2016: 8 filmów, 75 książek - 2015: 39 filmów, 78 książek - 2014: 66 filmów, 89 książek - 2013: 46 filmów, 60 książek
Archiwum
Zakładki:
zBLOGowani.pl
Kategorie: Wszystkie | DZIENNIK | KINO | KSIĘGARNIA | OSOBISTE | TEKSTY
RSS
czwartek, 31 października 2013
Jarosław Iwaszkiewicz, Sława i chwała, PIW 1965. Notatki z czwartego tomu

 

H. ginie w drugim dniu powstania, K. przez pomyłkę zabita w bramie, T. wraca z odwiedzin i przypadkiem trafia ją kula, A. biegnie walczyć: pierwsza strzelanina pierwszego dnia, dopiero po kilku dniach chowają ciało.

Lubimy oglądać heroizm i czyste ubrania. Jarosław pisze, że wojna śmierdzi śmiercią, nieumytym ciałem i potem, że jest błoto a zwłoki rozkładają się za szybko na słońcu. Do wizji historii bohaterskiej nie potrzebujemy "Sławy i chwały" ani zbędnych pytań: czy warto? Bo nie warto, bo jest życie, produkt jednorazowy.

Jarosław widzi i opisuje jednostkowy dramat, wybór, od którego zależy wszystko. Demistyfikuje nasze mity i naszych bohaterów. Podejrzenia to wzbudza narodowych lustratorów, speców od bieli i czerni.

Nigdy więcej nie będzie "Sława i chwała" lekturą szkolną, chociaż to najlepsza (z tych, które znam) czytanka o śmierci.

 

Dziennik (30/10/13)

 

 

Wobec. Lepiej nic nie pisać. Zbędna gramatyka nie może przyćmić. Tak więc czytam listy i nie mogę zrozumieć. (Braknie takiej uporządkowanej, logicznej procedury, co sobie myśleć właśnie teraz.) Przypominam sobie, nie mam komu opowiedzieć. Zawsze o sobie.

Nie czuć.

 

 

Tagi: ja
10:35, kozmo1 , DZIENNIK
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 października 2013
Kozmo.blox.pl Pictures presents "Życie Adeli - Rozdział 1 i 2"

 

Krótka recenzja A.: ........... (ziew)

Jeśli dobrze rozumiem intencję reżysera i tytuł filmu, tudzież zdania, które wypowiada Adela nad kebabem odnośnie powieści "Życie Marianny", ten film udaje, że jest potężnym tomem, w którym dużo mówi się o emocjach, ale też nie zapomina o opisach. Rzeczywiście trzy godziny są długie i każda scena, czy to scena erotyczna, czy scena jedzenia makaronu, przestają być momentami ("Momenty były?"), rozciągając się w czasie.

Ma to również inny, zamierzony skutek: z Adelą nawiązujemy więź, przyzwyczajamy się do niej, zaczynamy rozumieć, co odczuwa, wchodzimy w jej emocje. Ujmują mnie najbardziej jej zdjęcia, kiedy śpi, a kamera śledzi jej usta i jej spokojny (lub niespokojny) oddech. (Aby uniknąć patosu: śledzi również jej wadę zgryzu).

Czy warto z opowieści o dojrzewaniu i pierwszej miłości stworzyć epos? Najładniejsza dziewczyna w klasie (Adèle Exarchopoulos) ulega urokowi widzianej przelotnie niebieskowłosej artystki. To film o zakochaniu i toksycznym związku. Adela jest naiwna, ślepo kochająca i wrażliwa, jest "spoza branży". Emma, jej ukochana, przynależy do świata klubów, zmian partnerek i wulgarności. Wykorzystuje łatwowierność Adeli, gardząc jednocześnie jej poziomem intelektualnym, zupełnie odrzucając jej marzenie o byciu przedszkolanką, bez pardonu (uwaga: zdradzam zakończenie!) wyrzucając ją z domu, gdy się nią znudzi.

(Przypis: to nie jest film, jak sądzę, o świecie homoseksualnych kobiet. Ten świat jest gdzieś z boku, całkowicie zepsuty i nieodpowiadający marzeniom Adeli. Zwróćcie uwagę na sposób filmowania jej twarzy w klubie dla lesbijek i tło przypominające sceny z sądu ostatecznego lub z innego Boscha).

"Życie Adeli" jest pięknie sfotografowane, niezwykle emocjonalnie i niezwykle cieleśnie. Ma w sobie urok i emocje belgijskiego kina (nie od rzeczy, że dzieje się w przygraniczym Nord - Pas de Calais). Jest odważne w ukazywaniu seksualności, ale, przekraczając granice, nie przekracza tej najważniejszej: dobrego smaku.

