2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Dziennik. O spoglądaniu

 

(George Hoyningen-Huene: (1) Strój wieczorowy Carnegie, 1935; (2) Pływacy, 1930; (3) Strój kąpielowy Chanel, 1933; (4) Strój kąpielowy Schiaparelli, "Vogue", 1928; źródło: tumblr.com)

 

W tych zdjęciach fascynuje mnie sporo: ich formalna czystość, porcelanowa geometria, światło, wzrok jako główny bohater. Fotograf podpatruje w nich patrzenie, chociaż sam, przypatrując się, zauważam, że to zestaw spojrzeń, które się nie spotykają:

gdy oboje patrzą na horyzont (2) to niespotkanie jest czymś oczywistym, ale tutaj (1) tylko ujęcie pozwala się domyślać, że oddalili się na tyle, by nie móc spojrzeć sobie w oczy, że tylko niewyraźne sylwetki i cienie. Poniżej, aby odkryć jak patrzą, potrzeba, chociaż w wyobraźni, wyrysowanych kątów i strzałek. On (3) będzie próbował złapać jej wzrok, ale ona patrzy gdzieś poza. Z kolei w ostatnim (4) mam najwięcej wątpliwości: może w tym kadrze mieści się jednak odrobina wzajemności? W końcu wymaga jej odpalenie papierosa od papierosa.

Te fotografie: czysta przyjemność spoglądania, jedno z ważnych odkryć tego nadzwyczajnego lata (31.08.2015).

 

niedziela, 30 sierpnia 2015
Dziennik. W poszukiwaniu zaginionego czasu

 

Z dniami jest teraz podobnie jak z ich porami. Przestajesz je zauważać. Gdyby nie terminy w kalendarzyku, trudno byłoby odróżnić środę od niedzieli. Coś, co działo się - jak przypuszczam, posługując się kalendarzem - tydzień temu, jest równie bliskie (a może równie odlegle?) jak wydarzenia z wczoraj albo z dzisiejszego poranka. Odróżnia się jakieś szczegóły: o piątej trzydzieści podlewałem balkon i patrzył na mnie zachodzący Księżyc.

Trochę to przypomina jedno wielkie święto, takie, które z czasu zwyczajnego, dziejącego się i łatwego do podziału na godziny, doby, tygodnie, przenosi człowieka do czasu poza, który nie nagina się do naszych poznawczych reguł.

A może, przeczucie, gdy podporządkowujemy się doszczętnie cudzemu czasowi, zaczyna nam się kurczyć ten nasz własny? (30.08.2015).

 

sobota, 29 sierpnia 2015
Dziennik. Jesień dla spostrzegawczych

 

Pora na astry. Miasto dziwnie puste. Ryby sprzedaje córka. Opada łagodne światło. Za chłodno na sukienki i lody z solonym karmelem.

Pod szybowcami na balkonie wrzosy.

(Dopisane: A. twierdzi, że przesadzam z tą jesienią. Spacerujemy w ciepłym popołudniowym słońcu, jemy lody z solonym karmelem).

(29.08.2015)

 

piątek, 28 sierpnia 2015
Dziennik. Jesień w czasach gender

 

Pośród bylejakości i arbuzów od razu się wyróżniał. Szary garnitur, słomkowy kapelusz, rozpięty kołnierzyk, garb. Przechadzał się, podpierając laseczką, z pewną dezynwolturą (a w samie to trzeba łokciami, prawie jak na Hali Mirowskiej i trzeba głośno się wydzierać, i wpychać do kolejek, bo inaczej - zadepczą, zakrzyczą). Przepraszam, rzekł w sposób nazbyt grzeczny do ekspedientki, gdzie mogę dostać mazidło dla mnie, przeciwko słońcu?

Nie wiem, co odburknęła, bo że odburknęła to pewne. Ale wtedy zrozumiałem, że w samie na Broniewskiego spotkałem Pana Jesień.

Czytałem gdzieś nawet, że tego roku, ze względu na pustynne, suche powietrze, jesień przyszła o miesiąc za wcześnie i bociany też już dawno odleciały. Toby się zgadzało (28.08.2015).

 

O ratowaniu

 

(George Hitchcock, Ucieczka do Egiptu, 1892, The Smithsonian Museum, Waszyngton, źródło: commons.wikimedia.org. Po raz drugi, w tym samym celu, wykorzystuję motyw ucieczki do Egiptu).

 

Pójdźmy też i my przywitać Jezusa 

Weźmy na przykład ich. Nie mają paszportów. Stary facet z siekierą, jakaś małolata i dziecko. Żydzi i to Żydzi z najgorszej prowincji na zadupiu, nie wiadomo, co za jedni. Jakiś król u nich niby morduje dzieci, głupia propaganda, mity, zresztą to nie nasze dzieci. Nie mają środków nawet na jedną dobę. Ponoć było jakieś złoto, ale widać ten cieśla-niedojda wszystko oddał przemytnikom. Mieli osła, ale co z osła na łodzi? Czy szczepieni? Roznoszą potem gruźlicę i dyfteryt. A ta młoda ma hyzia, bo opowiada, że mówi do niej Bóg. No powiedźcie uczciwie, jak można takich przyjąć. Zabiorą nam zasiłki, miejsca w żłobkach a jeszcze się okażą jakimiś fanatykami. Je..ne brudasy. A u nas też dzieci płaczą, ludzie bez pracy. 

