2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
poniedziałek, 30 czerwca 2008
Autor bloga bije na alarm z powodów religijnych
Zwykle się nie denerwuję, przynajmniej nie bardziej niż zwykle. Wcale mnie więc nie przejęło rzucanie fatwy na minister zdrowia, bo w kraju tak religijnym (vide: poziom debaty publicznej, wskaźnik korupcji, przemoc domowa) jak kraj priwislinski nie jest to dziwne. Natomiast dziś na alarm biję z całych sił, bo oto czytam o nowym obrońcy wiary,  bo "nawet ludzie niewierzący, choć jest ich w Polsce niewielu, powinni przyjąć, że każdy, kto w Polsce chce niszczyć Kościół i te wartości, które Kościół reprezentuje, nastaje nie tylko na religię katolicką, religię ogromnej większości Polaków, ale nastaje na sam naród", bo "w wymiarze społecznym jedynym przeciwstawieniem dla jego nauki jest nihilizm", bo "reewangelizacja pewnych terenów naszego kraju" jest potrzebna.
Jeśli taki paranoik, hipokryta i kłamca staje się obrońcą wiary, to czarno widzę jej przyszłość. Dlatego na alarm trzeba bić, wołać póki czas, póki kościoły jeszcze nie są puste (i sam nie wiem, dlaczego hierarchiczny Kościół godzi się na tak niegodnych obrońców, i sam się zastanawiam, czy ktoś pomyślał jak wielkie to zagrożenie, te słowa, dla Kościoła.)
Wypisy z ksiąg mądrych i pięknych

ostatnio w tramwajach filozofuję, ale tylko w porannych, ale tylko, gdy nie chce mi się spać. powodem jest książka, która filozofowaniu mojemu nadaje nowy rys, bardzo osobisty. bo dotychczas filozofów czytałem abstrakcyjnie, tak jak się czyta fizyków lub opisy odległych plemion na wyspach Triobrianda i na Wielkich Równinach. "Płomień wieczności" Krzysztofa Michalskiego uczy, że filozofia musi być czytana w odniesieniu do mnie, stojącego w tramwaju, podobnie zresztą jak historia, przeszłość, pamięć, jak czas, jak miłość. tylko wtedy mają znaczenie, gdy jestem ich podmiotem. nie da się obserwować swojego życia z boku, tak jak nie da się z boku obejrzeć swojej śmierci. czytanie filozofów bez odniesienia do swego życia jest nadaremnym trudem. eseje Michalskiego są niezwykłe, bo trafiają - przynajmniej tu i teraz w moim przypadku - w sedno rozważań, o tym czym jest przeszłość, czym jest miłość, na czym polega życie, co oznacza religia. traf chciał, że lektura eseju poświęconego historii zbiegła się w moim tramwajowym czasie z narodową debatą o historii (choć właściwie, akurat, debaty to tu było niewiele).

"(...) krowy niczego nie pamiętają. Co czyni je szczęśliwymi. Pamięć o tym, co było, jest bowiem ciężarem, łańcuchem, widmem: pamięć zakłóca przeżycie chwili, przywołując rzeczy, których już nie ma - i stwarza w niej w ten sposób miejsce na nostalgię i przesyt, ból i walkę, nie pozwalając w rezultacie na beztroskie zatopienie się w tym, co w tej chwili jest" (s. 37)

"Innymi słowy: jeśli przeszłość, tak jak teraźniejszość i przyszłość nie jest nieskończoną drogą, na którą człowiek kiedyś wszedł i z której kiedyś zejdzie, jeśli przeszłość otwiera się, za każdym razem na nowo, w działaniach każdego człowieka, jeśli - krótko mówiąc - nie da się oddzielić przeszłości (czasu) i ludzkiego życia, "obiektywna" wiedza o przeszłości to kwadratowe koło." (s. 51)

"Rezultatem tak rozumianej konfrontacji z absolutem jest nieoddzielna od ludzkiej kondycji groza - i ucieczka przed nią, choćby w zapomnienie, słabego i przerażonego człowieka. Ale i zrozumiałe tylko na tle tej grozy radość, szczęście, słodycz - lub przynajmniej nadzieja na nie - które mogą przynieść ratunek, mogą przynieść "zbawienie"" (s. 73)