Głupia myśl: wyobraziłem sobie, że w ten sposób, tymi środkami wyrazu (zbliżenia, długie sceny) kręcony jest film o Wałęsie. Pomyślałem sobie, że bardziej by mi się spodobał niż wersja Wajdy.

Słowa klucze: ostrygi, "Antygona", Egon Schiele

(3,5/4,0)

 

Dziennik. Proza w Wa.

 

Książki odbierał na stacji benzynowej przy Powązkach. Wobec tego wstał wcześniej, zrobił na śniadanie omlety i uprasował koszulę. Pięknie dawało słońce, gdy szedł na przystanek. (- Jakie śmieszne noszą okulary! - pomyślał, przyjrzawszy się twardym kościanym oprawkom u uczennic, stojących obok na przejściu). Wysiadł pod murem cmentarza. Przebiegł trawnik dzielący go od skrytek na paczki z księgarni wysyłkowej. Po drodze udało mu się jeszcze trafić pod drzwi McDo na darmową kawę, którą rozdawała dziewczyna w czerwonym. Paczka była ciężka i nieporęczna. Wcale nie wyglądała, że zawiera tylko pięć wydawnictw, w tym jedno w twardej okładce. W tej księgarni zawsze pakowali dziwnie, wpychając między książki gazety i papier pakowy. Teraz szedł wolniej, zastanawiając się jak będzie czytał trzeci tom "Sławy i chwały", jednocześnie podtrzymując pudło z nowymi książkami i nie tracąc równowagi, gdy sto osiemdziesiąt skręci w Anielewicza. Na przystanku był właściwie sam, później pojawiła się jakaś dziewczynka z podstawówki i zakonnica, wyciągnął z kurtki telefon i spojrzał na którąś ze stron. ZMARŁ TADEUSZ MAZOWIECKI:(((( - odczytał i poczuł w tym zdaniu jakąś niesprawidliwość. Zupełnie nie pasowało do tego, co widział, do słonecznego poranka w Wa., smakującego kawą i pachnącego świeżym drukiem.

 

Tagi: ja
09:51, kozmo1 , DZIENNIK
Link Komentarze (8) »
Dziennik. Proza w Łodzi

 

Stanęli na Fabrycznej. Akurat zdążyli się zacząć kłócić, kiedy podszedł do nich chłopiec z czarnym kundelkiem na smyczy. Przysłuchiwał się chwilę, podczas gdy pies mokrym nosem obwąchiwał spodnie A. - Palmiarnia już nieczynna - powiedział - kiedyś była do siedemnastej, teraz do szesnastej. Trudno ustalić komu ze spierających się dostarczył argumentacji, niemniej było już po szesnastej. "Muzeum jest do szesnastej" poganiała ich pani na wystawie jakieś pół godziny wcześniej, usiłując przegonić z trzeciego piętra. Zastanawiali się teraz. Malec kucnął i zaczął bawić się z psem. Słońce, ostatnie słońce, jak wymyślił niedawno, wpadało w żółte gałęzie parku i odbijało się od ceglanych murów Księżego Młyna. 

Z któregoś okna zapachniało ciastem drożdżowym. Kojący zapach domu i dzieciństwa. Przestali głośno mówić, zostawili chłopca z psem i ruszyli wzdłuż ceglanego budynku. Chłopiec chwilę patrzył jak znikają w jesieni.

 

Dziennik. Proza w Lu.

 

Stare Miasto wspinało się we mgle. Szli w kierunku Rynku i pogoda była do zdjęć. On jak zwykle zapomniał aparatu. To miasto nawet inaczej pachniało, ale już nie należało do niego. Był gościem, ba gościem honorowym. Im wyżej, tym mgła była gęstsza, tak że kogucika na wieży nie mógł dojrzeć. (Idąc wcześniej, jeszcze za jasnego, przyglądał mu się uważnie w perspektywie ulicy Gruella). Piątek wieczór, więc po Rynku kręciło się sporo młodych (młodszych od niego) ludzi. W tym roku na tym Rynku zjawiał się kilkakrotnie. Ta procesja rezurekcyjna w pierwszym śniegu, myśl o której ratowała im życie na zasypanej autostradzie do Gdańska; kolorowy, letni jarmark i fotografowanie fal na ścianach; teraz, ta mgła średnią jesienią i opowiadanie o Iwaszkiewiczu. Smakował ten wieczór, cieszył się nim, i wiedział, że w pociagu znów zacznie czytać.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5