*

Ratowanie to jest zawsze cholerne ryzyko. Skacząc w ogień nie wiesz, czy wyjdziesz z niego cało (Ludwika Wawrzyńska). Tonący wciągają w topiel swoich ratowników. Przyjmując na noc włóczęgę, nie masz pewności, że to nie zbir i że ci nie ukradnie pięknych świeczników (biskup Myriel, "Nędznicy", tom pierwszy). Stanowczo bardziej opłaca się nie ratować niż ratować.

*

Agnieszka Kaczorowska w sukni do ziemi, a i tak widać. Oto potencjalni rywale Legii i Lecha. Ponad 70 ciał wydobyto w nocy z czwartku na piątek z ciężarówki. Córka Rusin i Lisa przeprowadziła się do Nowego Jorku. Szkielet wieloryba będzie wielką atrakcją turystyczną. (gazeta.pl, w wersji mobilnej, tytuły wiadomości czytane po kolei).

*

Może powinien, ale nie interesuje mnie problem polityczny ani problem gospodarczy. Interesuje mnie wyłącznie problem moralny. Jacyś ludzie na jakichś łodziach. Jakieś ciała w jakiejś ciężarówce. Jakieś dzieci pod jakimś drutem kolczastym ustawionym na jakiejś granicy.

*

Szwedzki naród dowiedział się ze wzmianek w prasie, że kieruje Pan importem żydowskich dzieci do Szwecji. Czy my, którzy odpowiadamy przed przyszłymi pokoleniami, możemy importować tego rodzaju materiał? (L. Dahl, członek rady parafialnej, do pastora Pernowa, 1938 r., za: E. Asbrink, W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa, s. 80).
Jakieś niejasne skojarzenia.

*

Bo byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie (tekst powtarzany monotonnym głosem, z parosekundową przerwą na oddech, coraz ciszej, ale wciąż słyszalnie). Jesteśmy zanurzeni w Chrystusowym Krzyżu (Jędraszewski, biskup, o Polakach). Do gazu ich, łącznie z bachorami (jakaś Polka na facebooku).

 

Wojciech Nowicki, Odbicie, Czarne 2015

 

Wiedziałem od dawna, że fotografia jest metodą ocalania. Dużo o fotografii myślę, o tym, co pozostaje albo o tym kim są, coraz mniej wyraźni, coraz bardziej widmowi. Ale dopiero Nowicki naprowadza mnie na różnicę fundamentalną między zdjęciem cyfrowym a zdjęciem analogowym. Negatyw tego drugiego jest fotochemicznym świadectwem istnienia. Ktoś je zapisał na kliszy i ona jest dowodem, że byłeś. Ona cię widziała. Owszem, zapis cyfrowy jest także zapisem, ale rzędy zer i jedynek niczego nie dowodzą. Negatyw za to woła: tu był, tu była. Widziałem.

Książkę Nowickiego czyta się mozolnie, jest obładowana myślami. Autor krąży od policyjnych kartotek, poprzez - spotykane dziś na targach staroci - pocztówki z typami ludzkimi (podobne do widokówek ze zwierzątkami), po zdjęcia post mortem. Dużo rozmyślań, czym jest fotografia i kim jestem ja - ten, który ją ogląda. Wypisuję więc cały fragment, który mnie poruszył, mówiący o spoglądaniu na fotografie z XIX wieku. Trochę o nim myślę, gdy spoglądam na zdjęcia uchodźców znad granicy, przypominając sobie jak pouczamy my, wieczne w swoim mniemaniu ofiary historii, ich, uzurpatorów przynależnego nam nieszczęścia.

Odporni, twardzi ludzie żyjący w skrajnej biedzie, jeśli spoglądać na biedę z naszej perspektywy, z wygodnego fotela z dostępem do szerokopasmowego internetu, do aptek i banków, sklepów wszędzie takich samych; z fotela dl ludzi nieznających przednówka, śmierci noworodków, gruźlicy zabierającej wszystkich członków rodziny po kolei, staropanieństwa jako upokorzenia i piętna, z fotela, z którego nie widać (bo zobaczyć się nie da) bezpośredniego związku między zasianym zbożem a jedzoną kaszą, między świnią a mięsem (...) Odporni i twardzi, bo ci, którzy byli słabsi, poumierali w kołysce (s. 195).

Ostatnie akapity podważają wiarę w ocalenie przez zdjęcie. Jest zupełnie inaczej, mówi Nowicki. Zamiast obiecanej innym (bohaterom zdjęć) nieśmiertelności, fotografia przypomina nam o naszej własnej śmiertelności. (To teraz ćwiczenia: wyjmij z albumów swoje stare zdjęcia, przyglądaj się im dokładnie jak autor, spojrzyj sobie w oczy i zrozum, że już dawno, coraz dawniej, coraz mniej).

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7