2017: 69 książek - 2016: 75 książek - 2015: 78 książek - 2014: 89 książek - 2013: 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
środa, 25 lipca 2018
Dziennik pisany w lipcu (odc. 2)

 

18. Cały świat płonie

Dusząca wilgotność jak w monsunie. Podbiegunowych lasów pożary. W Murmańsku 30 stopni. Zbliża się koniec świata - ze spokojem stwierdza A. (podobnie jak artykuł w "Krytyce Politycznej"). Lodówka grzeje zamiast chłodzić.

A jednak, po Londynie, wcale mnie nie bawi rychły koniec.

19. Róż

Od pewnego czasu przestałem przyglądać się ludziom. Stali mi się zupełnie obojętni. Pozbawiony jakiejkolwiek łapczywości albo ciekawości nie wyglądam zza Herberta. Nie mogę się ocknąć. Ale dziś do metra wsiadła czwórka dzieci o różowych włosach.

Wyjrzałem więc zza strony pięćset czterdziestej drugiej, nie mogąc się nadziwić.

 


(Konkurs jedzenia spaghetti w Soho, 10 lipca 1958, źródło: pinterest.com) 

 

20. Makaron

Trzeci dzień jemy makaron. Prawie jak na Sycylii, tylko że pozbawieni bogów. Kończy się Polska, jaką znamy, zaciąga się burzowa chmura. Wszyscy, prawie, jesteśmy Jarosławami (por. stary cyniczny lennik, który nauczył się cenić słodycze dworskiej kariery, J.J. Szczepański, Dziennik, t. III, s. 709, za: Herbert, t. II, s. 436). Pod sejmem, który grzebie kraj, biją ludzi.

Marzymy o Południu, lądując na Wschodzie.

21. Cynie i cynicy

Hałas tramwaju. Kolor cynii (cynie szybko umierają od ciepła). Dziecko w fontannie pod arkadią. Pieczone jabłka. Gofry w forcie.

Wolność, której bez fanfar, się pozbyliśmy. Albowiem życie biegło zwyczajnie.

22. Pamiątka

Zawsze pokazuję gościom. Za plecami najwyższego sądu trzy cnoty kardynalne. Były tam dzisiaj z sukniami zmoczonymi w wodzie.

Architektura okazuje się być znowu trwalsza niźli ustrój.

23.

Starzy ludzie w autobusie

W południe wszyscy pasażerowie w sto dwadzieścia dwa pamiętają jeszcze niewolę. Wszyscy głosują za niewolą, bo niewola to młodość.

Przygody z kurierami (c.d.)

System napisał: poniedziałek 10-12. Pojechałem czekać na lodówkę. Wyglądałem przez okno: system napisał: środa 16-20.

Tak się właśnie kończy wiara w system - skomentował W.

Kolacja

- Co będziesz jadł na kolację?
- Fifle w kombli.
- Nie ma już fifli.
- A co to są fifle?

24.

Okładka

Niezwykle celna - nie czytam gazet - okładka "Newsweeka" z niedźwiedziem, naszą zamorską miłością i naszym małym autokratą. Myśleliśmy, że żyjemy w epoce i miejscu danym raz na zawsze, aż nie zauważyliśmy, że wszystko znajome przemienia się: pory roku lub wolność (historia nie znosi stabilizacji).

Na nowo trzeba uczyć się małego życia.

Lotnisko

Za drutem kolczastym opadały szybowce. Upał zelżał nieco. Trawa pozbawiona sukienek. Patrzyliśmy na ślady na niebie.

Strażnik, ziewając, czuwał byśmy nie uciekli.

 

Andrzej Franaszek. Herbert. Biografia II. Pan Cogito, Znak 2018 (odc. 2)

 


(Zbigniew Herbert w "Tygodniku Solidarność", w którym wygłaszał swoje filipiki, 11 listopada 1994 r., fot. Tomasz Gutry, źródło: tysol.pl)

 

Osiemsetna strona drugiego tomu. Dwa miesiące życia w cudzym życiu. Po co? - spytał ktoś na schodach. Nie wiedziałem.

