2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
piątek, 31 lipca 2015
Dziennik. Odmiany

 

(Siedem miesięcy zapisu dzień po dniu. Jakaś cholerna potrzeba udostępniania siebie innym, przy tym graniczące z pewnością przekonanie, że ja interesuje nie innych, ale właśnie mnie. A może to jednak jakaś literatura?)

Pewna odmiana w porządku tygodnia. Po porannym bulgotaniu, usiłowanie parkowania na słońcu (w okolicy policjanci dokonują oględzin miejsca zderzenia dwóch rowerzystek), omyłkowe śniadanie a potem już sobotnia ramówka. 

- Lalki - zwraca się ten od poziomek z podbitym okiem do dwóch zrzędliwych pańci - nie macać malinowych! Szuranie z oburzenia. Dla wzmocnienia efektu dodaje: słonki! Ale chodzi mu o mnogą od słonka, a nie od bekasów. Kupujemy te poziomki, posłusznie nie macamy żadnych malinowych ani gargameli, bawolich serc nie ma. (Od kiedy chodzimy na halę, poszerzyliśmy swój słownik o szereg odmian. Dzielimy na odmiany pomidory i czereśnie, a nawet bazylię. Przedtem tylko na kolory albo na wielkości.)

Kiedy my tak w kolejce, Włoszka z mapą poszukuje wśród straganów męża. Angelo, dove sei? woła, dłonie w trąbkę. Angelo nie wraca. Mapy o dużej skali nie chronią przed zagubieniem się pomiędzy malinowymi (31.07.2015).

 

Dziennik. Poczekalnia

 

Zamiast wysyłać powiadomienia o porażce, powinienem otworzyć wytwórnię czarnych scenariuszy. Mógłbym mieć spore dochody z własnej wyobraźni. Czekam teraz na korytarzu. Trwa bulgotanie maszyn i mozolne zapiski aparatów. Od ich dźwięków marzną mi ręce.

Potem powstają wpisy takie jak dwa poprzednie a nawet niewinne, młode wrony oskarżam o rozdziobywanie powstańców styczniowych nad Wierną Rzeką. Ich też się nieco boję (30.07.2015).

 

Tagi: ja
20:50, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Joseph Roth, Marsz Radetzkyego, Austeria 2015

 

(R. von Meissl, Leichenzug des Kaisers Franz Joseph aus dem Schönbrunner Schloss (Wyjazd konduktu pogrzebowego cesarza Franciszka Józefa z Schönbrunnu), 1916, źródło: (c) Schloß Schönbrunn Kultur- und Betriebsges.m.b.H.)

 

Słońce stało już wysoko na niebie, światło zalewało obszerne podwórze starostwa i wpadało przez okno izby Jacques'a. Biała, przykrótka firanka wisiała teraz przed szybami niby wesoły, nasłoneczniony fartuszek. Kanarek ćwierkał raźnie i bez przerwy, nagie, wyszorowane deski podłogi błyszczały żółtawo w blasku słońca. Szeroka, srebrna smuga słoneczna padała na dolny koniec łóżka, białe poszwy lśniły jeszcze silniej, jakby niebiańską bielą, a smuga pełzała dalej, zaczynała przechodzić na ścianę (s. 198).

Opis owego sielankowego popołudnia jest tłem dla agonii Jacques'a. Niezauważalnie, podobnie jak w przypadku końca świata dla Miłoszowego dziadka-ogrodnika, śmierć wkrada się w rzeczywistość.

Nie, to nie jest pora na "Marsz Radetzky'ego", ani pora roku, ani pora życia, chociaż dwudziesty ósmy lipca wydawać by się mógł odpowiednią datą. Miałem ochotę na Rotha od zeszłego roku, kiedy sporo czytałem o Wielkiej Wojnie. Zresztą przy okazji pogrzebów Habsburgów eksperymentowałem z odczuwaniem patosu. Ale to nie ta pora!

Bo Roth opisuje, a czyni to przerażająco przekonująco, fatum, które nadciąga na każdego, niewidocznie ze strony na stronę. Nadciąga na ludzi, ale również nadciąga na państwa. Taki sobie zafundowałem do czytania ponury literacki Totentanz.

