2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
niedziela, 30 września 2007
O niemożliwości poprawy Rzeczpospolitej
Słuchałem wczoraj profesora Władysława Bartoszewskiego. Chwilę potem usiłował Go skontrować Jacek Kurski, a brzmiało to - jak powiedział był mój niezapomniany matematyk Waldemar Ł., gdy koleżanka Ewa S. posiadająca siedem jedynek w dzienniku usiłowała była podpowiadać na klasówce koleżance Katarzynie K. z jedenastoma ocenami niedostatecznymi - jak gdyby pchła kaszlała. Władysław Bartoszewski to postać niesamowita, heroiczna, więzień Auschwitz, powstaniec (z tego Powstania, do którego nieudolnie usiłują nawiązywać Jarosław i Lech Kaczyńscy), wreszcie współuczestnik Żegoty, więzień UB i dziekan z obozu internowania w 1981 r. (Niesamowity jest jego "Dziennik z internowania"). Kurski natomiast reprezentuje tradycję polskiej nienawiści i zawiści w prostej linii wywodzącą się z hańby polskiego szmalcownictwa. Dlatego też może plwać. Plwanie jako zjawisko wyrasta z braku możliwości dorównania. Stąd też Roman Giertych plwa na Jacka Kuronia, gdyż ten siedział w więzieniu, gdy tatuś pierwsego doradzał wojskowej juncie. Jarosław Kaczyński może plwać na Adama Michnika, bo tenże, gdy niedoszła polska Shirley Temple pisała mierny doktorat o samorządzie studenckim, zajmował się obroną praw człowieka i znosił esbeckie szykany. Plwanie to broń miernot, a miernoty dziś rządzą naszym krajem. Plwanie w czwartej republice ma piękną przyszłość.
I tu jest wniosek generalny, wniosek mojego wywodu: Polska nie dorosła do wolności. Od XVIII wieku, kiedy własnymi staraniami usunęła się z mapy Europy, nic się nie zmieniło. Polski warchoł, który nie potrafi pojąć sensu wolności, panuje. Wstecznictwo uznaje się za cnotę, to, co szkodzi - za rację stanu, niezgodę za klucz do władzy. Tak samo niedojrzali byliśmy przed wojną, tak samo niedojrzali jesteśmy dzisiaj. Póki prowadziły nas światłe elity udawało się lepiej lub gorzej wykorzystać tę naszą wolność, gdy polski warchoł doszedł do władzy, a nienawiść uczynił naczelną zasadą swych działań - wolność znów stała się ciężarem. Dopiero teraz papieskie słowa o wolności roztrwonionej z 1991 roku brzmią proroczo. Dopiero teraz widać, że jako naród nie zasłużyliśmy na cud, który się zdarzył w 1989 r. Cud wolności, dzięki której dzisiaj byle gnida może pluć na autorytety.

czwartek, 27 września 2007
Epistolografia edwardiańska
W pewien zimowy dzień pewien poeta zakochał się w piegowatej nastolatce. Traf chciał, że był to mój ukochany poeta, a wszystko zdarzyło się dwadzieścia trzy lata przed pamiętną jesienią, której przeczytałem wszystkie jego utwory i zachwyt nieziemski mnie ogarnął. Do dziś nie wiedziałem, że łączy nas sympatia do Muminków i Paszczaków. Że oprócz pięknych wierszy, pisał listy miłosne i każdego dnia wysyłał jeden i wypatrywał listonosza jak ja pamiętnej zimy i wiosny dwadzieścia cztery lata później. W tych listach niesamowite piękno się kryje i takie cudne manowce ludzkiego życia. Oczekiwanie na autobus, łapanie stopa, gra w pokera, jajka, które podrożały przed świętami. Pisał w zachwycie, że jest ona, pisał i zachwycał. A listy kończył z czułością i troską. Radził, by piła mleko i nie paliła za dużo, ta jego nastolatka o dużych oczach. Nie była to historia szczęśliwa, nie było happy endu. Odszedł mój poeta, patron cudnych manowców.
Starsznie trzeba mieć dużo odwagi, by o tym opowiedzieć, by pokazać światu swoją miłość, jej wzrastanie i jej umieranie. Dlatego podziwiam adresatkę, ówczesną nastolatkę. Podziwiam i nie mogę się doczekać jej listu pisanego do niego na ostatnich stronach jako odpowiedź na te wszystkie listy na pocztówkach, kartkach z notatnika, telegramach ze związku literatów.
Chłonę te listy jak gąbka, czytam w autobusie, w domu, w pracy, czytam niesamowitą opowieść o niemożliwej miłości, która ogarnęła mojego ukochanego poetę i toruńską nastolatkę w kolorowych swetrach. Chłonę i zachwycam się. I jeszcze bardziej go podziwiam.

E. Stachura, "Listy do Danuty Pawłowskiej" (oraz D. Pawłowska-Skibińska, "Listy równoległe") opr. D. Pachocki, PIW Warszawa 2007

Birma




Ludzie giną. Nie tu giną. Dzisiaj milicja użyła broni.




Etnograf na trzydziestym szóstym piętrze

zagubiony
zgubiony?

Anatomia biurokratyczna

Stałem się
członkiem korpusu.

(Nie wiem śmiać się czy płakać).

Autor bloga obserwuje niemiecką młodzież na hiszpańskiej plaży

(Językiem panującym na plaży w naszym uroczym miasteczku nad morzem był niemiecki. Pewnie dlatego już pierwszego dnia, gdy na plaży w najlepsze trwała wieczorna balanga germanofonów, w moich neuronach zakołatała melodia Jacka Kaczmarskiego o młodych Niemcach i o śnie. Dlatego też, jak już zakołatała, to musiała i tutaj trafić. I jest.)


Patrzę na młodych Niemców sen
Mocny, spokojny i bez winy
Pociąg przejeżdża wieczny Ren
W falach kołyszą się kominy

Mundur, przepustka, piwo, sznaps
I każdy w porę się obudzi
Żeby w jednostce być na czas
Tam uczą ich zabijać ludzi

Ale tymczasem ufnie śpi
Głowa na zgiętym łokciu leży
I nie o krwi zapewne śni
I w śmierć prawdziwą też nie wierzy

A pięćset kilometrów stąd
Gdzie jeszcze czuć swąd ludzkich pieców
Ich rówieśników nocny ront
Do robotniczych strzela pleców

I myśli się natrętne tlą
Gdy patrzę na uśpione głowy
To hitlerowców dzieci są
A tam, to wojsko jest ludowe


 
1 , 2 , 3 , 4