2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
czwartek, 28 czerwca 2012
Obroty rzeczy użytkowych

 

Kiedy wróciłem do domu okazało się, że para moich skarpet leży na płycie kuchenki. Zdziwiła mnie ta cudowna translacja - muszę przyznać.

Spojrzałem na butelkę soku. Dałbym głowę, że wczoraj kupiłem mocno czarny. Był mocno czerwony. Od razu pomyślałem o kawie. Może, może? Nie, saszetek jak nie było, tak nie ma, tylko jedna folia została z tej ostatniej ze śniadania.

I wszędzie, wszędzie krwawe ślady truskawek.

 

Tagi: ja
17:51, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
Dziennik niekibica na mistrzostwa (7)

 

(południe)

Wychodząc na obiad zanotowałem: na Krakowskim pełno Włochów - taka niby zabawna dwuznaczność, ale im dalej w kierunku Miodowej, tym Włochów okazywało się mniej, natomiast w kawiarniach, z aparatami i nad rogalikami siedziały niemieckie babcie z wnuczkami, czytając przewodnik Warschau (Siedzieli też dziadkowie, tudzież osoby młodsze, z dziećmi i bez dzieci, niemniej ich nieodłącznym atrybutem pozostawała koszulka z trzema paskami oraz przewodnik Warschau.)

I tam, gdzie zwykle stał samochód z biało-czerwonymi gadżetami w promocyjnych cenach, dziś stało auto z gadżetami czarno-czerwono-złotymi, z Siedlec. Karnawał taki jak wtedy, gdy byli Rosjanie albo i lepiej, bo bez niezwyciężonej naszej megalomanii.

Tymczasem Magdalena Środa wygłupia się w jednym z tygodników: Piłka nożna to bardzo falliczny sport. Euro było niewątpliwie świętem fallusa i jego potrzeb. Bałbym się to przetłumaczyć niemieckiej babci, która czyta przewodnik Warschau i zajada rogalika.

(popołudnie)

Autobus z Lu. na Pl. Wilsona nie przyjechał. Na Krakowskim Włosi w defensywie.

(wieczorem)

Z okazji strefy kibica, "Kinoteka" zamknięta. Nie powiem, że nie jestem zły na święto fallusa.

(rano, następnego dnia)

Prawdziwy Polak pociesza w sto osiemdziesiąt kolegę Polaka: Czarny to też człowiek. Na Nowym Świecie nad piwem Niemcy nie doczekują finału.

 

 

 

Kozmo.blox.pl Pictures presents "Chwała dziwkom"

 

- Dlaczego dajesz tylko trzy? - zapytał autor bloga. - A czy ciebie zachwyciło? - odpowiedziała pytaniem na pytanie A., jego małżonka. Może nie zachwyciło, ale zahipnotyzowało. Hipnotyczna muzyka, dobrana do obrazów perfekcyjnie (Maike Rosa Vogel tutaj, CocoRosie tutaj). 

Po pierwsze film odczarowuje słowa. Może wyjdę teraz na zwolennika wulgaryzacji języka polskiego (jestem przeciwnikiem), niemniej tytuł "Whores' Glory" łączy słowa, które wydają się z innych światów. Polskie tłumaczenie jest - moim zdaniem - nieprawidłowe, kiedy stosuje celownik zamiast dopełniacza. Powinno brzmieć "Chwała dziwek", a właściwie - szukając odpowiednich synonimów "Godność dziwek".

Tryptyk, czyli trzy obrazy. Każda część filmowana w inny sposób: na różny dystans pozwala sobie reżyser. Od spojrzenia dokumentalisty jak w przypadku Bangladeszu (ciągle widzimy tylko ściany, brudne, koszmarnie brudne ściany) poprzez dość sympatyczny reportaż o konsumpcji (Tajlandia, dom publiczny jako supermarket) po pornografię (filmowane z ukrycia stosunki w Meksyku).

