2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
czwartek, 30 czerwca 2016
Michal Ajvaz, Podróż na Południe, Książkowe Klimaty 2016

 

Latem lubił chodzić do kręgu. Słońce celowało centralnie fontannę, tryskającą jak jego własna wyobraźnia, kiedy popijał kawę i patrzył.

Wszystko jest proza.

Okładka jest biała, z konikiem na biegunach po środku. Nie wiem, o co chodzi, ale wszyscy przyglądają się jej w autobusach. Zastanawiałem się nad tym fenomenem, bo nie ma tu ani nagiej kobiety ani niczego nadzwyczajnego. Konik na biegunach w pustce. Bardzo mi się ta okładka podoba i pewnie, gdyby nie ona, no i tytuł, nie zajrzałbym do książki.

Pierwsze zdania prowadzą na Kretę i to jest już trzeci powód, żeby ją czytać. Okładka jak ciało:

gładka, bardzo gładka. Nadal popijał kawę. Usiłował zrozumieć, czemu właściwie usiadł i nie potrafi się oderwać od miejsca pod parasolem, białej piany fontanny. Ciągi skojarzeń, na tym polega pisanie, piana, morze, Afrodyta.

Na tylnej okładce wydawcy zapisali listę nazwisk, z którymi miałaby się kojarzyć. Przyjrzałem się jej. Zupełnie inne skojarzenia: Marquez, Eco, Hrabal. Sztuka wynika z pustki. Wszystko jest pustka. Im bardziej w nią zaglądasz, tym bardziej ona przygląda się tobie. Niemniej bohater książki bardziej cenił Kanta niż Nietzschego.

Siedzenie w kręgu i przypatrywanie się życiu, jeśli chcesz o tym opowiedzieć, stanie się kawałkiem prozy. A może - pomyślał - to o czym mógłby napisać, nie powinno zostać zapisane. Jest jak opowieść Hectora, która lepiej, żeby się nie pojawiła. Wstał i ruszył. Odwracał się jeszcze, ale wiedział, że z tego powstałby jedynie mizerny fragment.

Dawno nie czułem takiej potrzeby czytania, tak bardzo proza nie próbowała mnie pochwycić. Sprawia to aura sekretności, która promieniuje ze stron. Książka toczy z tobą grę. Nie możesz pozwolić sobie na przegraną.

Przypomniał sobie wracając, że w kawiarni w kręgu główne miejsce na półce zajmował potężny tom "Metafizyki". Zauważył jednakże lekturę pani baristki ukrytą pod notesikiem i komórką, wyświechtany poradnik "Jak sobie radzić z problemami życia".

  

Dziennik. Pogrzeb trzmiela

 

Robi się upalnie, tak bardzo, że wyjście na kawę koło jedenastej nie jest dobrym wyjściem.

To co, wyprawiamy mu pogrzeb, temu trzmielowi? - W. przypomina mi moją wczorajszą nierówną walkę. Martwy trzmiel leży na równie martwym parapecie.

Myślisz, że jak zaczniemy grzebać go na dziedzińcu, to nie wezmą nas za wariatów? - przypominam sobie jak klęczałem wczoraj na chodniku, próbując go reanimować. Z limuzyny byłoby widać, gdyby przejeżdżała.

Przy śniadaniu głos w radiu zupełnie inny niż zwykle. Szybko, przyzwyczaić się i zapomnieć (30.06.2016).

 

środa, 29 czerwca 2016
Dziennik. Trzmiel i śmierć

 

Jakoś się tak przyjęło się, że to A. powiadamia mnie o smutnych rzeczach. Pisze na przykład: Umarł Miłosz albo Zabili brata Rogera. Dzisiaj też. Siedzę na naradzie, bawię się telefonem i nagle bum: Paradowska zmarła. Odpisałem: Co??? Głos przy śniadaniu? Jak będziemy teraz je jedli.

Postanowiłem przeciwdziałać panoszącej się śmierci. Podniosłem z chodnika nieprzytomnego trzmiela, wziąłem cukru i wody z kawiarni. Pozwoliłem mu pić, ale to na nic, ale to za późno (29.06.2016).

 

Dziennik. Nadchodzi zima

 

Tego wieczoru, na Chomiczówce, spojrzał w kierunku zachodniego nieba i poczuł nagle, chociaż niewyraźnie, że dzień stał się krótszy. Może maciupeńko, ale już, już go ubyło.