(Z cytatów wynotowanych: Paręnaście lat później podobną historię opowiedział Herbertowi Max Frisch, wspominając, jak żył przez trzy lata z dziewczyną tak młodą, że patrząc na nich, każdy kelner wiedział od razu, że to się nie może udać (s. 219)).

Jeśli zastanawiałem się, co się stało z kolegą Teda Hughesa i Maxa Frischa, kochankiem Angeliki Hauff i ulubieńcem rozlicznych Rundfunk, że pozostały z niego tylko dwa cytaty, tutaj - około strony osiemsetnej - znajduję odpowiedź. Starość, choroba, niedołęstwo: Herbert dokonuje tego, na co samo porwał się przed swym samobójstwem Edward S. - zrywa przyjaźnie (a przecież przyjaciół się nie robi, oni się zdarzają (nie zawsze) w życiu, s. 403), atakuje wydawców, chowa się w świecie swoich lęków i uprzedzeń. W takim stanie nietrudno stać się wieszczem radykalnej prawicy, zalęknionej i uprzedzonej, co odczuwamy szczególnie dzisiaj, kiedy lęki i uprzedzenia stały się polityką państwa (piszę na gorąco: schorowany umysł Herberta jako metafora szaleństwa prawicy, tyle że poeta naprawdę był chory).

(Z cytatów wynotowanych: w szkicowniku zaś pojawiały się karykatury laureatki [Szymborskiej], która na nartach, z miotłami zamiast kijków, brała udział w "kombinacji szwedzkiej" (s. 671)).

W 1999 r. przeniosłem się do Warszawy. W pierwszym warszawskim listopadzie pojechałem na Powązki, na grób Herberta.

 

środa, 18 lipca 2018
Dziennik pisany w lipcu (odc. 1)

 


(Dedykacja z filmu "Pelišky", reż. Jan Hrebejk; oglądaliśmy go któregoś wieczora z M. i J. Chyba najlepiej ze wszystkich znanych mi filmów definiuje czułość we wszystkich jej wymiarach, w tym także do ojczyzny.)

 

1. Na naszym ślubie świadkiem był kot, kot podglądacz. Teraz jest stary, ów kot, przychodzi w ponurym nastroju i kładzie się przy stole. Nikt nie chce go słuchać - takim stał się nihilistą. 

2. Dość powoli, z oporami dociera do mnie Polska. Najpierw przychodzi biskup, autor książeczek dla dzieci od pierwszej komunii (pseudonim: ksiądz Tymoteusz), i opowiada rzeczy wymiotne. Wszyscy klaszczą. Potem pod nieobecność najwyższego wodza, zastępowanego przez aparatczyków w makijażu, zespół "Mazowsze" wykonuje rytualny taniec wokół samolotu (stara kronika z lat pięćdziesiątych, ten sam zespół tańczy).

3. Jechałem z Wierzbna, tramwaj przejechał pieszą. Dziesiąty tydzień, mówiła przez telefon w metrze, wyznając po raz pierwszy i biorąc nas wszystkich za świadków. 

4. Opowiadam A., że założymy komunę na greckiej wyspie, będziemy pili wino i przechadzali się po sadach pomarańczowych. Spotykamy się wprawdzie coraz rzadziej, ale marzenia mamy ciągle śmielsze.

5. Fioletowa różyczko! - zapisuję w metrze inwokację, która dołącza do szeregu innych zapisków, które trudno rozszyfrować. Wieczorem, kiedy siedzimy z M., odczytuję wybrane daty z dziennika. Moje życie - jak się okazuje - składa się z kawy, westchnień i prognoz pogody. Najciekawsze jest to, czego nie zapisałem i zaraz potem zapomniałem.

