2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
wtorek, 28 lipca 2009
O dokarmianiu biurokratów

Dostałem dziś rano deserek, nie serek, ale właśnie deserek (z żelatyną wołową i E 472a). Na parterze mego biurkowca: wszedłem i dostałem. Za nic, za to, że się spóźniłem, ale jeszcze przed dziewiątą było. Wszyscyśmy dostali: karmelowy lub waniliowy.

Do przedszkola można by deser, młodocianym przestępcom deser, a tu oni nabiałem tuczą urzędników. Jakby nie wiedzieli, że urzędników nie wolno, nie wolno dokarmiać. Że łatwo w nich małym deserem wydobyć najdziksze instynkty.

Że łatwo ich wtedy obudzić.


poniedziałek, 27 lipca 2009
Trzydzieści (postscriptum)

W "Wyborczej" niejaki Dariusz Nowacki dokonuje wiwisekcji twórczości i odbioru Edwarda S. i jasno mu, temu Dariuszowi, wynika, że ES jest fe, a przynajmniej passe. Dariusz Nowacki jest krytykiem literackim, redaktorem, naukowcem (por. hasło o nim w Wikipedii), uprawniony jest więc do dogłębnej wiwisekcji. Lepiej by Dariusz Nowacki napisał to, co ES pisał, dojrzalej by mógł. Twórczością swą by Się zachwycił.

Literatura, zdaniem moim, niekrytyka, nieredaktora i nienaukowca (por. ciągły brak hasła o mnie w Wikipedii) spełnia warunki, o których Barthes pisał w odniesieniu do fotografii. Punctum - to, co kłuje w samo serce, dotyka osobiście, przeprowadza przez śmierć. Nie odnajduję punctum u Dehnela (choć bardzo cenię jego kunszt), czy Witkowskiego (tam, to niczego nie odnajduję, w czym zgadzam się, zdaje się, z Dariuszem Nowackim), u producentów narracji z fabryki "ha-artu". Ale gdy czytam "Białą lokomotywę", "Missa pagana", "Tango triste" to od razu wiem, że ono tam jest. Bo mówi do mnie, nie do każdego, nie do kogoś tam, nie do Dariusza Nowackiego, ale do mnie.

Postać i dzieło Dariusza Nowackiego, jeśli w ogóle są ważne, a co do tego mam sporo wątpliwości, nie zmienią w tym względzie niczego.

piątek, 24 lipca 2009
Trzydzieści




(źródło: stachuriada.pl/stachura)
Zły dzień, dobry wiersz

(To był zły dzień, kolejny zły dzień. Ale dobra była wizyta w empiku i zakup kolejnego fascynującego tomu autorstwa Teatru NN. Tym razem o Józefie Łobodowskim.)

(Gdy zaczynasz czytać od razu wyczuwasz melodię. Wiem, że wyglądało to dziwnie, ale nie mogłem się powstrzymać. Recytowałem szeptem. Zachwycony.)

Dolinami, zielonymi orawami kraina się rozpostarła,
rozlewami torfowisk i łąk podeszła
ku stromym wąwozom...
Złota woń macierzanki napływa do gardła,
ani wiesz,
skąd i dokąd cię wiozą.
Czy tęsknota daleka,
czy rozpacz i strach,
skurcz pod sercem, gdy słów już zabrakło do wyznań,
na pastwiskach, na rzekach,
po majdanach i wsiach
wciąż usypia moja Lubelszczyzna.

Kiedyś wrócę do ścieżek wydeptanych i szos,
gdziem się z wiatrem spotykał i ziemi bił czołem,
dość słyszała tych pieśni,
więc pozna mój głos,
kiedy na nią po imieniu zawołam.

Przyjdą zmierzchy fiołkowe, zatoczy się wóz,
furman cmoknie na rosłe mierzyny – i ruszę...
Ach... i droga, wiodąca szpalerami brzóz
między polne jabłonie i grusze.

