2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 31 lipca 2016
Franciszek, dzień czwarty

 

Nasz papież okazuje się być balastem dla polskiego Kościoła, który wpłynął na mieliznę. Nasz papież zamyka jego historię. Rozmawiam z N., która żąda, żeby okno na Franciszkańskiej też było jak kiedyś, czyli żeby klaskać i wiwatować, a nie mówić o sprawach poważnych. Nasz papież to jedna ze strategii dezawuujących Franciszka (o tym jeszcze napiszę).

Nasz papież. Czytam "Tygodnik Powszechny": Na spotkanie z papieżem w Białych Morzach przygotowano aż 7 tys. miejsc. Ponad połowa pozostała wolna. Franciszek mówi do księży: Jezus nie lubi dróg przemierzanych połowicznie, przymkniętych drzwi, podwójnego życia. Jakby wiedział, że zamykanie drzwi i dwulicowość to główne grzechy Kościoła nad Wisłą.

A teraz scena z "Wielkiego Piękna": Jep rozkoszuje się życiem na kanapie. Mówi Franciszek: Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie. Kanapa – jak te, które są teraz, nowoczesne, łącznie z masażami usypiającymi – które gwarantują godziny spokoju, żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem. Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. A przecież: nie przyszliśmy na świat, aby „wegetować”, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. 

Z całej pielgrzymki, ta kanapa przemawia do mnie najbardziej, aż ma się ochotę, żeby wreszcie wstać.

 

sobota, 30 lipca 2016
Franciszek, dzień trzeci

 

Pyta Franciszek: Gdzie jest Bóg, jeśli na świecie istnieje zło, jeśli są ludzie głodni, spragnieni, bezdomni, wygnańcy, uchodźcy? Gdzie jest Bóg, gdy niewinni ludzie umierają z powodu przemocy, terroryzmu, wojen? Gdzie jest Bóg, kiedy bezlitosne choroby zrywają więzy życia i miłości? Albo, gdy dzieci są wyzyskiwane, poniżane i kiedy także one cierpią z powodu poważnych patologii? Gdzie jest Bóg w obliczu niepokoju wątpiących i dusz strapionych? Istnieją takie pytania, na które nie ma żadnych ludzkich odpowiedzi. Możemy tylko spojrzeć na Jezusa i Jego pytać. A odpowiedź Jezusa jest następująca: „Bóg jest w nich”.

Pyta, bo doskonale wie, że po Auschwitz nie możemy być pewni. Podobnie jak pewności pozbawia nas oddział dziecięcej onkologii. Nie da się nie zadawać pytań, chyba że religię traktujemy jedynie jako pewien bezmyślny sposób znieczulenia: cierpienie uszlachetnia (echa tego frazesu znajdujemy w szpitalnym przemówieniu premier, w którym wskazuje, że szpital jest miejscem, gdzie rodzą się wiara, nadzieja i miłość).

Wobec cierpienia najwymowniejsza jest cisza. Bo Bóg też milczy.

Okrucieństwo nie skończyło się w Auschwitz, w Birkenau: również dziś, dziś torturuje się ludzi (...) Mówimy: tak, widzieliśmy okrucieństwo siedemdziesiąt lat temu, jak umierali rozstrzelani, powieszeni albo zagazowani. Ale dziś w wielu miejscach świata, tam gdzie jest wojna, dzieje się to samo. Rzadko to do nas dociera. Chcemy, żeby początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm - to z Domosławskiego. Człowiek zamyka oczy.

O tym, czym jest modlitwa. Droga Krzyżowa nie jest sadomasochistycznym zwyczajem. Nie może być wspomnieniem, rytuałem. A jest nim, jeśli nie otwiera nas na bliźniego, innego. 

 

piątek, 29 lipca 2016
Dziennik. Notatki z lata w mieście (3)

 

(Edvard Munch, Akt we wnętrzu, 1902, kolekcja prywatna, źródło: pinterest.com)

 

Tego lata Edvard M. jest refrenem. Kiedyś zwykle Edward S. Duchota. Przybiega z kąpieli i rzuca garderobą. W kręgu lodowata kawa. 

Ściemnia się. W parku czyhają łowcy motyli bez siatek na nie. Gromadzą się tam małe wirtualne zwierzątka. Piszę o tym Jo. i wyglądam jakbym sam łowił. Ale ja tylko chimery, za to łapczywie.

W sto osiemdziesiąt podnoszę wzrok znad studiów o ikonie (Hans Belting nadal). Naprzeciw piękny profil Madonny i hebrajski szelest. Przez sufit pada deszcz, nie to nie przywidzenie, nie przywidok, rodzina z Polin jedzie do Czarnego Kota.

Rozbierająca jest lekkość dusznego popołudnia. Wcale nie jest chłodniej na Chłodnej. Łapczywie dziecko chleb i wodę. Buja się hamak. Dźwigi nad fontanną, balet z gorąca, kawa na stacji (potem nie możesz zasnąć i nie wiesz dlaczego).

