2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
wtorek, 31 sierpnia 2010
Zjazd. Szkice do opowiadania.

(Twórczość rzekoma zrodzona z wściekłości autora bloga. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.)


Przewodniczący Gniadek podbiegł do mikrofonu. Wąsiki ruszały się nerwowo, tudzież oczka. Mówiła. - Dość! - fuknął. I nic. Popatrzył na pierwszy rząd. Pokerowa, paranoiczna twarz Prezesa nie wyrażała absolutnie nic. Gdzieś pod półprzymkniętymi powiekami dusił właśnie Mówiącą w najbliższej windzie. Gniadek popatrzył obok. W niemym orgazmie zastygła umiłowana uczennica Prezesa, przerażone maślane spojrzenie. Sala chrząkała, buczała i pojękiwała. W tylnych rzędach, jeden z mózgów Prezesowego ugrupowania patrzył tępo w mównicę i powtarzał zaślinionymi ustami: "Stara krowa!". Nie mógł znieść tego napięcia,

wybiegł. Schował się do najbliższego wucetu, wyciągnął pomiętą ulotkę Prezesa Polska jest najważniejsza, spojrzał w jego dobrotliwe oczy i począł się masturbować.

Tagi: ja
18:08, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
Wypisy z lektur (31.08.2010)

Spośród ostatnich zakupów książkowych, niewątpliwie najlepsza jest powieść "Śmiech za drewnianą przegrodą" Jani Virka. Aż żal wysiadać z autobusu, bo na deszczu książek przecież nie czytam.

Może to kwestia tematu? Opowieści o dzieciństwie, zaczynając od Grassa i Miłosza, mają swój urok, bo przywołują własne wspomnienia, przypominają, że świat wyglądał inaczej (inaczej nie z powodu zmiany, ale inaczej z powodu innej perspektywy). Może topografii? Lublana to przecież moje drugie Lu. A może odczuwania? Bo to powieść węchowa:

Różnica tkwiła nie we włosach albo jakiejkolwiek innej namacalnej rzeczy, w co dotychczas wierzyłem, ale w zapachu (s. 14)
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Numer 31: "Czeski błąd" (cz. "Kawasakiho růže")

(Jako organizator wyjścia do kina, nie powinienem samemu brać udziału w konkursie i wygrywać bilety. Stało się. Nie jest to komedia, nic shrekowatego, więc może lepiej z klasą na coś innego?)

Film jest czeski, ale nie taki czeski, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Geislerovej nie ma, jest natomiast świetnie wyreżyserowany moralitet o winie, o grzechu zdrady i o pokucie, rozgrywany muzyką, która miejscami zupełnie eliminuje słowa.

Nie wiem, czy lepszy od "Życia na podsłuchu" (raczej nie), ale przebijający nasze polskie produkcje o lustracji, teczkach i tajnych współpracownikach (może poza produkcją teatralną ósemek).

Skłonność od grzechu pierworodnego: ludzkie namiętności bez względu na epokę prowadzą do działań niegodnych. Ten sam schemat.

Nie ma łatwego wybaczania. Wina pozostaje między ludźmi.


(4,5/5,0)
Wypisy z lektur drugie (30.08.2010)

"Koncert" Muharema Bazdulja ma trzy płaszczyzny:

Pokazuje idiotyzm wojny, wywołanej niezwykle silnymi zarazkami chorobliwego patosu (patrz s. 70). Ja też na to, dziesięcioletni autor bloga in spe, cierpiałem, wpatrując się w szachownice, słuchając hymnów, ręka na piersi: Lijepa naša domovino. A potem to już była Vukovar, Omarska, Srebrenica. I się wyleczyłem. ("Kucharze wojny" wnoszą tutaj ciekawą perspektywę).

Sakralny wymiar kultury pop. Koncert jako wydarzenie religijne. W świecie zmasakrowanym, wymytym z etyki, nadaje znaczenie człowieczeństwu. Koncert - liturgia.

Erotyzm muzyki, którym przesiąknięty jest tekst Bazdulja.
Henryka Krzywonos. Bohaterka.

(Wpis miał dotyczyć książki, która ukaże się jutro i którą jutro zamierzam kupić, ale wydarzenia dzisiejsze zmieniły moje plany edytorskie. Fragment z "Dużej solidarności, małej solidarności" Agnieszki Wiśniewskiej dziś powtarzają wszystkie portale.)

- Ten tramwaj dalej nie pojedzie.

Głos Henryki, niski, zdecydowany, zawisł nad głowami ludzi. Dwaj panowie spojrzeli na siebie wymownie i westchnęli, jakby chcieli powiedzieć: „No tak, znowu awaria”. Setki razy pasażerowie słyszeli, że tramwaj dalej nie pojedzie. Henryka kilka razy sama wypowiadała te słowa. Tym razem nie chodziło o zepsute drzwi.

- Stajemy, bo Stocznia stoi. Trzeba poprzeć strajk stoczniowców.

Gdy skończyła mówić, nastała cisza. W takich chwilach człowiekowi wydaje się, że słyszy kołatanie własnego serca. Cisza. Kołatanie. Brawa. Ludzie zaczęli klaskać. W środku Henryki nie było słychać bicia serca, tylko płacz. Młoda, dwudziestoparoletnia motorniczy stała przed bijącym jej brawo tłumem pasażerów. Uśmiechali się, poklepywali po ramionach, patrzyli z podziwem na krótkowłosą dziewczynę w sukience w kwiatki.

(Słucham tych gwizdów w Gdyni i wiem, że solidarność jako idea etyczna, ta o której pisał ksiądz profesor Tischner, nie żyje. Dobrze, że są jeszcze ci, którzy - jak Henryka Krzywonos, całym swoim życiem, zwykłym życiem - potrafią się o nią upominać.)

Wsparcie dla dialogu społecznego. Opera komiczna.
(Siedzieliśmy na sali nie behape)

Ona, primadonna, spóźnionna prze-pra-sza-ją-co prze-pra-sza-ją-ca.
On w oranżu syndykalny macho. O euro aria: więcej więcej, trzeba trzeba, trze-eee-eee-ba wię-ęęę-cej! Niemożliwym jest zrealizowanie targetu-uuu, bo za-aaa-braknie środków, najdroższa-aaa!
A ona serce wyrywa i łka-a-a, koloratura: Tera-aaaa-z nie ma-aaa!



(Tak to, w zaciszu sal konferencyjnych na dalekim Mokotowie, polscy związkowcy, spadkobiercy etosu, tudzież pracodawcy, radzą nad wyrwaniem kolejnego smakowitego kąska unijnej dotacji, usta napełniając szumnymi frazesami, frazesowym pustosłowiem, recytatywami frazesów.)
Tagi: urząd
17:54, kozmo1 , TEKSTY
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7