6. Najważniejsze jest ciepłe światło domu (zapisałem jesienią, kiedy mieszkała z nami M.) Wszystko inne jest niedopowiedziane - dodaję teraz z czułością do życia. (Ideałem domu był ów dom w Dolinie Muminków, gdzie gdy tylko pojawiali się goście Mama Muminka szykowała dodatkowe nakrycie a Tata zbijał kolejne łóżko).

7-10. zob. Dziennik z Londynu. Lipiec

11. Tak nagle jak się pojawili. Klucze przekazane w biegu. Tęsknię przy zmywaniu.

12. Zapis na blogu, anegdota z podróży, pusty czerwony zeszyt. Najważniejsze - jak zawsze - pozostaje niewypowiedziane: czułość (nowe słowo klucz w dzienniku autora bloga) do czasu, czułość do osób.

13. Pędzą do ogrodzonego zamku autobusy na sygnale. Wiozą posłów - wszyscy cierpią na paraliż nóg, to druga faza choroby po paraliżu woli. Tylko ręce posłusznie cały czas głosują. Wyglądam przez okno i widzę stolicę małej satrapii na zbyt bliskim Wschodzie.

14. Koszulki, które zamówiłem przyszły o miesiąc za późno. Nie nadają się na plaże Portugalii ani do londyńskich muzeów. Ale warto było - przekonuję się dzisiaj w kawiarni, gdy zza lady nachyla się baristka, szepcząc: ale ładna.

15. Chmury zawieszone nisko. Wczesna jesień przyszła - pisze M. Nie chcesz wychodzić z domu. Na Woli łudzą cię przejaśnienia.

16. Helsinki. Ci, którzy od trzech lat usiłują wyciągnąć nas z Unii Europejskiej, zostawiają nas z ręką w nocniku. Oto jesteśmy już poza limesem, do którego wpychało nas pokolenie wielkich umarłych (takich jak Geremek czy Mazowiecki). A poza limesem nie ma lodów waniliowych. Jest próżnia i brzydko pachnie. Dobry wujek Trump, ten co doprowadził nas do orgazmu na Placu Krasińskich latem ubiegłego roku, dogaduje się ze złym wujkiem Wołodią, usiłując dobić NATO i naszymi rękami zadusić Unię.

17. Cztery lata byłem ciężko chory, przez cztery lata badałem cnotę u mieczyków - czy wszyscy sprzedawcy kwiatów muszą być szaleni? Pan z Trasy W-Z po latach opracował recepturę na pełne kłosy.

  

sobota, 14 lipca 2018
Dziennik z Londynu. Lipiec

 

 
(Pablo Picasso, Akt przed lustrem, 1932, kol. pryw.)

 

Picasso 1932 - Love, Fame, Tragedy

Zamysł kuratorów jest fenomenalny. Z całego życiorysu wybrać i opisać dokładnie jeden rok. Wbrew miłośnikom sztuki pozbawionej tła, nadać obrazom kontekst biograficzny. Tak jak w przypadku życiopisania, tutaj mamy do czynienia z życiomalowaniem.

- To jest jak pisanie bloga - stwierdza A. mijając w kolejnych salach obrazy podpisane datami dziennymi. W sobotę czuł się tak, w poniedziałek - zupełnie inaczej, oddawał to poprzez kolejne pociągnięcia pędzlem. Galerię uzupełnia opis: listy, zdjęcia, foldery reklamowe. (W piątek albo w czwartek przed wyjazdem czytałem swojego bloga, dziwiąc się banalności życia). Po raz kolejny uczę się tego w Londynie: należy porzucić przekonanie o wyjątkowości własnych uczuć. 

Jedno jest pewne - tak jak teraz - lipiec różni się od lutego.

W 1932 roku Picasso zapisuje na obrazach rozpad miłości.