"Ciągle na nowo próbujemy zbudować sobie w nim [ludzkim życiu] dom, ciągle na nowo próbujemy zlepić wszystkie kawałki świata, w jakim żyjemy, w jedną całość, uporządkować je, zrobić z nich "nasz świat" - ale nigdy nie będziemy potrafili odsunąć od tego świata groźby katastrofy, destrukcji, końca, nigdy nie zdobędziemy pewności, że kolejny krok naszego życia nie będzie krokiem w przepaść, w ktrej zniknie wszystko, co dotąd swojskie, miłe, ciepłe, uporządkowane" (s. 96).

"To dopiero perspektywa śmierci czyni życie, które żyję, moim życiem" (s. 126).

niedziela, 29 czerwca 2008
Przewodnik po Priwislinskim Kraju. Wa. (28.06.2008)

Stolico szarości.
Arko bylejakości.

Nie módl się za nami.





(Im dłużej chodzę w letnie wieczory po Wa, tym bardziej tęsknię za swoim prowincjonalnym Lu. Za ciepłymi ulicami, za świeżym zapachem, za spokojem chodników i czasem, który nie uciekał. Za przeszłością tęsknię, pewną i jedyną niezmienną. Spokojną, nasenną, może złudną? Wąskimi uliczkami starego miasta, alejami racławickimi, zor zachodem i erdeemem, bramami krakowską i grodzką, ulicą lubartowską, goframi na wileńskiej, dworcem na młyńskiej, placem litewskim, przystankiem na trzeciego maja, ogrodem saskim, po farze fundamentami, leclerkiem na zana, osiedlem mickiewicza, krochmalną wieczorem. Módlcie się za nami.)

Contra sukinsynes III (24.06.2008)
 
Jedyną prawdą w historii jest dramat jednostki, jej wybory, jej strach. Nie zrozumie tego żaden Savanarola, pewny swojej moralności, któremu nie kazano iść przez ogień, który nie podnosił noża na wzgórzu Moria. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.

Dlatego, też pisanie historii bezosobowo zawiera w sobie błąd metodologiczny. Historia współczesna jest - co tu dużo mówić - nauką doświadczalną. Nie zbuduje jej się z esbeckich dokumentów, kopii donosów, zmieszanych z odrobiną nienawiści. Historii odwagi i tchórzostwa nie może pisać ktoś, kto nigdy nie stanął im twarzą w twarz.

(Tak nie powinni robić historycy, tak robią ... - też na ch.)

Komańcza. Wpis osobisty, sentymentalny, a przez to niezbyt interesujący. (21.06.2008)

Tego lata wszystko się zaczęło. Wszystko. W szczęściu i nieszczęściu. Od tego lata zależą właściwie dalsze losy, jeśli nie ludzkości, to przynajmniej moje. Na stacji kolejowej w Komańczy zadawaliśmy sobie pierwsze pytania. Pełni apostolskiego zapału by przemierzać magury i kiczery. Nad nami wisiała tajemnica. Nikt nie wiedział co będzie robił, kto zostanie czyją żoną, czyj pociąg odjedzie najdalej ze stacji Komańcza. Marzyliśmy o górach, tylko to się liczyło.

Dziś dwór na Nizinie Mazowieckiej. Kolejne wesele. Siedzimy razem starsi o osiem długich lat. Z żonami, opcjonalnie z dziećmi. Zastanawiamy się czy w tych twarzach jeszcze widać rysy tamtych dwudziestolatków z Komańczy.

Przewodnik po Priwislinskim Kraju. Siedlce. (21.06.2008)

Włoska restauracja*. Wyborna.

Nic poza tym.




*Z bagażami, ubraniami i całym weselnym jarmarkiem maszerowaliśmy od dworca PKP. Obskurny pawilon z okresu ancien regime nie zachęcał. A jednak. Lody z chrupiącym karmelem, beza mięciutka w środku w sosie truskawkowym. Aromatyczne bruschettki. W dodatku w łazience można zrobić makijaż (wiem to z relacji, nie z doświadczenia).

 
1 , 2 , 3 , 4