2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 29 czerwca 2014
Dziennik z podróży z lotniska w Balicach do Krakowa

 

Było tak: wsiedli, zapięli pasy, za oknem widzieli Etnę (piękny widok, dla którego warto było z Malty), posnęli, obudzili się, podstawili im schodki.

Terminal był drugi i blaszany. Bagaż nie przyjeżdżał dwadzieścia minut, choć to jedyny samolot, ten ich, ale czekali. Wzięli dwie walizki i torbę, ciężkie. Kolei nie było, bo remont, więc autobus miejski, ale nie ten terminal, więc autobusem lotniskowym na przystanek przy pierwszym. Dojechali. Tłum się kłębi, oni z bankomatu pięćdziesiąt złotych, inny automat na bilety na monety, więc kłębią się tutaj z obcokrajowcami.

(Informacja - po obcojęzycznemu - na ścianie podaje, że bilet ma być aglomeracyjny, automat natomiast sprzedaje miejskie i podmiejskie).

Kupili, minuta do odjazdu, wsiadają, walizka się nie mieści, ale się zmieści. Tłum obcokrajowców na tej walizce i na innych walizkach. Autobus rusza. Przez wsie i półwsie. Dosiadają się ludzie, starsi, chrząkają, a tu walizki, dużo walizek, miejsc brak, siedzieć źle. Na zakrętach oni na walizki, my na walizki. Autobus jedzie, długo, daleko, tłumnie. Dojechali. Dworzec Główny Wschód.

Pociąg później, więc walizki do przechowalni, zjeść coś. Ale oni z bankomatu pięćdziesiąt złotych, a szafka na monety. Do kiosku rozmienić. Gazetę. Nie mam panu wydać, może pan zapłacić kartą. Do drugiego. Z pięćdziesiątki nie wydaję.

Idź ty, może tobie się uda. W lodziarni. Dziesiątkę można rozmienić w automacie przy ubikacji. Mamy już dziewięć złotych, a szafka dwanaście. Automat nieczynny. To ja teraz pójdę, z dziesiątki wydadzą. Wydają. Mają dwanaście drobnych. Szafka, uff, udało się. Wychodzą. W Krakowie, na polu, nie ma klimatyzacji.

  

Dziennik z podróży na Maltę (w wersji skróconej)

 

(Wstęp)

Właściwie czemu nagle porzucić pisanie, odpływając z Wyspy? Czy dlatego, że odróżniam podróż od wycieczki, Wyspę od wysepki?

(Relaks)

Na promie puszczają muzykę na polepszenie nastroju. Przez to, nagle uświadamiam sobie, że Whitney Houston nie żyje.

(Mur)

Żyjemy w twierdzy, bronią jej grube mury, nie przepuszczają ani kotów, ani armii Sulejmana. Wyspa jest twierdzą, miasto jest twierdzą, nawet twierdzą jest hotel.

(Opis krajobrazu)

Malta to rozciągnięte na kilometry kwadratowe, niekończące się, biało-żółte peryferia. Płaskość krajobrazu uwypuklają barokowe kopuły.

(Oczy)

Z kolorowych łodzi miały patrzeć oczy Horusa, które na Maltę przywieźli, razem z pieniędzmi, Fenicjanie (kolorowe łodzie są z kolorowych folderów a Fenicjanie to ci z Mozii). Oczu było niewiele, długo szukałem, żeby zrobić z nich magnes na lodówkę (za jedyne trzy pięćdziesiąt)

(Postęp)

Wystawa w Narodowym Muzeum Archeologicznym. Początek: 35 milionów lat temu wyspa wynurza się z pramórz, rok 2004: wstępuje do Unii Europejskiej. Kierunek postępu w dziejach.

(Pośladki)

Wenus z Malty jest z jakiegoś -litu i ma ogromne uda oraz potężne pośladki. A. zauważa, że staje się ona na nowo tamtejszym ideałem piękna. Można sprawdzić w statystykach otyłości.

