2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
wtorek, 30 września 2014
Dziennik. Baśń osiedlowa

 

Jego Kotowatość nie jest gotowy na audiencję. Przyjmuje grubo po zachodzie słońca, przy wykładaniu chrupek. Co z tego, że pan z poczty i przyniósł paczkę. Jego Kotowatość aktualnie w piwnicy oddaje się drzemce. Proszę nie przeszkadzać, proszę omijać, proszę asfaltem skręcić w lewo, a nie tutaj, gdzie Kotowatość oddaje się refleksji w poranki buro-kocie i czasem po zmierzchu.

Nie możemy ufać każdemu, kto się podaje za listonosza.

(idąc z poczty na Broniewskiego)

 

Tagi: ja
12:10, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
Dziennik (29/09/14)

 

Opowiem panu o synu, bo pan to uczciwy, a ludzie tacy ch..owi. Mój syn jest inżynierem, jednym z czterech na świecie. Jacek, nazwisko ma takie jak ja. On studiował na politechnice i mówił, że tutaj, tato, to ludzie są ch..owi. Do Anglii wyjechał, w takiej firmie pracuje. Ja panu powiem: pan to naprawdę porządny gość. Niech pan zapisze numer do Jacka. On będzie w przyszłym miesiącu. Dwanaście tysięcy zarabia w Anglii, naprawdę. To dojadę do Żerania stąd? Bo pytam ludzi i nie chcą mówić, Jacek mówił, że tutaj ludzie ch..owi, ale pan nie. Tylko niech pan Jackowi nie powie, że ojciec taki wstawiony, bo wtedy nie wiem... On jest inżynierem, w Anglii, jeden z czterech na świecie.

 

Wakacje z Jarosławem (odc. 8)

 

Zaborczość. Jarosław jest zaborczy. Ta jego przyjaźń wymaga całkowitego oddania, podobnie jak wymaga ciągłych zapewnień w listach. Brak listów staje się zdradą. Kiedy pojawia się na horyzoncie inna osoba, on cierpi. Ta jego przyjaźń niesie w sobie jakiś podtekst, może nie równie wyraźny dla obu stron, ale dla Jarosława jasny. On kocha, choć nie potrafi tego powiedzieć, pożąda i nie dopuszcza myśli o innym. Fenomenalny jest ten moment w listach, gdy Wiesiek zaczyna sypiać z Krysią. Ten ból to nie jest ból ojca, to ból zdradzonego ukochanego, choć nazywał go jedynie przyjacielem albo synem. Ból, że nie jest na własność. Ból z lęku, żeby nie zostać samemu.

(Wyznanie autora bloga, kolejne w cyklu Jarosławowym: dziwnym trafem całkowicie rozumiem odczucia Jarosława).

Tak zawsze bywa, jak się bardzo do kogoś tęskni, a potem niespodziewanie się spotyka, nie wie się, o czym ma się mówić i najczęściej się milczy albo się mówi o byle czym! (s. 122)

(Jarosław Iwaszkiewicz, Wiesław Kępiński, Męczymy się obaj. Korespondencja z lat 1948-1980, PIW 2014) 

 

niedziela, 28 września 2014
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Pewnego razu na Dzikim Wschodzie"

 

 

Wbrew tytułowi książki Jana Józefa Szczepańskiego western się nie skończył. Uległ za to transformacji. Oglądamy więc wariacje na temat westernu dziejące się - po raz pierwszy od dawna polski tytuł bardzo mi się podoba - w zapomnianych przez Boga i ludzi górskich okolicach Kurdystanu (miejscowość nazywa się Qamarian i leży w okolicach granic irańskiej oraz tureckiej). Są tam konie, są kapelusze, są dobrzy i źli, szybcy i martwi.

Wariacje kurdyjskie na temat westernu są bardzo przewrotne.

Mężczyźni (pomijając głównego bohatera, ale to akurat cecha gatunkowa) to strzelający z ukrycia tchórze, zamiast walką o niepodległość zajmujący się przemytem przez granicę przeterminowanych leków, do cna przeżarci korupcją. Mężczyźni mianują siebie samych ludźmi honoru, ale honor jest w ich wypadku pojęciem pustym, sprowadzającym się do kontroli życia seksualnego kobiet. Nie mają siły przeciwstawić się złu, bo siedzą w bagnie (choć bagno do pięknie sfilmowanego tamtejszego krajobrazu zupełnie nie pasuje) po uszy.