O cztery minuty - poinformowała uprzejmie M. (28.06.2016)

 

Tagi: ja
12:14, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 czerwca 2016
Dziennik. O tym, jak nie dostałem się do encyklopedii

 

Ze zdumieniem stwierdził, że to, co dotąd uważał za swoje poglądy, myśli, upodobania, wartości i uczucia, właściwie wcale do niego nie należy. Już wcześniej miał w tej kwestii pewne podejrzenia, ale w pełni sobie ten żałosny i śmieszny fakt uświadomił dopiero wtedy, gdy swoje poglądy, myśli, upodobania, wartości i uczucia zobaczył przed sobą na papierze, zmienione w słowa, które sam napisał. Zaskoczony, z rozczarowaniem i odrazą patrzył na zdarte, rozchwierutane i sfatygowane klamoty, które ze sobą targał (...). Swoje poglądy, myśli, upodobania, wartości i uczucia przypadkowo pozbierał w ciągu lat życia Bóg wie gdzie, właściwie nie miał pojęcia, czy są mu bliskie, czy dalekie - były to odpadki cudzych myśli, przyswoił je sobie tylko po to, żeby zakryć straszliwą próżnię, która była, jak ze zgrozą się przekonywał, jego własnym wnętrzem. Mówił sobie, że przecież nie jest możliwe, żeby wnętrze jakiegokolwiek człowieka tworzyła tylko pusta jama (Michal Ajvaz, Podróż na południe, ss. 41-42).

Właśnie tak sobie wyobrażałem bardzo długo, jako dziecko, wnętrze siebie: pusta jama podoba nieco do wnętrza jasnej skórzanej torebki.

(27.06.2016)

 

Tagi: blog ja
14:17, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
O wyzywaniu

 

Rozbawia mnie ta rozpacz, że wyzywają naszych. Zaskoczone głosy odzywają się teraz z tej i z owej strony internetu. Jakbyśmy to my mieli monopol na określanie innych robactwem (lub nosicielami zarazy) i życzenie im śmierci. Wtedy nic zdrożnego, bo przecież nie chodziło o Polaków, ba nie chodziło o ludzi, tylko o jakichś przybłędów (nazwij ich jak chcesz, to jest: wyzwij ich jak chcesz).

Chyba najbardziej skalę tego, co zaszło w umysłach Polaków i zaciemniło je, i zamieniło w jakąś papkę, obrazuje dialog, który cytuje Wojciech Tochman:

Pytam nauczycielkę (w Warszawie, w czerwcu 2016 r).
- Czy uchodźcy, który tonie trzeba podać rękę?
- To zależy.                                           

Oburzenie, znowu manipulują, a przecież jesteśmy dobrzy i solidarni. Te kilka pobić to jedynie przypadki, pewno sprowokowali nas: złorzeczyli Bogu, honorowi, ojczyźnie, ci (nazwij ich jak chcesz, to jest: wyzwij ich jak chcesz). My katolicy - że papież coś mówi, toż to bełkot Argentyńczyka, uzurpatora na Piotrowym, to jest Janopawłowym tronie przynależnym Polakom. Albo to (z tej strony):

dziecko 1: tu jest uchodźca! (pokazując na mnie bezczelnie palcem)
dziecko 2: coo?! nie jem koło uchodźców!
dziecko 3: psze pani, boję się...

Dwie dziewczynki już płaczą, a panie "nauczycielki" zaczynają błyskawiczną naradę. W końcu zbliża się do mnie przerażona, wydelegowana pani i łamanym angielskim stara się wytłumaczyć, że Polacy nie lubią obcokrajowców (tym bardziej uchodźców) i że dzieci się mnie boją i pyta... czy mógłbym już wyjść.

Doprowadzili nas do tego stanu politycy i dziennikarze wyszukujący dogodnego kozła ofiarnego, przy wymownym milczeniu hierarchów (czasem lepsze jest jednak ich wymowne milczenie). Tylko się teraz nie możemy nadziwić, że ten sam proces zaszedł w Wielkiej Brytanii, tyle że tam rolę tych (nazwij ich jak chcesz, to jest: wyzwij ich jak chcesz) odegraliśmy my, potomkowie husarzy.

Więc jeśli tak bardzo żal nam, że wyzywają Polaków, to może się zastanówmy, co sądziliśmy o innych, zwłaszcza o tych (nazwij ich jak chcesz, to jest: wyzwij ich jak chcesz), bo nienawiść jest chorobą wysoce zaraźliwą.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7