Picasso 1932 - Love, Fame, Tragedy. Cytaty z kolejnych sal

Wszystko, co kochamy umrze, i dlatego wszystko, co kochamy, musi być zebrane - ze wszystkimi wielkimi emocjami pożegnania - w coś tak wielkiego, że nigdy tego nie zapomnimy (Michel Leiris).

Właściwie jest tylko miłość. Czymkolwiek może być (Pablo Picasso).

Parada 

Na początku pisania tego bloga byłem konserwatystą. Paradę równości opisywałbym więc jako wręcz przerażający obraz upadku kultury europejskiej, karnawał hedonistów zapominających o wartościach. Jak ów nowy Jezus w otoczeniu czarnoskórych uczniów wyznających apokalipsę na Oxford Street.

Przychodzę z kraju, nad który nadciąga szarość. Podoba mi się wszystko w siedmiu barwach. Dobrze się czuję w kolorowym tłumie, odnajduję nawet antykwariat, w którym mógłbym zamieszkać. Za jego oknem spacerują satyrowie. Apokalipsą są za to zmienione trasy czerwonych autobusów.

(07.07.2018)

 


(Fresk z Nebamun (fragm.), Teby, 18. Dynastia, ok. 1350 p.n.e., The British Museum) 

 

Wystawa egipska w Muzeum Brytyjskim

Tyle zachodu. Najpierw umyć i osuszyć. Naciąć pod żebrem i wyciągnąć. Przez nos wygrzebać mózg (świder służący do tego celu jest najbardziej wstrząsającym eksponatem w sali). Napełnić solą. Owijać. Układać amulety (to samo oko Ozyrysa, co zdobi łodzie maltańskich rybaków). Na koniec pełni ufności leżą w szklanych gablotach. Tomografia i rentgen świadczą o zmartwychwstaniu, które się nie udało. Żal mi bardzo nadziei Egipcjan.

Oni także nie sądzili, że są starożytni i że są śmiertelni.

Gwiazda 

Przed państwem, proszę państwa, gwiazda. Siedzimy na huśtawkach pod galerią Tate. Wieczorem zapala się oko Saurona na Shard. Gwiazda - nie wiem skąd się wzięła, z komunalnych domów, gdzie sąsiedzi wspólnie oglądają mecz, czy z hoteli (więcej gwiazdek) - obraca się po nieboskłonie i uśmiecha do widzów.

Wieczór jako kurtyna. 

(08.07.2018)

Frida Kahlo: Making Her Self Up

O ile wystawa Picassa jest rodzajem dziennika, o tyle Frida w Muzeum Wiktorii i Alberta przypomina pamiętnik otwierany lata po śmierci właścicielki. Jest dokładnie tak jak w wierszu Szymborskiej: suknie wygrały wyścig.

Powrót

Mycie zębów na nocnych lotniskach. Amerykanin podrywa Hiszpankę przy ładowaniu komórki. Pomarańczowy samolot czeka o poranku. Żółte autobusy jeżdżą zamiast czerwonych. Tak bardzo chciałem zatrzymywać ten czas, że aż się spóźniłem.

(09-10.07.2018)

 

piątek, 06 lipca 2018
Dziennik pisany w czerwcu (odc. 3)

 

 

Kielce. Poziomki

Pociąg śmierdzi. Wczesnym popołudniem przez sen dostrzegam stację Kielce. Sienkiewicza wygląda na wymarłą. Spodziewałem się baletnic, spodziewałem się akrobatów, a tylko smutna kobieta sprzedaje poziomki.

Kielce. Niewidoczne

Teraz wszyscy zadzierają głowy i wpatrują się lornetkami w niewidoczny sufit. Pani specjalistka od stropu opowiada czego nie widać, a co widać być powinno. Cztery kontynenty, dwanaście miesięcy, mała Apokalipsa.