(Balet)

Słychać pompatyczną muzykę. - Free of charge - zachęca pani. Na pełnej scenie tancerki w bieli, wznoszą ręce. - Pewnie do Unii - mówię sarkastycznie do A., ale kiedy rzeczywiście pojawia się melodia dziewiątej, jestem poruszony. Tu, na tym krańcu Europy, słuchając niemieckiej ody, w niby-greckim amfiteatrze, bum, objawia mi się idea Unii Europejskiej. Nie chodzi o projekty albo przepisy, ale o to, że jesteśmy - wciąż jeszcze - dziećmi Beethovena i Sofoklesa. Tak wdarł się patos.

(Święci)

W produkcji dewocjonaliów, Malta musi być - łeb w łeb z Chińczykami - potęgą. Przyglądam się witrynie czwartego z kolei warsztatu Matek Boskich i świętych Pawłów na tej samej ulicy.

(Wysokość)

Pewien jezuita twierdził, że megalityczne świątynie wznosili giganci, praojcowie Maltańczyków. Wiemy, że to bujda, więc gdy do autobusu nr 42 wsiadł gigant, trzymając się od góry górnych poręczy, robi nam się go szkoda. Nie, że praojciec, ale że wszyscy wciąż na niego patrzą i na jego ręce. Wysiadł przy hali koszykarskiej, a my potem obejrzeliśmy te megality.

(Wskazówka)

Jeśli wracać na Maltę, to - zapamiętajcie - do baru Mellows naprzeciw przystanku i kościoła z niebarokową kopułą. Usiądźcie przy stoliku, patrzcie na ulicę, uśmiechajcie się do kelnerek, (dopowiada A.) zamówcie banoffee.

(Aklimatyzacja)

Pierwsze spotkanie z Polakami na lotnisku: Te Maltańce to... - mówi gość, co wepchnął się przed nas do kolejki.

 

piątek, 27 czerwca 2014
Matteo Collura, Na Sycylii, Zeszyty Literackie 2013

 

To miała być lektura przygotowująca do podróży na Wyspę, później - lektura na Wyspie, w końcu stała się czytadłem na plażę na sąsiednim archipelagu, który cały był wypełniony tęsknotą (nie tylko moją) do tamtej Wyspy.

Książka Matteo Collury porządkuje przemyślenia o Wyspie, układa je wokół czterech głównych tematów: śmierci, religii, baroku i arystokracji. To dzięki nim Wyspa staje się fabułą. Odkrywam, czytając, że krążę na Wyspie wokół tych samych tematów.

(Śmierć)

Nazywam Wyspę Wyspą Rzeczy Ostatecznych. Tak ją odczytuję, poczynając od wyjaśniającego przemijanie mitu Demeter i Kory, tak po niej podróżuję. Collura opowiada o sycylijskiej obsesji śmierci, opisując makabryczne katakumby kapucynów. Dla mnie symbolem jej obecności są kościoły czyśćcowe, pełne nagich kobiet w płomieniach. Ludzkie okrucieństwo wywyższone do poziomu dogmatu. Ta wizja Czyśćca, stanowiącego rodzaj okresowego piekła, pozwala na zachowanie pełni władzy nad mieszkańcami, pozwala dzielić, rządzić i wymagać. I nieważne jest właściwie to, że Czyśćcem zarządza okrutny, lubujący się w ludzkim cierpieniu, niechrześcijański Bóg, stworzony na obraz średniowiecznego kata. Mieszkańcy Wyspy - w każdej jej części - musieli żyć z ciągłą świadomością nieuchronności czyśćcowych płomieni.

(Religia)

Jest w Wyspie coś pogańskiego. Fascynowały mnie - podobnie jak Collurę - wyrastające w południowych Włoszech, w tym na Wyspie, posążki Ojca Pio. Wydawało mi się, że stanowią usprawiedliwienie: mamy naszego świętego, on nas chroni, więc nie musimy już zajmować się wyborami moralnymi. Owszem w dzieciństwie fascynował mnie ojciec Pio ze swoją bilokacją i jarmarkiem cudów. Każda wiara ma okres magiczny ze sztuczkami, które umie czynić Bozia, ale jednocześnie te sztuczki - tak dzisiaj myślę na Wyspie - przesłaniają to, co jest istotą religii. Ojciec Pio, a u nas Jan Paweł II, zastępuje Zmartwychwstałego, jest Jego wersją na naszą miarę, w jego świętości my jesteśmy święci. Pisze Collura: Słusznie jest wybrać na swojego patrona właśnie jego, który jest świętym w pewnym sensie nielegalnym (...), bo został ogłoszony świętym przez ludzi zanim zrobił to Kościół. (...) To właśnie na tej ziemi niczyjej, na tej pustyni sumień, nad którą czuwa dziś żałosny uśmiech Ojca Pio, rekrutowana jest w przeważającej mierze siła robocza zorganizowanej przestępczości.