Kobiety to co innego. Kobiety są ludźmi czynu, walczą za wolność, ryzykując życie. Wbrew mężczyznom chcą prowadzić szkołę i uczyć dzieci. Wreszcie to kobiety (uwaga, spojler!) rozwiązują kluczowy problem, będący osią dramatu. Choć wszyscy się spodziewali, że rozwiąże go mężczyzna, to znaczy kurdyjska wersja szeryfa.

Ów szeryf jest idealistą, dość mocno zaślepionym ideą budowy państwa prawa w górskim Kurdystanie, idealistą, który wioskowej sitwie nie daje spokoju. Na jego przykładzie, od pierwszej sceny, widzimy, że w tym męskim świecie nie da się zaprowadzić demokracji na wzór europejski. Dzisiaj w innej części Kurdystanu znów rządzą okutani w chusty mężczyźni, podrzynający gardła i bez honoru szafujący słowem honor (ale to temat na inny wpis).

Film ogląda się dobrze, ale denerwuje mnie w nim gwiazdorstwo. Od pewnego momentu narracja, dotychczas wciągająca i ładnie sfilmowana, zaczyna być rozgrywana w zbliżeniach twarzy Govend (Golshifteh Farahani) i Barana (Korkmaz Arslan), aż się orientujemy, że z filmu zrobiła się historia miłosna. Trochę w tle za to pozostaje to, co było naprawdę ciekawe.

(Dopisane: po kurdyjsku "dziękuję" brzmi spas! Czy to ma jakiś związek z językiem rosyjskim?)

Słowa klucze: walczące konie, Elvis Presley, wieszanie, koc w kwiaty (zwraca uwagę A.)

(3,5/3,0)

 

(źródło: www.cinema-histoire-pessac.com)

Dziennik. Baśń chińska

 

Mała Chinka miała czerwone kokardki na warkoczykach i siwe futerko na kołnierzu. Ostrożnie przeciskała się między granatami, szpinakiem i pomidorami. - Najlepsza cielęcina! - wołali z lewej. - D..ę posadziła i niby nie dotyka! - grzmiał, po prawej, sprzedawca renklod na wredną kobitę, która uniosła się sponad śliwek. Turkotały po butach i nogach dwukółki.

Kiedy chciałem A. pokazać małą Chinkę, ta rozpłynęła się pośród tłumu, wraz ze swoimi czerwonymi kokardkami na warkoczykach i siwym futerkiem na kołnierzu. Może w ogóle jej nie było między papryką, porami i bakłażanem?

A może coś o małej Chince wiedziała staruszka, która sprzedawała rydze? Nie miała wprawdzie ani czerwonych kokardek, ani warkoczyków, ani też siwego futerka na kołnierzu, ale uśmiechała się nadzwyczaj podejrzanie, tak jak to tylko bywa w baśniach.

Nie miałem czasu spytać: właśnie zza mokrego poranka wylazł słoneczny dzień.  

 

sobota, 27 września 2014
O zbędności recenzji

 

Durnota pisania recenzji objawia mi się najbardziej przy książkach takich jak ta, książkach, których się nie czyta, ale które unoszą. (Podobnie jak liczenie książek w nagłówku. Cóż mogą statystyki wobec hierofanii?)

Więc nie będę się mądrzył, że coś więcej rozumiem. Piękno to jest czysty zachwyt. Melodia, którą czujesz w środku (należałoby w stylu uniesionym napisać "w trzewiach"). Położyć się wieczorem i czytać do snu Brodskiego.

Podobny ptakom, kiedy śpi w swym gnieździe,
drogę swą czystą i praw zmagania
raz już na zawsze powierzył swej gwieździe,
którą mu teraz chmurny kłąb zasłania.
Podobny ptakom. Dusza jego czysta,
zaś droga ziemska, chociaż grzech ją paczy,
naturalniejsza dlań i oczywistsza,
niż wronie gniazdo nad stłoczeniem szpaczym.

(Wielka elegia dla Johna Donne'a (fragment), tłum. W.Wirpsza,
w: Josif Brodski, 82 wiersze i poematy, Zeszyty Literackie 2013)

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8