(26-28.07.2016)

 

Franciszek, dzień drugi

 

Z tego szczytu, który służy ostatnio do rzucania oskarżeń lub wygłaszania publicznych pochlebstw, mówi Franciszek: Pragnienie władzy, wielkości i sławy jest rzeczą tragicznie ludzką i jest wielką pokusą, która stara się wkraść wszędzie; dawać siebie innym, eliminując dystanse, pozostając w małości i konkretnie wypełniając codzienność – to subtelnie Boskie.

Zgromadzili się na szczycie licząc na peany o wielkości (tam pięknie brzmi o wielkości i o wybraniu, o narodzie najniezwyklejszym ze wszystkich) a on im prawił o małości: o Bogu, który czyni się małym.

Nie mogli pojąć. Zasiał zgorszenie, kiedy się zetknęli z nim a on chciał rozbić ich wygodne wyobrażenia. Zalew nieskładnych wypowiedzi w obronie polskiej wersji chrześcijaństwa: publicysta, któremu się na tym blogu należy damnatio memoriae, przegrany polityk, który uważa, że Franciszek je za dużo i przyjaźni się z żebrakami (mijają wieki, ten sam zarzut faryzeuszy, por. Mt 11, 19). Nagłe spotkanie z chrześcijaninem obnaża zafałszowanie tego, co nazywamy u nas chrześcijaństwem.

Naucz nas jak Marię z Betanii słuchania tych, których nie rozumiemy, tych, którzy pochodzą z innych kultur, innych narodów, a także tych, których się boimy, sądząc, że mogą nam wyrządzić zło. Słuchanie, czyli uznanie - jak to z trudem nam przychodzi - własnej omylności, braku monopolu na prawdę, braku wyjątkowości.

Ten sam Kościół, te same miejsca, ten sam szczyt Jasnej Góry, a z Franciszkiem zupełnie inny.

 

czwartek, 28 lipca 2016
Franciszek, dzień pierwszy

 

Stwierdzenie, że wpuścił do Kościoła powietrze jest fałszywe. On spuścił powietrze przynajmniej z polskiego Kościoła nadętego jak balonik swoją narodowo-katolicką retoryką i pewnością własnych przekonań.

Kiedy dygali i całowali, czy nie czuli zażenowania na lotnisku? Ci, co religię traktują jako jeden ze środków do rządzenia? Co płaczą na wizji ze wzruszenia, mówiąc o najprzewielebniejszych, a potem w żywe oczy kłamią z równą szczerością?

Świadomość tożsamości, wolna od manii wyższości, jest niezbędna dla zorganizowania wspólnoty narodowej na podstawie jej dziedzictwa humanistycznego, społecznego, politycznego, ekonomicznego i religijnego, aby inspirować społeczeństwo i kulturę, zachowując je wiernymi wobec tradycji, a jednocześnie otwartymi na odnowienie i na przyszłość. Mądrość Franciszka, który wie dobrze z czego się bierze fundamentalizm: dziedzictwo humanistyczne jest na pierwszym miejscu, przed religijnym.

Pamięcią negatywną, jest natomiast ta, która spojrzenie umysłu i serca obsesyjnie koncentruje na złu, zwłaszcza popełnionym przez innych. Wielokrotnie powtarzał to biskup Życiński, którego opluwano w katolickich mediach, prawie jak Franciszka. W krainie krzywd, zniewag i lęku przed obcym.

Spodziewali się słodkich kołysanek i kremówek, żeby z Franciszka uczynić kolejną maskotkę. A on im wieczorem mówił o śmierci. To zdanie zapisuję, bo jest bardzo ważne (choć może brzmi banalnie, ale dobrze że mówi to papież): Musimy się przyzwyczaić do rzeczy dobrych i do rzeczy złych. Takie jest życie.

 

środa, 27 lipca 2016
Dziennik. Mężczyźni, którzy nienawidzą drzew

 

(Edvard Munch, Morderca w alei, 1919, Muzeum Muncha, Oslo, źródło: flickr.com)

 

Niewątpliwą zaletą pracy tutaj jest możliwość notowania złotych myśli innych urzędników, zwłaszcza tych bardziej ambitnych, nienagannych w myślach i czynach. Takich jak ten obok (każde słowo jak ukłucie długopisem). Pan urzędnik jest od środowiska. Dobry chrześcijanin, jeszcze lepszy Polak: Większa bioróżnorodność jest w lasach państwowych, a nie w parkach narodowych. Obalamy mity, którymi się karmią fanatyczne organizacje pozarządowe. Nie ma lasów dziewiczych, w tej słynnej Rospudzie są transzeje. Transzeje żołnierzy wyklętych i w tym momencie pan od środowiska wchodzi w temat żołnierstwa wyklętego (albo rycerstwa błędnego). Widać, że na tym się zna, to go kręci w przeciwieństwie do drzew i przyrody, której nie znosi.

Jakby na czele zakładów mięsnych stawiać wegetarianina. Tacy są ci chłopcy w urzędniczych garniturach z siekierami. (Jak na obrazie Muncha tylko brzozy, dzięki skojarzeniom, mają szanse ocaleć).

(25.07.2016)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5