Cały czas - podkreślmy - film skupia się na losie kobiet. Nie popada przy tym w uogólnienia: ani w litość, ani w atak. Tajki idą do swojej pracy, modlą się przed wejściem o klientów, podbijają kartę na wejście, czeka już fryzjer i kasa fiskalna. Zupełnie inaczej w Bangladeszu, gdzie kobiety - stręczycielki zarządzają systemem prawie więziennym. Kobiety kobietom ten los i z całkowitą premedytacją. Nie sama prostytucja jest problemem (wszędzie uważana - przez kobiety także - jako coś oczywistego), ale system, który kobiety więzi, pozbawia możliwości decyzji, odbiera ciało. Stąd o ile obrazki z Tajlandii mogą cię bawić, o tyle relacja z domu publicznego w Bangladeszu przeraża i woła o społeczną zmianę.

Oczywiście może są to wnioski banalne a sam film przydługi (bite dwie godziny), niemniej nie pozwala wyjść z kina tak po prostu. Nie zachwyca, zastanawia.

 

(3,0/4,0)

Dziennik w innych fragmentach (4)

 

Apteka o dziewiątej rano. Połączenie paryskiej kawiarni i telefonu zaufania. Starszy mężczyzna, co za mną, próbuję zauroczyć młodą farmaceutkę. Podryw na receptę.

Muminek jeszcze raz szepnął pytanie. Wówczas Mama, z głębokim kobiecym zrozumieniem dla wszystkiego, co zachowuje tradycję, odpowiedziała przez sen: - Żałobne opaski… są w mojej szafie… na górnej  półce… na prawo… – po czym znowu zapadła w sen (T. Jansson).

Ksiądz mówi: kazań o śmierci nie potrafię głosić, tyle lat po seminarium, nadal, na próżno. Gdy próbuję szukać pocieszenia, pojawiają się wciąż nowe pytania. A czy to jeszcze religia, jeśli nie pociesza?



Tagi: ja
08:59, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 czerwca 2012
Edward Stachurski w tulipanach

 

Pewnego lata nad jeziorem Krasne, pewna moja bliska koleżanka, kiedy z jej ówczesnym chłopakiem zachwycałem się wierszami Stachury (a więc musiało to być już w okolicach roku dwutysięcznego), spytała, czy słucham Stachursky'ego. Nie muszę chyba tłumaczyć, że bliskość dość szybko zniknęła z naszych relacji.

Całe szczęście moje relacje z urzędem nie dadzą się określić jako bliskie. Gdyby głupota potrafiła kwitnąć dosłownie, a nie w przenośni, na kwiatowym dywanie przed Pałacem Potockich nowożeńcy robiliby sobie sesje ślubne.

W swój pierwszy urząd jako taką wiarę miałem. Liczne próby przechodziła, ale jednak. Do drugiego urzędu szedłem jako biurowy ateista, nawet nie agnostyk ufający, że to coś ma mózg. Zresztą każdy dzień na strychu moją niewiarę utwierdzał. Dzisiaj wiem, że nie ma. Edward Stachurski o pomstę woła do pustego urzędniczego nieba.

 

Tagi: urząd
16:07, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
Dziennik w innych fragmentach (3)

 

Dziś w gazecie atak na autobusy z Lu. na Pl. Wilsona, że puste, że widmo. W samo sedno mojego do nich stosunku uczuciowego: widmowość jako cecha mojego z Lu. związku.

Nie jestem turystą. Ja z plecakiem to nic. Widzieliście turystę z przepychaczem do zlewu.

Amerykanie chcą się ze mną pomodlić, ale mówią za szybko. Jesus he loves me. Byłbym o krok wpadł pod sto osiemdziesiąt na Placu Krasińskich. Żywy (?) dowód, że z Amerykanami trzeba się modlić.

Wylanej kawy pół filiżanki na kołdrę. Poranki w deszczu są wyjątkowo trudne.

(Dzisiaj każdy zapis wydaje się niespodziewanie błahy. Niepotrzebny. Może dlatego, że o Rzeczach Ważnych nie umiem pisać?)

 

Tagi: ja
00:52, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5