. Czy komiks jest książką? Przeczytanie go nie zajmuje przecież dnia albo tygodnia, na co innego zwraca się uwagę, co innego podziwia. Cały dzień dręczyła mnie ten kwestia.

Z poprzednich komiksów, których scenariusz napisała Marzena Sowa, czyli o serii "Marzi", nie pisałem recenzji. Pisałem za to: wielką zaletą komiksów jest to, że po jednym wieczorze można się pochwalić: dziś przeczytałem pięć książek. Ale przecież komiks to coś w pół drogi pomiędzy książką a filmem. Równie ważna jak fabuła, są kadry, zdjęcia, kreska.

"Marzi" była słoneczna, bo była o naszym dzieciństwie. O blokach z windami, karpiach w wannie, wizytach papieża. Stalowa Wola przypominała inne miasta wschodniej Polski, może w ogóle całą Polskę lat osiemdziesiątych. Nieszczęścia, które nawiedzały ten świat, były, jak to w dzieciństwie, chwilowe i odwracalne. Obok toczyła się jakaś Historia, ale Marzi patrzyła na nią z dziecięcą ufnością, nie dając czytelnikowi odczuć, że wie co będzie dalej, gdy dorośnie.

"Dzieci i ludzie" od razu odróżniają się kolorem. Utrzymany w ciemnych barwach tom dzieje się w mrocznych latach pięćdziesiątych. Narrator też jest inny, potrafi zajrzeć ludziom do mieszkań i myśli. Mało jest słów, więcej spojrzeń i gestów. Obrazki są oszczędne. Komiks Sowy i Revel stara się udowodnić tezę, którą do znudzenia powtarza autor bloga, o tym, że ludzie nie są jednoznaczni. I jeśli się nie jest wszechwiedzącym narratorem (albo Wszechwiedzącym Narratorem) trudno jest ich osądzać. Możemy jedynie spróbować zrozumieć ich dramat. 

Dobrze pasują "Dzieci i ludzie" do irańskiego filmu obejrzanego parę godzin wcześniej: o tym jak czuć się wolnym pomimo niewoli. Właściwie pomyślałem, że to ciekawy zbieg okoliczności - ten film i ten komiks. Bo scena, w której Wiktor z kolegami przegląda francuskie komiksy ("Dzieci i ludzie") i scena, w której student filmówki wybiera nielegalne dvd do obejrzenia ("Taxi-Teheran"), to - pod względem sensu - ta sama scena.

 

(źródło: dreamwall.be; forbiddenplanet.co.uk)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9