Niby dym, co wieczorem nad jedliną się snuł, mgła mi oczy
przesłoni, lecz do łez się nie przyznam,
i śród leśnych uroczysk,
śród majdanów i siół
cicho uśnie moja Lubelszczyzna.

Do kraju polnych grusz
i złotych sosen,
gzie misę z zsiadłym mlekiem nakrywa bochen chleba,
gdzie płatki bzu poranną piją rosę,
od dawna już
powracać mi potrzeba.
Niech tylko Tanwią spłynie pierwsza kra,
niech w zwierzynieckich lasach zakwitną
krzaki leszczyn,
usłyszę, jak o zmierzchu flet pastuszy gra,
jak mi pod stopą
sucha gałąź trzeszczy.

Lubelski cmentarz zarósł gęstwą drzew,
jak dobrze spocząć przy boku swego dziada! -
i niech mi tam jaśminu krzew
o moim kraju opowiada.

(Dziwne mam skojarzenia, ale od razu, wtedy, w metrze, szepcąc o Lubelszczyźnie, pomyślałem o rytmie pieśni "Jugoslavija").


środa, 22 lipca 2009
Analiza i samokrytyka dokonana w związku z wpisem "Polskie lipce. Wpis patriotyczny."

Jak się czuję po wczoraj? Fatalnie.

Po pierwsze, to mi wstyd. Zwiedziony na pokuszenie byłem. W konkursie wystartowałem wbrew temu, co na tym blogu głoszę (a głoszę niechęć do manipulacji i podbijania bębenka). Sam się, w dodatku świadomie, częścią machiny stałem, częścią cudzej relacji. Swoje czytelnictwo podniosłem (inna sprawa, czy to na pewno czytelnictwo? por. poniżej), sprzedając swoją blogową tożsamość. ("Dziś w ziemię uderzy planetoida. Weź udział w konkursie na najlepszą blogową relację z zagłady. Twojego bloga niestety nie zdążymy już opublikować.")

Po drugie, relacja z czytelnikami to taka intymna więź (nieco wirtualna, ale zawsze). Możesz się bawić słowami, dopieszczać metafory, bo wiesz, kto cię czyta, wiesz, że możesz powiedzieć więcej, bo stoi za tobą ta cała trzyletnia już historia słów lepszych i gorszych, marnych i niezłych. I ona cię usprawiedliwia, nawet jak napiszesz najgorsze farmazony. Przyjemne, więc, jest takie poczucie. Jeśli przeczyta cię nawet pięć tysięcy osób, to i tak dla nich jesteś jeszcze jednym niestotnym tekstem. Komentarze przestają być dialogiem, a służą do wygłaszania pochwał, bądź nagan. Niewielu decyduje się na jakąś rozmowę - jak choćby ten anonimowy czytelnik, który napisał, że "ch.. mi w d..ę" (z uwagi, że napisał bez kropek i z błędem, komentarz skasowałem).

Po trzecie, dla mnie blog to forma literacka, to pewien wybór estetyczny. Pisanie oznacza dobór słów, metafor, szukanie nawiązań (jak choćby ta fraza z "Wesela" wczoraj).  Zabawa literacka daje przyjemność, tylko gdy ten/ta z drugiej strony monitora potrafi również konwencją się bawić i ze słów czerpie przyjemność. (W związku z tym bardzo wdzięczny jestem stałym swoim Czytelnikom/czkom!) Wczorajszy eksperyment przekonał mnie, że dosłowność jest dla autora zabójcza, a w nas coraz więcej tej dosłowności. Powiedzmy szczerze: na naszych oczach giną metafory.

(Kończąc tę przydługą analizę, obiecuję prawdziwą poprawę i wyskoków temu podobnych powtarzać nie będę).

wtorek, 21 lipca 2009
O co pytali nas wielcy filozofowie (17.07.2009)

umierając, filozofowie umożliwiają masom żyć wreszcie bez pytania bez gderania bez sensu (a to takie modne ostatnio).

 
1 , 2 , 3 , 4