(Barok)

Wyspy nie da się opisać bez baroku. Barok tkwi w jej krajobrazie, o czym dużo pisze Collura, ale też tkwi głębiej. W kościołach Wyspy powtarza się motyw: ołtarz znajduje się za kurtyną. Obrzęd dzieje się jakby w teatrze przytrzymywanym przez anioły. Wszystko dookoła tej sceny jest jedynie ornamentem. Opisując bogactwo i przesadę baroku, jego słodycz i jego ozdobność, tak naprawdę opowiadamy o sycylijskiej religijności. Śmierć, religia i barok łączą się na Wyspie nierozerwalnie.

(Arystokracja)

W tym barokowym teatrze pojawiają się oni. Czytałem na domofonach wypisane ich tytuły markizów i markiz. Jakby pod jakąś warstwą lawy przetrwali od czasów Rogerów, Fryderyków i Wiktorów Emanueli. Nigdzie indziej nie widziałem takiej gęstości arystokratycznego zaludnienia, choć dobrze wiem, że to ich ostatnie dziesięciolecia. Collura opowiada o upadku sycylijskiej arystokracji, w końcu objawiającym się w powolnym rozpadzie materii ich pałaców. Po raz kolejny Wyspa przypomina o przemijaniu, po raz kolejny jest Wyspą Rzeczy Ostatecznych.

 

wtorek, 24 czerwca 2014
Wtóra podróż na Wyspę (16)

 

Pozzallo

Tyr, tyr, tyr, ciągną swoje walizki. Mieszkańcy Wyspy wyglądają z tarasów. Na ścianach naklejki: Panie, błogosław nam. Oni tyr, tyr, tyr, do brzegu. Tutto bene? - ktoś krzyczy za nimi. Tyr, tyr, tyr.

Można silić się na filozofię, ale w końcu i tak wszystko sprowadza się do drogi pod górkę.

 

Wtóra podróż na Wyspę (15)

 

Noto

(Notatki o N. czynione na łóżkach, ławkach i krzesłach)

N. ogląda się z kościelnych wież. Za każdym razem jest tak samo barokowe i gorące. Zawsze widać je z bliska, nigdy z perspektywy. (Napisałem wcześniej, że jest białe, ale to nieprawda: jego odcienie od bieli do oranżu).

N. jest piękniejsze od swego pierwowzoru, co jest tym pewniejsze, że pierwowzór dawno nie istnieje.

N. wykreślili barokowi geometrzy, przez co N. dobrze wpasowuje się w kwadratowe kadry (miasta, prócz tego, że są kocie lub psie, można podzielić według sposobu kadrowania na poziome, pionowe i stanowiące wyjątki).

N. zamieszkują markizy i principessy o podwójnych imionach i podwójnych nazwiskach, także podwójnym życiu: teraz i w przeszłości. Całe one z baroku. I nawet opuszczony dworzec w N. dzieli się na klasy z odrębnymi, nieczynnymi wejściami.

 

Mieszkańcy N., choć mili, nie są praktyczni: morw używają do zimnych deserów a nie do karmienia jedwabników.

 

Wtóra podróż na Wyspę (14)

 

Katania

W barze Mądrość jest tłoczno. Pachnie bułeczkami i kawą. Nie ma jeszcze dziesiątej a żar pod wulkanem. Rozżarzona jest ziemia, rozżarzone powietrze.

Chciałem na nowo zwiedzić miasto z szarego pyłu, ale bycie turystą wymaga ciągłej zmiany. Wiecie: rozkłady jazdy, walizki na kółkach, rezerwacja hoteli. To sztuka wyboru na co spojrzeć i dokąd powrócić: mądrość z baru Mądrość.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6