Kielce. Planty

Kamienica nad strugą jest jasna. Wygląda jak na tym strasznym zdjęciu, tyle że nie wynoszą trumien. Wczoraj zmienili ustawę, więc spokojnie mogę napisać teraz: Polacy zabijali Żydów na Plantach w Kielcach (nie tylko w Kielcach, nie tylko na Plantach.)

Anatomia

Pięćset kilogramów czereśni (opowiada E.). Każdego lata odkrywam, że łapczywość nie dotyczy wyłącznie ud albo gęsiej skórki na plecach. Ciało posiadają również owoce.

Szarlotka

Byłem dzieckiem. Tyle razy jeździliśmy do R. Bardzo długa droga: sklep w Niemcach, fabryka domów, lody w Lubartowie, most na rzece w Woli Skromowskiej, Kock. Za każdym razem nowe ciasto: francuskie z grubym cukrem, metrowiec. Odległości są teraz znacznie krótsze, dorosłe i trasa wiedzie od północy. Szarlotka, nadchodzi wieczór.

 (27-30.06.2018)



Gabriel Tallent, Moja Najdroższa, Agora 2018

 

 
(Sally Mann, bez tytułu z albumu "At Twelve", 1983/1985, źródło: pinterest.com)

 

O Boże (literatury), jakie to dobre, jakie gęste, jakie mięsiste, ale zaraz dochodzę do opisu amputacji palca: czytam zdanie, odwracam wzrok, czytam drugie, staram się pomyśleć o czymś innym. Ta gęstość jednak zachwycająca: opisy przyrody - czysta botanika - autor dostrzega i nazywa pojedyncze źdźbła. Daje to zaskakujący efekt: krajobraz rozłożony zostaje na części pierwsze, zupełnie inaczej pada wzrok czytelnika. Tak samo ciało. Przyzwyczajeni jesteśmy do naturalistycznych obrzydliwości, gdy tymczasem tutaj ona gardło ma przyciśnięte do poduszki, pełne papierowych wilgotnych liści, jakby sama nasączała je niczym zimna jesienna plucha, lodowata woda smakująca pieprzem i sosną, dębowymi liśćmi i zielonym aromatem polnej trawy. Doskonałość prozy.

Nietrudno w głównej bohaterce, Turtle nie dostrzec odbicia innej dziewczynki z północnoamerykańskiej prozy: Ani Shirley. Nie jest to jednak kolejna powieść o dorastaniu, raczej o tym jak drugą osobę można zniewolić, jak zawładnąć jej ciałem i umysłem. Tutrle przypomina więc dzikie dzieci tyle, że nie jest wychowywana przez wilki, ale przez psychopatycznego ojca. Ich opisywany jak scenografia horroru dom nad morzem jest przeciwieństwem ciepłego domu na Zielonym Wzgórzu. Jawi się więc "Moja Najdroższa" jako "anty-Ania z Zielonego Wzgórza".

Pojawiające się tu i ówdzie porównania z "Lolitą" należy z góry odrzucić, w ten sposób oceniać mogą ją tylko miłośnicy gazetowych uogólnień. Martin Alveston nie ma w sobie nic z Humberta Humberta: jest sk..ielem, którego od pierwszych stron ma się ochotę zabić. W jego relacji z córką nie ma żadnej gry, jest zwierzęcy instynkt, który odczłowiecza go w oczach czytelnika (zwróćcie uwagę jak fenomenalnie manipuluje nami autor!)

Przez chwilę tylko pomyślałem o charakterystyce Martina: biały mężczyzna, miłośnik broni palnej, oczekujący apokalipsy, ze zmarnowanym życiem, gdzieś w mieście na prowincji. Nieufny wobec państwa, co widać w stosunku do szkoły i służby zdrowia. Czy nie kryje się w nim portret zwolennika alt-rightu? Czy Martin Alverston nie głosowałby na Donalda Trumpa? (a w wersji wschodnioeuropejskiej na obecnie rządzących?)

 

 
1 , 2