 

Dziennik. Taniec

 

(Michael Wolgemut, Tanz der Gerippe, 1493, źródło: wikipedia.org)

 

(Uwaga! Wpis łamie obowiązującą konwencję społeczną o zmarłych dobrze albo wcale. Czytasz na własną odpowiedzialność).

Miał być obrazek miejsko-obyczajowy o czarnym kocie na płocie (truizmy plus marne rymy!) koło przystanku porannego sto osiemdziesiąt. Kot wyglądał zza siatki koło bzu. Taki sobie obrazek, co go lubią wszyscy. Nic tylko zdjęcie wklejać.

Ale zdarzyło się, że zeszliśmy do stołówki zwanej norą, na obiad, a tam czarno-biały ekran tefauenu i czarny pasek żałoby, że umarł Kulczyk, i w dodatku ten żałobny sposób filmowania w zwolnionym tempie. Miało wyciskać łzy, lecz nie wycisnęło.

Przypomniałem sobie "Czas gniewu" i to, co wówczas o nim pisałem, stojąc przed autostradowymi bramkami. O psuciu państwa, o niejasnych machinacjach, gdzie interes przedsiębiorcy ze znajomościami ważniejszy jest niż racja stanu, o zadufaniu niby-elit, o tym wszystkim, co powoduje, że po dwudziestu pięciu latach pewien profesor podsumowuje: byliśmy głupi. Tefauen, tudzież prawie zgodnym chórem prasa, każe opłakiwać tego, który do perfekcji opanował sztukę robienia państwa w ch..a i otrzymywania za to owacji.

Tak sobie zapisał, zły człowiek, autor bloga. Ale potem zdał sobie sprawę, że jest coś ważniejszego w tym fakcie medialnym (bo nie piszę o jednostkowej śmierci, nie ważyłbym się nawet, ale o śmierci jako fakcie medialnym), coś co napisał jeden z portali: Polacy w szoku. Bogactwo nie chroni przed śmiercią. Szkoda, że sam nie wpadłem (a R. wpadł) na ten morał. Oto na biało-czarnych ekranach transmitują nam teraz biało-czarny taniec znany ze średniowiecznych rycin i takichż fresków. Każdy w nim tańczy: i żebrak, i milioner.

O tym właśnie jest ten wpis, co miał być o kotach (29.07.2015).

 

środa, 29 lipca 2015
Dziennik. Części ciała: oko

 

 

(How the Eye Functions, 1941, Prelinger Archives, źródło: archive.org)

 

Dalej Kawafis. W autobusach i poczekalniach. Kawafis-urzędnik. Duża przyjemność.

Jaki piękny chłopiec, jaka boska to popołudniowa godzina,
która go, aby zasnął spokojnie, ogarnęła ("Na obrazie").

Kawafis wygląda przez ogromne okno, spogląda ku drzwiom kawiarni (s. 216)

I ujrzałem ciało tak piękne,
jakby je utworzył u szczytu mistrzostwa Eros
("W drzwiach kawiarni").

Kontynuując z tomu komentarz Alexandra Nehamasa: ludzkie ciało jest oglądane i opisywane [przez Kawafisa] jak rzeźba. Jest to obiekt naturalny i sztuczny zarazem, i jako taki - tylko jako taki - został włączony do wiersza (tamże).

Zmysłowość spojrzenia jako mechanizm, który ciało widzialne zamienia w ciało-dzieło. Oko pożądliwe, miłosne, letnie (coś, co łączy lektury i obrazy tego lata).

(Dopisane: kiedy odkładam na półkę "Literaturę na świecie" dostrzegam, że z grzbietu okładki spogląda na mnie oko Kawafisa).

(28.07.2015)



wtorek, 28 lipca 2015
Dziennik. Pieczątki

 

Mam teraz ogromne okno z widokiem na plac i kawiarnię. Zza niego słychać sygnaturki godzin i pisk kasy fiskalnej. Siedzę za wielkim stołem, mam na nim dwieście siedem kopert.

Z przykrością informuję ludzi o tym, że przegrali.

(27.07.2015)

 

Tagi: ja urząd
19:29, kozmo1 , DZIENNIK
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8